Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-12-23 16:00:00
Newsletter

Romeo Jozak: W futbolu jesteś tam, gdzie zasłużyłeś

Autor: Jakub Jeleński Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Janusz Partyka
- Nie zaczęło się tylko pochmurnie, zaczęło się od ulewnego deszczu i wielkiej śnieżycy, teraz jednak wyszło trochę słońca. To było jak przejażdżka kolejką górską, niesamowite doświadczenie, które mogę nazwać przygodą życia. I cieszę się każdym dniem jaki tutaj spędziłem - mówi w świątecznym wywiadzie z Legia.com trener Romeo Jozak.

 

Legia.com: Jest takie chorwackie powiedzenie: Kolo sreće se okreće - fortuna kołem się toczy. Tak właśnie wyglądały Pana trzy miesiące z Legią?

 

Romeo Jozak: Powiedziałbym „istina”, a więc: to prawda. Odpowiedzmy sobie jednak na pytanie, czy to było tylko szczęście, czy może po prostu pewna droga, w której przemierzanie włożyliśmy pracę i na której końcowy etap zasłużyliśmy. Oczywiście, że los się do nas uśmiechnął w kilku sytuacjach, ale też było parę momentów, gdzie było zupełnie odwrotnie. Chociażby można spytać dlaczego futbolówka odbiła się od słupka nie w tę stronę w meczu przeciwko Sandecji - wówczas byłoby jeszcze lepiej. Taka właśnie jest piłka nożna. Zwykłem powtarzać, że futbol zawsze pamięta, więc na końcu jesteś dokładnie tam, gdzie zasłużyłeś, by być. 

 

 

W trzy miesiące mieliśmy więcej wzlotów i upadków niż niektóre kluby mają w trzy lata. To był najdziwniejszy czas w Pana sportowym życiu?

 

W sportowym na pewno. Tak jak powiedziałem na początku - nie zaczęło się tylko pochmurnie, zaczęło się od ulewnego deszczu i wielkiej śnieżycy. Teraz jednak wyszło trochę słońca, nawet jeśli dzisiaj tego nie widać - w końcu jest grudzień i mamy święta (śmiech). Ale mówiąc poważnie - tak, to było jak przejażdżka kolejką górską, niesamowite doświadczenie, które mogę nazwać przygodą życia. I cieszę się każdym dniem jaki tutaj spędziłem. 

 

Pana mentor, Ilija Lončarević, zaproszony na debiut przeciwko Cracovii powiedział po meczu, że czeka Pana jeszcze mnóstwo pracy. Nadal jest jej tak wiele? 

 

Dokładnie tak. To naprawdę niezwykła osoba. Ilija to nie tylko mój mentor, ale przyjaciel i taki piłkarski ojciec, który jest niesamowicie bezpośredni. Niektórzy mówią, że ja taki jestem, ale z nim nawet nie ma porównania. Trener Lončarević powiedział do mnie wtedy: Posłuchaj, musisz włożyć w to wiele pracy, jeśli naprawdę chcesz coś osiągnąć. Pracowaliśmy więc wiele z zawodnikami, sztabem trenerskim i wszystkimi ludźmi w klubie. Mam wrażenie, że całe miasto żyło tym i popychało nas coraz bardziej do działania, co pozytywnie wpływało na atmosferę. Nadal jednak mamy mnóstwo pracy przed sobą, jeśli chcemy być na poziomie, na jakim ja chciałbym żeby był klub, a tym poziomem jest Liga Mistrzów UEFA. Chcemy być stabilnym klubem UEFA Champions League. Oznacza to, że zamierzamy grać w niej w miarę regularnie i nie w charakterze kogoś, kto przyjechał tylko na wycieczkę.

 

 

Zanim przejdziemy do Ligi Mistrzów UEFA, skupmy się na ekstraklasie. Nauczył się Pan już specyfiki naszej ligi?

 

W piłce musisz uczyć się bardzo szybko i to czegokolwiek byś w niej nie robił. O ekstraklasie wiedziałem już trochę, ale to nie było nawet pięć procent z tego, co wiem teraz. Nie myślę też, że wiem już wszystko - każdy mecz jest nowym doświadczeniem. Oczywiście rozumiem rozgrywki dużo bardziej niż na początku, ale cały czas muszę się wiele uczyć - wszystkich wzlotów i upadków, trudności tej ligi i jej wyrównania. Dużo zespołów jest naprawdę dobrych. Wiedzę przyswajam więc szybko, podobnie jak cały mój sztab i asystenci. 

 

Podczas naszej pierwszej rozmowy w klubie nazwano Pana człowiekiem twardej ręki. Romeo Jozak był przez te trzy miesiące właśnie takim trenerem?

 

Ktoś inny powinien wypowiedzieć się na ten temat. Myślę, że jestem takim człowiekiem, o którym zresztą powiedziałem chłopakom w szatni pierwszego dnia trzy miesiące temu. Powiedziałem - i podtrzymuję to do teraz: będę waszym najlepszym przyjacielem, ale kiedy zajdzie potrzeba, będę waszym największym wrogiem. Czy więc mam twardą rękę? To zależy. Kiedy trzeba - owszem. Jednak przez większość czasu staram się ustabilizować relację z drużyną, opartą na szczerości i zaufaniu. Myślę, że udało mi się to zrobić, jednak - tak jak powiedziałem - jeśli to konieczne, potrafię tupnąć nogą. 

 

 

Polacy są narodem lubiącym takie przywództwo, co może Pan o nas wie.

 

Przemierzyłem wiele krajów świata, byłem na każdym kontynencie od Ameryki Południowej po Australię, przez rok mieszkałem nawet w Afryce. Poznałem więc wiele ludzi. Mogę powiedzieć, że tutaj świat jest wysoce cywilizowany. Spotkałem mnóstwo kulturalnych osób, obdarzonych dobrymi manierami, wysoce wykształconych. Ludzie nie tylko w klubie są otwarci i wykształceni - co tutaj widoczne jest naprawdę mocno - ale czuć to także na mieście. W restauracji, kawiarni, nawet na stacji benzynowej. Mijasz te wszystkie osoby, które cię pozdrawiają, chcą uścisnąć ci dłoń. Nigdy nie spotkałem się ze złością czy arogancją, więc za takie rzeczy bardzo Polaków lubię. Widzimy też jak przepełnieni pasją potrafią być nasi kibice - to jest ta druga strona, która nie mniej mi się podoba. Powiedzmy, że Polska mogłaby należeć do kręgu narodów z Północy, przynajmniej dla Chorwatów. Ludzie postrzegają mentalność ludzi na Północy Europy jako raczej zimną i ułożoną, ale patrząc na kibiców w ekstraklasie... to jest prawdziwe szaleństwo. Zaprosiliśmy ze sztabem gości na nasz mecz z Górnikiem - rodzinę, przyjaciół, czy znanych nam zawodników. Nie mogli uwierzyć, że panuje tu taka atmosfera, że mamy taki stadion i takich kibiców. Kocham to wszystko. Ta różnorodność - nazwijmy to aspekt kulturalny - z jednej strony kraju, z drugiej zaś fanów, czyni Polskę naprawdę wspaniałym krajem do mieszkania i pracy w niej. 

 

Da się w ogóle porównać Polaków do Chorwatów?

 

Jest wiele podobieństw między Polakami i Chorwatami. Przede wszystkim jeśli chodzi o patriotyzm. No i religia. Mieszka tu wielu katolików, podobnie jak w Chorwacji. To nazwałbym najbardziej podobnymi cechami, a może nawet identycznymi. Jeśli natomiast chodzi o futbol: my Chorwaci jesteśmy dużo mniejszym narodem. Nas jest około czterech milionów, was 40, a więc 10 razy więcej. Polska to wielki naród. Nie kraj, a właśnie naród, porównując to do nas. Rozpadła się Jugosławia, gdzie należeliśmy do wielkiego narodu 20 milionów ludzi, teraz jesteśmy małym krajem. Żyjąc w Chorwacji tyle lat zaobserwowałem więc jedną ważną rzecz - naprawdę społeczną mentalność. Przez cały czas ludzie lubią gromadzić się wokół siebie. Może właśnie dlatego Chorwaci są dobrzy w sportach drużynowych? Polaków jeszcze tak dobrze nie poznałem, także nie wiem, czy jesteście aż tak społecznym narodem, razem robiącym dosłownie wszystko - począwszy od picia kawy rano, skończywszy na wspólnie spędzanych wieczorach. Podsumowując - Chorwaci są bardzo towarzyscy, uwielbiamy festiwale i happeningi. Myślę, że wy też, ale u nas odbywa się to na większą skalę. Natomiast jeśli chodzi o spojrzenie na rozwój cywilizacyjny, to Polska jako kraj jest dużo bardziej zorganizowana i rozbudowana, kładziecie też większy nacisk na przestrzeganie prawa, co naprawdę podziwiam. Tutaj z kolei szukałbym głównych różnic między naszymi narodami. 

 

 

Niedawno powiedział Pan, że podróż z Chorwacji do Polski, to jak lot statkiem kosmicznym. 

 

Tak, to na pewno doświadczenie mojego życia. Wylądowaliśmy całkiem dobrze, zobaczymy jak dalej będziecie się z nami obchodzić (śmiech). 

 

Jak wygląda sytuacja z Pańskim językiem polskim?

 

Ma się coraz lepiej. Myślę, że - jak już kilkakrotnie to mówiłem - mam pewien talent do języków. Kiedy jednak tu trafiłem, miałem pewne priorytety, wielkie priorytety i chyba każdy wie o czym mówię. Na nich się skupiałem i muszę powiedzieć, że straciłem jakieś 5-6 kilogramów odkąd tutaj przyszedłem. To był naprawdę bardzo intensywny okres mojego życia, psychicznie i fizycznie. Nie koncentrowałem się więc za bardzo na nauce języka, ale od ostatniego meczu z Wisłą Płock aż do lutego jest trochę czasu i mam nadzieję, że wywiady jakich udzielę, będą wóczas w połowie po polsku. 

 

Zrozumie Pan, kiedy przytoczę powiedzonko kibiców: Jozak to Kozak?

 

Kozak? Nie, na to chyba jeszcze za wcześnie. 

 

Kozak to ktoś fajny i odważny. 

 

Naprawdę? No cóż, miło mi (śmiech). 

 

 

Tego kozaka na święta częściej odwiedzał Mikołaj czy Krampus, potwór straszący chorwackie dzieci?

 

Jako dziecko byłem - nazwijmy to - żwawym chłopcem. Moja mama, tak jak powiedziałem kiedyś na konferencji, wiele razy podawała mi rękę. Raz zachowywałem się lepiej, raz gorzej, dostawałem prezenty każdego rodzaju. Nigdy nie byłem dobry przez cały czas, ale ostatecznie zostałem normalnym facetem. Moje życie było przejażdżką rollercoasterem, jak w przypadku każdego dziecka. Jako dzieciak nie możesz być zbyt ułożony i zbyt normalny. Jeśli jesteś zbyt normalny, to coś jest nie w porządku. Musisz robić pewne zabawne i głupie rzeczy. Takie też robiłem i ja. 

 

W Chorwacji jest jeszcze inna specyficzna świąteczna tradycja - stawianie butów na parapetach.

 

Chorwackie dzieci na Mikołajki muszą wyczyścić buty i postawić je na parapecie. Potem wstają rano i wtedy albo Święty Mikołaj albo Krampus kładzie im w nie prezent. Jeśli byłeś dobry, dostaniesz czekoladowe jajko, słodycze, czy jakikolwiek wymarzony prezent. Ale jeśli byłeś niegrzeczny, otrzymasz rózgę, służącą rodzicom do dawania klapsów. Parę razy zdarzyło mi się ją dostać (śmiech).

 

 

A piłkarze - bardziej zasłużyli na wizytę Świętego Mikołaja czy Krampusa?

 

Bycie trenerem to gra psychologiczna, w której chcesz wygrać posłuch u swoich piłkarzy. Musisz uzyskać ich uwagę, by informacje które im przekazujesz naprawdę dotarły. W większości przypadków potrzebne jest pozytywne podejście, ale czasami, w niektórych meczach - a mieliśmy takie dwa albo trzy razy - potrzeba było użyć twardej ręki. To daje efekt. W tej grze chodzi więc o to, by zbalansować oba podejścia. Jak na razie reakcja na moje pozytywne podejście była bardzo dobra, a im rzadziej jestem zmuszony użyć tej drugiej strony, tym lepiej dla mnie. Balans póki co się udaje. 

 

Więc zasłużyli jednak na czekoladę?

 

Chyba tak (śmiech). 

 

 

Dużo różnią się polskie święta od chorwackich?

 

Jeszcze nie doświadczyłem polskich świąt, ale idąc po ulicach widziałem, że wszystko jest przyozdobione i świecące. U nas bardzo szczególnie obchodzony jest Adwent, mamy msze o szóstej rano, które chyba w Polsce nazywają się porana, czy zarana...

 

Roraty.

 

No tak. W Chorwacji takie liturgie są bardzo popularne, porankami kościoły są pełne. Na kilku takich mszach byłem sam, ale - tak jak mówiłem - nie przeżyłem jeszcze swoich pierwszych prawdziwych świąt w Polsce, więc nie umiem wskazać głównych różnic między polskim Bożym Narodzeniem a chorwackim. 

 

 

Czego więc na święta życzyłby Pan piłkarzom, pracownikom i kibicom naszego klubu?

 

Życzyłbym dużo zdrowia, przyjaźni i dobrobytu: rodzinom piłkarzy, im samym i wszystkim ludziom w naszym klubie. Również ich bliskim, kibicom i każdemu, kto kocha Legię, ale także wszystkim Polakom. To po prostu ludzkie życzyć każdemu wszystkiego dobrego na Boże Narodzenie i Nowy Rok. Doskonale wiemy jednak co jest życzeniem sportowym i zrobimy wszystko, by się ono spełniło: chcemy wygrać ekstraklasę, Puchar Polski i zakwalifikować się do UEFA Champions League. W tym przypadku nie zamierzam być skromny, a bardzo wymagający, by spełnić te trzy życzenia.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN