Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2015-11-25 11:42:00

''W 1954 roku brałam ślub z Twoim dziadkiem i Legią”

Autor: Dominik Senkowski, współpraca i redakcja Małgorzata Chłopaś Fot. archiwum prywatne
- Kiedy w 1950 roku poznałam Twojego dziadka, był już działaczem Legii. Cztery lata później, biorąc ślub, brałam go i z dziadkiem, i z Legią. Na początku złościłam się, że Kazimierz poświęca Klubowi tyle uwagi. Z czasem się przyzwyczaiłam. To weszło w krwiobieg - Kazimierz Marek i Legia to była jedność - tak 92-letnia Halina Marek wspomina męża w rozmowie ze swoim wnukiem, Dominikiem Senkowskim.

Dominik Senkowski to jedna z osób, które odpowiedziały na nasz apel, w którym poszukiwaliśmy historycznych postaci związanych na przestrzeni lat z Legią Warszawa. W związku z nadchodzącym stuleciem istnienia Klubu (1916-2016), chcemy opowiedzieć historię ludzi, którzy uczestniczyli w funkcjonowaniu 'Wojskowych' w dawnych latach, poświęcając Legii swoje życie. Kazimierz Marek to jedna z takich osób.

 

Kazimierz Marek urodził się 1 sierpnia 1917 roku w Rzeszowie. Służył w wojsku, był saperem. Po wojnie, w 1945 roku, odgruzowywał i rozminowywał Warszawę. W stolicy został już na zawsze.

 

W latach 50’ i 60’ zasiadał we władzach ówczesnej Legii. W 1957 roku wziął udział w historycznym dla naszego Klubu wydarzeniu - 2 lipca 1957 r., w miejsce jednostki wojskowej jaką był CWKS, powołano stowarzyszenie sportowe posiadające osobowość prawną, statut i władze wybieralne przez członków - WKS Legia Warszawa. To wówczas Legia przyjęła biało-czerwono-zielono-czarne barwy i herb, który również dzisiaj jest oficjalnym herbem Klubu, i z którym utożsamiało się kilka kolejnych pokoleń kibiców Legii. Kazimierz Marek, wówczas wojskowy w stopniu majora, wziął udział w zebraniu, podczas którego wybrano pierwszy Zarząd WKS Legia w składzie 31 osób, a ten wyłonił z kolei 11-osobowe prezydium, w którym znalazł się Pan Kazimierz. O powrocie do nazwy “Legia” i herbie z 1957 r. można przeczytać w serwisie legionisci.com.

 

 

 

Kazimierz Marek zmarł 24 września 1997 roku. Legia - i oczywiście rodzina - była całym jego życiem, o czym w rozmowie z wnukiem Dominikiem opowiada 92-letnia Halina Marek (ur. 5 czerwca 1923 r. w Warszawie). Pani Halina brała udział w Powstaniu Warszawskim. Była łączniczką na Mokotowie - Pułk "Baszta", kompania "Krawiec". Pani Halina przyznaje, że kiedy poznała Kazimierza Marka, ten był już zakochany w naszym Klubie i do końca pozostał mu wierny. Zapraszamy do zapoznania się z wspomnieniami Pani Haliny. Nie jest to oczywiście wiedza kronikarska - to fragmenty przeszłości, które Pani Halina zachowała w pamięci.

 

- Kiedy w 1950 roku poznałam Twojego dziadka, był już działaczem Legii. Cztery lata później, biorąc ślub, brałam go i z dziadkiem, i z Legią. Na początku złościłam się, że Kazimierz poświęca Klubowi tyle uwagi, był bardzo przesiąknięty Legią. Z czasem się przyzwyczaiłam. To weszło w krwiobieg - Kazimierz Marek i Legia to była jedność - zaczyna swoją opowieść Pani Halina.

 

Kazimierz Marek, działając w różnych strukturach, pracował w Legii przez ponad 40 lat. - Wiecznie siedział na Legii, bez względu na to, czy danego dnia rozgrywano mecz, czy nie - mówi Pani Halina. - Kazimierz był we władzach kierowniczych sekcji piłki nożnej WKS Legia. W 1960 roku zasiadał w Zarządzie Legii jako gospodarz sekcji piłki nożnej, był już wówczas podpułkownikiem. Wcześniej, jeszcze jako major, był członkiem prezydium WKS Legia. Wiem też, że działał w Komisji Rewizyjnej już jako podpułkownik, a więc zapewne po 1960 roku - wspomina.

 

Halina Marek posiłkuje się informacjami zawartymi w Księdze Legii wydanej na 50-lecie powstania Klubu: “Ważnym ogniwem w udziale aktywu społecznego w zarządzaniu klubem jest Komisja Rewizyjna. Jej członkowie poświęcają wiele swego czasu pozasłużbowego - prowadzą analizę działalności klubu, zwłaszcza w zakresie gospodarki materiałowej i finansowej, pomagając w ten sposób w sprawnym funkcjonowaniu sekretariatu, administracji, wszystkich jego sekcji, obiektów gospodarczych oraz ośrodka szkoleniowego i medycznego. Wykładnikiem ich pracy jest m.in. fakt przeprowadzania 30-40 zespołowych kontroli rocznie oraz wielu kontroli dorywczych” - czytamy w publikacji.

 

 

Mimo że Pani Halina Marek zawodowo nie zajmowała się Legią, ma wiele wspomnień związanych z mężem, jego pracą i jednocześnie pasją. 

 

- Twój dziadek wiele razy podróżował za Legią po Polsce w ramach rozgrywek piłkarskich, wyjeżdżał także za granicę. Był z Legią we Francji, Bułgarii, był chyba w Niemczech, czeskiej Pradze i innych demoludach - opowiada wnukowi. 

 

- Pamiętam, że z jednego wyjazdu przywiózł bułgarskie papierosy, choć palenie rzucił właśnie w Bułgarii. Papierosy porozdawał po powrocie do Polski wśród znajomych. We Francji był około 1960 roku, odwiedził m.in. Bordeaux. W latach ’50, niedługo po wojnie, był natomiast w Paryżu - na miejscu starał się porozumiewać po niemiecku, bo nie znał ani angielskiego, ani francuskiego. Francuzi traktowali go wówczas wrogo, nie chcieli z nim rozmawiać, ponadto jeden z miejscowych prawie splunął na dziadka tylko dlatego, że ten mówił po niemiecku. Dziadek próbował tłumaczyć, że nie jest Niemcem, tylko Polakiem, ale nie zna języka francuskiego - dodaje.

 

 

- Podczas innego wyjazdu do Francji dostał do dyspozycji zagraniczną walutę. Rozdał piłkarzom tyle, ile mu polecono, aby wydał - musiał się przecież później z tych pieniędzy rozliczyć. A ponieważ została reszta, przywiózł ją do kraju i oddał państwu. Zawodnicy mieli do niego wówczas pretensje, uważali, że nie powinien tych pieniędzy zwracać, tylko im oddać. Dziadek bronił się, że to pieniądze państwowe i nie mógł rozdawać ich ponad potrzeby - przypomina sobie jeszcze Pani Halina.

 

Kazimierz Marek w czasach pracy w Legii był blisko drużyny, utrzymywał relacje z zawodnikami. - Podobnie jak inny działacz, który pojechał z nim wówczas do Francji, pułkownik Stanisław Noworyta. To był lekarz naczelny szpitala na Koszykowej w Warszawie. Znałam go osobiście, gdyż w tamtych czasach często bywałam z Twoim dziadkiem na Legii. Znałam też mecenasa Jerzego Lewińskiego, z którym dziadek również współpracował. Noworyta i Twój dziadek pojechali wtedy do Francji jako opiekunowie drużyny. Znali ją bardzo dobrze, poszczególnych piłkarze osobiście - mówi Halina Marek w rozmowie z wnukiem.

 

 

Poprzez męża, Halina Marek miała okazję poznać głośne nazwiska, stanowiące o sile i potędze ówczesnej Legii. 

 

- Z trybun stadionu przy Łazienkowskiej pamiętam na przykład Bohdana Tomaszewskiego (legenda i symbol polskiego dziennikarstwa sportowego - przyp. legia.com). Zresztą Tomaszewski był moim znajomym jeszcze z czasów okupacji, kiedy to mieszkaliśmy w tym samym budynku na Mokotowie, na ulicy Hołówki. 

 

- Trener Jacek Gmoch też bywał u nas, często tu siedzieli z dziadkiem i dyskutowali. Z piłkarzy miałam okazję poznać Lucjana Brychczego, jak chodziłam oglądać Legię na żywo. Jak on wylatywał na boisko, to krzyczeli za nim “Kici, Kici”. Nigdy nie wiedziałam, dlaczego on właściwie był “Kici”? (śmiech). Może dlatego, że był nieduży i drobny? I pamiętam Kazimierza Deynę, również dlatego, że Twój dziadek bardzo przeżywał jego śmierć. Bardzo go szanował i dobrze o nim mówił. Tak samo zresztą dobrze wypowiadał się zawsze o Brychczym. Poznałam swego czasu także trenera Lesława Ćmikiewicza. Dziadek znał także Kazimierza Górskiego, w domu były zawsze peany na jego cześć. W pewnym momencie chodziłam z mężem na wszystkie mecze. Jak szłam na powietrze, to szłam na Legię - wylicza Pani Halina.

 

 

Jak ważne miejsce w życiu codziennym Kazimierza Marka zajmowała Legia? Bez wątpienia bardzo duże. - On o tej Legii mówił, o tę Legię walczył, o tę Legię się kłócił. Wiecznie prowadził rozmowy na temat Klubu przez telefon. Nie było chyba weekendu, żeby nie był na Legii, czy odbywały się wówczas mecze, czy nie. To był swoisty rytuał z tym chodzeniem na Legię. Zresztą, mając już 74 lata, Twój dziadek umawiał się jeszcze na Legii i grał tam w siatkówkę, aż do momentu gdy złamał mały palec u ręki. Wtedy przestał grać - opowiada wnukowi Halina Marek. 

 

Wiadomo też, że Kazimierz Marek pojawiał się na meczach Legii aż do śmierci. - Zmarł w wieku 80 lat i podejrzewam, że jak ostatni mecz rozgrywek był dajmy na to w czerwcu, to dziadek na pewno na tym meczu był. Zmarł we wrześniu 1997 roku, w biegu, jak to bywa w przypadku śmierci spowodowanej zawałem. On tę Legię kochał. Na jego pogrzebie była reprezentacja z Legii i ogromny wieniec z herbem Klubu. Była także warta honorowa w kościele i przy grobie. 

 

 

Pani Halina bywała na meczach Legii w Warszawie. - Z czasem jednak więcej z dziadkiem zaczęła chodzić na stadion Twoja mama (Ludmiła Senkowska, ur. w 1962 r. - przyp. legia.com) - mówi wnukowi. - Była na przykład na spotkaniu z Atletico Madryt w 1971 roku (rozgrywki o Puchar Mistrzów - przyp. red). Zawsze siedzieli na trybunie honorowej. Po meczu był organizowany bufet, było bardzo rodzinnie. Legia zawsze była bliska sercu Twojego dziadka - zaraz po rodzinie był Klub. Albo czasem Klub był na równi z rodziną. Potem jak dziadek się zestarzał już i przestał pracować tak intensywnie, to też latał na Legię. Stworzono tam klub seniora, gdzie godzinami debatowano na temat drużyny z Łazienkowskiej - wspomina.

 

Kazimierz Marek działał w sekcji piłkarskiej, ale interesowały go także inne sekcje Legii. Pracując w Klubie stykał się chociażby z lekkoatletyką. - Nazywał ją królową sportu. W Legii było wówczas wielu olimpijczyków. Jednego z nich poznałam nawet osobiście, ale którego to już nie powiem, minęło tyle lat… Podczas jednego z wydarzeń miałam chyba okazję poznać Józefa Szmidta, który był w trójskoku złotym medalistą olimpijskim. Dziadek zawsze był dumny i szczęśliwy, kiedy mógł uścisnąć dłoń tak wybitnego sportowca. Pamiętam też, że dziadek, wraz ze swoim przyjacielem z Legii, pułkownikiem Kociszewskim, przeprowadzał w Legii audyty - szczególnie pamiętam audyty wykonywane w sekcji konnej Legii, usytuowanej w okolicach ulicy Powązkowskiej. Twoja mama czasem tam z nim jeździła - mówi Pani Helena.

 

 

- Podsumowując, Twój dziadek a mój mąż zajmował się w Legii na przestrzeni tych lat bardzo wieloma rzeczami. Nie jestem w stanie odtworzyć, co robił dokładnie w którym roku, ale wiem, że sporo było tych funkcji. Wśród różnych pamiątek po nim mam m.in. Legitymacje Członka Zarządu Wojskowego Klubu Sportowego “Legia” wydane w latach: 1971 (ważna do 1974), 1985 (ważna do 1985) czy 1988 (ważna do 1990). A to tylko to, co się zachowało. Możliwe że było tego dużo więcej.  Tak, Kazimierz Marek i Legia to była jedność… - kończy swoje wspomnienia Pani Halina Marek.

 

Wywiad z Haliną Marek przeprowadził jej wnuk, Dominik Senkowski
 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

agi1916
agi1916
Szeregowiec
2017-08-24 23:15:02
Witam, w artykule został wspomniany mój dziadek płk Marian Kociszewski. Przyjaźnił się on z Panem Kazimierzem (Panem Kaziem-jak wspomina ciocia). Babcia i mama również dobrze go pamiętają. Dziadek zmarł we wrześniu 1997 roku, w dniu swojej śmierci był umówiony z Panem Kazimierzem, niestety na spotkanie nie dotarł. Śmierć dziadka podobno mocno wstrząsnęła Panem Kazimierzem. Umarł kilka dni później. Na pogrzebie dziadka również obecna była reprezentacja Legii, były salwy honorowe. Dziadek był bardzo mocno związany z Legią, mam mnóstwo pamiątek po nim związanych z klubem, proporczyki, odznaki, wpinki, kroniki, legitymacje, zdjęcia, mam nawet jego mundur wojskowy. W razie pytań zapraszam do kontaktu agi1916@wp.pl. Pozdrawiam

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN