Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-10-16 13:20:00
Newsletter

Trybuna Legionisty: Najważniejszy jest wynik

Autor: Dominik Bożek
Cztery tygodnie, które minęły od ostatniego meczu na Łazienkowskiej 3 sprawiły, że czułem się wyposzczony. Brakowało mi tej specyficznej atmosfery jaką ma nasz stadion. Brakowało mi również samego dnia meczowego i całej tej otoczki. Dla mnie jest to świetny pretekst, żeby spotkać się ze starymi znajomymi w celu obgadania meczu i paru życiowych spraw. Jestem fanem tego specyficznego klimatu, dlatego ta czterotygodniowa przerwa sprawiła, że czułem się co najmniej nieswojo. Czegoś mi brakowało.

Trochę zacząłem wariować, toteż kiedy w pracy pewnego dnia w radio leciała genialna piosenka Bonnie Tyler pt. „It’s a heartache”, ja pod nosem nuciłem sobie „tylko Legia, ukochana Legia...”. Domyślam się, że pewnie większość z was tak miała, tylko przy innych radiowych hitach (np. Pet Shop Boys - Go West ). Będąc w miarę doświadczonym kibicem sam tonowałem swój nastrój głosząc wszem i wobec, że mój zapał będzie zapewne powoli gasł wraz z rozwojem meczu. Pierwsze dwa-trzy kiepskie zagrania i tyle będzie z tego całego wyczekiwania - mówiłem sobie. Co więcej: miałem do tego podstawy, bo ostatnie wyniki i gra naszego zespołu pozostawiały wiele do życzenia. Nie wspominając już o atmosferze jaka panowała wokół stołecznego klubu. 

 

To wszystko było tak naprawdę nieistotne, bo wbrew wszelkim prognozom, wraz z moimi kompanami i uśmiechem na ustach pojechałem na Łazienkowską. Wszyscy byliśmy ciekawi, jak Żyleta zareaguje na ostatnie wydarzenia: czy doping będzie jak zwykle na top poziomie? Czy będzie bardziej przypominał ten z wygranego meczu z Zagłębiem? Na odpowiedź nie musieliśmy długo czekać, bo kibice od początku do końca wspierali swój zespół. Przyznam szczerze, że odetchnąłem z ulgą, bo o wiele gorzej mi się ogląda mecze, gdy nie ma zaangażowanej Żylety. To jest ten jeden z kluczowych powodów, który przyciąga mnie na stadion.

 

W pierwszej połowie Legia zaprezentowała się przyzwoicie. Na duży plus zasługuje Jarosław Niezgoda, który z łatwością dochodził do sytuacji strzeleckich. Gdyby w pierwszej połowie zdobył hat-tricka, nikt by nie mógł powiedzieć, że nie zasłużył. Przy bramce też swoje zrobił. Najbardziej - w całej sytuacji, w której Legia zdobyła bramkę - zaimponował mi Guilherme. Jak mi brakowało takiego zagrania! Bez czekania, bez gadania z sędzią, posłał dobrą długą piłkę na Kucharczyka (dla niego też brawa za ruch bez piłki). Rzadko spotykamy takie zagrania w naszej rodzimej lidze. Przypomniało mi to pierwszą asystę Moulina w Legii sprzed ponad roku w meczu z Jagiellonią, kiedy gola zdobył Aleksandrow. Wtedy też nie narzekaliśmy na nadmiar dobrych składnych akcji, więc takie zagranie - na tamten czas - też robiło wrażenie.

 

Druga połowa za to była fatalna. Chwalony przeze mnie za pierwszą Niezgoda, na drugą w ogóle nie wyszedł. Znaczy się - wyszedł, ale ja go nie widziałem. Tak samo jak całej drużyny. Ze stadionu wychodziłem z przeświadczeniem, że Lechia zasługiwała co najmniej na remis, więc to mówi samo za siebie. Z drugiej części spotkania mam przed oczami obrazek Rafała Wolskiego, który na przysłowiowym „spodeczku od filiżanki” okiwał dwóch naszych piłkarzy i uderzył minimalnie obok słupka. Człowiek patrzy na tego piłkarza od paru lat i zastanawia się, jak to możliwe, że taki ktoś gubi się poza Ekstraklasą. Myślę, że jakby jakiś dziennikarz robił kolejny długi artykuł o zmarnowanych talentach, to ten młody człowiek może śmiało taki tekst firmować swoją twarzą.

 

Mecz jest jak najbardziej do zapomnienia. Najważniejszy jest wynik. Wracając z meczu jeden z kolegów powiedział mi, że tracimy tylko trzy punkty do lidera. Nie powiem, że po raz kolejny byłem zszokowany tym, jak niedaleko nam do czołówki. Co prawda od 11 miejsca dzieli nas tyle samo punktów, ale jak przypominam sobie sytuację sprzed roku, to się uspokajam i zaczynam realnie wierzyć w sukces na koniec sezonu.

 

Twitter: @DominikBozek


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Możesz się zalogować się i komentować z użyciem swojego profilu

Treść
Monter
Monter
Podporucznik
2017-10-16 19:26:26
Słabą mamy ligę. I niestety słabą Legię. Jak dla mnie zbliżamy się do szydery z czasów Urbana. Jozak zmianami osłabił drużynę. Trener z doświadczeniem z piłki juniorskiej. To co pokazali zmiennicy w meczu z Lechią to był dramat. W pi...u z takimi grajkami. Grubas Pereira to już jak dla mnie może się pakować. Sam się zastanawiam co dalej z nami będzie. Młodzi grają słabo. Starzy też słabo. A żyleta zamiast bezmyślnego śpiwania i tańcowania to by mogła reagować na to co się dzieje na boisku. Reagować w czasie rzeczywistym. Bo na razie to mi przypominają kibiców z RPA, którzy wtykają sobie korki z drzewa kauczukowego w uszy i trąbią 90 minut na trąbach. Bezmyślny doping Trąbitów na Wuwuzelach. Pazdan kucharczyk, przebłyski miał Jodła o dziwo. Niestety nie doczekali się zasłużonych oklasków. Sytuacja w której Mączyński wstał i Legia zareagowała oklaskami, wyjątkowa. Szczerze to ŻyletaWuwuzela zaczyna mnie już drażnić . Wesoły śpiew kiedy ledwo dowozimy wygraną, jakoś mi się kłóci z tym co oglądam. Pozdrowienia dla Refleksji.
gunner
Podporucznik
2017-10-16 21:10:51
Miło czytać sensowną ocenę meczu bez złośliwości, bez ślepego walenia na odlew.A już ocena Żylety w punkt , sam tak uważam już od dłuższego czasu. Jeszcze raz gratuluję Monterowi.

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN