Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-01-23 09:00:00
Newsletter

Trybuna Legionisty: Transfery

Autor: Dawid Ziółkowski
Można zdecydowanie stwierdzić, że pierwsze dni stycznia w Legii Warszawa sponsorowało słowo „transfer”. Prezes Dariusz Mioduski napisał na Twitterze żeby zaczekać do pierwszego dnia nowego roku, a potem będzie się działo. No i słowa dotrzymał. Bo działo się sporo.

Po ostatnim meczu w roku, nie oszukujmy się słabym, przegranym z Wisłą Płock 0:2, wszyscy kibice odmieniali słowa „transfer” i „wzmocnienia” przez wszystkie przypadki. Ewidentnie drużynie potrzebna była świeża krew - zawodnicy, którzy podniosą jakość w ekipie Mistrza Polski. Giełda nazwisk ruszyła bardzo szybko, a prym wiodły na niej te z Chorwacji. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć dlaczego, bo odpowiedź jest prosta - Romeo Jozak. Przez lata spędzone w Dinamie Zagrzeb obserwował lub wychował dziesiątki zawodników. A teraz Legia może na tym korzystać. Ale o nazwiskach za chwilę. 

 

Wydaje się, że oprócz osoby trenera Jozaka kluczem do zmiany polityki transferowej Klubu jest Ivan Kepcija. Nowy dyrektor techniczny (czy jak kto woli sportowy), wniósł sporo merytorycznej wiedzy i umiejętności do teamu, który jest teraz odpowiedzialny za szukanie wzmocnień. Śmiało można na tę chwilę stwierdzić, że to okienko transferowe zostało rozegrane przez kierownictwo pokazowo, całkowicie inaczej niż letnie, które umówmy się - zostało przespane. Dawno nie zdarzyło się, żeby wszyscy (przynajmniej na ten moment) nowi piłkarze zostali zakontraktowani jeszcze przed wylotem na pierwsze zgrupowanie - wcześniej było to rozłożone na kilka etapów. Zdarzało się również, że porywano się z motyką na słońce (patrz podchody pod Felipe Caicedo), a na koniec okazywało się że trzeba zadowolić się graczem o klasę gorszym i sprowadzać go praktycznie na sam koniec okienka (patrz Necid). I tak, jeśli lato było w kwestii transferów dla prezesa Mioduskiego poligonem doświadczalnym, na którym sobie nie poradził, tak okienko zimowe pokazuje, że jest uczniem niezwykle pojętnym, co poniekąd może być spowodowane tym, że otoczył się ludźmi wiedzącymi z czym to wszystko się „je”, tak jak wspomniałem wcześniej. 

 

Widząc nazwiska i profile piłkarzy, którzy zawitali na Łazienkowską, należy stwierdzić, że w pierwszej kolejności zostały wzmocnione te formacje, w których były największe problemy, a bonusem jest ożywienie rywalizacji w ataku. Zacznę po kolei, czyli od defensywy. William Remy na pewno jest zawodnikiem z jednym z ciekawszych CV, jaki w ostatnich latach trafił do Warszawy. Fakt jego sprowadzenia wiąże się przede wszystkim ze świadomością odejścia Michała Pazdana i przygotowywaniem go do roli jego zastępcy, jednak mecz z Barceloną SC oraz starcie z Atletico Nacional pokazały, że Francuz może być ciekawą opcją nie tylko w linii obrony, ale i w środku pola. Dużo widzi, potrafi zagrać niekonwencjonalnie, szuka prostopadłych piłek - tego ostatnio w budowaniu akcji od tyłu brakowało. Kolejny transfer to Domagoj Antolić. Nie jest może graczem, który jest szeroko znany w piłkarskiej Europie, ale fakt, że rozegrał w barwach chorwackiego hegemona jakim jest Dinamo Zagrzeb 167 spotkań, musi robić wrażenie. Grał na poziomie chorwackiej ekstraklasy, Ligi Mistrzów i Ligi Europy, nosił także opaskę kapitańską, której na pewno nie otrzymał tylko za zasługi. Do tego mimo ogromnej konkurencji był powoływany do reprezentacji i nie wiele zabrakło, by pojechał na EURO 2016. 45 minut, które rozegrał w pierwszym sparingu potwierdziły, że ma niezły przegląd pola, potrafi grać bez przyjęcia, jednym zagraniem przyspieszyć grę, a niepotrzebne jej zwalnianie czy częste granie w szerz lub do tyłu, było u środowych pomocników Legii irytujące. W drugim sparingu zagrał nieco wyżej i widać było, że nie czuł się tam najlepiej, jednak cały czas starał się dynamizować akcje Wojskowych, grać na jeden kontakt. Jeśli nawiąże do umiejętności Ivicy Vrdoljaka z początku jego pobytu na Ł3, to będzie dużym wzmocnieniem.

 

Graczem z dużym potencjałem i bardzo uniwersalnym jest Marko Vesović. Czarnogórzec był jednym z architektów historycznego tytułu mistrzowskiego dla Rijeki, strzelając sześć bramek i mając dziewięć asyst w 33 meczach w rozgrywkach 2016/2017. W sparingu z ekwadorską Barceloną potwierdził także, że ma w sobie trochę boiskowego zawadiaki, a zadziorność, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, może mu w karierze z „eLką” na piersi tylko pomóc. Piłkarzy z charakterem w klubie nigdy nie za wiele. Na koniec Eduardo - zawodnik, który był niespodzianką od prezesa Mioduskiego. Można było się zdziwić, że jego nazwisko wyciekło do mediów dopiero w dniu jego przyjazdu do stolicy. Niewątpliwie ma wszystko, by stać się gwiazdą na poziomie Danijela Ljuboji czy Vadisa Odjidja-Ofoe. Oczywiście fakt, że dość długo nie grał może lekko niepokoić, ale jak mówił wielokrotnie Mateusz Borek, łatwiej jest schudnąć (czego akurat Dudu robić nie musi) lub wrócić do normalnej dyspozycji po okresie przygotowawczym, niż nauczyć się grać w piłkę. Jego doświadczenie i umiejętności strzeleckie mogą Legii tylko pomóc, a współpraca z takim graczem np. Jarkowi Niezgodzie na pewno nie zaszkodzi. 

 

Na koniec trochę o fali krytyki, jaka wylała się na klub po przeprowadzeniu wspomnianych transferów. Mam wrażenie, że niektórzy dziennikarze są oderwani od rzeczywistości, albo chcą celowo sprawiać takie wrażenie. Najpierw pod prawdziwym „ostrzałem” znalazł się Eduardo. Klubowi zarzucono, że sprowadza „emeryta” podczas gdy drużyna miała być odmładzana. Oczywiście niektórzy zapomnieli już, że niemal 34-letni Angulo wszedł do ligi razem z drzwiami zdobywając 19 bramek. Na pewno zakontraktowanie Brazylijczyka jest obarczone pewnym ryzykiem, ale nie takim jak np. w przypadku Daniela Chimy Chukwu, bo Eduardo podpisał kontrakt na rok, a nie trzy lata, a i jego zarobki nie są tak astronomiczne. W naszej lidze błyszczeli wspomniani już Ljuboja i Vadis, ale jeśli popatrzymy na ich statystyki, wcale się w swoich poprzednich klubach nie wyróżniali. Serb nigdzie nie potrafił zagrzać miejsca na dłużej niż sezon - tyle trwały jego przygody z Wolfsburgiem, VfB Stuttgart czy Grenoble, nie był też znakomitym snajperem, bo w sezonie poprzedzającym przyjście do Legii strzelił pięć goli w 30 spotkaniach w barwach Nicei. Przychodził również u zmierzchu swojej kariery, a mimo to w lidze przeważnie się bawił. Vadis przed pojawieniem się w Warszawie nie przebił się w HSV cz Norwich, a nie były to ekipy walczące w swoich ligach o najwyższe cele, ale raczej o utrzymanie. Z brutalnymi ocenami radziłbym się więc wstrzymać. „Środowisku” nie podobają się także inne transfery Mistrza Polski, choć Remy, Antolić i Vesović mają odpowiednio 26, 27 i 26 lat, czyli są w najlepszym wieku dla zawodowego piłkarza. Odmładzając zespół potrzebna jest strategia i nie da się tego zrobić w jednym okienku transferowym, wyrzucając pół składu i zastępując go dajmy na to 18-latkami. To logika pięciolatka. O strategii mówił Ivan Kepcija, który przyznał, że na zmianę struktury wiekowej drużyny potrzeba 2-3 lat. Wydaje mi się, że nawet gdyby Dariusz Mioduski uruchomił jakimś cudem klauzulę wykupu Neymara i sprowadził go do Legii, to i tak zostałby skrytykowany, bo wydał za dużo. 

 

Klub robi jednak swoje i wydaje się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. A z ocenami, drodzy panowie dziennikarze, wstrzymajcie się chociaż do pierwszego meczu ligowego. Tak z czystej przyzwoitości. Bo przecież Romeo Jozak też ponoć już dawno stracił szatnię i był w klubie skończony, nieprawdaż? 

 

Twitter: @ZiolekDawid


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Możesz się zalogować się i komentować z użyciem swojego profilu

Treść
~Adam50
217.164..
2018-01-24 08:29:40
W pełni zgadzam się z powyższym artykułem. Jak czytam te wcześniejsze krytyki to aż nie dobrze się robi. Niektórzy dziennikarze również reprezentację Polski na początku kariery Nawałki , też zaczeli krytykować. Według mnie wszystko jak narazie idzie w bardzo dobrym kierunku a na krytykę należy poczekać ale cuż to nasza przypadłość taka polska przypadłość, wiecznie nam się coś nie podoba, wiecznie niezadowoleni i pierwsi w krytyce. Życze anu Mioduskiemu wytrwałości a Legii naszej drogi na same szczyty.

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN