Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-07-13 10:00:00
Newsletter

Superpuchar Polski: 1994 - Legia w potrójnej koronie

Autor: Adam Kołodziejski Fot. Włodzimierz Sierakowski, Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
W sobotę, 14 lipca o godz. 20, legioniści staną przed kolejną szansą zdobycia Superpucharu Polski - po raz piąty w swojej historii. Z tej okazji prezentujemy cykl przedstawiający cztery zwycięskie potyczki naszej drużyny o to trofeum. Dziś przypominamy rekordową wygraną z Łódzkim Klubem Sportowym (6:4) w ramach meczu rozegranego w Płocku, 24 lipca 1994 roku. Zapraszamy do lektury!

Następna okazja do wzniesienia trofeum „Gloria Victis” nadarzyła się pięć lat później. Legioniści prowadzeni w sezonie 1993/1994 przez Janusza Wójcika, a później Pawła Janasa, sięgnęli po trzeci w historii po dublet, zdobywając mistrzostwo i krajowy puchar. W finale Pucharu Polski na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej Legia okazała się lepsza od Łódzkiego Klubu Sportowego, zwyciężając 2:0 po bramkach Wojciecha Kowalczyka i Jerzego Podbrożnego. „Mamy taki skład, że jeszcze długo nikt w kraju nie będzie zdolny do pokonania nas” - mówił wówczas na łamach „Przeglądu Sportowego” Podbrożny, co w świetle nadchodzących wydarzeń okazało się prorocze. Regulamin mówi jasno: w przypadku zdobycia dubletu przez dany zespół rywalem w walce o Superpuchar jest finalista Pucharu Polski. Wojskowi ponownie spotkali się więc z ŁKS-em w upalne lipcowe popołudnie na stadionie Petrochemii. 

 

 

Termin meczu przypadał na zgoła odmienne realia, niż miało to miejsce w 1989 roku. Legia była bowiem w okresie „złotej ery” pod rządami biznesmena Janusza Romanowskiego. Piłkarze z „eLką” na piersi przystępowali do spotkania opromienieni dwuletnią dominacją na krajowym podwórku, zakończoną zdobyciem dwóch tytułów mistrzowskich (choć tytuł za sezon 1992/1993 oficjalnie został odebrany decyzją PZPN). Legioniści chcieli zapisać się w annałach i po raz pierwszy w dziejach polskiej piłki sięgnąć po trzy trofea w jednym sezonie, tzw. potrójną koronę. Łódzki Klub Sportowy również przeżywał dobry okres, choć jedynie chwilowo. W dwóch poprzedzających sezonach ligowych uplasował się odpowiednio na trzecim i czwartym miejscu w tabeli, dokładając do tego wspomniany wyżej finał Pucharu Polski. Prawdziwym liderem zespołu z alei Unii Lubelskiej był obrońca Marek Chojnacki, wieloletni kapitan i filar defensywy ŁKS-u. Faworytem starcia byli jednak będący na fali wznoszącej podopieczni Pawła Janasa.

 

 

W spotkaniu padło... dziesięć bramek, co stanowi niepobity do dziś rekord w Superpucharze Polski. Prawdziwą kanonadę strzelecką rozpoczął w 2. minucie Radosław Michalski. Osiem minut przed końcem pierwszej połowy na 2:0 dla Legii podwyższył Jerzy Podbrożny, pewnie egzekwując rzut karny. Kiedy wydawało się, że legioniści mają wszystko pod kontrolą, na chwilę przed zejściem zawodników do szatni „jedenastkę” dla łodzian wykorzystał Zdzisław Leszczyński. Piłkarze Ryszarda Polaka poszli za ciosem i dzięki trafieniom Witolda Bendkowskiego i Jacka Płóciennika w 59. minucie wyszli na prowadzenie. Legia odpowiedziała piorunująco - w trakcie 20 minut zdobyła cztery bramki autorstwa Podbrożnego (dwie - łącznie hat-trick), debiutującego wówczas w pierwszej drużynie Marcina Mięciela oraz ponownie Michalskiego. ŁKS zdołał jedynie odpowiedzieć kolejnym golem Leszczyńskiego. Drugie zwycięstwo w Superpucharze Polski i potrójna korona stały się więc faktem. Pięć tysięcy widzów zgromadzonych na płockim stadionie mogło obserwować, jak kapitan Leszek Pisz odbiera Puchar „Gloria Victis” z rąk Ryszarda Parulskiego, wybitnego polskiego szermierza. 

 

 

Sukces dość zachowawczo podsumował Paweł Janas: „Nie można tego spotkania traktować zbyt poważnie. Oczywiście, był to mecz o Superpuchar, ale w sumie tylko dla pięknej idei Gloria Victis, bez większej stawki. Oba zespoły zagrały bez stuprocentowego zaangażowania” - przyznał na łamach „Przeglądu Sportowego” pierwszy trener Legii. Dla klubu z Łazienkowskiej był to czas usłany trofeami. W następnym sezonie Wojskowi dorzucili kolejny dublet, a w sierpniu 1995 roku wywalczyli historyczny awans do Ligi Mistrzów UEFA. Przygoda zakończyła się wówczas w gronie ośmiu najlepszych drużyn na Starym Kontynencie. Era Janusza Romanowskiego dobiegła końca w 1996 roku, a klub nieco podupadł finansowo. ŁKS natomiast po kolejnej fali zawirowań finansowych zdobył mistrzostwo Polski w 1998 roku, cztery lata po wspominanych wydarzeniach. Był to ostatni jak do tej pory sukces łodzian na krajowych boiskach. Warto odnotować, że w drugiej połowie spotkania w Płocku do bramki Legii wszedł Arkadiusz Onyszko (zmienił Zbigniewa Robakiewicza). Był to jedyny oficjalny występ srebrnego medalisty IO w Barcelonie '92 w barwach Wojskowych.

 

 

24 lipca 1994 r., Płock

Legia Warszawa - ŁKS Łódź 6:4 (2:1)

Bramki: Podbrożny (37', 60', 81'), Michalski (2', 78'), Mięciel (74') - Leszczyński (45', 85'), Bendkowski (51'), Płóciennik (59')

Legia: Robakiewicz (46' Onyszko) - Mosór, Kruszankin, Ratajczyk, Jóźwiak (46' Wędzyński) - Jałocha (75' Kozioł), Pisz, Michalski, Lewandowski (63' Kacprzak) - Podbrożny, Kowalczyk (46' Mięciel); Trener: Paweł Janas

ŁKS: Zajda - Pawlak, Chojnacki, Bendkowski, Lenart (78' Nowacki) - Dziedzic, Krysiak, Leszczyński, Matusiak - Soszyński (75' Dopierała), Płuciennik; Trener: Ryszard Polak

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN