Legia Warszawa
vs Jagiellonia
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-01-30 13:20:00
Newsletter

Wojciech Zep: Piłkarze czasem mogą pogrzeszyć

Autor: Iza Kruk, Jakub Jeleński Fot. Jacek Prondzynski, Mateusz Kostrzewa
- Niektórzy zawodnicy jeszcze w Polsce zaopatrują się w swoje ulubione słodycze, część zrobiła nawet zapasy w Stanach, bo między obozami mieliśmy naprawdę mało czasu. Ale przy dwóch mocnych jednostkach treningowych tabliczka czekolady jest bardzo łatwa do przepalenia w ciągu jednego dnia - mówi nasz dietetyk, Wojciech Zep.

 

Legia.com: - Rozmawialiśmy z naszym kierownikiem, który powiedział, że jednym z elementów wyboru miejsca zgrupowania jest jedzenie.  Kiedy Ty zaczynasz planować przedsezonowe menu?

 

Wojciech Zep: - Jedzenie jest bardzo istotną kwestią w trakcie zgrupowania, bo jeśli jest słabe, to atmosfera szybko siada (śmiech). Dlatego też staramy się, by zawsze było urozmaicone. Moje przygotowania zaczynają się, gdy dostaję sygnał od kierownika, że jest już wstępne porozumienie z ośrodkiem w którym będziemy mieszkać. Wtedy przystępuję do pracy, ustalam razem z hotelem nasze warunki żywieniowe. Składają się one ze wskazówek dla kucharzy, takich jak tłuszcz używany do pieczenia i smażenia, albo też to, że nie chcemy w posiłkach dużej ilości śmietany. Tam są wszystkie podstawowe kwestie dotyczące tego, w jaki sposób powinni nam gotować, a także menu rozpisane od pierwszego do dziewiątego dnia, które później się zapętla, więc mamy pełną różnorodność. Kiedy układam ten plan, szukam sobie jakichś lokalnych dań i zawsze staram się coś z nich umieścić w naszym jadłospisie. Natomiast najważniejsza praca zaczyna się na miejscu, kiedy dowiaduję się o tym jakie mamy obciążenia treningowe, kiedy gramy mecze i wtedy możemy poprzesuwać z dnia na dzień pewne dania, by były odpowiednie do wysiłku chłopaków na boisku.

 

 

LC: - Co lokalnego mogą spróbować piłkarze w Benidormie?

 

WZ: - Jesteśmy nad morzem, więc mamy pod dostatkiem owoców morza. Mieliśmy paellę z krewetkami, czyli typową kuchnię hiszpańską. Świetne są też świeżutkie ryby, takie jak dorada, pstrąg, dorsz, czy łosoś. Są też lokalne ryby - białe, czyli chude, albo inne, nieco bardziej tłuste. Pierwszego dnia jedliśmy też kalmary - świeże owoce morza są tutaj naprawdę rewelacyjne. 

 

LC: - Pozwalasz piłkarzom na jakieś żywieniowe grzeszki podczas zgrupowania?

 

WZ: - Niektórzy zawodnicy jeszcze w Polsce zaopatrują się w swoje ulubione słodycze, część zrobiła nawet zapasy w Stanach, bo między obozami mieliśmy naprawdę mało czasu (śmiech). Ale przy dwóch mocnych jednostkach treningowych tabliczka czekolady jest bardzo łatwa do przepalenia w ciągu jednego dnia. Gorzej jest, jeśli mamy luźniejszy dzień, na przykład w Warszawie. Kiedy w takim przypadku pojawia się czekolada, wtedy jest to duży grzech. Może nie śmiertelny, ale duży.

 

 

LC: - Jak wygląda suplementacja podczas zgrupowań?

 

WZ: - Nie różni się specjalnie od tej w Warszawie. Większość tych suplementów mamy do dyspozycji w Polsce, ale zawodnicy sami czują, że w okresie przygotowań potrzebują jeszcze innych dodatków. Są to na przykład odżywki białkowe, które mają podawane w postaci shake’ów od razu po zakończeniu treningu. Później w stołówce mamy suplementy dla zdrowia - czyli kwasy omega 3, witaminę D3, czy probiotyki. To ma służyć zachowaniu zdrowia piłkarzy. Później mamy takie suplementy, które mają pomagać... O, jest tu Artur Jędrzejczyk. To mój idol jeśli chodzi o sposób żywienia. Zrobił bardzo duży progres w czasie tego zgrupowania. Nie wiem czy mogę powiedzieć ile stracił... no dobra, 20% tkanki tłuszczowej.

 

Artur Jędrzejczyk: - No przecież jak miałem kontuzję, to nie mogłem wychodzić na boisko i nie biegałem.

 

WZ: - Artur, a powiedz jakie słodycze wziąłeś ze sobą i co je twój kolega z pokoju [Michał Kucharczyk red.].

 

AJ: - Już jakiś czas temu powiedziałeś.

 

WZ: - Nie, nie, nie, to nie byłem ja!

 

LC: - Słyszałam, że ptasie mleczko.

 

AJ: - Muszę wam powiedzieć, że nie widziałem ostatnio żeby podjadał cokolwiek.

 

 

LC: - A jaka jest Twoja ulubiona słodkość? 

 

AJ: - Moja żona, oczywiście! A oprócz niej… Dawniej jak byłem młody, to jadłem wszystko. 

 

WZ: - Słyszałem, że przed jednym meczem wjechały u ciebie czipsy i cola, a potem byłeś najlepszy na boisku.

 

AJ: - Mogę wam powiedzieć, że w Koronie Kielce kiedyś sobie zamówiłem pizzę przed spotkaniem. I wiecie co? Zdobyłem wtedy bramkę.

 

WZ: - Nie czułeś jej w żołądku?

 

AJ: - W ogóle, ja mam bardzo dobry metabolizm.

 

WZ: - No to powiem ci, że świetny wynik.

 

AJ: - Wiadomo, nie trzeba mówić kto tu jest kozakiem!

 

 

LC: - Mieliśmy tutaj z życia wzięty przykład żywienia zawodnika.

 

WZ: - Dokładnie, choć u nas nieco inaczej to wygląda (śmiech). Dziennie mamy trzy główne posiłki i dwie przekąski przed treningami, jakieś owoce, kawałek ciasta. Półtorej godziny po kolacji pijemy jeszcze koktajl białkowy, a dodając jeszcze koktajle po treningach, mamy przynajmniej sześć do ośmiu posiłków dziennie. Ostatnio pisałem u siebie na stronie, że zapotrzebowanie na dzień zgrupowania to prawie 6000 kilokalorii i jeśli chcielibyśmy zjeść to wszystko w trzech posiłkach, to na śniadanie musielibyśmy zjeść półtora kilo jedzenia. Staramy się więc rozłożyć to wszystko, by jeść więcej lżejszych posiłków. Żywienie ma ogromną wagę we współczesnym futbolu.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN