Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-02-20 19:16:00
Newsletter

Ryszard Wieteska - Skazany Nr 0018

Autor: Maciej Dobrowolski Fot. Jacek Prondzynski, Archiwum RW; Grafika: Tomasz Grzybek
W kolejnym, 18. już odcinku kultowego cyklu pt. ''Skazani na Legię'' wystąpił człowiek, który pierwszy mecz Wojskowych z perspektywy trybun obejrzał ponad 50 lat temu. Miłość do Legii wyraża jednak nie tylko imponujący staż, ale również jego zakład szewski, pełny legijnych atrybutów. Zapraszamy!


 

 

Legia tamtych lat

Wychowywałem się w Raszynie i tam przeżywałem swoją młodość. Jako dzieciak, tak jak większość chłopców w moim wieku, każdą wolną chwilę spędzałem na grze w piłkę. To był początek lat 60., a otaczająca nas rzeczywistość nie miała do zaoferowania wielu wyszukanych atrakcji. Gra w piłkę odkąd pamiętam zawsze była najpopularniejszą formą zabawy i relaksu. Nie było takich super boisk jak dziś, strojów i wszystkiego innego, ale tak naprawdę to wystarczyła futbolówka, plecaki albo kurtki spełniające rolę bramek i ganiało się aż do nocy. Jak trochę podrosłem, to zacząłem nawet trenować w miejscowym klubie, ale bez większych sukcesów. O Legii słyszało się na okrągło, czy to w szkole, czy na podwórku. Zresztą Legia i Górnik to były dwa najpopularniejsze Polskie kluby. W 1966 roku tata mojego kolegi zabrał nas ze sobą na stadion. Dzieciaki wpuszczane były wtedy za darmo, więc wystarczył jeden bilet i na niego razem weszliśmy. To była trybuna otwarta, a stadion wypełniony do ostatniego miejsca, tak jak było w zwyczaju, kiedy grały ze sobą te drużyny.

 

 

Pierwszy raz widziałem na żywo tylu znanych zawodników: Fołtyn w bramce, Brychczy, Gmoch, Blaut, Trzaskowski... to były nazwiska, które znał każdy. Legia niestety przegrała 0:2, a dwie bramki zdobył Włodzimierz Lubański. Szczerze przyznam, że pomimo porażki nie było większego zdenerwowania wśród kibiców. Kibicowało się Legii, ale przychodziło się oglądać grę, która stała wówczas na bardzo wysokim poziomie. Później zaczęliśmy przyjeżdżać na mecze z kolegami. Nikt nie martwił się o bilety, które z tego co pamiętam kosztowały pięć złotych. Niemniej dla małolata był to spory wydatek, dlatego należało przyjechać pod stadion dużo wcześniej. Następnie podchodziło się do kogoś starszego i pytało czy można z nim wejść „na dziecko”. Brało się starszego za rękę i tak się wchodziło. Porządkowi nie robili żadnych problemów.

 

 

Przerwana hegemonia

Z tych pierwszych lat kibicowania najlepiej wspominam sezon w 1969 roku, kiedy zdobyliśmy mistrzostwo. To było o tyle pamiętne, że przez wiele lat nie mogliśmy przerwać hegemoni śląskich drużyn. Liga była licznie reprezentowana przez śląskie zespoły: Ruch, Górnik, Polonia Bytom, Szombierki, Odra Opole. Wszystkie te kluby „stawały na głowie”, żeby tylko Legia nie mogła wygrać ligi. Ten mecz, po którym zostaliśmy mistrzem Polski, pamiętam jak by był dziś. Legia grała wtedy z Ruchem Chorzów i do szczęścia wystarczał remis. Wygraliśmy jednak 6:2, a bramki strzelali: Deyna, Gadocha, Pieszko i Żmijewski. Minęło tyle lat od tego zdarzenia, a wszystko mam przed oczami. Nie było wtedy - tak jak w ostatnich latach - zorganizowanej fety i marszów na Starówkę. Po meczu poszliśmy na tyły trybuny Krytej i tam po odczekaniu na zawodników wszyscy razem się cieszyliśmy, podrzucaliśmy piłkarzy do góry. Wszystko było na mniejszą skalę niż obecnie, pomimo faktu, że trudniej było zdobyć tytuł.

 

 

Drugim wielkim wydarzeniem tamtych lat był mecz z Feyenoordem Rotterdam. Zdobycie biletu na to spotkanie było nie lada wyczynem. Mnie się udało. Chwilę po tym jak wywalczyłem wejściówkę okazało się, że tego samego dnia jest pogrzeb w mojej rodzinie... Poszedłem jednak na mecz. Pomimo upływu lat pamiętam wiele szczegółów, jak to, że mecz rozgrywany był w prima aprilis. Do dziś jestem zdania, że w znacznym stopniu przeszkodził nam wtedy bardzo kiepski stan murawy. Legia mogłaby wówczas wygrać spotkanie w Warszawie, a wtedy losy rewanżu potoczyłyby się inaczej. Pamiętam sytuacje Pieszki czy Małkiewicza... Niestety, skończyło się na 0:0 u nas i porażce 1:2 w Holandii. Jednak naprawdę byliśmy wtedy jedną z najlepszych drużyn w Europie.

 

 

Autokarem z Deyną

Po meczach Legii bardzo często jeździło się na koszykówkę, na halę Gwardii. Koszykarska Legia cieszyła się bardzo dużą popularnością. Nie będę tu wymieniał nazwisk, ale wielu zawodników znało się tak jak piłkarzy. Razem z kilkoma kolegami namówiliśmy się, że pojedziemy na mecz „kosza” do Krakowa - na Wisłę. Niestety, pomysł nie wypalił i pojechaliśmy do Bytomia na piłkę. Legia grała z Polonią. Było nas ośmiu i w podróż ruszyliśmy pociągiem. Dojechaliśmy do Katowic i poszliśmy do hotelu w którym przebywali zawodnicy. Jeden z nas podszedł do ówczesnego trenera Wojskowych Jaroslava Vejvody i zapytał się, czy podwiozą nas swoim autokarem na stadion. Trener i zawodnicy zgodzili się i pojechaliśmy z nimi. Byliśmy mega dumni, bo w środku byli tacy piłkarze jak Deyna, Gadocha i obok nich my! To była wielka sprawa. Jednak na miejscu autokar zatrzymał się pod bramą stadionu, a my znaleźliśmy się w środku tłumu kibiców z Bytomia. Udało się kupić bilety i weszliśmy na trybuny.

 

 

Nie było oczywiście żadnych sektorów dla gości. Siedzieliśmy wśród innych kibiców. Jeden z nas miał nawet małą flagę Legii. Wszystko było dobrze do czasu, kiedy piłkarz Legii - konkretnie Nowak - strzelił gola na 1:1. Zaczęliśmy się cieszyć i ściągnęliśmy na siebie uwagę fanów Polonii. Otoczyła nas milicja i było zamieszanie już do końca meczu. Chcieliśmy wracać do Warszawy z zawodnikami, ale Vejvoda i Ćmikiewicz nie zgodzili się mówiąc, że jakiś czas wcześniej zabrali kibiców w drogę powrotną i były jakieś problemy... Milicja nie chciała nas puścić samych, więc odwieźli nas do Katowic. Tam musielibyśmy czekać kilka godzin na pociąg, ale jeden z kolegów przypomniał sobie, że ma jakiegoś znajomego na stacji CPN, a ten z kolei załatwił nam transport samochodem ciężarowym do Częstochowy. Tam z kolei znów zainteresowała się nami milicja. Nie mogli się do niczego przyczepić, więc... przyczepili się do wieku. Zabrano nas na komisariat. Tam po spisywaniu i ustaleniu innych informacji w końcu nas puszczono. Następnego dnia wróciliśmy do domów. Jeździłem jeszcze na wiele innych meczów wyjazdowych, najwięcej w latach 70. Poza meczem z Radomiakiem, z którym dobrze żyliśmy, to chcąc lub nie, człowiek zawsze był narażony na jakieś atrakcje. Takie to były wówczas wyjazdy, ale Legia zajmowała naprawdę znaczącą i bardzo ważną część mojego życia.

 

 

Legijny szewc z Pragi 

34 lata mieszkam na Pradze. Jestem szewcem i mam swój zakład, który udekorowany jest w różne legijne atrybuty. Zaczęło się od malunku „Panoramy” i Kazika, a teraz ciężko znaleźć wolną przestrzeń, żeby nie było czegoś legijnego. Razem z chłopakami z Pragi jeździmy na Łazienkowską, często się spotykamy. Przed moimi 60. urodzinami zapowiedzieli mi, że mają dla mnie specjalną niespodziankę. W dniu urodzin przyszli po mnie i powiedzieli, że idziemy zrobić tatuaż. Wszystko było przez nich zaplanowane i wymyślone. Początkowo nie pokazywałem tego żonie, ale długo ukrywanie nie trwało. Skwitowała to tylko słowami, że na starość... zgłupiałem. Prawda jest taka, że ja zawsze takim byłem.

 

 

Kiedyś, jak pracowałem w zakładzie obuwniczym „Syrena” i wypadała druga zmiana pracy albo inne utrudnienia, nigdy nic nie przeszkodziło mi w tym, żeby pójść na Legię. Czasami dziwię się młodszemu pokoleniu, że potrafią nie iść na mecz, bo wyniki są słabe. Ja nigdy na to nie patrzyłem. Przecież przez tyle lat mojego najbardziej aktywnego kibicowania, nie odnosiliśmy sukcesów. W lidze układało się różnie, a jedyne na co mogliśmy liczyć, to był Puchar Polski. Myślę, że teraz mistrzostwa Polski stały się dla wielu czymś powszednim i ludzie potrafią obrazić się na Legię po jakichś porażkach. Nigdy tak nie myślałem. Dla mnie Legia, to jak napis na moim ręku - „Od zawsze – na zawsze”. I to się już nigdy nie zmieni, niezależnie od wyników.

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

gunner
Porucznik
2019-02-21 10:08:34
Sprawdzajcie wypowiedzi Skazanych na Legię bo często czegoś nie pamiętają, wy piszecie i na oficjalnej stronie są takie "kwiatki " jak wynik meczu w Rotterdamie gdzie Skazany mówi 1:2 a było 0:2.Tak samo jak w Bytomiu na meczu na którym był, bramkę strzelił Pieszko a nie Nowak który w tym meczu nie grał.

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN