Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-12-11 14:41:00
Newsletter

Trybuna Legionisty: Słonie upolowane

Autor: Dominik Bożek
Oglądanie pierwszej połowy ostatniego meczu naszej drużyny wystawiło mnie na niemałą próbę. Patrząc na grę obydwóch drużyn zastanawiałem się, czy aby nie pomyliłem dat i nie znalazłem się na jakimś towarzyskim spotkaniu z okazji zbliżających się Świąt. Kompletnie nie mogłem zrozumieć, dlaczego - mając piłkę - piłkarze stołecznego klubu kompletnie się nie ruszali.

Przez te trzy kwadranse nerwowo tupałem nogą i tak naprawdę nie wiem dlaczego: albo z zimna, albo ze zdenerwowania. W sumie, jedno nie wyklucza drugiego. Zagranie, które się powtarzało do znudzenia, to długie podania na Hamalainena. Niestety, Fin nic z nimi nie robił. Za symbol tej pierwszej części gry niech nam posłuży akcja Śpiączki, kiedy wychodził sam na sam. Wiem, że był spalony, ale nie może być takiej sytuacji, że cała drużyna stoi, czekając, aż liniowy machnie chorągiewką. To sędzia jest od sędziowania, a nie piłkarze. Tylko nieudolność snajpera drużyny z Niecieczy sprawiła, że na tablicy nadal widniał wynik 0:0. Ogólnie można napisać, że w pierwszej połowie spotkały się dwa słonie, a boisko było dla nich składem porcelany.

 

Na szczęście, druga połowa była diametralna inna - przynajmniej w wykonaniu Legii. Warto było przecierpieć te 45 minut, chociażby dla bramki Pasquato - dla takich akcji przychodzi się na stadion. Bohaterem spotkania był niewątpliwie Kasper Hamalainen, który wywalczył karnego, zaliczył asystę i dorzucił gola. Trener Jozak wyraźnie stawia na tego zawodnika, a ten odpłaca mu się liczbami, które gwarantują nam punkty. Słoń z Niecieczy pozostał słoniem w składzie porcelany, a Wojskowi w przerwie zamienili się w kłusownika, który ustrzelił tego słonia, poprawiając humor tej niespełna dwunastotysięcznej widowni. 

 

Skończyły się fazy grupowe europejskich pucharów, czyli rozgrywek, w których nas nie ma po raz pierwszy od pięciu lat. Wydaje się, że już na ten temat napisano i powiedziano wszystko. Mimo to, sprawdziłem jak poradziły sobie drużyny, które poskromiły drużynę ze stolicy Polski. Otóż, FC Astana zajęła drugie miejsce, przed Slavią Praga i Maccabi Tel Awiw, uzyskując 10 punktów. Natomiast Sheriff Tyraspol nie awansował dalej, pomimo takiego samego dorobku punktowego, co drugie FC Kopenhaga. Po co to piszę? Ano po to, żeby uświadomić co po niektórych, że te zespoły to nie były zespoły amatorskie, a takie co coś sobą reprezentują - mimo, że na każdym kroku wmawiano nam co innego. Nie chcę usprawiedliwiać tym Legii - nie w tym rzecz. Trzeba jasno powiedzieć: drużyna ze stolicy Polski miała obowiązek przejść te zespoły, bo pisząc najłagodniej - były one w zasięgu warszawskiego klubu. Jednak głosząc teorie o tzw. „nędznych klubach”, z którymi odpadł mistrz Polski, jest przeginaniem w drugą stronę. Szczególnie, że pogromcy innych polskich zespołów nawet nie osiągnęli pułapu Ligi Europy. Chociaż trzeba im oddać, że odpadali z zespołami, które nie są anonimowe (Zenit, Apollon i Panathinaikos).

 

To samo tyczy się Ligi Mistrzów. Niedawno minął rok od pamiętnego meczu ze Sportingiem. Ile to osób próbowało umniejszyć sukces Legii mówiąc, że to wstyd wejść z czterema punktami do Ligi Europy? Nawet, mając takie zespoły w grupie, jak wspomniany klub z Lizbony, czy Real Madryt, bądź Borussię Dortmund. Ten ostatni klub w tym sezonie zajął trzecie miejsce z dorobkiem dwóch punktów i nie zauważyłem, żeby ktoś mówił o kompromitacji. Nawet Celtic w tym sezonie mniej ugrał (trzy punkty) i awansował do Ligi Europy. A przecież te dwa kluby to uznane marki, przy których - na europejskich salonach - możemy czuć się jak kopciuszek. Dlatego miałbym to na uwadze, przed ferowaniem zbyt pochopnych wyroków.

 

Gui nie przedłużył kontraktu, Mariusz Piekarski intensywnie szuka klubu Michałowi Pazdanowi, Arkadiusz Malarz jest na wylocie - to są fakty, o których wiemy. Strach pomyśleć o czym nie wiemy. Tracimy dobrych, klasowych zawodników i wypadałoby zastąpić ich innymi o zbliżonej jakości. Niestety, ale letnie okienko transferowe przyniosło nam zawodników niegotowych do gry (Berto) lub niedostatecznie dobrych na podstawową jedenastkę (Sadiku). Ciężko mi, póki co, ocenić Pasquato, bo gra dobrze dopiero od trzech meczów. Specyfika zimowego okienka polega na tym, że trudno kupić klasowego piłkarza, który by odmienił oblicze drużyny. Niestety, ale przez pryzmat ostatnich transferów, ciężko mi pozytywnie myśleć o przyszłości. Wydaje mi się, że tylko sprzedaż kluczowych graczy Górnika Zabrze, czy innych zespołów, może nas uratować, ale chyba wszyscy jesteśmy zgodni, iż nie chcemy, aby Legia w ten sposób zdobywała mistrzostwo Polski.

 

Twitter: @DominikBozek


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Możesz się zalogować się i komentować z użyciem swojego profilu

Treść

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN