Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-03-23 16:00:00
Newsletter

Rozmowa z trenerem Romeo Jozakiem

Autor: LW, JJ Fot. Mateusz Kostrzewa
Korzystając z przerwy na mecze reprezentacji poprosiliśmy trenera Romeo Jozaka, by odniósł się do wydarzeń ostatnich dni - porażki z Wisłą Kraków, problemów w grze zespołu i narastających spekulacji wokół drużyny. Szkoleniowiec opowiedział o największych mankamentach w grze Legii, przyczynach rotacji składem, a także zabrał głos w sprawie plotek dotyczących klubu.

Legia.com: Od kilku dni pojawia się wiele plotek i zarzutów, więc chyba nadszedł czas zmierzyć się z nimi i je skomentować.

Romeo Jozak: Kiedy przychodziłem do Legii od początku spodziewałem się, że tak to będzie wyglądać i że chwilami będzie ciężko. Wiem dlaczego tak jest. Po pierwsze staramy się zrobić coś o historycznym znaczeniu, coś co w przeszłości nigdy się nie zdarzyło, czyli wygrać Ekstraklasę po raz trzeci z rzędu. Zawodnicy, ja i klub, tworzymy w ten sposób historię. Staramy się ją tworzyć.

Nigdy nie widziałem aby coś dużego powstało dzięki szczęściu, a nie ciężkiej pracy. I nigdy nie widziałem, by wielka rzecz - niezależnie w jakiej dziedzinie życia - powstała łatwo. Byłem więc gotowy na to wszystko, na potknięcia i problemy jakie mogą się pojawić. Odpowiadając jednak na pytanie - ciężko skomentować wszystkie plotki, bo te wychodzą od ludzi, którzy zasięgają trochę informacji tu, a trochę tam. W przeszłości przeczytałem już wiele informacji, o których wiedziałem, że są nieprawdziwe. To naturalne, że ludzie chcą wiedzieć co się dzieje i mają do tego prawo. Chcę jednak powiedzieć kibicom Legii, że by zrobić coś historycznego, to musimy być razem. 

 

 

Oczywiście nie wszyscy chcą nam w tym pomóc. I pewnie właśnie dlatego pojawiają się te wszystkie plotki i dziwne informacje. Na przykład, że ktoś inny niż ja prowadził spotkanie i odprawę przed meczem z Jagiellonią, Lechem czy Wisłą… Ludzie, którzy są blisko mnie znają moją osobowość, wiedzą jaki jestem emocjonalny. Cechuje mnie to podczas meczu, po meczu i przed nim, choć w trakcie spotkania, będąc na ławce, staram się być najspokojniejszy jak to możliwe. Ale szef jest tylko jeden. Mam w sztabie dwudziestu ludzi, każdy z nich jest wartościową osobą. Każdy z nich to człowiek, który wie jak wykonywać swoją pracę i stanowi cenny element drużyny. Ostatnie zdanie w zespole należy jednak zawsze do mnie, niezależnie czego by ono nie dotyczyło - przygotowania fizycznego czy taktyki. Rzecz jasna korzystam z pomocy wielu ludzi, ale powtarzam, ostatnie zdanie należy do mnie. Zwłaszcza jeśli chodzi o odprawę przed meczem.

Wszystko to co dzieje się dookoła wynika z faktu, że ludzie chcą wiedzieć pewne rzeczy, są ich ciekawi.  Sześć miesięcy temu jakiś piłkarz miał powiedzieć, że trener nie pozwala grać na więcej niż dwa kontakty. Oczywiście nie było to prawdą. Dlaczego? Bo jeśli masz środkowego obrońcę, to pozwolisz mu dryblować jeden na jeden? No nie. Pozwolisz na to komuś, kto gra na boku. Teraz podobno nie gramy skrzydłowymi. Aha, czyli tym samym systemem przeciwko Zagłębiu i Śląskowi graliśmy skrzydłami i wszystko było dobrze, a teraz nagle już nimi nie gramy.

Ciężko zagłębiać się w szczegóły, jeśli nie ma się informacji. Problemem ludzi nie posiadających informacji jest to, że kreują oni swoje własne informacje. Rzecz jasna nie możemy dzielić się szczegółami z szatni, ale i tak ktoś, kto nie ma do nich dostępu, wyciąga własne wnioski. Na przykład, że mamy problemy z bieganiem i kondycją. Podczas niektórych meczów, które przegraliśmy, biegaliśmy więcej niż Barcelona przeciwko Chelsea, lub więcej niż Manchester City przeciwko FC Basel, kiedy wygrał 4:0. Więc jeśli my przegraliśmy, dlaczego oni wygrali. Nie chodzi więc o bieganie.

 

 

Chciałbym też powiedzieć kibicom, że kiedy pięć miesięcy temu podjęliśmy decyzję, że pojedziemy na Florydę, obawiałem się tego, że pytanie o to do nas wróci. Powiedziałem, że będą nas o to pytać, gdy nadejdą gorsze chwile. Ale faktem jest, że zrobiliśmy tam ponad 90% naszej pracy i dołożyliśmy 100%  w Hiszpanii, żeby wszystkiego dopełnić. Niczego nie zaniedbaliśmy. Skoro biegaliśmy dobrze przeciwko Zagłębiu, Lechowi, Śląskowi czy Cracovii - która była niezwykle trudnym kondycyjnie meczem - dlaczego mielibyśmy biegać gorzej w kolejnych meczach.

Mamy oczywiście inne problemy, o których jako trener doskonale wiem i rozmawiałem o nich z piłkarzami. Dla mnie najważniejsze jest to, że możemy czasem przegrać mecz, ale nie możemy przegrać w szatni i w głowach. Widzę, że głowy piłkarzy są zaniepokojone, jednak w tym niepokoju jest nie tylko świadomość, że popełniliśmy błędy i graliśmy źle, ale również duch walki. Dostrzegam problemy i wiem, że należy je rozwiązać. Dla przykładu: byliśmy zbyt indywidualni. Chcieliśmy rozwiązać problemy pojedynczo, zamiast zrobić to w zespole. Brakowało nam organizacji w defensywie, co oczywiście martwi, bo nie było tego problemu w poprzednich spotkaniach.

Wiem, że w ostatnim spotkaniu wiele rzeczy wyglądało źle, że nie było widać zaangażowania i z tego powodu wszyscy byliśmy przybici. Ale na odprawie przed Wisłą wszyscy żyliśmy tym meczem i wiedzieliśmy,  że mamy w rękach coś naprawdę wielkiego do zrobienia. I wciąż tak jest. Nie mamy przecież 15 punktów straty. Martwi mnie ten brak pewności siebie dookoła. W szatni tę pewność widzę. Musimy być odważni. 

 

Uważa Pan, że piłkarze dają z siebie wszystko na boisku?

W ostatnim meczu oczywiście tak nie było. Nie bronię siebie, nie bronię też naszej gry. Dzisiaj mieliśmy spotkanie z bardziej doświadczonymi piłkarzami. Są świadomi tego, co się dzieje. Przed meczem z Wisłą czuliśmy, że będzie łatwiej. Myśleliśmy, że łatwo zwyciężymy. Tu jest problem. Chciałbym zwrócić uwagę na indywidualizm, który mi się nie podobał. Rozmawialiśmy już o tym i dobrze, że mamy teraz kilka dni, by się spotkać i przygotować do najważniejszej części sezonu, bo nadal będzie się wiele działo.

 

Można odnieść wrażenie, że ostatnio Legia nie potrafi odwracać losów meczu. Po raz ostatni Legii udało się „powrócić” 9 kwietnia 2017 roku. Z czego to wynika?

Wiem, to poważny problem, że nie potrafimy odwracać losów meczów, szczególnie na własnym boisku. Ale szczególnie musimy popracować nad jedną rzeczą. Jakość i umiejętności zależą od tego, czy jesteś pewny siebie, czy nie. Nie jest łatwo sprawić, by piłkarze byli pewni siebie. To trzeba zbudować. Trzeba doświadczenia i pracy, by być pewnym siebie. To jest dziś problem. Mogę teraz, jako trener, powiedzieć: „panowie, nie jest dobrze”. Możemy płakać, załamać ręce, ale przecież wiadomo, że musimy podjąć wspólnie to wyzwanie.

 

 

Pewność siebie jest być może mniejsza dlatego, że Legia większość meczów w rundzie wiosennej zaczyna innym składem.

To prawda. Wiadomo, że do klubu dołączyło 12 piłkarzy, niektórzy grają od początku, niektórzy nie. Dwóch zawodników doszło pod koniec okienka transferowego, a dwóch, którzy byli kluczowi na początku, nie mogło grać z powodu kartek bądź kontuzji i musieliśmy szukać zmian.

Czasem coś idzie zgodnie z planem, a czasem coś dzieje się niezależnie, jak np. kontuzja Niezgody tuż przed meczem z Wisłą. Miał się w ogóle nie znaleźć w kadrze meczowej, ale powiedział, że czuje się lepiej i chciałby spróbować zagrać. Zdecydowałem jednak, że wystawię Eduardo. Powiedziałem Niezgodzie, że nie mogę go wystawić od pierwszej minuty, bo nie wiem jak się czuje, jednak wszedł w drugiej połowie meczu. Zagraliśmy sześć meczów i w każdym z nich działy się rzeczy nieprzewidywalne. Kiedy jednak sprowadzasz do zespołu wielu piłkarzy, potrzebujesz czasu, by się zgrali. Ci piłkarze wciąż się poznają, zgrywają, dla wielu z nich był to drugi mecz w Legii lub nawet pierwszy, jeśli chodzi o nasze boisko, nasz stadion. Dlatego to wszystko nakłada się na siebie.

Jedną rzeczą, którą mogę wam obiecać jest to, że gdy będziemy pracować, gdy będziemy mieć czas, przeżywając razem wzloty i upadki - bo nie mówię, że każdy mecz będziemy wygrywać - kiedy w końcu lepiej się poznamy, to wykonamy swoją pracę. Potrzebujemy na to trochę czasu, ale wierzę, że zwyciężymy w LOTTO Ekstraklasie, po czym zaczniemy dominować w Polsce. 

 

Niektórzy wypominają, że podczas konferencji prasowej, która odbyła się miesiąc temu mówił Pan, że właśnie w ciągu miesiąca zespół będzie w stanie grać w oczekiwanym stylu.

Ale Domagoj Antolić dostał czerwoną kartkę, czego nie mogłem przewidzieć, a potem Chris Philipps został kontuzjowany, o czym też nie mogłem wiedzieć. Tak, powiedziałem, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będziemy tak właśnie grać. Ale nie mogłem przewidzieć wspomnianej czerwonej kartki dla Antolicia, ani tego, że Eduardo oraz Jarek Niezgoda złapią wirusa. Nie mogłem przewidzieć tego, że Hama będzie mieć wysoką gorączkę. Takich rzeczy nie jesteś w stanie zaplanować. Tak, robisz wszystko, co w twojej mocy i potem mówisz o tym jak o planie, ale oczywiście nie możesz przewidzieć też takich rzeczy jak kartki.

Powiedziałem, że jeśli wszystko potoczy się dobrze i zgodnie z planem, będziemy wyglądać w ten sposób. Możemy przyjąć, że w pierwszych dwóch meczach wyglądaliśmy stabilnie, a wszystko rozbiło się, kiedy nasza linia pomocy została zdezorganizowana z powodów, o których mówiłem już wcześniej, czyli przez kontuzje i kartki.

 

 

Drugą rzeczą, o której mówią media, to impreza piłkarzy po meczu z Wisłą Kraków. Wiedział Pan o tym?

Oczywiście, że tak. Nie określiłbym tego mianem „imprezy”. Powiedziałbym, że oni spotykają się przed każdą przerwą na reprezentację. Takie spotkania organizowane są  po meczu i nie ma na to wpływu, co wydarzy się podczas spotkania. Oczywiście nie widziałem, że przegramy.  Zaaprobowałem to, zaakceptowałem i nie jestem na to zły, ponieważ zawodnicy nie siedzieli do szóstej, trzeciej nad ranem, czy nawet północy. Piłkarze spotkali się, integrowali, byli razem jako drużyna. Często powtarzam zawodnikom, że: „kiedy gramy, gramy razem, kiedy coś robimy, to robimy razem, tak samo, gdy upadamy, to również razem”. Tak więc jeśli chcą to zrobić, to niech zrobią to wspólnie. 

Myślę, że to dobrze, że po meczu większość piłkarzy tam była, mieli kolację, pili drinki w moim rozumieniu jak normalni ludzie i zrobili to jako zespół. Trzech bądź czterech piłkarzy było nieobecnych, co akurat mi się nie spodobało, ponieważ oni muszą być drużyną. Piłkarze muszą przeżywać razem również złe momenty i to była jedna z takich chwil. Czy ktoś widział ich wychodzących z lokalu o piątej nad ranem? Nie, ponieważ po prostu odbyli razem kolację, a ja ich do takich rzeczy zachęcam.

Oczywiście, jeśli ktoś powie, że zawodnicy poszli na imprezę,  to wzbudzi to negatywne emocje. Natomiast gdy ktoś stwierdzi, że po spotkaniu razem poszli na kolację, byli razem i rozmawiali, nawet w złym czasie, to według mnie to pozytywna sprawa.

 

 

Jaki jest plan na przygotowanie drużyny na mecz z Arką?

Plan jest taki, że chcemy razem odzyskać naszą energię i oczyścić nasze głowy. Rozpoczęliśmy przygotowania wczoraj, pracowaliśmy nad kondycją, ponieważ mamy teraz dwa tygodnie do meczu. Niektórzy zawodnicy mają indywidualne problemy. Eduardo oraz Kasper Hamalainen gorączkę, Jarek Niezgoda wciąż nie trenuje z powodu problemów ze stopą, a kilku zawodników wyjechało na zgrupowanie kadr narodowych. Jestem jednak pewien, że mecz z Arką rozegramy z wielkim gniewem i pasją, razem z dobrym piłkarskim zorganizowaniem, nad którym będziemy pracować. Przeanalizujemy nasze błędy i musimy je poprawić. Jest też przed nami półfinał Pucharu Polski, który mamy wygrać. Tak jak każdy inny mecz do końca.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

kibicGrzesiek
Starszy żołnierz
2018-03-23 08:05:50
Trochę śmieszne te tłumaczenie pana Jozaka. Wypada mu dwóch gości i Legia nie istnieje. Dla mnie problemem nie są kartki czy kontuzje, tylko złe przygotowanie drużyny. Takie tłumaczenie, że kartki czy kontuzje to w przedszkolu a nie w profesjonalnej piłce. Po to trenerze masz zawodników jakich chciałeś żeby zrobić z nich drużynę, a nie tłumaczenie że wypadł Antolić i Phillips i pomoc nie istnieje. Mistrza Legia nie zdobędzie, bo na chwilę obecną jest słabiutka i za to odpowiada prezes ze sztabem szkoleniowym. A brak Mistrzostawa to całkowita porażka Legii. Trener dostał ludzi jakich chciał już przez pierwszym zimowym obozem, a mimo to nie potrafił ich zgrać. Czas rozliczeń będzie w maju i będzie jeden wilki płacz niestety

Więcej na temat

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN