Legia Warszawa
vs Lechia Gdańsk
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2019-02-08 17:09:00
Newsletter

Zieliński: Są różne ścieżki, najważniejsza cierpliwość

Autor: Jakub Wydra Fot. Aleksandra Wór, Jacek Prondzynski, Mateusz Kostrzewa, Janusz Partyka Źródło: akademia.legia.com
- Nie można patrzeć na to, czy twój rówieśnik w takim wieku gra już gdzieś w seniorach, a ty dopiero wchodzisz do zespołu U18. Futbol jest na tyle przewrotny, że za kilka lat to ty możesz spełniać swoje marzenia, a ten sam chłopak, do którego się porównywałeś grać w III czy IV lidze - mówi Jacek Zieliński, były zawodnik Legii Warszawa, a dziś dyrektor Akademii Piłkarskiej Legii.

Legia.com: - Jakie są ścieżki dla zawodników Akademii Legii do piłki seniorskiej?

Jacek Zieliński: - Te ścieżki są bardzo różnorodne, bo każdy piłkarz pisze swoją własną historię. Oczywiście, można doszukiwać się pewnych podobieństw i na tej podstawie mówić o kilku drogach do pierwszej drużyny Legii Warszawa. Na to, jak ta droga będzie wyglądać składa się bardzo wiele czynników. Najważniejsze są talent, pracowitość i cierpliwość, ale równie ważne - okoliczności. Jedna z tych rzeczy nie wystarczy, by na dłużej zaistnieć w dorosłym futbolu. Dużo mówi się o talencie, ale patrząc na przykłady zawodników, którzy w ostatnich latach przeszli z Akademii do pierwszego zespołu Legii i sobie w tym zespole radzą, to każdy z nich wykazał się ogromną pracowitością i cierpliwością. Są oczywiście historie takie jak Sebastiana Szymańskiego, który bardzo szybko pokonywał kolejne szczeble w Akademii. Można powiedzieć, że przemknął przez drużynę U19 i rezerwy, w bardzo młodym wieku zadomowił się w „jedynce”. Jednak zdecydowanie więcej znajdziemy historii podobnych chociażby do tej Radka Majeckiego. Czyli chłopaka, który nie tylko ma talent, nie tylko ciężko pracował, ale również był cierpliwy, nie zwątpił w siebie, ani w cel do którego dążył. Sezon zaczynał jako trzeci bramkarz, a rundę jesienną kończył już jako pierwszy wybór trenera Sa Pinto. Są też przykłady mniej pozytywne, o których jednak nie chciałbym zbyt dużo mówić, kiedy zawodnik miał duży talent, dostał szansę w pierwszym zespole, ale nie poparł tego ciężką pracą i dziś nikt już o nim nie pamięta. Pamiętajmy, że debiut w seniorskiej drużynie Legii nie jest gwarancją, że dany chłopak zrobi dużą karierę. Trenerzy mają różne wizje, ale jedno jest bardzo istotne - by dać zawodnikowi zadebiutować dopiero wtedy, gdy jest na to gotowy. Jeśli ten debiut przyjdzie zbyt wcześnie, może bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Skłaniam się nawet ku temu, że lepiej zadebiutować trochę "za późno", niż trochę "za wcześnie". Przy tym, dodam dla jasności - bardziej jesteśmy zainteresowani, by ten chłopak zadebiutował w wieku 17 lat, niż w wieku 21 lat, natomiast musi mu to służyć.


- Debiut to jedno, drugie - dalsze postępy zawodnika, utrzymanie się w pierwszym zespole i kolejne występy.

- Debiut zawodnika w pierwszym zespole nie jest w żaden sposób wiążący. W większości klubów chłopak może zadebiutować w wieku 17 lat, ale na dobre do składu przebija się półtora roku, czasem dwa, trzy lata później - gdy osiągnie dojrzałość fizyczną, psychiczną, odpowiedni poziom umiejętności oraz stabilność formy. Gotowość do debiutu nie jest równoznaczna z gotowością do odgrywania realnej roli w wyjściowym składzie. Czasami słyszę, że zawodnicy występujący w drużynach U17 czy U18 mówią, że są już gotowi do gry w ekstraklasie. Wiesz w jakim wieku młodzi zawodnicy rozgrywają w ekstraklasie swoje pierwsze trzy mecze z rzędu w podstawowym składzie? Bo jak się wychodzi na boisko trzy razy z rzędu, to jest się gotowym do powtarzalnej gry na pewnym poziomie. Michał Żyro miał wówczas 18 lat i 8 miesięcy, Sebastian Szymański - 18 lat i 11 miesięcy, Radosław Majecki - dokładnie 19 lat, Rafał Wolski - 19 lat i 9 miesięcy, Konrad Michalak - dokładnie 20 lat, Mateusz Wieteska i Dominik Furman - 20 lat i 5 miesięcy, Jakub Arak - 22 lata i 1 miesiac, Michał Kopczyński - dopiero 24 lat i 1 miesięcy!

Zbyt szybki debiut niesie za sobą spore ryzyko. Przede wszystkim ryzyko spalenia psychicznego chłopaka, który w wieku 17 czy 18 lat może zwyczajnie nie udźwignąć słabego występu, czy zdjęcia z boiska przez trenera jeszcze w trakcie pierwszej połowy, a takie historie też miały miejsce. Trzeba też spojrzeć na inny wymiar - u niektórych spełnienie, a tym bywa debiut, osłabia motywację. Z własnego doświadczenia wiem, że zawodnicy, którzy zasłużyli na debiut cenią sobie to bardziej, niż ci, którzy otrzymali taką szansę w "prezencie", a przecież zdarza się w piłce, że zawodnik zostaje niemal wypchnięty na boisko, aby przekonać go do podpisania kontaktu. Debiut uzyskany ciężką pracą i wygraną rywalizacją pozytywnie wpływa na późniejszą motywację u zawodnika.

Jeden sobie poradzi ze zbyt szybkim debiutem, ale dziewięciu nie. Podobnie rzecz ma się z wypożyczaniem zawodników do klubów I czy II ligi, by się ogrywali. Bardzo ważne, by wybór klubu był odpowiedni, adekwatny do aktualnych umiejętności i dojrzałości psychicznej tego chłopaka. Jednak najważniejsze, by zawodnik, idąc do pierwszej ligi, miał szansę regularnie występować. Jeżeli wypożyczasz gracza na pół roku i on zaliczy jeden występ w trakcie rundy, to najpewniej popełniłeś duży błąd w doborze miejsca, do którego go wysłałeś. Gdy taki młody zawodnik odbije się od pierwszej ligi, to nie traci on tylko jednej rundy. Traci dużo więcej - czas gdy nie grał, ale i czas by później wrócić do nas, odbudować się psychicznie, znów kogoś zainteresować, i zrobić kolejne podejście. Dlatego czasem lepiej poczekać z wypożyczeniem, dać chłopakowi rok dłużej popracować w klubie, ograć się w rezerwach i dopiero wypożyczyć go do I ligi, żeby tam miał szansę naprawdę zaistnieć. Zawodnicy często sami się palą, żeby jak najszybciej iść na zaplecze Ekstraklasy, nie zdając sobie sprawy, że w przypadku błędu stracą dużo czasu, by odbudować swoją pozycję i na nowo udowodnić, że warto dać im drugą szansę.



- Jak powinna wyglądać idealna ścieżka zawodnika do pierwszego zespołu?

- Idealne sytuacje nie istnieją. Ktoś powie: Sebastian Szymański co pół roku pokonywał kolejne szczeble i w wieku siedemnastu lat zadebiutował w Ekstraklasie. Tylko pamiętajmy, że takie historie zdarzają się bardzo rzadko. Oczywiście, Sebastian i w U19, i potem w rezerwach błyskawicznie stawał się pierwszoplanową postacią i nie było potrzeby, by planować jego drogę do pierwszej drużyny. W jego wypadku progres, jaki osiągał na przestrzeni kolejnych miesięcy, był niezwykle dynamiczny. Dziś w Akademii również mamy kilku chłopaków, którzy podążają podobną ścieżką. Szybko pokonują kolejne etapy, regularnie awansują do kolejnych kategorii wiekowych, wyprzedzając rówieśników.

Kolejny przykład ścieżki to historia Mateusza Wieteski. Debiut w wieku 17 lat, później wypożyczenia do pierwszej ligi, transfer do Ekstraklasy z opcją odkupu i powrót do Legii, jako zawodnik 21-letni, ale ukształtowany i doświadczony. W tym wypadku ważnym aspektem jest pozycja, na której zawodnik występuje. Dużo łatwiej wkomponować do pierwszego zespołu nastoletniego gracza ofensywnego, a znacznie trudniej środkowego obrońcę. Dając szansę młodemu chłopakowi, trzeba obdarzyć go zaufaniem i mimo popełnianych błędów stawiać na niego. W Polsce trenerzy często nie mają na tyle mocnej i stabilnej pozycji, by podejmować takie ryzyko. Ciężko więc, by trener myślał o tym, jakie korzyści za rok czy dwa może dać postawienie na młodego, zdolnego gracza, bo musi się martwić tym, czy za miesiąc będzie tutaj jeszcze pracował. Najlepiej byłoby rzecz jasna, gdybyśmy postępowali jak przykładowo Ajax Amsterdam, gdzie przy starszym, doświadczonym stoperze ogrywa się młodszy. Dlatego dziś Matthijs de Ligt w wieku 19 lat ma już na swoim koncie prawie sto spotkań w pierwszej drużynie Ajaxu, jest nawet kapitanem. Oczywiście, my jako Akademia musimy najpierw takiego chłopaka przygotować, nie możemy wszystkiego zganiać na brak odwagi trenera. Zawodnik taki musi mieć odpowiednie parametry fizyczne i psychiczne, mieć odpowiednią mentalność, pewnego rodzaju dojrzałość i, co ważne, umiejętności piłkarskie predysponujące do gry na tym poziomie. De Ligt nie gra wyłącznie dlatego, że jest młody. Wiek nie może być głównym argumentem wystawiania kogoś w składzie. Powinien być jednym z kilku czynników, ale nie może być tym najważniejszym.

Jeszcze inny przykład drogi do seniorskiej piłki to Konrad Michalak. W rezerwach Legii zadebiutował mając zaledwie 16 lat i 9 miesięcy, ale na pierwszy występ w Ekstraklasie musiał czekać prawie trzy lata. Michalak miał świetną motorykę, ale i spore braki, chociażby techniczne. Jednak był graczem ofensywnym, łatwiej było mu się wkomponować do seniorskiej piłki w drugim zespole. Na początku wchodził na końcówki, grał po kilkanaście minut, ale zawsze coś dawał zespołowi, choćby dzięki swojej szybkości. Umiejętności piłkarskie, techniczne miał wtedy jeszcze na zbyt niskim poziomie by grać w pierwszej drużynie, potrzebował czasu. Żeby poradzić sobie na poziomie Ekstraklasy dobra motoryka nie wystarczy. Sięgając pamięcią jeszcze dalej, Rafał Wolski, Dominik Furman czy Michał Żyro, wchodząc do pierwszej drużyny opierali się już nie tylko na motoryce, ale też na gotowości stricte piłkarskiej do gry w „jedynce”. Jeden zawodnik osiągnie tę gotowość w wieku 17 lat, inny 19, a jeszcze inny 23. Zawsze, na końcu, trzeba patrzeć na każdego zawodnika indywidualnie.



- Mówiliśmy o Konradzie Michalaku, który zadebiutował w rezerwach w wieku 16 lat i 9 miesięcy. Sebastianowi Szymańskiemu udało się to w wieku 16 lat i 11 miesięcy, Mateusz Wieteska miał 17 lat i 1 miesiąca. Z kolei Michał Kopczyński - wówczas była Młoda Ekstraklasa, nie było rezerw - był w wieku 17 lat i 9 miesiecy, Rafał Wolski dokładnie 17 lat. Sebastian Walukiewicz dostał taką szansę mając 17 lat i 2 miesięcy, czyli jego rozwój przebiegał naturalnie i szedł identyczną drogą jak zawodnicy, którzy rozegrali później wiele meczów w ekstraklasie w barwach Legii. Dlaczego nie został w Warszawie?

- Stworzenie piłkarza składa się z trzech etapów: najpierw trzeba zidentyfikować talent u zawodnika, co Legii się udało, bo przecież Sebastian już w wieku 10 lat przyjeżdżał do Legii, został królem strzelców Legia Cup. W wieku 13 lat przeniósł się na stałe do Warszawy, a nasi trenerzy znaleźli mu nową pozycję na boisku - środek obrony, w Legii został podstawowym reprezentantem Polski juniorów, czyli można powiedzieć, że szkolenie przebiegło poprawnie, co też pokazywały występy w Pogoni Szczecin. Niestety nie wykonaliśmy tego ostatniego kroku - czyli włączenia go do seniorów. Przypomnijmy, że Walukiewicz wyjechał z Warszawy po sezonie, w którym Legia grała w Lidze Mistrzów - na środku obrony występowali Michał Pazdan, Jakub Rzeźniczak, Maciej Dąbrowski, Jakub Czerwiński, mógł też grać Artur Jędrzejczyk. Sami starzy wyjadacze. Sebastian został dwukrotnie zaproszony przez trenera na treningi, ale widocznie w jego opinii i dyrektora sportowego było jeszcze za wcześnie na tak szybki awans. Nie dostał takiego zapewnienia od dyrektora sportowego, nie przedłużył kontraktu i odszedł. Przypomnijmy jednak, że miał wówczas 17 lat. W Pogoni też nie zaczął od razu grać w ekstraklasie - przez 9 miesięcy ogrywał się w trzecioligowych rezerwach, co też robiłby w tym czasie w Warszawie. Zadebiutował dopiero pod koniec sezonu, co też, biorąc pod uwagę odmłodzenie pierwszego zespołu Legii, mogło się przecież wydarzyć, gdyby pozostał u nas.

Wiemy dziś, że młody zawodnik, który wywalczy sobie miejsce w seniorskiej kadrze Legii, nie będzie piątym zawodnikiem do gry na swojej pozycji. Zrobiliśmy miejsce na takich zawodników. Na starcie ma okazję być "bliżej boiska" niż kiedyś, ma większą szansę, aby przekonać trenera, co jesienią wykorzystali Radosław Majecki, czy Sandro Kulenović. Od tego momentu wszystko zależy już od zawodnika, jego umiejętności, determinacji i cierpliwości. Bo jak pokazują historie Majeckiego, Kulenovicia i Wieteski niektórzy potrzebują dopiero wypożyczenia, aby wskoczyć na poziom Legii.



 

- Awans do pierwszego zespołu może zawodnikowi zaszkodzić?

- Treningi z pierwszym zespołem są dla młodego zawodnika bardzo cenną lekcją, ale jeśli jest to robione z głową. Przykładowo, gdy kadra I drużyny liczy 35 zawodników, w tym kilku juniorów, to nie ma szans, by sztab szkoleniowy mógł poświęcić tym chłopcom wystarczająco dużo uwagi. Po prostu nie ma na to czasu w tygodniowym mikrocyklu treningowym. Młody zawodnik potrzebuje tej uwagi bardzo dużo, wskazówek, treningu o odpowiedniej intensywności, natomiast przy tak szerokiej kadrze jest to niemożliwe. Przy tym może się okazać, że ci młodzi chłopcy nie będą w ogóle grać, bo w pierwszym zespole będą jedynie rezerwowymi, a mecze rezerw będą się pokrywać ze spotkaniami „jedynki”. W takiej sytuacji, zamiast się ogrywać, głównie tracą czas. Jak maja poprawiać swoje braki, skoro na treningu odgrywają marginalną rolę, a sztab nie poświęca im uwagi? Nie da się. W Legii wygląda to teraz inaczej. Młodzi zawodnicy z rezerw regularnie zapraszani są na treningi, ale w odpowiednim momencie. Głównie w czasie zgrupowań reprezentacji, kiedy liczba graczy na treningu pierwszego zespołu jest mocno ograniczona przez powołania do kadr, więc każdy z tych młodych chłopaków odgrywa realną rolę w treningu, w gierkach, ma odpowiednio dużą uwagę sztabu. W takiej sytuacji ci zawodnicy rzeczywiście mogą bardzo dużo chłonąć.

- Kiedy w pierwszych zespołach debiutowali zawodnicy z rocznika 2002, na przykład Filip Marchwiński w Lechu Poznań czy Kacper Sadłocha w Stali Mielec, część rodziców i zawodników zaczęła wywierać presję, dlaczego ci chłopcy grają już w seniorach, a oni lub ich dziecko cały czas występują na poziomie U17?

- Najgorszą rzeczą jest porównywanie się z innymi. Często te porównania są bardzo powierzchowne. Patrzy się tylko na to, że dany zawodnik ma tyle lat i zadebiutował w pierwszym zespole. Nikt nie zastanawia się, czy ten chłopak naprawdę na ten debiut był gotowy, czy na niego zasłużył, czy to nie był ruch zmierzający wyłącznie do podpisania z nim nowego kontraktu. Myślenie na zasadzie „gramy razem w kadrze Polski, on jest w seniorach, a ja w U17” jest błędne. Nie można porównywać dwóch zawodników, nawet jeśli są z tego samego rocznika i grają razem w reprezentacji. Każdy zawodnik jest inny, każdy ma swoją historię, jest w innym środowisku. Ja też miałem kolegów, którzy byli powoływani do reprezentacji młodzieżowej, a ja nie otrzymywałem powołań, bo nie grałem w Ekstraklasie. Miałem 19 lat, grałem na zapleczu i choć byłem podstawowym zawodnikiem, selekcjoner nie stawiał na mnie. Miałem się wtedy załamywać? Porównywać z rówieśnikami, którzy w tym samym  czasie ocierali się o Ekstraklasę? Nie, mało tego - byłem zadowolony, że grałem regularnie. Robiłem swoje, ciężko pracowałem, a przede wszystkim cieszyłem się grą. Piłka to moja pasja, więc byłem szczęśliwy, że mogę uprawiać ją zawodowo. Czekałem na swoją szansę w najwyższej klasie aż przyszedł moment, gdy taką otrzymałem. Porównywanie się do innych nic dobrego by nie przyniosło, a mogłoby jedynie wpłynąć na mnie demotywująco. Poza tym, spójrzmy na fakty - większość tych chłopców, którzy w bardzo młodym wieku debiutują w seniorskiej piłce, dostaje tylko kilka minut w końcówkach meczów. To nie tak, że nagle stają się podstawowymi zawodnikami swoich drużyn. Na to potrzeba czasu. Jak pokazują przykłady - wielu z nich potrzebuje na to kolejnych 2-3 lat. Dlatego debiut nie powinien być celem samym w sobie.

Dajmy na to Michał Kopczyński - gdyby jemu w pewnym momencie zabrakło cierpliwości, nigdy nie zagrałby w Lidze Mistrzów z Legią, nie wyszedłby z opaską kapitana na mecz fazy pucharowej Ligi Europy, nie zdobyłby mistrzostwa i Pucharu Polski. Poważne granie zaczął w wieku 24 lat! Gdyby mając 20-21 lat porównywał się z Dominikiem Furmanem, Michałem Żyro czy Rafałem Wolskim, dawno rzuciłby futbol i zajmowałby się dziś czymś innym. Dominik Furman, który występuje na podobnej pozycji co Kopczyński i jest z tego samego rocznika, zadebiutował w Legii dużo wcześniej, zdążył zapracować na transfer do Francji, wrócić do Polski, a Michał dopiero przebijał się w Legii. W tym czasie, kiedy Kopczyński wybiegał z opaską kapitana przy Łazienkowskiej, Furman grał w Wiśle Płock. Na tamten czas, który z nich mógł powiedzieć, że jest w lepszej sytuacji? No raczej Kopczyński. Dlatego nie można patrzeć na to, czy twój rówieśnik w takim wieku gra już gdzieś w seniorach, a ty dopiero wchodzisz do zespołu U18. Futbol jest na tyle przewrotny, że za kilka lat to ty możesz spełniać swoje marzenia, a ten sam chłopak, do którego się porównywałeś grać w trzeciej czy czwartej lidze. Ja na najwyższym szczeblu w Polsce zadebiutowałem dopiero w wieku 23 lat, gdy wywalczyliśmy awans z drugiej do pierwszej ligi. W seniorskiej reprezentacji zadebiutowałem mając 27 lat. Gdybym nie miał cierpliwości, nie wierzył w sukces, dawno zawiesiłbym buty na kołku i zajął się czymś innym.



- Kiedy można powiedzieć, że zawodnik jest gotowy na awans do pierwszego zespołu?

- Tak naprawdę wtedy, gdy trener pierwszego zespołu będzie rzeczywiście widział go w swojej drużynie. Nie jako brakującego do gierki, tylko jako realnego członka zespołu. Na przykład teraz trener Sa Pinto zabrał na zgrupowanie trzech zawodników - Cezarego Misztę, Michała Karbownika i Mateusza Praszelika - kosztem innych graczy. Nie dlatego, żeby zrobić fajny pijar, bo równie dobrze mógłby zabrać wtedy dziesięciu juniorów. A zabrał trzech, w których widzi zawodników mogących na przestrzeni najbliższych miesięcy zaistnieć w pierwszej drużynie. Ocena szkoleniowca seniorskiego zespołu jest najważniejsza. Jeżeli on uzna, że będzie to przydatny zawodnik, to myślę że jest to najbardziej odpowiedni moment, by takiego chłopaka włączyć do drużyny. Wtedy możemy przypuszczać, że dostanie szansę gry, będzie zbierał minuty i rzeczywiście włączy się do walki o skład. Promowanie zawodnika do „jedynki” tylko po to, żeby on tam był mija się z celem.

- Wypożyczenie lub sprzedaż z możliwością odkupu zawodnika do klubu drugiej ligi może pomóc temu chłopakowi w rozwoju?

- Mamy kilka takich przykładów, gdy zawodnik odchodzi od nas do drugiej ligi i stopniowo przebija się coraz wyżej. Jednym z najświeższych przykładów jest Maksymilian Sitek, który poszedł do drugoligowej Siarki Tarnobrzeg i bardzo dobrze tam sobie radzi. Są zawodnicy, którzy mają fajne cechy motoryczne, spore umiejętności techniczne, ale może niekoniecznie w tym danym momencie są na odpowiednim poziomie mentalnym, by grać gdzieś wyżej. Czasami potrzeba więcej czasu, żeby przygotować głowę do gry w seniorach, są też chłopcy późnodojrzewający. Dla nich II liga jest więc idealnym miejscem, by się do gry na wyższym poziomie odpowiednio przygotować. Jak słyszę, gdy niektórzy zawodnicy w wieku 17-18 lat mówią, że jeśli do 20. roku życia nie przebiją się do Ekstraklasy, dadzą sobie spokój z piłką, to ręce mi opadają… Jest naprawdę wiele przykładów, że chłopak dopiero mając 22-23 lata dochodził do poziomu Ekstraklasy. Patrząc nawet na naszą Akademię, na roczniki 92 - 98, jestem pewien, że mielibyśmy więcej zawodników na szczeblu centralnym, gdyby nie zabrakło im cierpliwości. Część z nich, gdy raz odbiła się od I ligi czy Ekstraklasy, odpuściła… Zobaczmy na przykład Patryka Sokołowskiego. Odszedł z Legii w wieku 19 lat, grał w niższych ligach przez pięć kolejnych lat i dopiero w wieku 24 lat trafił do ekstraklasowego Piasta Gliwice. A przecież też mógł sobie, jako dwudziestolatek występujący w drugoligowej Olimpii Elbląg, odpuścić i szukać szczęścia w innej dziedzinie. Każdy zawodnik idzie swoim rytmem. Dużo różnych czynników odgrywa rolę w tym, kiedy dojdziesz do poziomu Ekstraklasy. Jeśli cały czas ciężko pracujesz, jesteś zdeterminowany, wierzysz w cel, do którego dążysz - naprawdę możesz spełnić swoje marzenie i grać w piłkę na dobrym poziomie w Polsce. Oglądanie się na innych, porównywanie z nimi może ci wyłącznie zaszkodzić. Prawda jest też taka, że świat nie kończy się na Legii. Część chłopaków może będzie w przyszłości grać w Legii, ale pewnie większa część będzie realizować swoje ambicje w innych klubach Ekstraklasy. Z nich też można przebić się do reprezentacji Polski czy zapracować na transfer do klubu zagranicznego. A dla nas, jako Akademii, to też będzie powód do dumy i znak, że wykonaliśmy dobrą pracę.

- Kiedy taki wypożyczony zawodnik czy sprzedany z opcją wykupu powinien wrócić do Legii? Kiedy jest na to dobry moment?

- Jeśli zawodnik ma do nas wrócić, to musimy mieć pełne przekonanie, że rzeczywiście będzie przydatny dla pierwszej drużyny Legii. Jeżeli trener oceni, że ten chłopak może realnie zaistnieć w jego zespole, a my mamy możliwość odkupu lub zakończenia wypożyczenia, zastanowimy się nad takim rozwiązaniem. Pasuje do naszej koncepcji, w swoim klubie się wyróżnia, a my nie mamy na przykład zmiennika dla podstawowego gracza na tej pozycji - to są argumenty, które przemawiają za tym, bo po niego sięgnąć. To jest o tyle dobre rozwiązanie, że bierzemy zawodnika, którego bardzo dobrze znamy. I który zna nasz klub, specyfikę bycia w Legii, oczekiwania wobec niego. To sprawia, że ryzyko pomyłki jest mniejsze.

- Zawodnicy rezerw, którzy spędzili już w dwójce trochę czasu, powinni szukać możliwości wypożyczenia do I i II ligi?

- Myślę, że byłoby to wskazane, w sytuacji gdy nie są jeszcze gotowi na pierwszą drużynę Legii, ale widzimy w nich potencjał by się w niej w przyszłości znaleźli. Przykład Kacpra Pietrzyka, który trafił zimą do drugoligowej Olimpii Grudziądz czy Mateusza Bondarenki, który mógł trafić do pierwszoligowej Chojniczanki Chojnice. W przypadku „Bondiego” uznaliśmy jednak, że jeszcze jedna runda w „dwójce” dobrze mu zrobi, tym bardziej, że regularnie pojawia się też na treningach w pierwszym zespole. Po sezonie wrócimy do tematu wypożyczenia. Warto też zwrócić uwagę na inny aspekt. Latem nasi zawodnicy z rocznika 1998-2001, ale też młodsi mogą wzbudzać spore zainteresowanie, ze względu na wprowadzony obowiązek gry młodzieżowca w Ekstraklasie, a przecież od lat taki sam przepis obowiązuje w I i II lidze. Mamy kilku chłopaków, którzy spokojnie mogliby latem trafić do klubów z tych klas rozgrywkowych, czy to na wypożyczenie czy na zasadzie transferu definitywnego z opcją odkupu. Kilku chłopaków w rezerwach jest już gotowych przynajmniej na I ligę, ale nadal są w klubie ponieważ wysoko oceniamy ich szanse na bezpośrednie przebicie się do jedynki. Jeśli to się nie uda przy pierwszym podejściu, w przyszłości zdecydujemy się na wypożyczenie, aby przetarli się przed Ekstraklasą. Wierzę, że prędzej czy później zobaczymy tych chłopaków w naszej drużynie. Idealny scenariusz to jedna runda, maks sezon spędzony na wypożyczeniu w klubie na zapleczu Ekstraklasy, gdzie taki chłopak regularnie grałby przez kilka miesięcy, a po tym okresie decyzja trenera Legii, że warto dać temu zawodnikowi szansę w pierwszej drużynie.



- Młodzi zawodnicy często decydują się na wyjazd do zagranicznego klubu, zamiast przebijać się do Ekstraklasy i na tym poziomie pracować na zagraniczny transfer. To słuszna droga?

- Kluby zagraniczne, nawet te o dużej marce, w każdym okienku transferowym wysyłają setki zaproszeń na testy dla młodych chłopaków z różnych krajów. Potem część z nich trafia do tego klubu na stałe. Kadry drużyn np. we włoskiej Primaverze, czyli lidze dla drugich zespołów, liczą po 30 - 40 graczy. Obecność w tym gronie nie daje absolutnie żadnej gwarancji sukcesu. Ba, wystarczy przenalizować, ilu zawodników, wybierając taką drogę, przebiło się rzeczywiście w seniorskim futbolu? Myślę, że gdybyś policzył, ilu graczy w przeciągu ostatnich kilku lat trafiło do klubów z Anglii, Włoch, Niemiec i tak dalej, a ilu z nich dziś gra w poważnej zagranicznej lidze, wyszedłby ci ułamek procenta. Mi do głowy przychodzą trzy przykłady: Wojtek Szczęsny, Grzegorz Krychowiak i Piotr Zieliński. Nawet Kamil Glik potrzebował powrotu do polskiej ligi, by się odbić po jednak dość nieudanej przygodzie w Realu Madryt. Te kluby często stawiają przede wszystkim na ilość, na zasadzie „będziemy mieć więcej zawodników, a nuż się trafi jedna perełka”. Fajnie pochwalić się, że jestem w akademii Manchesteru United czy Liverpoolu, ale później może się okazać, że to będzie jedyne fajne wspomnienie z twojej przygody z piłką. Niestety, kluby zagraniczne w sporej części nie działają wcale w taki sposób, że budują kadry swoich drużyn młodzieżowych w oparciu o 15 - 20 zawodników, co do których są w pełni przekonani. Zazwyczaj jest to 30 graczy, którzy czymś ich zainteresowali, ale wychodzą z założenia, że nawet jeden trafiony strzał z tej trzydziestki będzie dobrym wynikiem, a nuż się uda. Taki chłopak dostaje propozycję transferu, dajmy na to, z klubu Serie A, ma obietnicę bycia częścią drużyny Primavery i od razu świecą mu się oczy, pali się do wyjazdu. Jego rodzice również. Tylko gdyby przeanalizowali na spokojnie, ilu zawodników tą drogą przebiło się do dorosłego futbolu, a szczególnie z tego konkretnego klubu, zrozumieliby, że ich entuzjazm nie ma żadnego poparcia w faktach.

Nie rozumiem takich ruchów, tym bardziej teraz, gdy mamy naprawdę fajne przykłady piłkarzy, którzy trafiali z polskiej ligi na Zachód i dziś są czołowymi postaciami bardzo mocnych lig. Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek, Arek Milik, Bartosz Bereszyński, za chwilę do Włoch za duże pieniądze pójdą Sebastian Walukiewicz, Szymon Żurkowski czy Filip Jagiełło. Na to się składa bardzo wiele czynników. Po pierwsze, jak masz ogranie w seniorskiej piłce, to twoja wartość rośnie. A gdy klub zagraniczny musi zapłacić za ciebie konkretne pieniądze, to automatycznie twoje szanse na grę rosną. Gdy klub bierze nastolatka za grosze, to jest to tak naprawdę inwestycja bardzo małego ryzyka. Współczesny futbol pokazuje, że trudniej się też przebić w obrębie danego klubu z drużyn młodzieżowych, niż gdy trafisz do niego za duże pieniądze z innego klubu, w którym rzeczywiście odgrywałeś znaczącą rolę. Żyjemy w takich czasach, że naprawdę stosunkowo łatwo wyjechać z Ekstraklasy do zagranicznej ligi. Nie trzeba rzucać się na pierwszą czy drugą ofertę w wieku 16 lat. My oczywiście nie chcemy żadnego naszego zawodnika blokować. Jeśli upiera się na transfer, ok - nie robimy chłopakowi problemów. Jedyne, co możemy w takiej sytuacji zrobić, to pokazać w oparciu o fakty, że ta droga wcale nie jest lepsza, a wręcz może mocno utrudnić przebicie się do seniorskiej piłki. Decyzja należy jednak w pierwszej kolejności do zawodnika i jego rodziców. Nie potrafię pojąć, dlaczego tak wielu chłopaków decyduje się na wyjazd w tak młodym wieku. Gdy przychodzą do mnie rodzice zawodnika, mówię im: możecie nie wierzyć w ścieżkę kariery, którą proponuje nasz klub, a która wiedzie przez pierwszą drużynę Legii, ale wystarczy spojrzeć logicznie na fakty, które są przecież dostępne dla każdego. Czy naprawdę z logicznego punktu widzenia, wyjazd do juniorskich drużyn klubów Serie A czy Premier League, patrząc na historię graczy, którzy się na to zdecydowali, jest lepszym rozwiązaniem?

- Transfery Kacpra Skibickiego czy Kacpra Kostorza są zagrożeniem dla zawodników Akademii?

- Absolutnie nie! To nie tak, że oni już dostali miejsce w pierwszym zespole za darmo. Trafili do nas, ale muszą udowodnić na wypożyczeniu, że zasługują na grę w Legii Warszawa. Szanse tych chłopaków i zawodników z naszej Akademii są takie same. Dotyczy to każdego młodego zawodnika, nie ważne czy przychodzi z zewnątrz, czy jest w Akademii - dopóki nie udowodni, że jest gotowy na awans do „jedynki” i że może być w niej przydatny, nie stanie się jej częścią. Trener nie włączy do zespołu zawodnika, do którego nie ma przekonania. Inna sprawa, że jeśli nasi chłopcy obawialiby się graczy z Podbeskidzia czy Olimpii Grudziądz, to co dopiero rywalizacji z Cafu, Martinsem czy Kucharczykiem w pierwszej drużynie? Konkurencja to normalne zjawisko w futbolu, zawodnicy muszą być na nią gotowi.

- Rok temu zimą do starszych zespołów przesuniętych zostało 27 zawodników. W tym roku jest ich znacznie mniej. Z czego to wynika?

- W poprzednim roku mieliśmy do czynienia z sytuacją, że przesunięcia w starszych zespołach wywołały efekt lawiny i wymusiły niejako kolejne ruchy w młodszych zespołach. Dla nas najważniejsze jest, by przesunąć zawodnika do starszej drużyny w odpowiednim momencie. A wręcz lepiej nawet przesunąć go trochę zbyt późno, niż za wcześnie, przy czym oczywiście trzeba pamiętać o tym, co zaznaczyłem na początku: że jesteśmy bardziej zainteresowani doprowadzeniem do debiutu w ekstraklasie 17-latka, niż 21-latka.

Żeby wyjaśnić o co chodzi z przesuwaniem w odpowiednim momencie - przyjmijmy, że mamy bardzo zdolnego środkowego pomocnika w kategorii U17. W zespole U18 na jego pozycji mamy dwóch dobrych graczy, do tego trzeci, który również stanowi mocną alternatywę. Przesuwanie takiego chłopaka, młodszego o rok, czasem dwa lata, mając świadomość, że na 90 procent przegra rywalizację o miejsce w składzie i nie będzie grał, byłoby ogromnym błędem. Przesunięcie musi mieć sens. Musi dawać autentyczną korzyść. Musimy mieć przekonanie, że ten zawodnik ma szansę podjąć rywalizację o miejsce w składzie, nawet jeśli nie jako podstawowy gracz, to chociaż jako zmiennik. Torowanie mu miejsca w sztuczny sposób, albo nie daj Boże dawanie mu miejsca w jedenastce tylko dlatego, że uchodzi za bardzo zdolnego nie powinno mieć miejsca. Zawodnik musi to miejsce sobie wywalczyć w rywalizacji z innymi graczami. Tak wygląda dorosły futbol, ten chłopak musi być do tego od początku przyzwyczajany. To jest wątek często pomijany na przykład przez menedżerów zawodników. Ich myślenie jest takie: wierzycie w chłopaka, to na niego stawiajcie. Ja tego typu argumenty kontruję: ok, to niech pan idzie do rodziców i menadżera drugiego zawodnika na tej pozycji i powie mu, że teraz on nie będzie grał, bo pana chłopak musi mieć miejsce w składzie, bo jest zdolny. To tak nie funkcjonuje. Czy masz czternaście, czy osiemnaście, czy trzydzieści lat, w futbolu musisz zapracować na wyjściowy skład, wygrać konkurencję z innymi kandydatami do gry. Niczego za darmo nie dostaniesz.



- Kiedy jest najlepszy moment na podpisanie zawodowego kontraktu z młodym zawodnikiem?

- Nie ma idealnego wzorca, bo każdy zawodnik, każdy przypadek jest inny. Co ważne, nie płacimy zawodnikom dużych pieniędzy na etapie juniora. Ci chłopcy muszą pamiętać, że dobre pieniądze czekają ich dopiero na poziomie seniorskim. Ich celem musi być przebicie się do dorosłego futbolu, więc nie mogą czuć się nasyceni już w wieku 16 czy 17 lat. Zawodowy kontrakt powinien być nagrodą za ciężką pracę i zaangażowanie, sygnałem, że wierzymy w tego chłopaka. Nie możemy doprowadzić do sytuacji, że rozdajemy kontakty każdemu, zawodnicy muszą się uczyć, że na wszystko w życiu trzeba sobie zapracować.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN