Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-08-23 10:07:00
Newsletter

Trybuna Legionisty: O przygotowaniu fizycznym słów kilka

Autor: Przemysław Bator
Dla wielu kibiców Legii głównym problemem zespołu w tym sezonie jest przygotowanie fizyczne. Gołym okiem widać, że zawodnicy biegają jakby w zwolnionym tempie, jednostajnie, brakuje im dynamiki. Chciałbym spojrzeć na ten problem trochę szerzej, wykraczając poza ocenę Sebastiana Krzepoty, który odpowiada w sztabie za tę działkę.

Pamiętam trenerów Legii poczynając od Franciszka Smudy. Przychodził jako „zbawca”, jadąc jeszcze na opinii z czasów Widzewa. Jego współpracownikiem odpowiedzialnym za przygotowanie fizyczne był Grzegorz Wilczyński, mający za sobą rolę szkoleniowca lekkoatletycznego. Efekty pracy tego sztabu przy Łazienkowskiej były bardzo mizerne. Zespół grał zdecydowanie poniżej oczekiwań, mówiło się, że Smuda „zajeżdża” piłkarzy zimą. Co się stało po przyjściu Dragomira Okuki? Trener Wilczyński został w klubie, a Legia wywalczyła mistrzostwo.

 

„Drago” miał twardą rękę, dawał zawodnikom ostro w kość, mając przecież do dyspozycji wąską kadrę. I tym podejściem wywalczył tytuł, ale im dalej szedł w las, tym gorzej. Takie metody boleśnie odbiły się na drużynie w kolejnych rozgrywkach. Każdy z następców Okuki, podobnie jak Serb, miał swoją koncepcję przygotowania kondycyjnego i szybkościowego, ale żaden nie wymyślił niestety złotego środka. 

 

Kiedy wszystko idzie zgodnie z planem, a wyniki są satysfakcjonujące, mówi i pisze się o „wysokiej formie”. W innym wypadku najłatwiej zrzucić wszystko na karb „zepsutych przygotowań”. Pamiętam śmiechy ze sztang i siatkonogi, kiedy Legię prowadził Jan Urban. Wtedy jego współpracownik, Ryszard Szul, był nazywany pogardliwie „panem od zegarków”. Dziś wielu kibiców zarzuca Sebastianowi Krzepocie brak doświadczenia. O Szulu nie można było tego powiedzieć, bo miał za sobą pracę chociażby w Wiśle Kraków, z którą osiągał sukcesy. W Legii nie cieszył się mimo tego dobrą sławą.

 

Szul to tylko przykład, bo kolejni trenerzy odpowiedzialni za przygotowanie fizyczne w przypadku pierwszych niepowodzeń całej drużyny, automatycznie byli odsądzani od czci i wiary. Tymczasem nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że kondycja fizyczna to tylko jeden z elementów wpływających na grę oraz wyniki. 

 

Henning Berg nie wypracowywał formy podczas letnich przygotowań, zimą zajęcia u Norwega również nie były przesadnie ciężkie, a koniec końców straty punktowe okazały się brzemienne w skutkach, jeśli chodzi o ligę. Stanisław Czerczesow poszedł w stronę metod Okuki. Do dziś zastanawiam się jednak, czy jego „mordercze” treningi nie miały na zawodników przede wszystkim psychologicznego wpływu. Choć czasem słaniali się na nogach pod koniec zajęć, to udowadniali sobie, że dadzą radę w każdej sytuacji. Nietrudno było jednak zauważyć, że z każdym kolejnym tygodniem przeciwnicy Legii mieli coraz mniejsze problemy z rozpracowaniem stylu gry, a przy tym drużyna traciła wigor. Czerczesow jest mądrym trenerem, dlatego postawił wszystko na jedną kartę, dając odpocząć kluczowym graczom w Gdańsku i traktując mecz z Pogonią jak finał. Zgarnął trofea, odszedł jako bohater dużej części kibiców (zasłużony, bo swój cel osiągnął), ale nie wiadomo co by było, gdyby Legia pod jego wodzą zaczęła słabo kolejny sezon. Może dziś nie był by „kochanym Stasieńkiem z niedźwiedziem”, za którym wielu tęskni, tylko „wąsatym dyletantem z Rosji”?

 

Przyszedł Besnik Hasi, główny cel (awans do fazy grupowej LM) zrealizował, ale posadę stracił bardzo szybko. I tu dochodzimy do sedna – trener razem ze współpracownikami odpowiadają nie tylko za wypracowanie bazy kondycyjnej i szybkościowej, z której piłkarze będą korzystać przez cały, długi sezon (a Legia grała w ostatnich latach mnóstwo meczów). Potrzebna jest też równowaga jeśli chodzi o atmosferę w szatni, wspólny język szkoleniowca z drużyną, umiejętność rotacji, taktyka, odpowiednie transfery itd. Nie ma niestety mądrego, który umiałby utrzymać wśród zawodników optymalną formę fizyczną przez cały rok. Nawet wielka Barcelona Pepa Guardioli wpadała w dołek w pierwszych miesiącach roku, co zresztą Hiszpan i jego sztab sobie zakładali. Oczywiście różnica w umiejętnościach piłkarzy Barcy nad resztą ligowej stawki była tak ogromna, że nikt za bardzo tego nie odczuwał, ale takie są fakty.

 

Dlaczego początki sezonów są w ostatnich latach w wykonaniu naszych zawodników przeciętne? Bo szczyt formy, a przede wszystkim największa „świeżość”, musi nadejść w kluczowych momentach rozgrywek, czyli przed przerwą zimową oraz w końcówce rundy rewanżowej. Kiepski start Legii powtarza się od kilku lat, niezależnie od trenerów i metod przez nich stosowanych. Patrzę na ligową tabelę, w której prowadzi Zagłębie i przypominam sobie poprzedni sezon. Wtedy piłkarze Piotra Stokowca zostali przez niektóre rozgrzane głowy koronowani już na starcie. A jak się skończyło pamiętamy. Teraz znów imponują świeżością, poczekajmy jednak na decydującą fazę rundy i wstrzymajmy się z osądami. 

 

Oczywiście dla Legii pierwszym celem są eliminacje w rozgrywkach o europejskie puchary, dlatego tutaj trzeba wygrywać sprytem, taktyką, doświadczeniem i umiejętnościami indywidualnymi. Kilku z tych czynników brakowało zarówno w dwumeczu z Astaną jak i w pierwszym starciu z Sheriffem. To zresztą moje główne zarzuty do trenera Magiery. Wierzę, że w Tyraspolu zespół zagra przede wszystkim mądrze. W niedzielnym meczu z Wisłą Płock zadaniowa taktyka zdała egzamin, teraz też trzeba nastawić się na szachy i przeciąganie liny, bez wielkich fajerwerków.

 

Kończąc temat przygotowania fizycznego – tak, jest oczywiście ważne, ale w drużynie piłkarskiej to element szeroko pojętej formy zespołu. Ogromny wpływ na grę ma psychika, dlatego często mówi się o „efekcie nowej miotły”, następującym po zmianie trenera. Jakby nagle piłkarze zapominali, że jeszcze tydzień czy dwa wcześniej poruszali się jak muchy w smole. Dobre wyniki napędzają, spirala porażek nakręca kryzysy. Do tego dochodzą elementy, o których wspominałem wcześniej. I jest ich naprawdę dużo.

 

Mogę się założyć, że jeśli Legia awansuje do fazy grupowej Ligi Europy (w co głęboko wierzę), to na fali entuzjazmu ogra w niedzielę Zagłębie, a w przerwie na mecze reprezentacji zawodnicy złapią oddech i skończy się „męczenie buły”. Wtedy kwestia przygotowania fizycznego szybko zejdzie na dalszy plan. O scenariuszu pesymistycznym nie warto teraz rozprawiać.

 

***

 

Przemysław Bator - były dziennikarz Przeglądu Sportowego i Faktu. Wcześniej publikował teksty na portalu legia.com.pl. Warszawiak, urodzony na Bródnie, pierwszy mecz Legii obejrzał z trybun w 1996 roku. Po ośmiu latach pracy w mediach na nowo uczy się kibicowania. Prywatnie mąż i ojciec, zawodowo stawia pierwsze kroki w branży PR.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Możesz się zalogować się i komentować z użyciem swojego profilu

Treść
Red. Bator z tego co pamiętam kilkukrotnie publicznie zaprzeczał temu, że jest Legionistą więc chyba lepiej byłoby przenieść ten tekst do innego działu.
~Leo
89.77.9..
2017-08-23 14:08:25
No tak, ale jak za tego samego Urbana, trenerem fizycznego został Cezar Szklarz i do pomocy w czasie zgrupowania ściągną znajomego Argentyńczyka z Atletico, Legia przygotowana była tak, że w 70 min jeszcze podkręcała tempo. Można? Mozna. Nie rozumiem tych ciągłych eksperymentow z trenerami od fizycznego, to był dowód że fachowiec to fachowiec a nie kolejny który się uczy na żywym organizmie.

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN