Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2015-09-02 16:34:00
Newsletter

Tekst kibica: wspomnienie Andrzeja Bobowskiego

Autor: Andrzej Bobowski
3 lipca 2015 roku minęło dokładnie 60 lat od mojej pierwszej wizyty na stadionie CWKS Warszawa, gdzie na dobre i na złe oddałem swe serce sekcji piłkarskiej. A wszystko zaczęło się od mojego powrotu do rodzinnego miasta Warszawy, po 11 latach tułaczki, jaką zafundowali mi Niemcy w 1944 roku, po upadku Starówki - pisze Andrzej Bobowski, kibic Legii od 1955 roku. Tekst publikujemy jako nagrodę za udział w programie Legiony.

Tekst został opublikowany jako nagroda w programie lojalnościowym Legiony

 

Podczas likwidacji rannych powstańców w podziemiach kościoła świętego Jacka, przez oddziały na usługach Niemców, gdzie leżał mój tata Władysław, miałem powiedzieć, że uzbrojeniem mojego ojca była flinta na zające. Ronowcy - antysowieckie wojsko stworzone przez byłych milicjantów, przestępców więziennych i szumowin - tak się tym stwierdzeniem ubawili, że zaprzestali dobijać rannych. Wycofując się, podpalili jedynie drzwi kościoła. Mnie oddano do „Baudouina” (dom dziecka na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie - przyp.red.), skąd trafiłem do obozów w Pruszkowie, Nowym Targu i Sławnie, a stamtąd w 1947 roku tata zabrał mnie do Rawy Mazowieckiej, gdzie po trzech dniach UB zamknęło go za udział w Powstaniu Warszawskim.

 

Po ukończeniu szkoły podstawowej wracam z tułaczki do Warszawy. A tu istny zawrót głowy - otwarcie Pałacu Kultury i Nauki, V Światowy Festiwal Młodzieży, otwarcie nowo wybudowanego Stadionu X-lecia, mecz CWKS na stadionie Wojska Polskiego. Ja dostałem się do Korpusu Kadetów, a stamtąd do sekcji bokserskiej, gdzie trenował mnie Bronisław Strzelec, a gardę trzymał mi ówczesny mistrz Polski wagi ciężkiej Antoni Gościański. Kibicowałem też oczywiście, i kibicuję, piłkarzom Legii. CWKS Warszawa w moim debiutanckim sezonie na trybunach, zdobywa dublet, czyli mistrzostwo i puchar. Powtarza ten sukces w roku następnym, by po drodze rozgromić Wisłę Kraków w stosunku 12:0. Czy można sobie wymarzyć lepszy początek?

 

W 1968 roku, przerywając studia, wyjeżdżam za chlebem budować cukrownię w Czechosłowacji. Wyjazd zarobkowy nie przeszkadza mi od czasu do czasu przyjeżdżać na mecze Legii.  W 1969 roku, na mecz z ówczesnym mistrzem Polski Ruchem Chorzów, przywożę transparent o treści: „Legio Warszawa spraw Ruchowi tęgie lanie, niechaj tytuł Mistrza Polski w Warszawie zostanie”. I pomogło, Legia wygrała 6:2! W 1970 roku wracam do kraju i zapisuję się do Koła Kibica przy sekcji piłki nożnej CWKS Legia, której honorowym prezesem był doktor Stanisław Mielech, współzałożyciel Legii w 1916 roku. W 1975 roku Koło Kibica zmienione zostało w samodzielną Sekcję Sympatyka, w której pełniłem funkcję wiceprezesa, a od 1978 roku do 1985 roku jej prezesem. Sekcja Sympatyków nie przysparzała Klubowi medali, ale pracowała nad wychowaniem kulturalnego kibica. Sam Michel Platini, prezydent UEFA, wręczał mi list gratulacyjny za działalność w ruchu wychowania kulturalnego widza w przerwie meczu pomiędzy oldbojami reprezentacji Polski i Francji na stadionie CWKS Legia.

 

W 1980 roku wyjeżdżam na swoje pierwsze Mistrzostwa Europy do Włoch, z myślą przewodnią, aby połączyć sport z audiencjami u papieża Polaka - Jana Pawła II. Podczas całego pontyfikatu Jana Pawła II zaliczyłem cztery audiencje w Watykanie i jedną w dalekim kraju Argentynie w 1987 roku. W 1982 roku na żywo dopinguję reprezentację Polski w meczach z Belgami oraz ZSRR. Moje zdjęcie z tego ostatniego meczu znajduje się w Muzeum Solidarności w Gdańsku. 

 

W 1986 roku podczas mundialu w Meksyku spotkałem się w Monterrey ze swoim idolem, przyjacielem z CWKS Legia i polskiej reprezentacji, Kazimierzem Deyną. Przez okres tygodnia, zarywając noce, wspominaliśmy jego grę w Legii i biało-czerwonych barwach, czy chamskie zachowanie pijanej hołoty podczas meczu Polski z Portugalią w 1977 roku na Stadionie Śląskim - wtedy też zgromadzeni na stadionie widzowie wygwizdali Deynę, pomimo że strzelony przez niego gol bezpośrednio z rzutu rożnego dawał nam awans na mundial ’78. Rozmawialiśmy także o nie strzelonym przez Kazia rzucie karnym w meczu z Argentyną czy nieporozumieniach z Bońkiem, wówczas „młodym gniewnym”. Było to nasze ostatnie spotkanie - planując wyjazd na mundial w USA ’94, zaplanowałem również wizytę w San Diego, by odwiedzić grób przyjaciela, który zginął tragicznie w wypadku samochodowym. Była to wówczas już piąta rocznica śmierci mojego idola i najlepszego piłkarza w historii polskiej piłki… Ówcześni działacze potraktowali „Kakę” jak macocha pasierba, nie wysyłając nikogo na pogrzeb do USA. Dobrze ze ostatnio pod naciskiem między innymi Stowarzyszenia sprowadzono zwłoki idola Warszawy do domu, na cmentarz Powązkowski. Osobę Deyny uhonorowano także, wmurowując tablicę pamiątkową na ścianie stadionu Legii, i stawiając mu pomnik przed stadionem. 

 

Po 55 latach od debiutu na starym stadionie Legii, w 2010 przeżyłem debiut na nowo wybudowanym obiekcie. Legioniści, podobnie jak przed laty Garbarni Kraków (5:0 - przyp. red.), strzelili Arsenalowi Londyn pięć goli, ale tym razem stracili ich 6. 

 

Od 1955 roku przeżyłem z CWKS Legia Warszawa wywalczenie 10 tytułów mistrza Polski (jedenasty tytuł z 1993 roku mam w sercu). W tym samym czasie zaliczyłem 10 mundiali (11 mundial z 1974 roku mam w sercu). Legia wywalczyła 17 Pucharów Polski, a ja zaliczyłem 17 imprez na światowym poziomie (10 mundiali, 6 mistrzostw Europy i Igrzyska Olimpijskie w Sydney). Z FK Kukesi zaliczyłem 108. mecz Legii w europejskich pucharach, na koncie mam także ponad 1000 spotkań ligowych. Na stadionach w Warszawie, Polsce, Europie i na świecie wszędzie godnie reprezentuję Klub Legia oraz swój kraj - Polskę, nie uczestnicząc w żadnych burdach czy zadymach. Nie wiem komu to służy, ze kibice wzajemnie obrzucają się błotem, bluźniąc na siebie, używając bardzo wulgarnych słów, nie bacząc na to, że oprócz nich na stadionach znajdują się również dzieci. Dla mnie karygodne jest też używania hymnu państwowego jako formy dopingu, ale skoro śpiewać hymn klubowy ”Sen o Warszawie” niektórzy mogą z nakryciami na głowie, to i przy hymnie Polski brak jest hamulców. 

 

Przez minione lata podczas swojej przygody z piłką miałem przyjemność osobiście poznać głowy państw, wybitnych działaczy czy piłkarzy, m.in. Jana Pawła II, prezydenta Francji Jacquesa Chiraca, osobistości takie jak: Havelange, Blatter, Platini, Pele, Zico, Rivelino, Gullit, Robson, Oscar, B. Charlton, Puskas, Eusebio, van Hanegem, Cruyff, Beckenbauer, Rummenigge, Kopa, Maldini (ojciec i syn), Ronaldo, Zidane, K. Górski, Deyna i całą reprezentację „Orłów Górskiego”, Cieślika, Brychczego, Bońka i prawie wszystkich zawodników Legii od 1955 roku. Oni mnie znają.

 

Jak odebrać nagrodę? Sprawdź!

 

Fot. Archiwum Andrzeja Bobowskiego


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN