Legia Warszawa
vs Raków Częstochowa
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-07-15 12:00:00
Newsletter

Radunović: Piłka to nie tylko walka, piłka to umiejętności

Autor: Przemysław Gołaszewski Fot. Jacek Prondzynski, Kamil Majewski
- Dla mnie piłka nigdy nie była sprawą życia i śmierci. Często powtarzam to moim zawodnikom. Muszą oni czuć luz. Jeżeli patrzą na piłkę w ten sposób, na pewno nie poczują luzu. Bez tego nie można osiągnąć poziomu - mówi w rozmowie z Legia.com Aleksandar Radunović, asystent trenera Aleksandara Vukovicia.

- Trenerze, jak to się stało, że trafił Pan do Legii? Kiedy odebrał Pan pierwszy telefon od Aleksandara Vukovicia i jak doszło do Waszej współpracy? 

Aleksandar Radunović: - Z trenerem Aleksandarem Vukoviciem znam się ponad dwudziestu lat. Graliśmy razem w młodzieżówce i cały czas utrzymywaliśmy dobry kontakt. Nie pamiętam dokładnie, zadzwonił do mnie bodajże w maju, tuż po podpisaniu przez niego nowego kontraktu. Rozmawialiśmy wówczas na temat współpracy. 

 

- Na czym ta współpraca ma polegać? Jaka miała być Pańska rola i zakres obowiązków? 

- Na pewno znamy się dobrze. Aleksandar Vuković wierzy we mnie, a ja wierzę w niego i nasza współpraca układa się bardzo dobrze. 

 

- Na treningach wyglądało to tak, że Trener jest w głównej mierze odpowiedzialny za obrońców. 

- W dużej mierze tak, ponieważ sam byłem obrońcą. Dużo detali gry w obronie znam i jest to naturalne, że zajmuję się właśnie tą formacją.

 

- Z Trenerem Vukoviciem graliście razem w Partizanie?

- Tak, w Partizanie. 

 

- Jak się tam trafia? Dużo mówi się o tym, że jest to klub, który z juniorów wybiera tylko tych najlepszych. 

- Jest to na pewno, obok Crveny zvezdy, największy klub w Serbii. Właśnie dlatego młodzi piłkarze bardzo chcą przyjechać do Belgradu i zagrać w jednym z nich. Stało się tak, że my również się poznaliśmy w zespole U-15 i graliśmy razem aż do wieku seniorskiego. 

 

- Po zakończeniu kariery piłkarskiej pracował Trener raczej jako szkoleniowiec juniorów. Nie boi się trener nowej roli? 

- Pracowałem w szkółce, która jest jedną z najlepszych szkółek w Serbii. Pracowałem z zawodnikami, którzy byli bardzo bliscy przejścia do seniorów, czyli selekcja roczników od U-17 do U-19, a także indywidualnie z piłkarzami wchodzącymi do pierwszego zespołu. Nabrałem dużo doświadczenia w tej pracy. 

 

- Skąd bierze się to, że w Vojvodinie jest tyle talentów? Macie tam jakiś specjalny system? 

- Vojvodina jest największym klubem w „województwie”. Miasto leży na północy Serbii i dzieci z wszystkich okolicznych miast chce przyjechać do Nowego Sadu. Są tam dobre warunki do pracy, jest wiele centrów sportowych. Pracują tam również dobrzy trenerzy. Akademia Vojvodiny ma tradycje i coś, czego inni nie mają. 

 

- Przyjście Trenera - człowieka mającego doświadczenie z pracy z młodzieżą - ma związek z tym, że Legia chce odmłodzić kadrę? 

- Na pewno. Na zgrupowaniach byli z nami młodzi zawodnicy z Akademii Legii i zdajemy sobie sprawę, że będziemy z nimi dużo pracować. Mają oni potencjał i przy dobrej pracy mogą oni wejść do pierwszego składu oraz pokazać się w głównej drużynie Legii. 

 

- Sztab szkoleniowy tworzą w tej chwili młodzi trenerzy. Jaką wartość może to dać drużynie?

- Wiadomo, że młodzi ludzie mają energię i na pewno my ją wniesiemy. Z drugiej strony wszyscy mówią, że brakuje nam doświadczenia. Uważam, że jesteśmy wystarczająco doświadczeni, aby prowadzić ten zespół. Wydaje mi się, że dzięki tej energii będziemy mieć dobry sezon. 

 

- Było coś, co szczególnie zaskoczyło Trenera w pierwszych dniach pracy w Legii? 

- Szczególnie zaskoczyła mnie jakość młodych zawodników. Rozmawiałem z Vuko i nie mógł on do końca porównać jakości młodzieży polskiej i młodzieży serbskiej. Jest tutaj kilku młodych zawodników, którzy mogą wejść na wyższy poziom. 

 

 

- Piłkarze z młodzieżowych roczników Akademii Legii mieliby szansę na grę w szkółkach Partizana czy Vojvodiny? 

- Myślę, że tak. Ci, którzy byli z nami na zgrupowaniach w Warce i w Austrii na pewno. 

 

- Jaka jest tajemnica tego, że Wy - Serbowie - drogo sprzedajcie swoich piłkarzy? 

- Nie jestem pewien z czego to wynika. 

 

- Paszport? 

- Nasz paszport nie jest aż tak ceniony w świecie, ponieważ do wielu krajów potrzebujemy wizy (śmiech). 

 

- Czym junior z Serbii różni się od juniora z Polski? 

- Motorycznie Polacy są na wyższym poziomie niż Serbowie. Patrząc jednak ogólnie - luz w grze jest po stronie serbskiej. Różnice w wyszkoleniu technicznym są niewielkie. 

 

- A ten słynny „bałkański” charakter?

- Wiadomo, że są różne osoby, ale mówiąc szczerze, bardziej podoba mi się charakter polski. Do treningu Polacy podchodzą bardziej poważnie. 

 

- A charakter Waszego pokolenia? Kiedy mieliście po piętnaście lat w Serbii, a właściwie w Jugosławii wiele się działo. Jak to na Was wpływało? 

- Na pewno nas to wzmocniło, ludzi mojego pokolenia. Jak przeżyjesz takie wydarzenia, później nic nie może Cię zaskoczyć. 

 

- Jak Trener to przeżywał? Na początku rozpadu Jugosławii trener miał 11 lat. 

- Tak, miałem 11 lat. Najbardziej czułem to dlatego, że mój ojciec brał udział w tej wojnie. W codziennym życiu nie odczuwałem tego, ponieważ wojna odbywała się na terenach Chorwacji i Bośni, ale wielu Serbów, tak jak mój ojciec, było w nią zaangażowanych. 

 

-  A późniejsze kwestie związane z NATO, z Kosowem? To było odczuwalne? 

- W tym przypadku było tak samo. Mówię o sobie - ja żyłem w Vojvodinie, na północy, około 500 km od Kosowa. Odczuwaliśmy to podczas nalotów NATO, wtedy cała Serbia była bombardowana. Otrzymywaliśmy propozycje schronienia, ale ludzie, którzy szybko się przyzwyczajają do swojego miejsca, nie chowają się. Mieszkaliśmy normalnie, trenowaliśmy, graliśmy w piłkę. 

 

- Miroslav Radović w jednym z wywiadów mówił właśnie, że w trakcie tej wojny młodzież uprawiała sport, ponieważ była to odskocznia od problemów.

- Był taki moment w trakcie pierwszych 10-15 dni, że wszyscy wróciliśmy do domów i nie wiedzieliśmy jak to wszystko się potoczy. Później jednak zobaczyliśmy, że ludzie normalnie funkcjonują. Znów dotarliśmy do Belgradu, jak większość moich kolegów, i trenowaliśmy, graliśmy sparingi. 

 

- W głowie jest obrazek, że nad głową latają samoloty czy strach jest daleko wyparty? 

- Ja strachu nie czułem. Nie było tak, że przez cały dzień latały samoloty. Działo się to raczej sporadycznie. Wyły syreny, które ostrzegały nas i w tych momentach niektórzy ludzie uciekali, a niektórzy nie. Wiem, że brzmi to dziwnie ale wierzcie, że jak człowiek nie ma wyjścia, to co ma zrobić? Musi żyć. 

 

- Często mówi się, że piłka nożna jest sprawą życia i śmierci. Po takich doświadczeniach można futbol jeszcze cenić, czy jest ona raczej jakimś dodatkiem? 

- Dla mnie piłka nigdy nie była sprawą życia i śmierci. Często powtarzam to moim zawodnikom. Muszą oni czuć luz. Jeżeli patrzą na piłkę w ten sposób, na pewno nie poczują luzu. Bez tego nie można osiągnąć poziomu. Piłka to nie tylko walka, piłka to umiejętność. 

 

- Jak młode pokolenie podchodzi do tego, co działo się w Waszym kraju 20 lat temu? 

- Oni w ogóle nie wiedzą o co chodziło. Często pytają się swoich rodzin i na pewno ta opowiada im o przeszłości. Młodzieży ciężko jest uwierzyć w to, że takie wydarzenia miały miejsce. 

 

- Jakie uczucia towarzyszyły Trenerowi, gdy wyjeżdżał z Serbii do Polski?

- To była dla mnie przygoda i nowe doświadczenie. Pierwszy raz dłużej zostałem za granicą. To było dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. 

 

- Jakie wspomnienia wiąże Trener z okresem gry w Polsce?

- Bardzo miło to wspominam. Poznałem nowych ludzi, polską mentalność, polską piłkę. Jest duża różnica w stylu gry. W Serbii gra się wolniej i bardziej technicznie, tutaj zaś bardziej bezpośrednio. Więcej się biega, więcej się walczy. 

 

- Dlaczego Trener nie został w Koronie po awansie? 

- Zmienił się wówczas trener, z klubu odszedł Dariusz Wdowczyk. Nowy, Ryszard Wieczorek nie widział dla mnie miejsca w składzie na następny sezon. To w piłce normalne, zaakceptowałem to. 

 

- Potem był ŁKS. 

- ŁKS, powrót do Serbii. Potem wziąłem ślub, od razu urodziło mi się jedno dziecko, później drugie. Nie było mi już tak łatwo wyjechać z kraju. Miałem propozycje z Azji, z Bliskiego Wschodu ale w tym wieku nie chciałem już ich przyjmować. 

 

- Przez kolejne lata był tak naprawdę jeden klub. 

- Tak, przez sześć lat grałem w klubie z Belgradu - nazywa się BSK. Awansowaliśmy do pierwszej ligi i zostaliśmy w niej przez cztery sezony. Później spadliśmy i wtedy odszedłem i praktycznie skończyłem karierę. To znaczy grałem jeszcze w trzeciej lidze. Taka była moja decyzja, żeby nie kończyć od razu, aby zachować zdrowie.  

 

- Wtedy rozpoczęły się kursy trenerskie? 

- Jeszcze za czasów gry w BSK zacząłem uczyć się. Wtedy, bodajże w 2012 roku, zrobiłem licencję UEFA A. Tam byłem już swego rodzaju asystentem trenera. Byłem kapitanem i z boiska wiele rzeczy podpowiadałem. W trzeciej lidze również stałem się zawodnikiem-trenerem ale był to poziom, który mnie nie zadowalał. Nie chciałem tam zostać, wybrałem pracę z młodzieżą. W Serbii jest tak - sześć/siedem klubów jest na jakimś poziome, reszta jest niżej. 

 

- Które się liczą? Partizan, Crvena zvezda…

- … Radnicki Nis, Vojvodina, Cukaricki, Napredak Krusevac. To sześć klubów. 

 

- Stanko Svitlica oraz Mirko Poledica powiedzieli takie słowa: „ Radunović to świetny trener młodego pokolenia w Serbii”. Faktycznie tak jest czy Trener odbiera to raczej jako miłe słowa? 

- Nie chcę wypowiadać się o swojej trenerskiej jakości. Bardzo miło czuć, że ludzie, których do końca nie znam mówią o mnie takie rzeczy. Mirka znam trochę bardziej. Poznaliśmy się tutaj, w Polsce, kiedy on grał w Legii. Spotykaliśmy się, ale nie utrzymujemy bliższych kontaktów. On również mieszka w Nowym Sadzie, jest prezesem w związku i dobrze wie, co dzieje się w serbskiej piłce. Jest byłym zawodnikiem Vojvodiny i ma wielu przyjaciół związanych z klubem. Są to dla mnie bardzo miłe słowa. 

 

- A podczas gry w Polsce mijał się Trener z Aleksandarem Vukoviciem? 

- Nie. Nie pamiętam dokładnie. Wydaje mi się, że wtedy wrócił on już z Grecji.

 

- Również się spotykaliście czy nie było okazji? 

- Myślałem, że pytanie dotyczyło tego, czy razem graliśmy. Spotykaliśmy się w Warszawie, Vuko przyjeżdżał również do mnie do Łodzi. 

 

- Polska dużo zmieniła się przez ten czas, od kiedy Trener z niej wyjechał? 

- 12-13 lat nie było mnie w Polsce. Zmieniło się wiele. Patrząc na piłkę i na stadiony - kiedy ja grałem, stadiony nie były takie jak teraz. 

 

- Trener nauczył się języka polskiego podczas kariery piłkarskiej, ale czy później doskonalił go czy umiejętności zostały do dzisiaj bez zbędnego szlifowania?

- Wszystko pamiętam. Nie miałem okazji by się doskonalić. Wyjechałem z Polski w 2007 roku i do tej pory nie używałem języka polskiego.

 

- Jest Trener kolejnym przykładem osoby z Bałkanów, która nie ma problemu z naszym językiem. 

- To bardzo podobny język do serbskiego i łatwo było się go nauczyć. Grałem w Koronie i wtedy nie było tam zawodników z Bałkanów więc byłem do tego zmuszony. Bardzo się cieszę z tego powodu. Nie znam jeszcze jednak tylu słów, żeby powiedzieć wszystko, co bym chciał. 

 

- Jesteśmy podobni do Serbów lub odwrotnie - czy Serbowie są podobni do Polaków? 

- Myślę, że są pewne wspólne rzeczy. Są oczywiście i różnice ale wiadomo, że i Polacy, i Serbowie, są narodowości słowiańskiej. Serbowie mają bardziej gorące głowy (śmiech). To ich specjalność. 

 

-  Przeszkadza to na boisku?

- Czasami przeszkadza, czasami może pomóc. Zależy od sytuacji na boisku. Nie jest tak, że gorąca głowa zawsze przeszkadza ale są momenty, kiedy człowiek musi się uspokoić i kontrolować swoje zachowania. U Serbów czasami tego brakuje. 

 

- A serbski trener musi mieć gorącą głowę czy raczej chłodną? 

- Trener powinien mieć chłodną głowę. Musi panować nad sobą. Wiadomo jednak, że jeśli masz taki charakter, trudno się kontrolować w różnych sytuacjach, które zdarzają się w piłce. 

 

- To na koniec - jakie ma Trener oczekiwania co do swojej pracy w Legii? 

- Mam nadzieję, że osiągniemy sukces w tym sezonie i będziemy mieć dobrą atmosferę. Liczę na to, że ten zespół, który pracuje teraz z taką energię, przeniesie to na przyszłość.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Więcej na temat

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN