Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2013-10-26 16:40:47
Newsletter

Starcie synów marnotrawnych?

Autor: Emil Kamiński, fot. Mateusz Kostrzewa
Jeszcze kilka lat temu mówiono o nich w kategoriach "nadziei na przyszłość" w Lechu i Legii. Jeden miał być następcą Jana Muchy, a drugi Roberta Lewandowskiego. Życie miało jednak wobec nich inne plany. Obecnie Bartosz Bereszyński walczy o miejsce w obronie Legii, a Maciej Gostomski nieoczekiwanie wygryzł z wyjściowej jedenastki "Kolejorza" bardziej doświadczonego Krzysztofa Kotorowskiego. W niedzielę mogą zagrać po dwóch stronach barykady.

Zadziałała magia Szamotuł

Na początku 2006 roku na Łazienkowską 3 ściągnięto mało znanego bramkarza Macieja Gostomskiego, wychowanka słynnej szkoły w Szamotułach. Od kilku miesięcy idolem warszawskich kibiców był jego kolega – Łukasz Fabiański, który kroczył z Legią po tytuł mistrzowski. Wielu liczyło, że „Gostek" podąży jego drogą. Na początku musiał zadowolić się walką o pozycję numer dwa, ponieważ miejsce „Fabiana” w wyjściowym składzie było niepodważalne. W końcówce sezonu kontuzji doznał Jan Mucha, a Maciek z perspektywy ławki rezerwowych obejrzał mecz w Zabrzu, gola Piotra Włodarczyka i świętował tytuł mistrza Polski. 

W tym samym czasie o cztery lata młodszy Bartosz Bereszyński zbierał szlify w poznańskich klubach – Winogradach oraz Warcie. Nie było zainteresowania ze strony znacznie większego i cieszącego się większą sławą Lecha. Wraz z zakończeniem sezonu 2005/06 doszło do fuzji „Kolejorza” z Amicą, a klub ze stolicy Wielkopolski zyskał potężnego sponsora, który pomógł mu w przyszłości dobić do ligowej czołówki.

Kadrowicz

Pomimo upływu czasu i transferu Łukasza Fabiańskiego do Arsenalu pozycja Gostomskiego w Legii nie uległa poprawie. Na Łazienkowską 3 sprowadzono obiecującego Wojciecha Skabę z Odry Wodzisław, a w tym samym czasie eksplodował talent Jana Muchy. Słowak szybko stał się najlepszym bramkarzem w Ekstraklasie. „Gostek” zbierał doświadczenia w Młodej Ekstraklasie. Nieoczekiwanie w grudniu 2007 roku otrzymał powołanie od Leo Beenhakkera do reprezentacji Polski. - Była to nagroda za mecze w MESA. Awaryjnie zastąpiłem Bartosza Fabiniaka. Debiutowałem na obozie dorosłej kadry, a współpracę z holenderskim szkoleniowcem wspominam bardzo miło – wspomniał po latach w rozmowie z legia.com. Później na rok wypożyczono go do Zagłębia. Tam Maciek bronił przez cały sezon 2008/09, chociaż zdarzały się słabsze występy. - W Sosnowcu wszyscy oczekiwali od nas zwycięstw. Zespół chciał wrócić do I ligi, dlatego było ogromne parcie na punkty. Odczuwaliśmy sporą presję – mówi o czasie spędzonym w Zagłębiu Śląsko-Dąbrowskim.

W tym samym czasie szeregi Akademii Piłkarskiej Lecha zasilił Bartosz Bereszyński. Na początku niektórzy rozprowadzali plotki o rzekomej pomocy jego ojca przy „transferze” na Bułgarską. - Kilka razy pojawiały się głosy, że obecność w „Kolejorzu” zawdzięczam protekcji taty. Kiedy przechodziłem do Lecha, mój ojciec już tam działał jako szkoleniowiec jednej z grup młodzieżowych. Nigdy jednak nie pracowaliśmy razem, ponieważ ja trenowałem z juniorami młodszymi, a on prowadził starszą grupę – opowiedział „Bereś”.

Podwójny mistrz

W sezonie 2009/10 karta się odwróciła. Gostomski wrócił do Legii, ale nawet po wypożyczeniu Wojciecha Skaby rywalizował z Kostią Machnowskim o miano bramkarza numer dwa. „Jedynka” była zarezerwowana dla Jana Muchy. Maciek występował w Młodej Ekstraklasie, a w październiku 2009 roku zasłynął z… rzucania ananasami. Cała sytuacja została szeroko opisana w jednej z gazet, natomiast na bramkarza nałożono surowe kary. Po wiosennej dymisji Jana Urbana funkcję pierwszego szkoleniowca pełnił Stefan Białas. Doświadczony trener szybko skreślił „Gostka” i odesłał go do Młodej Ekstraklasy. Stało się jasne, że jego przygoda z Legią powoli dobiega końca.

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja Bartosza Bereszyńskiego. W lipcu 2009 roku „Bereś” zdobył mistrzostwo Polski w kategorii juniorów młodszych z Lechem. Później szybko awansował do zespołu występującego w MESA. Zdolnego zawodnika zauważył trener Jacek Zieliński. Szkoleniowiec pozwolił Bartkowi zadebiutować w pierwszym zespole „Kolejorza”, który w dramatycznych okolicznościach sięgnął po tytuł mistrza Polski. - Miałem swój skromny wkład w tamten sukces. Debiutowałem w meczu z Jagiellonią, w którym prowadziliśmy już 2:0, a później wystąpiłem w spotkaniu z Odrą Wodzisław. W innych potyczkach siedziałem na ławce rezerwowych. Zostałem mistrzem Polski w wieku 17 lat, co było olbrzymim wydarzeniem w moim życiu – wspomina „Bereś”.

Na rozstaju dróg?

Sezon 2010/11 miał być lekcją życia dla obu zawodników. Gostomski trafił do Odry Wodzisław, która okazała się kompletnie niewypłacalna. Klub z Bogumińskiej przegrał z pierwszoligową rzeczywistością, brakiem sponsorów i bałaganem organizacyjnym. W efekcie zrezygnował z występów na zapleczu Ekstraklasy na dwie kolejki przed zakończeniem rundy wiosennej. Po latach Gostomski przyznał, że przejście na Śląsk było największą pomyłką w jego karierze. Później grał w Bałtyku Gdynia, a między treningami pracował w firmie swojego ojca. W sezonie 2011/12 zasilił szeregi Bytovii Bytów, II-ligowego klubu z prężnym sponsorem o bardzo dużych ambicjach. To pozwoliło mu skupić się na występach i treningach.

Nie najlepiej wiodło się również Bereszyńskiemu, który w sezonie po mistrzostwie nie zaliczył kolejnych występów w Ekstraklasie, a już za kadencji Jose Mari Bakero został relegowany do zespołu Młodej Ekstraklasy. Przed rozpoczęciem sezonu 2011/12 wypożyczono go do I-ligowej Warty Poznań, w której miał nabrać ogłady w piłce seniorskiej.

Światełko w tunelu

Sezon 2012/13 miał być przełomowym dla obu zawodników. Bytovia z Gostomkim w składzie długo walczyła o awans na zaplecze Ekstraklasy, ale ostatecznie musiała uznać wyższość rywali. Dobra postawa Maćka nie umknęła jednak uwadze skautów i w letnim okienku transferowym nieoczekiwanie trafił do Lecha. Klub z Poznania szukał zastępstwa dla Krzysztofa Kotorowskiego. Po kilku słabszych występach doświadczonego zawodnika trener Mariusz Rumak zdecydował się dać szansę „Gostkowi”. Ten go nie zawiódł i od 9. kolejki ma stałe miejsce w pierwszym składzie „Kolejorza”.

Jesienią 2012 roku Bereszyński grywał regularnie w Lechu. Mariusz Rumak przestawił go do ataku, ale tam Bartek nie przekonywał. Zimą pojawił się temat kolejnego wypożyczenia zawodnika. Wtedy do gry wkroczyła Legia, która ściągnęła go do siebie. „Beresia” ogłoszono persona non grata w stolicy Wielkopolski, natomiast w Warszawie stał się odkryciem Jana Urbana. Trener przestawił go na obronę, co okazało się strzałem w dziesiątkę. 21-latek wywalczył sobie miejsce w Legii, z którą zdobył mistrzostwo Polski. Doczekał się również debiutu w drużynie narodowej, a latem zgłosiła się po niego sama Benfika. Ostatecznie do transakcji nie doszło. W nowym sezonie Bereszyński gra na zmianę z Łukaszem Broziem. Od spotkania ze Steauą narzeka na problemy zdrowotne. Ostatnio wrócił do pełnej sprawności i kto wie, czy w niedzielę nie zagra przy Bułgarskiej pierwszy raz od momentu przejścia na Łazienkowską 3.

Losy Bereszyńskiego i Gostomskiego kolejny raz potwierdzają, że zawodnicy niechciani w jednym zespole potrafią wykorzystać swój potencjał w innej drużynie. Jeden nie sprawdził się w Legii, drugi miał pod górkę w Lechu. W niedzielę mogą zagrać przeciwko sobie.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN