Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-03-06 12:55:00
Newsletter

Vešović: Zobaczycie, na co mnie stać

Autor: Łukasz Tyborowski Fot. Mateusz Kostrzewa, Janusz Partyka
- Legia to największy klub w Polsce, z ogromną rzeszą fanów. Wiedziałem, że jeśli nie dołączę do Wojskowych, popełnię błąd, że nie mogę tej okazji zmarnować. To znakomite miejsce dla piłkarza, niczego tu nie brakuje - mówi Marko Vešović w rozmowie z Legia.com.

Legia.com: - Jak się czujesz, po Twoim urazie nie ma już śladu?

 

Marko Vešović: - Bardzo dobrze, każdego dnia coraz lepiej. Kolano jest już zdrowe, ale nie jestem jeszcze w pełni formy, bo opuściłem wiele treningów przedsezonowych. Niebawem nadejdzie moment, kiedy będę mógł zaprezentować pełnię swoich możliwości. Ostatnio grałem nieźle, ale jeszcze zobaczycie, na co mnie stać.

 

- A jak przebiega Twoja aklimatyzacja w zespole?

 

- Muszę podkreślić, że koledzy z zespołu przyjęli mnie bardzo dobrze. Pomogło też to, że w szatni mam z kim porozmawiać po chorwacku. W zasadzie nie musiałem przechodzić żadnego procesu aklimatyzacji - od pierwszego dnia czuję się częścią drużyny. To zasługa osób, które tu pracują. W szatni trzymam się głównie z "Antolo", bo znaliśmy się wcześniej z występów w lidze chorwackiej. Nie znałem natomiast trenera Romeo Jozaka. Wiele jednak o nim słyszałem, bo w Chorwacji to bardzo znana postać.

 

 

- Podoba Ci się w Warszawie?

 

- Jestem zadowolony ze wszystkiego - zarówno jeśli chodzi o klub, jak i o aspekty pozasportowe. Warszawa jest piękna, to wspaniałe miasto. To znakomite miejsce dla piłkarza, niczego tu nie brakuje. Ludzie w klubie są bardzo życzliwi. Gdy dostałem ofertę przejścia do Legii, od razu wiedziałem, że nie mogę tej okazji zmarnować.

 

- No właśnie, co czułeś, gdy otrzymałeś ofertę z Warszawy?

 

- Kiedy zapoznano mnie z tym pomysłem, projektem, byłem podekscytowany. To wszystko miało sens i niezwykle kusiło. Sprawa wyglądała poważnie, decyzję podjąłem niemal natychmiast. Legia to największy klub w Polsce, z ogromną rzeszą fanów. Wiedziałem, że jeśli nie dołączę do Wojskowych, popełnię błąd. Jestem szczęśliwy, że tu trafiłem. Wiele osób pyta mnie, jak wygląda życie w Warszawie. Czasem brakuje mi słów, by to opisać. Jest świetnie. Legia to poziom światowy pod względem organizacyjnym. Każdy, kto tutaj pracuje, jest profesjonalistą w swoim fachu.

 

- W Rijece byłeś ulubieńcem kibiców. Czy tutaj będzie podobnie?

 

- Mam taką nadzieję. Fani Legii są niesamowici. Atmosfera podczas meczu z Lechem była kapitalna. Kibice wspierali nas przez 90 minut, to nam bardzo pomogło. Dziękuję każdemu, kto zjawił się na stadionie mimo mrozu. W ogóle po meczu z Jagiellonią nie wiedziałem, że będę mógł zagrać z Lechem. Nie znałem zasady, że mimo dwóch żółtych kartek otrzymanych w jednym spotkaniu, można wystąpić w kolejnym. "Rado" podszedł do mnie po ostatnim gwizdku sędziego i uświadomił mnie, jak wygląda sytuacja.

 

 

- Grałeś wcześniej dla Crvenej Zvezdy Belgrad. Jesteś w stanie porównać fanów obu drużyn?

 

- Są bardzo podobni, dopingują swoją drużynę przez całe 90 minut. Jedni i drudzy potrafią zrobić "kocioł" na trybunach, to prawdziwi fanatycy. Nie jestem w stanie powiedzieć, którzy są lepsi. Być może za jakiś czas stwierdzę, że to kibice Legii wywierają na mnie większe wrażenie, ale mam sentyment do fanów z Belgradu i na tę chwilę muszę być bezstronny.

 

- Gorące mecze derbowe to dla Ciebie żadna nowość.

 

- Grałem już w derbach Belgradu, które były równie gorące, jak hitowe mecze w Polsce. Te spotkania wyjątkowo motywują piłkarzy, zresztą kibiców też. Takie mecze nadają sens piłce nożnej, wprowadzają ten dodatkowy „smaczek”, wszystkim robi się gęsia skórka. Kocham rozgrywać takie spotkania. Tym bardziej, kiedy mają decydujący wpływ na mistrzostwo kraju.

 

- Trener Romeo Jozak często stosuje rotacje w składzie. Nie martwisz się o swoją pozycję w pierwszej jedenastce?

 

- Nie mam żadnych obaw. Póki robię wszystko tak, jak potrafię najlepiej, jestem spokojny. Nieustannie pracuję, trenuję, staram się pokazywać z dobrej strony. Oczywiście to trener decyduje, kto będzie grał. W mojej gestii pozostaje wykonywanie swojej pracy jak najlepiej. Wiem, że jeśli będę dobrze się prezentować na treningach, to będę członkiem pierwszej jedenastki. To wymaga pracy i cierpliwości. Muszę się skupić na sobie, reszta przyjdzie sama.

 

 

- W poprzednich drużynach byłeś znany z waleczności, nazywano Cię „żołnierzem”.

 

- Owszem, było tak w Rijece i w Belgradzie. Dlaczego tak mnie nazywano? Bo po prostu zawsze daję z siebie wszystko, w każdym meczu gram na sto procent możliwości i umiejętności, nigdy nie odstawiam nogi, walczę do końca. Skąd taki charakter? Ano stąd, że pochodzę z Bałkanów, to kwestie historyczne. Zawsze jako naród musieliśmy bić się o swoje, walczyć i miało to wpływ na naszą psychikę. Przeżyliśmy wiele wojen i to wzmocniło naszą mentalność.

 

- Słyniesz z ciętego języka - po jednym z meczów w Chorwacji powiedziałeś dziennikarzom, że schowałeś piłkarza rywali do kieszeni.

 

- Rozegrałem w Chorwacji w barwach HNK Rijeki mnóstwo meczów z Dinamem Zagrzeb, które nierzadko decydowały o mistrzostwie. W Dinamie był pewien znakomity prawoskrzydłowy - Soudani. W tym meczu wyjątkowo wystąpiłem na lewej obronie i grałem właśnie przeciwko niemu. Wypadłem znakomicie, bo przeciwnik grał na mojej nominalnej pozycji, dzięki czemu wiedziałem, jak będzie się zachowywał w danych sytuacjach i jak go zneutralizować. To było bardzo emocjonujące spotkanie i sam również dałem się ponieść emocjom, dlatego powiedziałem po meczu, że „schowałem Soudaniego do kieszeni”. Zagrałem świetny mecz, byłem szczęśliwy.

 

 

- Grałeś jako lewy obrońca, prawy obrońca, prawoskrzydłowy, a na jakiej pozycji czujesz się najlepiej?

 

- Zdecydowanie najlepiej czuję się jako prawoskrzydłowy. Na tej pozycji zagrałem najwięcej meczów, zarówno w reprezentacji, jak i w Rijece. Ostatnie sześć miesięcy grałem jednak jako prawy obrońca, ponieważ z drużyny odszedł piłkarz z tej pozycji i musiałem go zastąpić. Trener przesunął mnie do tyłu. Jeśli Romeo Jozak będzie chciał, bym wystąpił jako prawy obrońca - nie ma sprawy, ale wolę grać na prawym skrzydle. Strona boiska w zasadzie nie robi mi znaczenia – dobrze czuję się także po lewej stronie. Dostosuję się do wymagań trenera.

 

- Miałeś okazję wystąpić przeciwko trzem piłkarzom Legii w meczu Czarnogóra - Polska. Pamiętasz?

 

- Tak, grałem wtedy przeciwko „Mące”, Pazdanowi i „Jędzy”, przegraliśmy 1:2. Wystąpiłem na lewym skrzydle, bo to moja nominalna pozycja w reprezentacji. To był bardzo trudny mecz, widać było, że Polska to kolektyw, w którym są także wielkie indywidualności. Mają świetnego trenera, poukładał to wszystko, jest też wielka gwiazda w ataku - Robert Lewandowski. Muszę także pochwalić Łukasza Piszczka, grałem na niego w tym spotkaniu i nie było to łatwe zadanie. Myślę, że Polacy są w stanie daleko zajść podczas mistrzostw świata w Rosji.

 

Wywiad ukazał się w ostatnim programie meczowym wydanym z okazji spotkania z Lechem Poznań.

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN