Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-11-14 19:16:00
Newsletter

Tadeusz Pytelewski - Skazany nr 0004

Autor: Maciej Dobrowolski Fot. Mateusz Kostrzewa, Archiwum TP; Video: Tomasz Sejbuk
Kolejnym bohaterem kultowego cyklu pt. ''Skazani na Legię'', który niegdyś ukazywał się na łamach Tygodnika Kibiców ''Nasza Legia'', jest warszawiak Tadeusz Pytelewski. Swoją przygodę z Łazienkowską rozpoczął na początku lat 70., a dziś w rozmowie z Maćkiem Dobrowolskim opowiada nam o swojej pasji, która stała się miłością życia.

 

 

Na początek derby

Pierwszy raz pojawiłem się na Legii dzięki kolegom z dzielnicy. Zarówno na mojej ulicy - Batalionu Parasol, jak i całej Woli praktycznie większość starszych kolegów kibicowała Wojskowym. Był 1973 rok, ja byłem gówniarzem, a Legia grała z Gwardią Warszawa. Dzisiaj wynik tego meczu musiałem sobie przypominać, bo chyba jak w podobnych historiach dotyczących debiutów, nie to było najważniejsze. Pełen stadion, na który wcześniej trzeba było się jakimś sposobem dostać, śpiewy kibiców, wielkie nazwiska na murawie i możliwość uczestniczenia w tym wszystkim „na żywo”, zdecydowanie przyćmiło bezbramkowy remis, jakim zakończył się tamten mecz.

 

 

Powtórka z wolnego...

Dalej wszystko potoczyło się znanym torem. Z każdą wizytą przy Łazienkowskiej coraz bardziej się wkręcałem. Z Woli jeździła wtedy bardzo liczna grupa kibiców. Autobus linii 159, który wyruszał z ulicy Jana Olbrachta, a dalej przez Redutową i Wolską w okolicę stadionu, zawsze dojeżdżał wypełniony do granic możliwości. Wiadomo, za małolackich czasów zazwyczaj nie miało się pieniędzy, albo dysponowało się niewielkimi sumami, czyli prawie zawsze trzeba było kombinować jakoś z wejściem. Jeżeli nie udało się wcześniej zarobić, przykładowo oddając butelki do skupu, albo w jakiś inny sposób, to trzeba było sobie radzić, a patentów było tyle ilu małolatów, którzy wchodzili „za free”. „Żyleta” to był tylko środkowy sektor stadionu i żeby dostać się na niego, trzeba było nie tylko być dużo wcześniej, ale i mieć starszych znajomych. Często zajmowało się miejsca na sektorach sąsiadujących z „Żyletą”, na których też panował niesamowity ścisk. Oczywiście Kaziu Deyna to był idol większości z nas. Do dziś jednym z meczów, który najbardziej utkwił mi w pamięci, było spotkanie z Pogonią Szczecin. Deyna zdobył wtedy bramkę z rzutu wolnego, ale sędzia nakazał powtórzenie. Wtedy „Kaka” ponownie ustawił sobie piłkę w tym samym miejscu i znowu strzelił gola. Legia zremisowała wtedy 2:2, jednak to było wydarzenie, które wspominam do dziś.

 

 

Przejazdem w Lubinie

Pierwszy raz mecz wyjazdowy oglądałem trochę przez przypadek. Jeździłem wtedy po całej Polsce i tak się złożyło, że w dniu, w którym Legia grała z Zagłębiem, byłem akurat w Lubinie. Nie siedziałem wtedy z kibicami Legii, dlatego nie traktuję tego jak prawdziwego wyjazdu. W tamtych czasach byłem kierowcą tira i jeżdżenie po Polsce oraz Europie zazwyczaj niestety kolidowało z wyjazdami. Naprawdę przez wiele lata praca zajmowała mi większość czasu, a o tym, ile tej pracy było, świadczyć może fakt, że przejechałem dobrze ponad cztery miliony kilometrów.

 

 

Najlepiej w pucharach

Na dobre zacząłem od wyjazdu do Kopenhagi, gdzie zresztą też przez różne okoliczności opuściłem sektor po kilku minutach. To były czasy konfliktu kibiców z ITI. Niemniej nie myślałem, że pierwsza zagraniczna eskapada zakończy się dla mnie pod bramami stadionu. W żaden sposób nie zniechęciło mnie to do dalszych podróży. Uwielbiam zagraniczne mecze w pucharach. Mogę się pochwalić, że od wspomnianej wyprawy do Danii, opuściłem tylko cztery takie wyjazdy. Praktycznie wszystkie wiążą się z niezapomnianymi przygodami, innymi niż przy okazji meczów na polskich stadionach. Szczególnie wspominam wyjazdy do Izraela, Szkocji czy Moskwy. Pierwszy z nich głównie przez pewnego rodzaju egzotykę. Na sektorze było nas wówczas niewielu, mecz też nie należał do wybitnych, ale razem ze znajomymi tak sobie zaplanowaliśmy podróż, żeby połączyć to ze zwiedzaniem. Kraj okazał się jednym z droższych, który odwiedziłem, ale mecz Legii plus kilkudniowe zwiedzanie zapamiętam na długo.

 

 

Niezapomniana Moskwa

Huśtawka nastrojów towarzyszyła wyprawie do Szkocji na mecz z Celtikiem. Pojechaliśmy tam samochodem, a ja jak wsiadłem za kierownicę, to pierwszy postój, poza przerwami na tankowanie oraz prom, zrobiłem dwa tysiące kilometrów od Warszawy - w Newcastle. Pod względem sportowym Legia była o niebo lepsza i pewnie wygrała 2:0. Jeszcze wracając cieszyliśmy się i snuliśmy plany, gdzie będzie najfajniej pojechać na Ligę Mistrzów UEFA. Pamiętam, że jak następnego dnia po meczu prowadząc samochód odebrałem telefon od Bosmana i usłyszałem, że prawie na pewno będzie walkower dla Szkotów, to myślałem że sobie ze mnie żartuje. Jak wiadomo nie był to żart, tylko „sprawiedliwość” widziana oczami UEFA. Trzecim niezapomnianym wyjazdem była wyprawa do Moskwy, na rewanżowy mecz ze Spartakiem. Z różnych przyczyn wielu kibiców Legii nie dotarło do celu. Na sektorze było ok. 80 legionistów. Zaczepiła mnie wtedy dziennikarka Polsatu i zapytała czy awansujemy. Pomimo tego, że przegrywaliśmy 0:2, cały czas miałem przeczucie, że będziemy się na końcu cieszyć. I tak się stało, a ja ten mecz uważam za jeden z najlepszych w jakich miałem okazję uczestniczyć. Marzy mi się pojechać na jakiś oficjalny mecz na inny kontynent. Wiadomo, że jedyna taka opcja, to jakiś puchar Interkontynentalny, ale to chyba pozostanie w sferze marzeń.

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

gunner
Porucznik
2018-11-15 08:54:00
Mam taką uwagę do autorów spisujących wspomnienia kibiców Legii , jak w tym przypadku Skazani na Legię.Otóż jestem rówieśnikiem , albo starszym od wielu którzy w różnych cyklach wspominają dawne mecze, historie z nimi związane, strzelców bramek itd.I bardzo często zdarzają się pomyłki , albo przekłamania. Dlatego autorzy powinni sprawdzać wypowiedzi żeby nie było takich.Chyba wszyscy którzy chodzili na Legię w latach 60-tych pamiętają sytuację z wolnym Kazia Deyny w meczu z Pogonią.Niby wszystko się zgadza....tylko nie wynik który podał p.Tadeusz. Tamten mecz Legia wygrała 6:0 a nie zremisowała 2:2.

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN