2019-12-03 | 11:30:00

Legia II: Między ustami a brzegiem pucharu [Wideo]

Druga drużyna Legii Warszawa robi w tym sezonie prawdziwą furorę, bo zespół Piotra Kobiereckiego znalazł się wśród szesnastu najlepszych drużyn Pucharu Polski. Historia pokazała, że warszawskie rezerwy potrafią wykrzesać z siebie jeszcze więcej – w końcu był sezon, w którym dotarły aż do wielkiego finału. Przejdźcie razem z nami przez drogę do marzeń tych nastoletnich chłopaków.

Autor: Jakub Jeleński, JP

Fot. Janusz Partyka, Jacek Prondzynski, Damian Kujawa

Główny sponsor Fortuna
  • Udostępnij

Autor: Jakub Jeleński, JP

Fot. Janusz Partyka, Jacek Prondzynski, Damian Kujawa

10 kwietnia 2019 roku, kilka minut przed 17:00, zawodnicy Legii II schodzili z bocznego boiska w Płocku, gdzie po zagraniu swojej najgorszej połowy w sezonie remisowali z rezerwami Wisły 1:1. Choć wynik nie był jeszcze najgorszy, to zdaniem trenera nie funkcjonowało nic – ani gra w obronie, ani gra w ataku, a sporadycznie oddawane strzały i tak były marnej jakości. Szkoleniowiec był wściekły, bo chociaż Puchar Polski na poziomie regionalnym renomę ma raczej średnią, to gra z „eLką” na piersi jednak do pewnego poziomu zobowiązuje. Dobitnie zresztą uświadomił to swoim zawodnikom w przerwie i ostatecznie wymęczyli oni awans do kolejnej rundy, wygrywając 2:1. Nawet najwięksi optymiści nie mogli przypuszczać, że w takich bólach zaczyna się być może najbardziej efektowny marsz rezerw Legii w historii rozgrywek o krajowy puchar.

- Będę szczery – występy w Pucharze Polski na poziomie regionalnym traktowaliśmy raczej po macoszemu. To były takie zajęcia wyrównawcze dla zawodników, którzy w lidze nie łapali się do składu. Zmienialiśmy więc ustawienie personalne, chcieliśmy też przetestować niektóre nowe rozwiązania taktyczne – wspominał trener rezerw, Piotr Kobierecki.

- Wiedzieliśmy, że wygrany finał to przepustka do walki na szczeblu centralnym, a oprócz tego, że dla chłopaków rywalizacja z lepszymi jest cennym doświadczeniem, to po prostu fajnie zagrać z jakąś znaną marką.

Jak na testowe podejście, legioniści radzili sobie nad wyraz dobrze. Kolejnym przeciwnikiem były grające w siedleckiej okręgówce rezerwy Mazovii Mińsk Mazowiecki. Wojskowi konfrontacji z dużo niżej notowanym rywalem nie rozpoczęli co prawda najlepiej, bo to gospodarze otworzyli wynik meczu. Legioniści spięli się jednak na tyle, by w cztery minuty po przerwie zdobyć trzy bramki, a dorzuciwszy do tego gola w końcówce, zakończyli spotkanie zwycięstwem 4:1. Wobec tego zespół znalazł się w półfinale regionalnego Pucharu Polski, gdzie czekała na niego Legionovia Legionowo – najsilniejsza ekipa z III ligi, która, jak niebawem się okazało, wkrótce awansowała na szczebel centralny. Tutaj rywal był już mocniejszy, więc trenerzy zdecydowali się wystawić na mecz „ligowy” skład. Drużynę, która zrobiła awans z przewagą pięciu punktów, strzelając w końcówce sezonu rywalom po sześć goli, legijna „dwójka” rozmontowała 3:1 i dość nieoczekiwanie znalazła się w mazowieckim finale rozgrywek.

- Wiedzieliśmy, że wygrany finał to przepustka do walki na szczeblu centralnym, a oprócz tego, że dla chłopaków rywalizacja z lepszymi jest cennym doświadczeniem, to po prostu fajnie zagrać z jakąś znaną marką. Nie ukrywam, że byliśmy nakręceni na ten finał. Zagrać w Pucharze Polski – to brzmiało dumnie – mówił szkoleniowiec Legii II.

Chłopaki oszaleli – Bondarenko pobiegł cieszyć się do narożnika, a za moment na jego plecach wylądowali wszyscy koledzy z zespołu, a także rezerwowi ze sztabem, którzy nie bacząc na to, że mecz jeszcze trwa, wbiegli na plac i pokonali całą szerokość boiska, by wspólnie z obrońcą celebrować gola na wagę trofeum.

Chociaż był to „tylko” szczebel regionalny, stres początkowo odrobinę plątał chłopakom nogi. Na szczęście na boisku był obecny kapitan – 32 letni wówczas Radosław Pruchnik. Facet, który rozegrał w ekstraklasie prawie 60 spotkań, a w 1. lidze dobił niemal do dwustu. Po zakończeniu sezonu 2017/2018 mając ledwie 31 lat doszedł do wniosku, że zamiast grać dalej na zapleczu ekstraklasy, wcześnie zacznie karierę trenerską, łącząc obowiązki szkoleniowe z grą w warszawskich rezerwach. Nie bez znaczenia był tu fakt, że zawodnik pochodzi z Ursynowa i na Łazienkowskiej bardzo często pojawiał się w roli zgoła innej niż zawodnicza. W końcu zrozumiał, że w pierwszym zespole Legii już nie zagra, ale nic nie stało na przeszkodzie, by nie móc zrobić tego w drugim. Zrobił więc i w 23. minucie spotkania z Błonianką Błonie, dośrodkowaniem z rzutu rożnego posłał piłkę na głowę Bartosza Brodzińskiego, który otworzył wynik finału.

W drugiej połowie na ocenie Pruchnika mógł zaważyć jeden błąd, bo sprokurował rzut karny, który dał gospodarzom wyrównanie. Mógł, bo kiedy 90 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia, a do końca dogrywki zostało kilkadziesiąt sekund, raz jeszcze spróbował wrzutki w pole karne i tym razem jego dośrodkowanie na piąty metr, do siatki posłał Mateusz Bondarenko. Chłopaki oszaleli – Bondarenko pobiegł cieszyć się do narożnika, a za moment na jego plecach wylądowali wszyscy koledzy z zespołu, a także rezerwowi ze sztabem, którzy nie bacząc na to, że mecz jeszcze trwa, wbiegli na plac i pokonali całą szerokość boiska, by wspólnie z obrońcą celebrować gola na wagę trofeum. Legia II Warszawa awansowała na centralny szczebel Pucharu Polski.

Siedząc na trybunach stadionu w Ząbkach z czasem ciężko było odróżnić, który zespół na co dzień gra w 1. lidze, a który na czwartym poziomie rozgrywkowym. Wojskowi grali naprawdę dojrzałą piłkę, nieprzyjemnie atakując, ale również mądrze się broniąc.

W losowaniu uczestniczyło kilka drużyn z III czy II ligi, ale „dwójka” trafiła na twardy orzech do zgryzienia, bo przyszło im się mierzyć z I-ligowymi Wigrami Suwałki. Obserwatorzy nie dawali chłopakom większych szans, bo w końcu zdecydowana większość drużyny jeszcze przed rokiem grała w Centralnej Lidze Juniorów, a ich rywale od kilku sezonów występowali na zapleczu ekstraklasy. Trener Kobierecki powtarzał przede wszystkim jedno słowo: „spokojnie”. Szkoleniowcowi zależało na tym, by zespół z jednej strony nie przestraszył się lepszego na papierze rywala, z drugiej zaś, by perspektywa rywalizacji w krajowym pucharze nie zagrzała za bardzo młodych głów.

Oba te warunki zostały spełnione. Siedząc na trybunach stadionu w Ząbkach z czasem ciężko było odróżnić, który zespół na co dzień gra w 1. lidze, a który na czwartym poziomie rozgrywkowym. Wojskowi grali naprawdę dojrzałą piłkę, nieprzyjemnie atakując, ale również mądrze się broniąc. W końcu III-ligowiec zyskał przewagę i udało się ją ukoronować po godzinie gry. W 62. minucie Michał Mydlarz niezwykle precyzyjnie uderzył sprzed pola karnego i „szczurem” po ziemi pokonał bramkarza, kładąc solidne podwaliny pod ogromną niespodziankę. Ta stała się faktem w doliczonym czasie gry, gdy Kacper Wełniak na fantazji wybiegł do dośrodkowania w pole karne i strzałem głową ustalił wynik na 2:0. Olbrzymia niespodzianka stała się faktem.

Zawodnik, który kilka dni wcześniej wspierał Legię z Żylety podczas starcia z Wisłą Kraków, teraz sam w jej drugim zespole miał rozstrzygnąć losy spotkania. Pomocnik prostym podbiciem uderzył sprzed pola karnego i zdobył jedną z najpiękniejszych bramek rundy, która dała zespołowi awans do kolejnego etapu!

Kiedy los skrzyżował „dwójkę” z Odrą Opole, sceptycyzm co do wyniku był jeszcze większy. W końcu nic dwa razy się nie zdarza i wyeliminowanie kolejnej drużyny grającej dwa poziomy wyżej wydawało się być rzeczą absurdalną. Drużynie pomogła jednak cisza – oczy całej Polski zwrócone były bowiem na Łódź, gdzie po sześciu latach nieobecności zawitała Legia Warszawa. I kiedy Wojskowi przygotowywali się do najważniejszego starcia w 1/16 finału, druga drużyna na boisku w Ząbkach znowu usłyszała od trenera, że nic nie musi, a wszystko może. Odra co prawda atakowała zdecydowanie częściej, ale gościom albo brakowało skuteczności, albo też genialnie bronił Cezary Miszta, który grał swój pierwszy mecz po miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją barku. I wreszcie nadeszła 75. minuta spotkania...

- Ktoś zagrał mi piłkę na dobieg i ja ją sobie trochę za daleko wypuściłem. Widziałem kątem oka, że mam na plecach obrońcę, widziałem też, że nie bardzo mam komu zagrać. No i zobaczyłem też trzecią rzecz – wolne miejsce z przodu. Stwierdziłem – dobra, spróbuję, bo co niby mam zrobić – mówił potem Patryk Konik. Zawodnik, który kilka dni wcześniej wspierał Legię z Żylety podczas starcia z Wisłą Kraków, teraz sam w jej drugim zespole miał rozstrzygnąć losy spotkania. Pomocnik prostym podbiciem uderzył sprzed pola karnego i zdobył jedną z najpiękniejszych bramek rundy, która dała zespołowi awans do kolejnego etapu! Tym razem, losowanie okazało się być najtrudniejsze ze wszystkich.

- Czy Piast jest od nas lepszy pod każdym względem? Oczywiście, że tak – to w końcu mistrz Polski. Wiem jednak, że na pewno będziemy mieli swoje sytuacje, kwestia tylko tego jak je wykorzystamy i jak obronimy się przed szansami stwarzanymi przez rywali.

- Czy Piast jest od nas lepszy pod każdym względem? Oczywiście, że tak – to w końcu mistrz Polski. Wiem jednak, że na pewno będziemy mieli swoje sytuacje, kwestia tylko tego jak je wykorzystamy i jak obronimy się przed szansami stwarzanymi przez rywali. Piłka nożna to nie koszykówka czy siatkówka, gdzie ze względu na specyfikę gry i regularnie zdobywane punkty trudno jest outsiderowi wygrać z kimś lepszym. Piękno futbolu polega na tym, że jest zupełnie nieprzewidywalny – twierdzi trener Piotr Kobierecki.

Rzeczywiście, historia pokazała, że niemożliwe w zasadzie nie istnieje. Prawie siedem dekad temu, w 1952 roku, Legia II Warszawa wyeliminowała z rozgrywek Lechię II Zielona Góra, Naprzód Lipiny, ŁKS Łódź, Górnika Zabrze, Ruch Chorzów i Wisłę Kraków. Szereg zwycięstw pozwolił zespołowi zameldować się w wielkim finale, który – na jego nieszczęście – wygrał rywal zza miedzy, Polonia. Sam finał dla rezerw i tak był jednak ogromnym sukcesem.

- My naprawdę nie jesteśmy przypadkową drużyną. Każdy z tych chłopaków wsadzony do zespołu w pierwszej lidze, czy nawet niektórych drużyn ekstraklasy, śmiało by sobie poradził, grając u boku bardziej doświadczonych graczy. Tutaj są zdani sami na siebie, ale mają tak duży potencjał, że naprawdę wierzę w tę drużynę. To że Piast będzie miał przewagę to jasne. Pytanie tylko co się wydarzy, kiedy to my odzyskamy piłkę – pyta szkoleniowiec warszawskiej drużyny.

Wszystko będzie jasne już we wtorkowy wieczór. Początek pucharowego starcia Legii II z Piastem Gliwice o godz. 17:45 w Ząbkach. Piłka nożna w swojej historii była świadkiem wielu sensacji i niespodzianek. Czy więc tym młodym chłopakom ktokolwiek może zabronić marzyć? Z uśmiechem na ustach walczcie o ten puchar panowie!

Udostępnij

Autor

Jakub Jeleński, JP

14razyMistrz Polski
19razyPuchar Polski
4razySuperpuchar Polski
Sponsor główny
fortuna
Oficjalny sponsor
krolewskie
cashback-world
4move
Sponsor techniczny
adidas
Partnerzy
pepsi
toyota
came
enel-med
media markt
holidayInn
ele-taxi
westminster
mpwik
kranowka
pepsi
toyota
came
enel-med
media markt
holidayInn
ele-taxi
westminster
mpwik
kranowka
Partner internetowy
home.pl
zakochaj-sie-w-sportowej-warszawie
esktraklasaECA Europe
Oficjalny dostawca ciepła
PGNiG-TERMIKA
zakochaj-sie-w-sportowej-warszawie
esktraklasaECA Europe
© Legia Warszawa S.A.Wszelkie prawa zastrzeżone.