Legia Warszawa
vs Lechia Gdańsk
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-09-10 19:16:00
Newsletter

Sebastian Fabijański - Skazany Nr 0032

Autor: Maciej Dobrowolski Fot. Mateusz Kostrzewa, Archiwum prywatne; Grafika: Tomasz Grzybek
Tym razem bohaterem kultowego cyklu pt. ''Skazani na Legię'' jest gość wyjątkowy. Chłopak z Warszawy, którego na Łazienkowską przyprowadził tato i który pokochał ją miłością absolutną. Na co dzień jest aktorem, którego misją jest dawanie ludziom świadectwa. Świadectwa bycia kibicem Legii również, a może przede wszystkim. Zapraszamy na kolejny odcinek cyklu prowadzonego przez Maćka Dobrowolskiego. Panie i Panowie, przed Wami - Sebastian Fabijański!

 

 

Prawdziwa miłość

Mój tata był kibicem Legii i naturalną koleją rzeczy było, że to on jako pierwszy przekazywał mi całą wiedzę o naszym klubie. Jego opowieści, połączone z transmisjami telewizyjnymi, śledzeniem magazynu „Gol”, słuchaniem relacji radiowych w programie „Studio S13” - to wszystko razem, sprawiało, że fanatyzm się rozpalał coraz mocniej. Miłość do tego klubu zrodziła się jakby sama. I to według mnie jest najważniejsza miłość - taka która rodzi się sama i nagle, nie wiadomo z jakich przyczyn – jesteś gotowy dla tej miłości, do najbardziej radykalnych zachowań i poświęceń. Jak tak patrzę na to racjonalnie, to tego nie rozumiem… 22 mężczyzn biega po trawie za piłką, a ja drę ryja tak jakby od tego czy ktoś dobrze albo źle kopnie, ktoś strzeli albo nie strzeli zależało moje życie. Patrząc na to w ten sposób jest to absurdalne i niewytłumaczalne, natomiast emocjonalnie czujesz i wiesz, że to wszystko jest twoja powinność i nie wyobrażasz sobie inaczej. Ja mogę powiedzieć tylko o sobie, o swoich odczuciach i gdybym miał to ująć w jakieś ramy, to uważam, że to jakaś zaszczepiona przynależność. To jest taki lokalny patriotyzm, który przejawia się tym, że w zdecydowanie mniejszym stopniu czuję się patriotą jeżeli chodzi o kraj, niż patriotą jeżeli chodzi o Legię. W tym przypadku jestem skrajny. Kiedyś miałem taką sytuację, że będąc w nieco imprezowym nastroju, mój bardzo dobry kumpel dla żartu zaśpiewał coś obraźliwego o Legii. Nie myśląc wiele dostał ode mnie w japę… Z niewytłumaczalnych powodów bronisz tego klubu jak kogoś najbliższego, jak własnej rodziny. Przy związku z kobietą jest jakaś stabilizacja, a w przypadku miłości do klubu tej stabilizacji nie ma. Tu jest ciągła niewiadoma. Każdy kolejny mecz i przyszłość determinuje nasze emocje: co wygramy, co będzie dalej, o co będziemy walczyć? Klub dostarcza ci skrajnych emocji, raz jesteś w totalnej euforii, a zaraz potrafisz wszystkich i wszystkiego nienawidzić. Czasami jak przegrywają grając jakiś „piach”, to wolałbym żeby przegrali 4:0, żeby poczuli się upokorzeni, otrząsnęli się, przejrzeli na oczy, zrozumieli gdzie są i dla kogo grają.

 

 

Wspomnienia

Na swój pierwszy mecz poszedłem z tatą. Byłem wtedy małym dzieckiem i nie pamiętam właściwie żadnych szczegółów. Natomiast z tych odległych już czasów, najbardziej utkwił mi w pamięci mecz w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Panathinaikosem Ateny. Najpierw nie było wiadomo czy to spotkanie w ogóle się odbędzie… To były czasy w których stadiony nie miały czegoś takiego jak podgrzewana murawa. W Warszawie lód, który pokrywał nawierzchnię najpierw rozkuwało wojsko, a później używano dmuchawy z lotniska. Ostatecznie mecz odbywał się na torfowisku, które w żaden sposób nie przypominało trawiastej murawy. Poza emocjami czysto sportowymi zapamiętałem jak mój tata, „przekonał” porządkowego żeby oddał swój plastron – czyli taką kamizelkę, którą miał założoną na kurtkę. Plastron był o tyle charakterystyczny, że na przedniej stronie nadrukowany był znak graficzny Ligi Mistrzów. Udało się wtedy nawet zdobyć autograf Jurka Podbrożnego. Mam do dzisiaj tą kamizelkę z niestety już spranym podpisem naszego napastnika. Dzisiaj ciężko uwierzyć, że przeszliśmy taki etap w dziejach klubu. Wtedy Liga Mistrzów była faktyczną ligą w której występowały tylko mistrzowskie drużyny. Dzisiaj te rozgrywki traktuję bardziej jako komercyjny produkt. Sama piłka, jako sport, też była na innej płaszczyźnie. Tego wszystkiego nie da się porównywać z dzisiejszymi czasami i tym co mamy obecnie. Pieniądze które teraz są w piłce pobrudziły ten sport. Z tych bardziej odległych wspomnień, to pamiętam mecz z Wisłą Kraków, gdzie nad stadionem zbierały się czarne chmury i w końcu gra toczyła się w totalnej ulewie. Z tego co pamiętam, to dodatkowo dostaliśmy sportowe lanie od zespołu z Krakowa. Pamiętam nawet nagłówek z Przeglądu Sportowego po tym meczu - „Burza na Łazienkowskiej”. Chodząc na mecze nie miałem swojego stałego miejsca. Dopingowałem Legię zarówno z trybuny „krytej” jak i „otwartej”. Szczerze mówiąc, nie miało to znaczenia i zawsze tak samo wyrażałem swoje zaangażowanie. Najlepiej świadczy o tym zdarzenie, które miało miejsce stosunkowo niedawno. Na mecz rundy play-off eliminacji do Ligi Mistrzów ze Steua Bukareszt, na który była zamknięta żyleta, poszedłem na trybunę dla VIP-ów. Wcześniej zrobiłem sobie koszulkę z hasłem obrażającym UEFA. Stałem w niej na samym środku trybuny przed meczem a ojciec robił mi zdjęcie. Nie kryłem się z tym za bardzo więc w końcu delegat UEFA to zauważył i nakazał ochronie wyprowadzenie mnie z sektora.

 

 

„Aktorstwo”

Aktorem zostałem przez dziwny zbieg okoliczności. To był czas, w którym skoncentrowany byłem na tworzeniu rapu, zresztą niedawno do tego wróciłem. Wtedy doszło do konfliktów z ludźmi z którymi tworzyłem tą muzykę, dostałem solidnego „kopa” od nich i życiowo musiałem złapać równowagę. Pojawił się wtedy kumpel, który powiedział, że zdaje do szkoły teatralnej. Z „braku – laku” też postanowiłem zdawać. Nie dostałem się, co mnie wkur…o na tyle, że się zawziąłem. W myśl teorii, nie to, że będzie co ma być albo jak wy chcecie tylko będzie po mojemu. To myślenie tak naprawdę było motorem napędowym i mnie nakręcało, a nie żadna chęć bycia aktorem za wszelką cenę. No i w końcu się dostałem. Początkowo było nudno i grałem trochę od niechcenia. Z czasem pojawiały się kolejne propozycje, aż znalazłem prawdziwe znaczenie, czym jest ten zawód. Zrozumiałem, że to nie jest kwestia tego żeby błyszczeć na ekranie, tylko zostawiać coś ludziom… A tak w ogóle, jak jesteśmy przy kwestii występowania dla ludzi - cieszę się, że nie jestem piłkarzem bo wiem, że w każdym meczu łapałbym czerwoną kartkę. Wracając do aktorstwa - jak wszedłem na trochę wyższy poziom zawodowy, to powiedziałem agentce kiedy gra Legia i tym samym jakie dni i godziny ma zaznaczyć jako „zajęty”. Oczywiście nie zawsze się udawało, bo dla produkcji argument, że jest mecz Legii nie jest żadnym zobowiązaniem, które mogę umieścić w umowie. Niemniej spotkania Legii były zawsze priorytetem. Ostatnio znajomy przypomniał mi takie zdarzenie, gdy będąc z tatą na nartach gdzieś we Włoszech, w Alpach, jechaliśmy do niego – do Klagenfurtu, czyli jakieś 400 km, żeby obejrzeć mecz, bo on miał Canal Plus. Nigdy nie mówię szeptem skąd jestem i komu kibicuje. I tym się kieruję również wykonując swój zawód. Ja się nie czuję człowiekiem z show biznesu, jestem od lat ten sam. I takim chcę pozostać, a to się również łączy z tym, że jestem i będę legionistą.

 

 

Prawdziwa muzyka

Moją kolejną bardzo ważną częścią jest hip hop, który zawsze przewijał się ze światem kibicowskim. Wychowywałem się na „Moleście”, „Paktofonice”, „ZIP Składzie”, chodziłem w ciuchach „MORO Sport” kupowanych w sklepie na rondzie Jazdy Polskiej i innych skateshopach. Nie potrafię tego wszystkiego wytłumaczyć, ale gdy usłyszałem tą muzykę, serce mocniej zabiło i nastąpił ciąg dalszy. Miałem 16 lat, nagrywałem muzykę i szedłem w tą stronę. Chciałem robić rap. Razem z kolegami założyliśmy swoje studio - „Studio Bańka”, a pierwsze kawałki nagrywałem do mikrofonu od Counter – Strike’a. Tak jak wspomniałem wcześniej, tamta przygoda się skończyła, natomiast całkiem niedawno nastąpił powrót. Pisząc teksty a potem stojąc przed mikrofonem czy na scenie czuję się wolny i wiem, że mogę powiedzieć wszystko to, co bez sensu mówić w wywiadach. To, że jestem tzw. „aktorem” – bo ja tego nie nazwałbym aktorstwem – tylko byciu artystą sprawia, że chcę być postrzegany jako człowiek, który pozostawia swoją duszę w tym co robi. Dawać ludziom emocje – czasami skrajne, ale prawdziwe, te które kosztują. Paru aktorów i paru raperów zainspirowało mnie i poniekąd zmieniło moje życie. Dlatego uważam, że to jest odpowiedzialna funkcja i nie robię z siebie pajaca lecz podchodzę do tego bardzo poważnie. Aktualnie czekam na premierę mojej płyty, która najprawdopodobniej nastąpi w listopadzie.    

 

 

Świadectwo

Jak byłem małolatem trenowałem grę w piłkę, najpierw na Legii, później w Piasecznie. Niestety przez problemy zdrowotne nic z tego nie wyszło. Po śmierci mojego taty zapał do tego sportu mi trochę minął, ale myślę, że z czasem wszystko wróci. Kibicowanie to jest świadectwo. Zbigniew Herbert mówił: „masz mało czasu trzeba dać świadectwo”. Świadectwo różnie można odbierać. Może to być świadectwo wiary, świadectwo miłości i może być świadectwo bycia kibicem. Jeżeli ktoś ci to dał, to podaj to dalej. Ja dostałem miłość do Legii od Ojca i też będę chciał ją przekazać, miejmy nadzieję, swoim dzieciom. Jak będę miał dzieci to na pewno będę je przyprowadzał na stadion, będą tym przesiąkać i nie będę im zakładał słuchawek na uszy. To stadionowe życie jest fascynujące. Kibice ze swoimi wartościami są gotowi do wielu poświęceń i nie można ich traktować jak widzów będących w operze. Legia Warszawa to jest warszawska ulica, więc od ulicy nie wymagaj, żeby była salonem. Ulica nie wybacza, a miłość nie wybiera. „Mam tak samo jak Ty”...

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN