Legia Warszawa
vs Lechia Gdańsk
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Historia Legii Warszawa

1918-1930

Bunt pod Rańczą w 1918 roku definitywnie przekreślał szanse na jakiekolwiek dalsze działanie klubu. W 1920 roku założono jednak w Warszawie "Wojskowy Klub Sportowy", który wskrzesił i odrodził wojskowe tradycje Legii.
W rok po odzyskaniu przez Polskę niepodległości entuzjazm działaczy sportowych trafiających na niezwykle podatny grunt jakim była ówczesna młodzież, dokonał w zakresie rozwoju sportu olbrzymich zmian. Był rok 1921, w nienotowanym dotąd tempie rosła siła klubów cywilnych, tym samym doprowadzając do upadku prestiżu wojskowej drużyny. Było to niestety zjawisko naturalne. Żołnierzy demobilizowano, wobec czego ci, kuszeni przez działaczy, podejmowali treningi w klubach cywilnych. W powojennej Polsce udawano amatorów, ale płacono po kryjomu w bardzo różny sposób. Najczęściej właściciele klubów załatwiali piłkarzom lekką i dobrze płatną pracę. Takich warunków nie był w stanie zapewnić swoim sportowcom Wojskowy Klub Sportowy Warszawa, dlatego do drużyny dokonywano naboru z roczników wojskowych. W dodatku WKS nie posiadał odpowiednich warunków, by móc prowadzić pracę szkoleniową. Ponadto bardzo odczuwalny był brak odpowiedniego sprzętu do gry i treningu. W tamtym czasie Warszawa dysponowała tylko jednym boiskiem, znajdującym się w Parku Agrykoli, z którego korzystały wszystkie stołeczne drużyny. Niżej notowani od klubów cywilnych piłkarze WKS-u, którym pozwalano korzystać z boiska raz w tygodniu, mogli czuć się pokrzywdzeni, ponieważ najmocniejsze drużyny miały udostępnione boisko na dwa treningi tygodniowo. Nie bez znaczenia był fakt, że zarządca boiska – Polski Komitet Igrzysk Olimpijskich – pobierał za wynajem słone opłaty, co zresztą nie uszło uwadze korespondentów lwowskiego tygodnika „Sport”, którzy pisali: PKIO wypożyczając boisko warszawskim drużynom, pobiera wprost paskarskie procenty.

W tym czasie nie było w Polsce klubu, który mógłby wskrzesić wojskowe tradycje Legii. Niewiele osób żyło nadzieją, że w ogóle nastąpi jej odrodzenie. A jednak... W Kasynie Oficerskim Zamku Królewskiego odbyło się zebranie organizacyjne Wojskowego Klubu Sportowego. To nie był przypadek, że oficerowie posiedzenie poświęcone zorganizowaniu WKS-u – późniejszej Legii – odbyli właśnie w tym miejscu. Tą decyzją chcieli podkreślić wyjątkowość organizowanego klubu. Zamek Królewski w Warszawie to jedno z najważniejszych historycznie miejsc w Polsce. To jedna z siedzib królów Polski, również siedziba Sejmu Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Do tymczasowego zarządu wybrano: płk. Aleksandra Litwinowicza, mjr. dr. Roupperta, kpt. Żerebeckiego, kpt. Dudzinskiego, kpt. Kloba, kpt. Sopotnickiego, dr. Steifera, por. Torunia, ppor. Jagielskiego, ppor. Remigiusza Kwiatkowskiego, por. Połomskiego i por. Wanickiego.

Większość członków klubu stanowili ludzie w przeszłości związani ze sportem oraz posiadający doświadczenie w działalności klubów sportowych. Sam prezes Litwinowicz był lekkoatletą, podczas I wojny światowej grywał w piłkę w drużynach legionowych, a przed wojną wchodził w skład galicyjskiego kolegium sędziów piłkarskich. 

W ciągu pierwszego miesiąca odbyło się jeszcze kilka kolejnych zebrań organizacyjnych, na których pracowano nad projektem statutu, ustalano zasady pracy poszczególnych sekcji i ich kierownictwo, wybierano składy komisji rewizyjnej i sądu rozjemczego oraz ostateczny zarząd klubu. 

Stanisław Mielech opisywał powstanie wojskowego klubu następująco: Walne zebranie odbyło się. Do zarządu weszli znani działacze małopolscy: prezes – płk. Aleksander Litwinowicz, szef Departamentu Gospodarczego M.S.Wojsk., członkowie: mjr dr St. Rouppert, kpt. Dudziński kpt. Klob, kpt. Sopotnicki, dr Steifer, por. Toruń, por. Wasserab, ppor. Jagielski, ppor. Kwiatkowski. Wpisowe ustalono na 20 mk, składkę miesięczną na 10 mk, barwy klubu: biało-czerwone (…). W zarządzie klubu obok zasłużonych prezesów Litwinowicza i Roupperta znalazł się por. Wasserab, pierwszy wiceprezes i założyciel „Legii”, który później przez szereg lat miał piastować to stanowisko i przyczynić się do przemianowania WKS na WKS Legia. (S. Mielech, Sportowe sprawy i sprawki, Warszawa 1963).

Może trudno to sobie wyobrazić, ale gdy w głębi Polski trwała wojna, w Warszawie rozgrywano mecze. Wypada przypomnieć, że drużyna piłkarska WKS Warszawa pierwszy mecz z powodzeniem rozegrała miesiąc po walnym zebraniu. 18 kwietnia 1920 roku piłkarze-żołnierze WKS-u wygrali z ekipą Batalionu Modlińskiego 5:1. W tym jakże historycznym spotkaniu barw WKS Warszawa bronili: ppor. Przeworski, ppor. Lepiarz, por. Loth, urzędnik wojskowy Zawodny, ppor. Stopa, por. Wanicki, kpr. Kubik, urzędnik wojskowy Żelechowski, sierżant Szczęsnowicz, por. Styczeń i por. Eugeniusz Sobolta. Pierwsze spotkanie Wojskowego Klubu Sportowego z ławek okalających boisko w Agrykoli obserwowali wysocy dostojnicy państwowi: minister spraw wojskowych gen. Józef Leśniewski oraz dowódca Okręgu Generalnego „Warszawa” gen. Karol Trzaska-Durski. Po pomyślnej inauguracji i kolejnym łatwym zwycięstwie (25 kwietnia 1920 r.) z reprezentacją Zapasowego Batalionu 5 p. a. p. z Krakowa 8:1, przyszła kolej na poważniejszą próbę – spotkania z Polonią Warszawa i Cracovią, rozegrane odpowiednio 2 i 3 maja 1920 roku w parku Sobieskiego w stolicy. Polonia uchodziła za faworyta pierwszego meczu i potwierdziła to na boisku, wygrywając 4:0. Dzień później, zmęczeni starciem z lokalnym rywalem piłkarze WKS-u ulegli również „Pasom”, 1:5. 

Datę rewanżu wyznaczono na 13 czerwca 1920 roku – tym razem drużyny miały się spotkać na boisku w Agrykoli. Mecz niedzielny był właściwie spotkaniem graczy galicyjskich na gruncie warszawskim i jako taki wykazał dobitne różnice w klasie gry, jak i zgrania obu drużyn – czytamy w księdze jubileuszowej „Legia 1916-1966”. Przeciwko „wojskowym” drużyna Cracovii zagrała w następującym składzie: Popiel, Ginter, Fryc, Strycharz, Citkowski, Synowiec, Alfus, Poznański, Mielech, Kogut i Sperling. WKS, nazywany „filią Cracovii”, podczas tego meczu reprezentowali: Przeworski, Turowicz, Pollak, Zawodny, Jan Stopa, Wanicki, Kubik Stefan, Bruno Luska, Koenigil, Kubik Aleksander, Sobolta. Sprawozdawca „Kuriera Warszawskiego” w relacji z tego spotkania podkreślał wysoki poziom wyszkolenia technicznego zawodników obydwu drużyn. Publiczność miała sposobność doznania rzadkiej wysokiej emocji i zobaczenia gry nieomal klasycznej – pisał. Dodać należy, że remisując 1:1 z silną drużyną Cracovii żołnierze-piłkarze z Warszawy odnieśli spory sukces. Ogółem w 1920 roku piłkarze WKS-u Warszawa z różnym skutkiem rozegrali 12 spotkań. Kilku wyróżniających się zawodników WKS-u: Przeworski, Polak, Szczęsnowicz, Zawodny, Stopa, Sobolta, bracia Kubikowie, Wanicki, Misiński i Koenigil, zdążyło jeszcze dostąpić zaszczytu występów w reprezentacji Warszawy.

Gdy w sierpniu 1920 roku do miasta zbliżała się armia bolszewicka kluby zawiesiły swoją działalność. Jak donoszono, w zajętym przez Sowietów Wilnie na murach pojawiły się napisy: „Koniec białej Polski, Warszawa nasza”. Faktem jest, że wtedy bolszewicy maszerowali głównymi ulicami Warszawy, ale nie jako... zwycięzcy. To były kolumny obdartych, brudnych i cuchnących jeńców. Mimo zagrożenia mieszkańcy stolicy zachowywali spokój. Pomimo tego, że linia frontu znajdowała się niedaleko od Warszawy, słyszało się muzykę w lokalach publicznych. Kawiarnie i herbaciarnie zapełniały się gwarnym tłumem, a w Teatrze Nowości przy pełnej widowni swój aktorski kunszt demonstrowała Mieczysława Ćwiklińska. Związana z nurtem niepodległościowym powieściopisarka i publicystka Maria Dąbrowska w swoich pamiętnikach pod datą 15 sierpnia 1920 roku zapisała: Dziś w nocy z naszych okien słychać było armaty i widać łuny. Wracamy co dzień z biura w jakimś wspaniałym nastroju, mimo że miasto wygląda jak obozowisko, albo targowica, pełne uchodźców, zwłaszcza ziemiańskich, pełne wozów, krów, bryczek, ludzi. Pogoda cudna. Upały, nic nie wierzę, aby bolszewicy mieli wejść do Warszawy, choć są tuż, tuż. Mniej więcej w tym samym czasie po mieście szybko rozeszła się plotka, że wojsko rekwiruje żywność, co było oczywistą nieprawdą. Prokurator sądu rejonowego licząc na to, że wielu przestępców będzie chciało odkupić swoje winy w walce za Polskę, wypuścił z więzień licznych kryminalistów. Nie do wszystkich jednak dotarł gest prokuratora, wobec czego spora część ze zwolnionych zamiast na froncie poświęcać życie za ojczyznę, wróciła do swojego złodziejskiego fachu. Nocą z 16 na 17 sierpnia doszło w Warszawie do spektakularnej kradzieży, kiedy to kasiarze z mieszczących się w biurach kas pancernych Towarzystwa Ropy Naftowej „Trzebinia” w kamienicy przy ulicy Mazowieckiej zrabowali dwa miliony marek.

W czasie oblężenia bolszewickiego zaopatrzenie stolicy nie było najlepsze, brakowało podstawowych artykułów spożywczych, ale warszawiacy nie głodowali. Nie zdając sobie sprawy, że armia Piłsudskiego zmusiła bolszewików do ucieczki, żyli w strachu przed atakiem III Korpusu Konnego Dimitrewicza. Dopiero po powrocie Piłsudskiego z Puław zdano sobie sprawę z odmiany sytuacji. Od 17 sierpnia 1920 roku Warszawa zaczęła być domem dla wszystkich. Miasto poderwało się do życia. Ulice w mieście nabrały charakteru. W życiu przemysłowym stolicy zaczynał się okres rozkwitu. Powstawały koncepcje dalszej rozbudowy miasta. W kawiarniach zaczęły rozbrzmiewać dźwięki muzyki o miłości dla zakochanych. W związku ze zwycięskim pochodem wojsk polskich wczoraj, 17 sierpnia, wstrzymana została całkowita ewakuacja urzędów i rodzin urzędniczych. Wszystkie pociągi ewakuacyjne i zarządzenia władz zostały wstrzymane. Dzięki temu od wczoraj dworce kolejowe przestały mieć wygląd twierdz zdobywanych przez tłum rodzin urzędniczych i tchórzów – czytamy z pożółkłych stron „Kuriera Porannego” z 18 sierpnia 1920 roku.

Wojna się skończyła. Zgodnie z rozporządzeniem naczelnego dowództwa żołnierzy zdemobilizowano i mogli oni pociągami odjeżdżać w rodzinne strony. Wobec czego wielu byłych żołnierzy broniących barw WKS-u powróciło do swoich domostw, kilku innych, m.in. Jan Loth i Przeworski, zostając w Warszawie wybrali barwy cywilnego klubu Polonia Warszawa. Resztki wojskowych, którzy zostali w Warszawie, nie gwarantowali odpowiedniego poziomu sportowego. Drużyna Warszawskiego Klubu Wojskowego pozbawiona czołowych zawodników nie miała szans w rekrutacji nowego narybku z klubami cywilnymi. W dodatku dowództwo Wojska Polskiego nie przywiązywało większej wagi do rozwoju sportu w wojskowych klubach, obojętnie spoglądając w przyszłość Wojskowego Klubu Sportowego Warszawa.

Drużyna WKS Legia z 1924 roku.

W roku 1921 doszło do niezwykle ważnego historycznie wydarzenia – Polski Związek Piłki Nożnej zorganizował I mistrzostwa Polski w piłce nożnej. W związku z tym, że system rozgrywek był dwuetapowy (na wiosnę odbywały się mistrzostwa okręgów: Warszawy, Krakowa, Lwowa, Lublina, Poznania, Górnego Śląska i Wilna) zawodnicy WKS Warszawa myśląc o zakwalifikowaniu się do mistrzostw kraju, musieli najpierw przebrnąć przez eliminacje, którymi były mistrzostwa Warszawy. Niestety, w rozgrywkach z udziałem... trzech drużyn: Polonii, Korony i WKS-u, bezkonkurencyjną okazała się drużyna „Czarnych Koszul”, dlatego na jesieni jako mistrz okręgu warszawskiego walczyła w Krakowie o tytuł mistrza Polski.

Mistrzostwa okręgowe wypadły dla WKS fatalnie; przegrał on wszystkie spotkania i strzelił tylko jedną bramkę. Przyczyną tych niepowodzeń były ciągłe zmiany składu, odejście wielu zawodników (Loth, Żelechowski, Przeworski i inni) i brak treningu, co częściowo należy przypisać nieposiadaniu własnego boiska. Przez szeregi Legii przewinęło się wielu zawodników, wśród których najbardziej wartościową jednostką okazał się kpt. Misiński, były zawodnik ‘Pogoni’ stryjskiej i lwowskiej, znany również jako doskonały lekkoatleta (długodystansowiec). Słabe wyniki piłkarzy (z Polonią przegrali 0:8) utwierdziły zarząd klubu w przekonaniu, iż poprawa wyników może nastąpić tylko pod warunkiem zahamowania płynności kadr i umożliwienia zawodnikom większej liczby godzin treningu, co wymagało zbudowania własnego boiska – wspominał Stanisław Mielech.


Prezes Legii, generał bryg. Roman Górecki, został w 1927 roku także prezesem Polskiej Ligi Piłki Nożnej.

Notując dotkliwe porażki z Polonią 0:8 i 0:5 – co było walkowerem za nie stawienie się drużyny WKS-u na boisku – oraz 0:3 i 1:5 z Koroną, „wojskowi” z zerowym dorobkiem punktowym i stosunkiem bramek 1:21, uplasowali się na ostatnim miejscu. Nie można się jednak temu zbytnio dziwić. Brak treningu, a co za tym szło brak wytrzymałości i słabe tempo gry aż nadto uwidaczniały różnicę klas dzielącą piłkarzy WKS-u od innych drużyn. Polonia Warszawa, reprezentująca okręg warszawski w finałach mistrzostw Polski w Krakowie, zdobyła tytuł wicemistrza kraju. Pierwszym oficjalnym mistrzem Polski AD 1921 została drużyna Cracovii. W mistrzowskiej kadrze „Pasów” grał Stanisław Mielech, wcześniejszy gracz Drużyny Legionowej i pomysłodawca nazwy „Legia”, który został także zdobywcą pierwszej historycznej bramki w meczu oficjalnych mistrzostw Polski. Czynu tego dokonał w niedzielę, 21 sierpnia 1921 roku, w 20. minucie spotkania Cracovii z Pogonią Lwów (2:0).


Zawodnicy pierwszej drużyny Legii z 1924 roku. Od lewej: Mielech, Amirowicz, Węglowski, Wrasowski, Akimow oraz Krawuś (na dole).

2 grudnia 1921 roku WKS Warszawa dokonał milowego kroku w drodze ku późniejszej wielkości. Szerokim echem w stolicy odbiło się podpisanie umowy dzierżawnej przez działaczy WKS-u, płk inż. Aleksandra Litwinowicza i ppłk. Zygmunta Wasseraba, z Dowództwem Okręgu Generalnego w Warszawie, w wyniku której klub wszedł w posiadanie 15 hektarów ziemi znajdującej się u zbiegu ulic Myśliwieckiej i Łazienkowskiej. Był to teren zaśmieconych i zagruzowanych nieużytków, ale według deklaracji działaczy WKS-u zamierzano wybudować tam stadion, którego plany były gotowe już wcześniej. Ambicją zarządu było oddanie przynajmniej jednego boiska do użytku piłkarzy już na wiosnę 1922 roku – wyjaśniał Mielech. Początki były skromne. W niewielkim budyneczku, w średniej wielkości pokoiku stał stół, kilka krzeseł i maszyna do pisania. Nigdy nie udało się ustalić, czy była to maszyna marki „Mercedes” – ta sama, na której w późniejszym okresie dr Stanisław Mielech przerabiał na sposób literacki wszelkie komunikaty i depesze agencyjne, pisząc pierwszą kronikę klubu. Wróćmy jednak do wspomnień Mielecha: Teren na którym miał stanąć Stadion Wojska Polskiego był bardzo nierówny, trzeba go było zniwelować i wydarniować. W stanie używalności było jedynie kilka budynków, w których można było pomieścić kancelarię klubową, szatnię i skład sprzętu sportowego – pisał.


Legioniści z pierwszym trofeum w historii klubu – pucharem Polskiego Towarzystwa Eugenicznego – 1926 rok.

W marcu 1922 roku, podczas walnego zebrania zarządu WKS Warszawa postanowiono, że zadaniem priorytetowym dla władz klubu będzie rozpoczęcie budowy własnego boiska. Odważny projekt przewidywał wybudowanie pełnowymiarowego boiska piłkarskiego wraz z trybunami, otoczonego sześciotorową bieżnią żużlową, dwóch boisk treningowych oraz kompleksu kortów tenisowych. Po zatwierdzeniu wszelkich planów, których autorem był kpt. Władysław Wanicki, wzięto się do wykonywania robót. Grupą około 40 pracowników zatrudnionych przy niwelacji terenu kierowali rotmistrz Czyż i kpt. Wanicki. Plan budowy, określony jeszcze przez kpt. Wanickiego, został następnie rozszerzony przez inż. Nagórskiego. Ów inżynier, który realizował budowę zastępując Wanickiego, pomyślał także o sportowcach uprawiających sporty wodne. Dlatego rozszerzając zakres robót zyskał miejsce na budowę basenu wodnego. W jakim stopniu miałoby udać się wykonanie tego planu, należało przede wszystkim od środków finansowych. W głównej mierze miały to być przychody uzyskane ze składek członkowskich, wpływów z przeprowadzonych zawodów i dobrowolnych datków od sympatyków klubu. Na budowę basenu pieniądze miano otrzymać z funduszy YMCA.


Pierwszy medal drużyny Legii za zwycięstwo w pucharze Polskiego Towarzystwa Eugenicznego [Muzeum Legii].

Zanim przystąpiono do robót ukonstytuował się komitet budowy boiska Legii. Znalazło się w nim osiem osób, a wśród nich: rtm. Czyż, kpt. Juliusz Gieb, mjr Kryski, płk inż. Aleksander Litwinowicz, kpt. Misiński, rtm. Mryc, płk dr Stanisław Roupert i kpt. Władysław Wanicki. Realizacja planu budowy nie była łatwą sprawą, ponieważ zbyt niskie środki finansowe jakimi dysponowano nie były wystarczające, by zapewnić płynność robót. Wobec tego zarząd klubu zwrócił się o pomoc i współpracę do władz wojskowych. Przedstawiciele klubu jako wkład do budowy przekazali wykonane prace, pozyskane materiały budowlane oraz przychody uzyskane ze składek członkowskich. W zamian oczekiwano od wojska pomocy materialnej w dokończeniu budowy stadionu, który dzięki temu oddany we władanie Legii zostałby własnością wojska. Władze wojskowe chętnie przystały na tę propozycję, ponieważ potrzebowały reprezentacyjnego obiektu na pokazy militarne.


Zawodnicy Legii Warszawa przed meczem w Morawskiej Ostrawie w 1928 roku. Od lewej stoją: Akimow, Nowakowski, kierownik wyjazdu Kluczycki oraz przedstawiciel drużyny gospodarzy.

Rok 1922 był dla „wojskowych” wyjątkowy nie tylko ze względu na podjęcie decyzji o budowie stadionu. 18 maja, jeszcze na boisku w Parku Agrykoli, rozegrali oni pierwszy międzypaństwowy mecz – z czeską drużyną Viktoria Żiżkow, przegrywając w iście „hokejowym” stosunku 2:9! „Beznadziejna gra Suchodolskiego. Koenigil grał po kontuzji, najlepsi Stopa, Fleiszman i Misiński, z ataku Sobolta strzelec 2 bramek. Suchodolski mógł obronić 5 bramek” – pisał o międzynarodowych początkach Legii „Tygodnik Sportowy” z Krakowa. Przede wszystkim jednak podczas nadzwyczajnego walnego zebrania, na wniosek jednego z założycieli Legii ppłk Zygmunta Wasseraba ustanowiono, że od 31 lipca dotychczasowy Wojskowy Klub Sportowy powróci do dawnej nazwy Legia, a jednym z wiodących postulatów zatwierdzonego wówczas statutu było dopuszczenie do szeregów wojskowego klubu cywilów. Ustanowiono nowy zarząd, w którym zasiedli: prezes płk inż. Aleksander Litwinowicz, zastępca prezesa płk dr Stanisław Roupert, sekretarz por. Adam Burghardt, skarbnik por. Kasztelewicz oraz członkowie zarządu: mjr Kryski, kpt. Zygmunt Wasserab, kpt. Władysław Wanicki, kpt. Misiński, kpt. Juliusz Geib, rtm. Mryc, rtm. Czyż i inni.


Fragment meczu derbowego pomiędzy Legią (ciemne spodenki) a Polonią, rozegranego wiosną 1926 roku.

Na początku obrad znalazła się sprawa statutu, który przedyskutowano i zatwierdzono. Nowy statut opracowany na wzorcowym statucie Pogoni lwowskiej dopuszcza do członków osoby cywilne. Na zgromadzeniu tym zmieniono też nazwę klubu, który obecnie będzie nosił nazwę Wojskowy Klub Sportowy Legia. WKS Legia posiada dotychczas 3 sekcje czynne: piłki nożnej, lekkoatletyki i szermierczą. Tworzy się sekcja tenisowa, ciężkiej atletyki i narciarsko-łyżwiarska – informował opinię publiczną lwowski tygodnik „Sport”.

Kolejnym ważnym wydarzeniem w historii stołecznego sportu była wrześniowa fuzja Legii z WTC Korona – taką nazwę nosiła sekcja piłkarska Korony, która po przystąpieniu do Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów stanowiła jedną z jego sekcji. Za zgodą działaczy obydwu klubów przyjęto nazwę Legia Warszawa, z tym, że pozostano przy biało-zielonych barwach Korony.


Zygmunt Wasserab urodził się 8 marca 1890 roku w Stryju (w czasach II RP woj. stanisławowskie), gdzie w roku 1909 z wyróżnieniem ukończył gimnazjum klasyczne. W tym samym roku rozpoczął studia na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Wiedeńskiego, skąd po pierwszym semestrze przeniósł się na wydział prawa i umiejętności politycznych uniwersytetu we Lwowie. W lipcu 1914 roku, bezpośrednio po otrzymaniu absolutorium przerwał studia i w sierpniu wstąpił do II Brygady Legionów, z którą w 3 Pułku Piechoty odbywał w stopniu szeregowca tzw. kampanię karpacką. Na początku 1915 roku rozpoczął służbę w intendenturze Komendy Legionów, po czym w listopadzie został awansowany na stopień chorążego. Wiosną 1916 roku grupa legionistów na wniosek chorążego Zygmunta Wasseraba, piłkarza klubu Pogoń w rodzinnym Stryju, założyła zespół piłkarski Drużyna Legionowa – późniejszą Legię. Latem 1917 roku chorąży Wasserab został odkomenderowany na praktykę do niemieckiej intendentury II General-Komando w Szczecinie, skąd po kilku tygodniach wrócił do stacjonującego w Przemyślu Polskiego Korpusu Posiłkowego – formacji żołnierzy Legionów, którzy wcześniej odmówili przysięgi Cesarstwu Niemieckiemu, utworzonej w lipcu tego roku przez Austrię. Następnie został przez dowództwo Legionów wysłany do Wiednia na kurs intendentów, skąd w lutym 1918 roku wrócił do II Brygady Legionów na front bukowiński. Po traktacie brzeskim, wraz z około trzema tysiącami innych legionistów z rozwiązanego przez Austrię Polskiego Korpusu Posiłkowego, którzy odmówili złożenia przysięgi Cesarstwu Austro-Węgier, został w lutym 1918 roku internowany w obozie Huszt na Węgrzech i postawiony przed polowym sądem wojennym w Mammarsz-Sziget. Legionistom groziła kara śmierci, jednak po decyzji cesarza Karola I proces został umorzony. Po zwolnieniu z więzienia w październiku 1918 roku Wasserab zgłosił się natychmiast do utworzonego Wojska Polskiego. Awansowany do stopnia kapitana objął stanowisko szefa sekcji poborów należności w IV Departamencie Gospodarczym MSW. Ponieważ po zakończeniu I Wojny Światowej zespół Drużyny Legionowej – późniejszej Legii – został rozwiązany, na jego aktywizację przyszło poczekać do 1920 roku, kiedy to w Warszawie grupa oficerów powołała do życia Wojskowy Klub Sportowy Warszawa. W grupie założycieli klubu, który na jego wniosek w 1922 roku przyjął nazwę Wojskowy Klub Sportowy Legia Warszawa, był również podpułkownik Zygmunt Wasserab (awans 1 sierpnia 1919 r.), który został członkiem zarządu klubu.

Ogromnym, budzącym zazdrość innych osiągnięciem organizatorskim działaczy Legii, było wybudowanie u zbiegu ulic Łazienkowskiej i Myśliwieckiej pierwszego klubowego boiska piłkarskiego w Warszawie. Niestety, nie obyło się przy tym bez sporych problemów, przez co budowa opóźniła się, o czym informował „Przegląd Sportowy” z 14 kwietnia 1922 roku: Na przeszkodzie stało kilka osób i budka z emerytem trębaczem. Czy doczekamy się w Polsce czasów, kiedy panowie tacy byliby zlinczowani publicznie, jak obecnie ci, którzy chcieli pozbawić miasta rzeczy tak niezbędnych do normalnego rozwoju życia, jak woda, tramwaje, czy światło – pytał retorycznie „PS”.


Drużyna Legii z 1928 roku.

Ostatecznie po licznych przepychankach zwyciężył zdrowy rozsądek. Z terenu pod budowę usunięto sporną budkę i 15 października 1922 roku oddano boisko do użytku piłkarzy. Tego dnia odbył się pierwszy mecz piłkarski, pomiędzy gospodarzami Legią Warszawa a Wisłą Kraków. Niestety nie był to szczęśliwy debiut, gdyż na własnym terenie „wojskowi” przegrali 0:3. Jak początkowo wyglądało pierwsze boisko Legii dowiadujemy się z wypowiedzi Adama Burkhardta, zachowanej na pożółkłym wycinku „Polski Zbrojnej” z 1922 roku: 40 robotników zniwelowało teren na dwa boiska, pobudowano trybuny, bramy wejściowe, ogrodzenia, budki na kasy itp. – czytamy. Wartym przypomnienia pozostaje również opis Stanisława Mielecha, zamieszczony w „Sportowych sprawach i sprawkach”: Otwarte boisko, istniejące dziś jako treningowe, miało kiepski wymiar i było nierówno zawalcowane, tak, iż miejscami były malutkie wzgórza, w innych zapadłości. Legia była pierwszym klubem w stolicy, który otrzymał własne boisko. (...) Ale do wykończenia stadionu i do nadania europejskiego wyglądu było jeszcze daleko – pisał Mielech.


Marian Łańko.

Pod koniec 1922 roku nad Polską zawisło kolejne niebezpieczeństwo. Kilka dni po objęciu urzędu, został zamordowany pierwszy Prezydent II Rzeczpospolitej Gabriel Narutowicz. Morderstwo prezydenta i agitacja przeciwko niemu ukazały niedojrzałość polityczną narodu oraz to, jak nietrwałe były wówczas demokratyczne mechanizmy w odrodzonej Polsce. Krajem wstrząsnęła wizja wojny domowej. Morderstwo prezydenta II RP mogło wywołać niepożądany rozwój wydarzeń dla Polski, w związku z czym marszałek sejmu Maciej Rataj, w dniu 17 grudnia 1922 roku, powołał na stanowisko premiera generała Władysława Sikorskiego. Nowy szef rządu, obejmując jednocześnie resort spraw wewnętrznych, podjął decyzję o wprowadzeniu kilkudniowego stanu wyjątkowego. Dzięki temu w stolicy zapanował spokój i w dniu pogrzebu Prezydenta Gabriela Narutowicza żegnał na ulicach Warszawy półmilionowy tłum.


Pierwszy obcokrajowiec w barwach Legii, rosyjski bramkarz Paweł Akimow. W tle pierwszy poziom budowanej trybuny krytej stadionu Legii.

Wydarzeniem roku 1923 był powrót do Legii Stanisława Mielecha, na którego piłkarskie doświadczenie bardzo liczono. Drużynę Legii miał również wzmocnić obrońca Wisły Kraków Andrzej Bujak.


Drużyna hokeistów Legii z 1928 roku. Od lewej: Lange, Kawiński, Kunkel, Pastecki, Sachs, Szenajch, Nawrot i Zalewicz.

Z powodu opóźnień kolei skład z zawodnikami „wojskowych” dotarł z poważnym opóźnieniem, zjawiając się na stacji we Lwowie zaledwie na trzy godziny przed meczem. Co więcej, gościnni opiekunowie z Pogoni witali warszawiaków toastami. W efekcie Andrzejowi Bujakowi, który podobno był do tego stopnia miły, że nigdy nie odmawiał, trudno było zachować równowagę przed wyjściem na boisko. Legia miała opinię drużyny nieobliczalnej. O nierównej grze zespołu świadczyły chociażby takie historie jak ta, którą po pierwszym meczu Legii z Pogonią Lwów, 23 czerwca 1923 roku, kapitanowi drużyny Stanisławowi Mielechowi przekazał sam Jędrzej Bujak: Wyszedłem na boisko zupełnie mętny. Pamiętam, że sędzia zagwizdał i że wszyscy zaczęli biegać po boisku. Jeszcze nie zdążyłem się dobrze rozejrzeć, gdzie stanąć i co robić, a tu widzę, że lecą na mnie dwie piłki. Wtedy ja kopnąłem jedną, a druga wpadła do naszej bramki. Niestety, była to bramka samobójcza... Czytając opowieść Bujaka nie może dziwić, że wyśmiewana przez kibiców lwowskich Legia przegrała gładko 0:4, a jego samobójczy gol po „podwójnym widzeniu”, był tematem żartów kibiców w Polsce przez długie lata. Dzień później na trzeźwo „wojskowi” wygrali 5:2 i był to jeden z większych sukcesów w historii klubu, ponieważ drużyna Pogoni Lwów szczyciła się aktualnym tytułem mistrza Polski. Bramki dla Legii w tym historycznym wydarzeniu zdobywali: Krasowski i Edward Węglowski (po dwie) oraz Stanisław Mielech.


Reprezentacyjny bramkarz Stogowski podczas meczu Legia – Klagenfurth SV (0:0) z 1929 roku.

Z innych sekcji na wyróżnienie zasługuje sekcja tenisowa, której dumą był wybudowany z własnych środków kort. Natomiast w założeniu sekcji piłki nożnej na rok 1924, jednym z najważniejszych zadań było wybudowanie stadionu. Aby prowadzić dalsze roboty, zarząd Legii starał się o subwencje – pisał w swojej książce Mielech. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych udzieliło pomocy pieniężnej na budowę trybun i bieżni. Zarząd klubu powołał wszystkich zawodników i członków do osobistej pracy przy niwelowaniu placu – wyjaśniał Mielech.

Dążenie Legii do uzyskania własnego stadionu przypominało drogę przez mękę. Płynęły lata, zmieniały się koncepcje, przedstawiano nowe plany, a efekty tych działań były wciąż niewidoczne, czego nie omieszkał zauważyć „Przegląd Sportowy”: W ciągu paru lat prace nad stadionem nie poruszyły się ani o jeden krok.


Rok 1929. Legionistka Schabińska – rekordzistka Polski w biegu przez płotki – walczy o kolejne zwycięstwo.

W historii Legii rok 1924 obfitował w szereg zaskakujących wyników spotkań piłkarskich. Na szczególną uwagę zasługują wysokie porażki w meczach towarzyskich – z ŁTSG aż 0:10, o którym czytamy z archiwalnego wycinka prasowego: Pogrom Legji ‘ŁTSG’ bije ją 10:0 – napisano w tytule artykułu z dnia 7 lipca 1924 roku. Formalną klęskę jaką zadała Legji drużyna łódzka, przypisać należy w znacznej mierze silnie osłabionemu składowi Legji. Wskutek bowiem braku takich graczy jak: Akimow, Zoller, Bujak, Mielech, Amirowicz, dobrze grający łodzianie zupełnie nie dopuścili miejscowych do głosu – pisano w relacji z tego meczu. Spotkanie to kosztowało widzów sporo nerwów, ponieważ legioniści nieprawdopodobnie wręcz pudłując pod bramką rywala nie zdołali uzyskać nawet honorowego gola.


Rok 1927. Zwycięski zespół Legii na ogólnopolskich zawodach strzeleckich: Wąsowicz, Rutecki oraz Komierowski.

Podobne rozczarowanie spotkało kibiców Legii miesiąc później podczas meczu z Makkabi Brno, o czym informowała ówczesna prasa pisząc: Ciężki wór bramek na plecach Legji. Makkabi bernieńskie bije Legję 8:0! Wczorajszy mecz ‘Makkabi’ bernieńskiej z ‘Legją’ przyniósł pełny sukces międzynarodowcom piłkarskim i miażdżący pogrom drużynie warszawskiej. Sukces quasi-żydowskiej drużyny nie wyraża się tylko w rekordowych ośmiu golach. Biedny Akimow rzucał się w bramce po desperacku, niestety nie można wygrać meczu z reprezentantami węgierskimi... w trójkę. Obok niego bowiem tylko Wójcik, Amirowicz i Krawuś, przez cały ciąg gry stanęli na wymaganej wysokości i bronili barw swych jak lwy. Patrząc na ich grę nie można było nie żałować tych bezsprzecznych talentów skazanych na nieludzki, niewspółmierny wysiłek, z góry przeznaczony na fiasko i nieudanie. W zespole podobnym do wczorajszej ‘Legji’ – siły ich sterają się szybko, a klasa gry jeśli nie spadnie, to w żadnym razie nie zdoła się podnieść. Przyczyną miażdżącej przegranej był przede wszystkiem zanik wszelkiej akcji ofensywnej. Po pierwszej połowie, zakończonym zaszczytnym wynikiem 0:0, w której atak wojskowych podjeżdżał często-gęsto pod bramkę gości plącząc i rwąc się pod nią w irytujący i denerwujący sposób – nastąpił jakiś krach i załamanie. Ataku nie było. To stało się powodem tak wysokiej klęski. Jeden tylko gracz z napadu ‘Legji’ znalazł dobrą drogę, najlepszą, jaką mógł wybrać. Był nim lewy łącznik, który bez powodu porzucił drużynę w najcięższych opałach... i zszedł demonstracyjnie z boiska. Przypuszczać należy, że nie znajdzie się na niem rychło. Klubowi wyjdzie to tylko na korzyść.


Jan Lange wstąpił do sekcji kolarskiej Legii w 1928 roku.

Antybohaterem tego spotkania, o którym mowa w sprawozdaniu, był zawodnik Legii Henryk Czech. Jego postępek odbił się szerokim echem w ówczesnej prasie. W jednym z tytułów piętnując zachowanie Czecha napisano: Zachowanie takie jest szczytem niesportowego zachowania i obrazy barw klubu, w obronie których ten gracz zdecydował się występować.

Zdecydowanie lepiej niż w spotkaniach towarzyskich wiodło się Legii w zawodach o mistrzostwo WOZPN. Odnotujmy, że w meczach mistrzowskich WOZPN Legia wygrywała ze swoimi najpoważniejszymi rywalami: Warszawianką (5:2), Varsovią (5:1) i Polonią (2:1). Poza tym mecz z Polonią należał do jednych z najciekawszych w grze o mistrzostwo okręgu. W rozgrywkach o mistrzostwo okręgu warszawskiego Legia ostatecznie zajęła trzecie miejsce – za Polonią i Warszawianką.


Rok 1928. Tenisiści Legii – Stolarow i Czetwertyński.

Wiosna 1925 roku stanowiła ciąg dalszy zakulisowej walki o boisko Legii. Niestety, jak się miało niebawem okazać sprawa budowy stadionu i koncepcje co do jego przeznaczenia ulegały nieustannym zmianom. Tak oto według „Polski Zbrojnej” z 2 kwietnia 1925 roku prace nad boiskiem powierzono firmie Rothr. Boisko będzie otoczone bieżnią długości około 500 m. i 8 m. szeroką. Klub projektuje budowę nowych trybun na 600 miejsc siedzących z dwiema lożami – pisano. Z kolei „Przegląd Sportowy” z 17 maja alarmował: WKS Legia utraci niebawem dotychczasowe boisko, gdyż w ciągu paru lat administrowania oddanym mu na zasadzie specjalnej umowy z DOK nr 1 terenem, nie posunęła prac ani o jeden krok. Obecnie DOK nr 1 zrezygnowało już z dalszej współpracy z Legią i samo przystępuje do zmiany wymienionego terenu na reprezentacyjny Stadion Wojska. Oto są skutki lekkomyślności naszych klubów sportowych.


Grupa zawodniczek sekcji lekkoatletycznej WKS Legia z 1927 roku.

Problemy z boiskiem nie były jedynym kłopotem Legii w tamtym okresie. Trudności finansowe i zaleganie z zobowiązaniami wobec WOZPN, stały się powodem zawieszenia Legii i czasowego wykluczenia z rozgrywek o mistrzostwo Warszawy. Jakby mało było kłopotów, część zawodników – Paweł Akimow, Włodzimierz Zoller, Karol Szajnert, Antoni Amirowicz, Czesław Krassowski i Franciszek Wójcik – omamionych wizją „kokosowych” zarobków, poważnie osłabiając zespół przeniosła się do klubu WTC (wcześniej Korona). Jednakże po paru miesiącach kilku z nich wróciło, o czym donosił „Kurjer Sportowy”: Marnotrawni synowie Akimow, Krassowski, Wójcik, którzy kilka miesięcy temu wstąpili do ‘Korony’ wracają do Legii. I jak chodzą pogłoski Zoller (dawniej Legja, obecnie WTC) także ma wrócić do Legji.

Mniej więcej w tym samym czasie z Wilna do Warszawy przyjechał były czołowy gracz Cracovii Marian Łańko. Dla Legii zapowiadał się dobry okres, ponieważ Łańko wspólnie z Józefem Nawrotem oraz Józefem Ciszewskim mieli stworzyć atak marzeń. Wszyscy trzej pochodzili z Krakowa, znali się jeszcze ze wspólnych piłkarskich zabaw na Błoniach. Ich młodzieżowa drużyna nosiła nazwę „Biali”. Pewnego razu na Błoniach, podczas meczu ich drużyny, przypadkowo znaleźli się gracze Cracovii: Józef Kałuża i Józef Lustgarten. Gra chłopców zrobiła na nich takie wrażenie, że z miejsca wcielono ich drużyny juniorów Cracovii. Tak rozpoczęła się wielka kariera trójki słynnych napastników Legii.


Warszawa, 1930 rok. Fragment meczu Legia – WAC Wiedeń (2:2). Zawodnik gości Hiden obserwuje pojedynek Mariana Łańki (w ciemnej koszulce) z obrońcą Becherem. W tle wykańczana trybuna kryta Stadionu Wojska Polskiego.

Rok 1926 miał dla Legii szczególny charakter i to nie tylko z racji 10. rocznicy powstania klubu. Podczas zakulisowych rozgrywek innego warszawskiego klubu – Lechii, z początkiem roku pozbawiono Legię administrowania boiskiem przy ulicy Myśliwieckiej. Mimo licznych przeciwności działacze w trosce o przyszłość klubu potrafili jednak dotrzeć do odpowiednich osób, by wymóc zmianę decyzji na korzyść Legii. Dzięki ich determinacji ostatecznie przyznano klubowi administrację stadionu przy ulicy Łazienkowskiej. 5 grudnia podczas walnego zebrania prezesem klubu został wybrany generał Roman Górecki, którego organizatorskie talenty odegrały niebagatelną rolę w późniejszym rozkwicie klubu. Ten rok upłynął także pod znakiem montowania pierwszej silnej drużyny, która wzorując się na stylu gry Cracovii, miała w przyszłości zadziwić całą piłkarską Polskę.

Pierwszym poważnym krokiem spełniającym te oczekiwania było zdobycie przez Legię Pucharu Polskiego Towarzystwa Eugenicznego.


W roku 1929 rozpoczęto budowę stadionu Legii – fragment trybuny krytej.

W turnieju rozgrywanym w dniach 1-2 listopada 1926 roku na Dynasach, oprócz Legii startowały drużyny: Polonii Warszawa, Warszawianki, Varsovii, Huraganu Wołomin, Mazovii, Sarmaty, Głuchoniemych, Ruchu Warszawa, Lechii Warszawa, Lechii Grodzisk, Orkanu Sochaczew, Samsonu, Glorii, Korony, Prażanki, Sokoląt oraz Barkochby. Zwolennikom piłki nożnej turniej szóstkowy dostarczył wiele emocji. Jak w kalejdoskopie przed oczyma widzów przesuwały się po kolei wszystkie drużyny warszawskie. Każdy mógł oglądać swoją sympatyczną drużynę i dzielić z nią radość ze zwycięstwa lub gorycz porażki – pisał „Kurjer Sportowy”. W pierwszym spotkaniu turniejowym Legia pokonała Prażankę 2:1. W ćwierćfinale zwyciężyła Varsovię 3:0, a najlepszym piłkarzem w tym meczu był zdobywca trzech pięknych bramek Stanisław Mielech. W półfinale Legii przyszło się zmierzyć z bardzo dobrą, uznawaną za faworyta turnieju drużyną Warszawianki. Zgodnie z oczekiwaniami kibiców nieznacznie przeważała Warszawianka. Odnotujmy tylko, że w ostatniej minucie meczu, przy stanie 0:0, zawodnik Warszawianki Jung nie wykorzystał rzutu karnego. W dogrywce Sobolta z rzutu karnego zdobył jedyną bramkę, dającą Legii awans do finału. O ile w rozgrywkach o mistrzostwo Warszawy Legja zazwyczaj szczęściem poszczycić się nie mogła, o tyle w rozegranym wczoraj na Dynasach pucharze P.T.E., miała go aż po uszy – pisano po meczu z Warszawianką w „Expressie Sportowym”.


Akt erekcyjny pod budowę nowego obiektu przy ulicy Łazienkowskiej.

Po porażce z Legią Warszawianka nie zdołała już zmobilizować się do następnej gry. Obrażeni piłkarze nie wyszli na boisko, dlatego III-miejsce w turnieju przypadło bez walki drużynie Huraganu Wołomin. Warszawiance na pociechę pozostała świadomość, że według dziennikarzy „Kurjera Sportowego” została uznana, tuż po Legii, najlepszą drużyną turnieju. Taktycznie grała jednak gorzej od Legji – tłumaczono. W rozegranym 2 listopada 1926 roku finale, WKS Legia zwyciężyła „szóstkę” mistrza stolicy Polonię 2:0. Benjaminkiem publiczności była Legja. Drużyna jej, złożona z dobrze technicznie wyszkolonych graczy, okazała dawno niewidzianą u niej zaciętość i wolę zwycięstwa. Sukces swój zawdzięcza mądremu rozłożeniu sił, zachowaniu najlepszych, niezmęczonych graczy na finał – informował „Kurjer Sportowy”. Pierwsza połowa, w której – o dziwo – publiczność kibicując Legii co chwilę wznosiła okrzyk „Legia puchar!”, zakończyła się wynikiem 0:0. Po przerwie, przy wydatnej „pomocy” bramkarza Polonii Olewskiego, Legia zdobyła prowadzenie, a szczęśliwym strzelcem gola był Marian Łańko. W dalszej części gry mająca przewagę Polonia zmarnowała wiele sytuacji. W dodatku bramki Legii bronił znakomicie dysponowany Paweł Akimow. Gracze Legii doskonale rozegrali ten mecz taktycznie, mądrze oszczędzali siły, poprzez ograniczenie dryblingów i stosowanie dokładnych podań. Zmęczyli tym polonistów czego efektem była druga bramka zdobyta również przez Łańkę. Po końcowym gwizdku sędziego Krukowskiego rozentuzjazmowana publiczność, której na Dynasach było około tysiąca, pchając się do stolika sędziowskiego niosła na rekach bohaterów meczu: Pawła Akimowa, Mariana Łańko, Józefa Ciszewskiego, Eugeniusza Soboltę i Stanisława Mielecha. Po krótkim przemówieniu prezes Towarzystwa Eugenicznego pan Leon Wernic wręczył kapitanowi Legii srebrny puchar, po czym udekorował pamiątkowymi medalami wszystkich piłkarzy zwycięskiej drużyny. Legja wygrała zasłużenie. Przyznawali to nawet zwolennicy Polonji. Nastrój podniosło gentelmeńskie postąpienie Polonji, która na cześć swych zwycięzców wzniosła podczas rozdawania nagród sportowy okrzyk – pisał „Kurjer Sportowy”. Triumfując w turnieju o Puchar Towarzystwa Eugenicznego, piłkarze „wojskowych” zdobyli pierwsze historyczne trofeum dla WKS Legii Warszawa.


10 sierpnia 1930 roku drużyny Legii i Europy Barcelona zmierzyły się w meczu otwarcia nowego stadionu Legii.

Rok 1927 w środowisku piłkarskim rozpoczął się bojem o ligę. Kilkanaście czołowych klubów, w tym również Legia, doszło do przekonania, że dłuższe stosowanie rozgrywek o mistrzostwo Polski w dotychczasowej formie było mocno kontrowersyjne, a dla klubów niekorzystne sportowo oraz finansowo. Postanowiono więc zorganizować rozgrywki ligowe. Uważamy ligę za środek uzdrowienia finansowego i sportowego polskiej ekstraklasy piłkarskiej – motywowali decyzję powołania ligi jej orędownicy, którzy nie bacząc na negatywne stanowisko PZPN-u, 6 stycznia 1927 roku utworzyli polską ligę. PZPN oraz wierna związkowi, poprzez osobę prezesa dr. Edwarda Cetnarowskiego, Cracovia nie zaakceptowały tej decyzji, uważając ligę za chybiony wynalazek, co zapoczątkowało konflikt PZPN-u z zarządem ligi. W rolę rozjemców włączyli się mediatorzy władz rządowych oraz Polskich Związków Sportowych i po bardzo wielu naradach wiosną 1927 roku liga stała się faktem. Były spory, donosy do światowej federacji i wzajemne pogróżki o dyskwalifikacjach klubów. Prezes Cracovii i zarazem PZPN-u Edward Cetnarowski groził i groził, aż w końcu ustąpił presji społecznej, popierającej rozłamowców chcącej ligi piłkarskiej – tak opowiadał o powstaniu ligi na kartach albumu „Historia Polskiej piłki nożnej” dziennikarz „PS”, jeden z najwybitniejszych historyków futbolu w Polsce Mieczysław Szymkowiak.

Z Warszawy, oprócz Legii, w powstaniu ligi uczestniczyły Warszawianka oraz Polonia. Tymczasem prezesem Polskiej Ligi Piłki Nożnej został prezes Legii gen. Roman Górecki i pod jego wodzą w kraju ruszyły pierwszoligowe rozgrywki, które z miejsca zyskały popularność – stawka była bardziej wyrównana, a na trybunach zasiadało coraz więcej publiczności. 2 kwietnia 1927 roku odbył się w Warszawie pierwszy ligowy mecz, w którym Warszawianka zmierzyła się z Legią. Pierwszoligowe spotkanie było bardzo ważnym wydarzeniem w życiu stolicy. Przeciwko drużynie gospodarzy występującej w koszulkach w pionowe biało-czarne pasy, legioniści wybiegli na boisko w białych koszulkach sznurowanych pod szyją z zielonym obszyciem. Sensacją była wysoka przegrana „wojskowych” – mających podczas gry przewagę – 1:4. Podczas pierwszego meczu w lidze Legia grała w następującym składzie: Bednarowicz, Terlecki, Nowakowski, Śliwa, Amirowicz, Łańko, Wójcik, Wąsowicz, W. Przeździecki, Ciszewski i Krawuś. Niewiele faktów z tych lat zostało zanotowanych, jednak w archiwach prasowych zachowało się wspomnienie tego meczu przez jednego z czołowych zawodników Legii Józefa Ciszewskiego. Pierwsze spotkanie ligowe o punkty rozegraliśmy z Warszawianką. Byliśmy faworytami. Był to pierwszy rok w którym występowaliśmy we trójkę, tak jak przed laty na krakowskich Błoniach. ‘Środkowa trójka’ – tak nazywano nas wszędzie i nie trzeba było dodawać, że chodzi o Nawrota, Łańkę i Ciszewskiego. Obok nas występowali zawodnicy tej miary, co Wypijewski, Cebulak, Ziemian, Szaller i Nowakowski. Drużyna zżywała się i... uzupełniała stan osobowy. Jednak o sukcesy było trudno, przynajmniej w początkowym okresie. Pierwszy mecz z Warszawianką przyniósł nam wysoką porażkę 1:4 – wspominał Ciszewski. Legia, mająca „płynny” skład, w kolejnym meczu z Polonią wystąpiła w nowym zestawieniu i po wyniku 2:2 można sądzić, że w zespole wiele zmieniło się na lepsze. Ale najważniejszym wydarzeniem dla historii Legii podczas meczu z Polonią (10 kwietnia 1927 roku), był ostatni występ w drużynie dr. Stanisława Mielecha, który z Legią był związany od chwili jej powstania.

Chociaż początek ligi nie był dla Legii najlepszy, w czterech meczach zdobyła zaledwie dwa punkty – remisując (po 2:2) z Polonią oraz TKS-em i dwukrotnie przegrywając (po 1:4) z Warszawianką i Wisłą, na uwagę zasługuje pokonanie najsilniejszej wówczas po Wiśle Kraków drużyny w Polsce, złożonej głównie z Niemców 1 Fussball Club Katowice, 3:2. Zwycięstwo Legii na wyjeździe miało wiele podtekstów nie tylko na tle narodowościowym. Niemieccy kibice, nie mogąc pogodzić się z porażką, obrzucili piłkarzy Legii kamieniami. Warto jeszcze przypomnieć, że legioniści jechali z boiska na dworzec dorożkami pod osłoną konnej policji. Prasa polska, krytykując fanatyków niemieckich, „piała” z zachwytu nad grą „wojskowych”, a zwłaszcza jej ataku. Ostatecznie jednak start Legii w rozgrywkach ligowych można uznać za udany, potrafiła się zmobilizować, by w końcu zająć piąte miejsce – najlepsze z drużyn warszawskich. Pierwszym mistrzem ligi, a tym samym mistrzem Polski, została drużyna krakowskiej Wisły. Wspaniała technika, styl kombinacyjny, zmienność nastroju – po zakończeniu rozgrywek pisał o Legii „Przegląd Sportowy”. Swoje osiągnięcia Legia w znacznej mierze zawdzięczała wspaniałej trójce napastników: wspomnianych Nawrotowi, Łańce i Ciszewskiemu, którzy w sumie w rozgrywkach ligowych strzelili 70 goli! A Marian Łańko z 31 bramkami na koncie został wicekrólem strzelców, ustępując bombardierowi Wisły Kraków Henrykowi Reymanowi (38 goli).


Nowo powstały obiekt posiadał również nowoczesny tor kolarski, jednak to mecze piłkarskie z udziałem Legii i reprezentacji Polski przyciągały na trybuny najwięcej warszawiaków.

To był dobry rok dla Legii. Wreszcie nadszedł czas, w którym poprawiła się koniunktura dla budowy stadionu. Pewnego dnia pułkownik Zygmunt Wasserab został wezwany do gabinetu generała Jana Wróblewskiego, który pełnił funkcję dowódcy O.K Nr 1. Gdy Wasserab w towarzystwie adiutanta generała przekroczył próg gabinetu, gospodarz – siedząc za biurkiem – sporządzał notatkę. Po chwili uniósł się zza biurka i wręczył pułkownikowi zapisaną kartkę. Wasserab na nią spojrzał i niewiele brakowało, by podskoczył z radości. Było na niej napisane ołówkiem: „Generał Konarzewski pozwolił budować”. Wobec czego nie było innego wyjścia, jak wziąć się wreszcie do porządnej roboty. Co ciekawe wykonawcy budowali stadion na podstawie odręcznie napisanej karteczki, bez żadnego dokumentu z podpisami i pieczęciami odpowiednich urzędów. Kartkę tę przechowywaliśmy w klubie długo – jak najważniejszy dokument. Nie raz musieliśmy się nią legitymować – wspominał na łamach książki „Sportowe sprawy i sprawki” płk Wasserab.

Nie bez znaczenia dla dalszych losów Legii, szczególnie w obliczu budowy stadionu, było objęcie (1 lipca 1927 roku) przez prezesa klubu generała Romana Góreckiego stanowiska prezesa Rady Nadzorczej i Zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.
Z niecierpliwością oczekiwano w Warszawie na kolejny sezon Legii w pierwszej lidze. Dzięki dobrym wynikom osiągniętym w roku ubiegłym, „wojskowi” jednym tchem byli wymieniani wśród faworytów do zdobycia tytułu mistrza Polski. Jednak wydarzeniem 1928 roku w stolicy nie była wcale dobra gra Legii. Cała Warszawa mówiła tylko o jednym – ślubie popularnego aktora kabaretowego Adolfa Dymszy, w owym czasie bezsprzecznie jednej z najwybitniejszych i najbardziej charakterystycznych postaci polskiego kina. Szczęśliwą wybranką serca popularnego „Dodka” była tancerka Zofia Olechnowicz. Z opisu kronikarza przedwojennej Warszawy Tadeusza Wittina dowiadujemy się, że małżeństwo tej pary miało bardzo burzliwy przebieg. Słynny aktor nie grzeszył wiernością, przez co rzeczona małżonka wiarołomnego, wielokrotnie za pomocą parasolki wybijała mu amory z głowy. Kolejną osobą o której ćwierkały warszawskie wróble, był nowy trener Legii, były reprezentant Węgier i zawodnik MTK Budapeszt Stefan Kovacs, który przed rozpoczęciem sezonu ligowego w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” zapowiadał, że Legia po wprowadzeniu przez niego nowoczesnych metod szkoleniowych powinna zająć trzecie lub drugie miejsce w rozgrywkach. Ale... nie wykluczył też pierwszego. Zanim piłkarze ligowi wybiegli na boiska, drogą kooptacji dołączono Cracovię. Legia jest przyszłością naszego piłkarstwa, drużyną talentów, zespołem indywidualności – pisano wówczas w najpopularniejszej gazecie sportowej „Stadion”, ale kandydata do mistrzostwa upatrywano w duecie Wisła – Cracovia. W rozgrywkach o mistrzostwo I-ligi Legia wystartowała w imponującym stylu, pokonując 3:0 drużynę ŁKS-u. Czołowy zawodnik Legii Józef Ciszewski tak po latach opowiadał o grze w Legii w roku 1928: W trzeciej rundzie rozgrywek, w kwietniu (15 kwietnia 1928 roku – przyp. red.) przyjechała do Warszawy Pogoń, z Albańskim, Batschem i Garbieniem. Nie daliśmy im żadnych szans i na boisku w Agrykoli rozgromiliśmy lwowiaków aż 7:0. Mieliśmy jednak i gorsze występy, a do naszych najtrudniejszych przeciwników zaliczana była zawsze stołeczna Polonia. Pierwszy mecz z tą drużyną rozegraliśmy w lipcu (21 lipca 1928 roku – przyp. red.) i mimo wielkiej przewagi i zdecydowanie lepszej gry, zeszliśmy z boiska pokonani 3:4. Decydującą bramkę strzelił z połowy boiska Szczepaniak.

Ciszewski twierdził, że wówczas Legia była tak mocna, iż wspólnie z Łańko i Nawrotem uzgadniali, który ile w danym meczu strzeli bramek. Pamiętam spotkania w których nie było na nas siły. Jedynym problemem było to, kto z nas ile zdobędzie goli. Do moich ulubionych zabaw należały zakłady z bramkarzem Warszawianki Domańskim polegające na tym, że jeśli zdobędę bramkę głową, po meczu on stawia kawę, jeśli nie, do cukierni szliśmy na moje zaproszenie. Większość tych zakładów wygrywałem. Strzały głową należały do moich specjalności. Byłem bardzo skoczny i tę cechę wykorzystywaliśmy w największym stopniu – mówił napastnik Legii. Patrząc na statystyki (Legia w rozgrywkach I ligi zdobyła 77 bramek), trudno nie wierzyć słowom Ciszewskiego. W tymże 1928 roku krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa w drugiej rundzie rozgrywek Legia odniosła największy sukces, zajmując za Wisłą Kraków i Wartą Poznań trzecie miejsce w lidze. Zryw końcowy Legii równa się rekordowi. W II kolejce rozgrywek Legia zdobyła 23 punkty na 28 możliwych – pisał „Stadjon”.


Legia z 1930 roku. Od lewej stoją: Zima, Joschke, Cebulak, Martyna, Łańko, Rajdek, Kotkowski, Ziemian i Nowakowski. W dolnym rzędzie: Szaller, Skwarczyński oraz Wypijewski.

Rok 1928 był rokiem dalszej wewnętrznej konsolidacji i rozrostu klubu. Liczba członków klubu doszła do 800. Do Legii zgłaszały akces całe kluby i sekcje, jak Garnizonowy Klub Szermierczy, sekcja hokejowa Warszawskiego Towarzystwa Łyżwiarskiego, Sportowy Klub Strzelecki, grupa wybitnych kolarzy szosowych. Jedynie sekcja tenisowa, mimo otwarcia 10 nowych kortów, ograniczyła przyjmowanie nowych członków, aby zapewnić już przyjętym możliwość trenowania”– pisał w „Sportowych sprawach i sprawkach” Mielech. Wartym odnotowania pozostaje fakt, że podczas rozgrywek ligowych mecze Legii obserwowało w sumie 22688 tysiące kibiców. Przy Łazienkowskiej powstał wspaniały basen, zaopatrzony w skocznię. Szereg zawodów o mistrzostwo Polski i międzynarodowych odbędzie się na tym basenie – czytamy w „Kurierze Warszawskim” z 1929 roku.

Jednak w tym roku najważniejszym wydarzeniem dla mieszkańców Warszawy była uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowę stadionu Wojska Polskiego. W budynku koszarowym (dawnym budynku klubowym), gdzie powstawały murowane trybuny, pod lożą honorową po mszy świętej z wielkimi honorami poświęcono i wmurowano kamień węgielny z aktem erekcyjnym. „Bogu na chwałę, Ojczyźnie na pożytek” – tak brzmią pierwsze słowa dokumentu wmurowanego na stadionie Wojska Polskiego, podpisanego przez prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Ignacego Mościckiego, marszałka Józefa Piłsudskiego oraz kilkudziesięciu kilku ważnych osobistości.

Trzeci sezon ligowy rozgrywano pod hasłem: „Zdetronizować Wisłę!”. Legia, będąca w poprzednim sezonie rewelacją rozgrywek i tym razem wśród fachowców, min. Stanisława Mielecha, który trafił do pierwszorzędnego zespołu redakcji „Stadjonu”, złożonego w większości z przedwojennych inteligentów, miała jedne z najlepszych notowań. Drużyna fochów, nastrojów, grymasów, zespół świetnie wyszkolonych wyrobników piłkarskich, którzy raczej odrabiali swe mecze jak pańszczyznę, przekształciła się w klub twardy, ambitny, walczący do upadłego. Obrońcy Martyna i Ziemian, to jedna z najlepszych par w Polsce. Napad Wypijewski, Nawrot, Łańko, Ciszewski i Cichecki, stanowi bez wątpienia najbardziej jednolitą linię ofensywną w kraju. W dobrym dniu napad Legii pracuje jak idealnie zmontowana maszyna – pisano w „Stadjonie”. Odkryciem drużyny 1929 roku był zawodnik pochodzenia żydowskiego Zygmunt Steuermann, który wcielony do wojska trafił na ulicę Łazienkowską z lwowskiej Hasmonei. ’Dusio’ miał wszelkie dane, aby być bożyszczem publiki. Wysoki, szczupły, ale bardzo mocny, przystojny mężczyzna, o wyjątkowych zdolnościach aktorskich – czytamy o Steuermannie w książce Andrzeja Gowarzewskiego „Legia to potęga”. Zawodnik ten, znany z niesamowitych strzałów, 26 maja w meczu z 1. FC Katowice (2:0) dokonał niebywałego wyczynu. Trafiając sześciokrotnie potężnymi strzałami piłką w słupki oraz poprzeczkę, doprowadził do... uszkodzenia bramki rywala. Gole w tym meczu strzelali Ciszewski i Łańko. W 1929 roku zrealizowano przedsezonowe założenia i Wisła Kraków została zdetronizowana przez drużynę Warty Poznań. Wymieniana wśród faworytów Legia zajęła miejsce poza podium, plasując się na czwartym miejscu.

Gdyby dziś doszło do podobnej sytuacji, z pewnością okrzyknięto by ją „transferem stulecia”. W pierwszej połowie lat 30. funkcję kierownika technicznego Legii powierzono... Józefowi Kałuży, legendarnemu graczowi Cracovii, odwiecznemu rywalowi Legii. Niedawny przeciwnik piłkarzy Legii... został ich trenerem. Ale miał Józef Kałuża i piłkarski epizod w barwach „wojskowych”! 16 marca 1930 roku, zakładając koszulkę koloru zielonego z zielono-czarno-białą tarczą na piersi, wybiegł na boisko reprezentując barwy Legii podczas wygranego meczu z Brandenburgiem 1:0. Sekcja piłkarska Legii święciła swoje największe triumfy w okresie międzywojennym. Bardzo udana była dla drużyny wyprawa 18 maja do Krakowa na mecz z Cracovią. Legia zdobyła pełny sukces swoją piękną grą oraz swymi cyzelowanymi podaniami w formie aplauzu ze strony widzów i przez wywiezienie z Krakowa dwóch punktów – pisał „Przegląd Sportowy”. Drużyna Legii, bardzo dobrze prezentując się w kolejnych meczach ligowych, na półmetku rozgrywek awansowała na drugą pozycję w tabeli i wydawało się, że może sięgnąć po mistrzostwo. Legia była drużyną podziwianą i miała dobrą prasę – napisano w jubileuszowym wydaniu „Legia 1916-1966”.


Henryk Martyna urodził się 14 listopada 1907 roku w Krakowie. Podobnie jak wielu legionistów okresu międzywojennego, wywodzący się z Krakowa zawodnik swoje najlepsze piłkarskie lata związał z Warszawą i Legią, należąc do sztandarowych postaci drużyny z ulicy Łazienkowskiej. Według historyków piłki nożnej Martyna był ewenementem, ponieważ mimo znacznej nadwagi (ważył ponad 90 kilogramów) należał do najszybszych piłkarzy Legii. W związku z jego ociężałą sylwetką koledzy z drużyny nazywali go „Antałkiem”. Jego atutem był niezwykle silny strzał, a rzuty wolne i karne znakiem firmowym. Cała Polska zachwycała się jego potężnym wykopem, po którym piłka przemierzała całe boisko. Wielokrotnie przed meczami Legii czy reprezentacji Polski dochodziło do zabawnych sytuacji, kiedy rywale patrzyli na „Antałka” z politowaniem zastanawiając się, co taki mały grubasek robi na boisku. Po meczu ci, którzy z niego drwili, a których przyćmiewał swoją grą, zawstydzeni i ze spuszczonymi głowami opuszczali boisko unikając spojrzenia Martyny. Do dziś z pokolenia na pokolenie przekazywana jest legenda, jakoby po strzale Martyny z karnego w meczu z Czechami słynny bramkarz Frantisek Planicka nie zdążył nawet drgnąć. „Strzelić karnego, to nie jest znowu taka sztuka. Dobrze, to znaczy silnie uderzonej piłki żaden, nawet najlepszy w świecie bramkarz, nie jest w stanie obronić” – tłumaczył skromnie swój wyczyn. Rysą na karierze sympatycznego grubaska pozostaje „zarobkowy” wyjazd za ocean, przez co wspólnie z kilkoma kolegami (Nawrotem, Cebulakiem i Drabińskim), osłabiając Legię, przyczynili się do jej spadku z ekstraklasy. Po tym niefortunnym wyjeździe gwiazda „Antałka” zaczęła blednąć. W wieku 30 lat odszedł z Legii do innego warszawskiego klubu – Warszawianki. Jego piłkarską karierę przerwała II wojna światowa, pozostał więc olbrzymią, lecz niespełnioną nadzieją polskiej piłki.

Budowę stadionu zakończono w lipcu 1930 roku. Legia miała najpiękniejszy obiekt w Polsce, na którym rozgrywano wiele imprez sportowych najwyższej rangi. Pod złą wróżbą rozpoczęły się przygotowania do inauguracyjnego meczu na nowym obiekcie Legii. Kompletną klapą zakończyły się pertraktacje z włoską federacją piłki nożnej, która zrezygnowała z przysłania piłkarzy reprezentacji do Warszawy. Do dziś panuje opinia, że do rezygnacji Włochów przyczynił się aparat propagandy, aby przy okazji otwarcia stadionu nie dać szansy wznoszenia haseł lansujących faszystowskie zastępy szeregów zwolenników „il Ducze”. Wśród zespołów mających uczestniczyć w meczu otwarcia wymieniano także londyński klub Corinthian. Na tym jednak nie koniec inauguracyjnych „przymiarek”. Ostatecznie na ulicę Łazienkowską przyjechała drużyna o tajemniczej nazwie „Europa Barcelona”, która miała niewiele wspólnego z FC Barceloną. Kto w Warszawie szukał nadziei w fakcie, że zobaczy na żywo najlepszego bramkarza świata Ricardo Zamorę, był srogo zawiedziony... Nie zmieniła się tylko data tego wydarzenia – pierwszy mecz rozegrano 10 sierpnia 1930 roku (taką datę przyjął w swoich kronikach Stanisław Mielech). Zaproszeni członkowie parlamentu, oficjalni goście władz miejskich Warszawy, najwyżsi dostojnicy wojskowi z marszałkiem Józefem Piłsudskim na czele, zajęli miejsca na trybunie głównej stadionu, zwanej dumnie honorową. Lejący deszcz nie przeszkadzał jednak kibicom, którzy tłumnie stawili się na meczu otwarcia piłkarzy Legii i Europy, wypełniając całą trybunę krytą. Pierwszą bramkę w historii stadionu zdobył w 22. minucie spotkania legionista Henryk Martyna, znany w późniejszych latach w całej Europie.

Obchody oficjalnego otwarcia stadionu Legii nie zakończyły się meczem piłkarskim. Na okalającym boisko torze odbyły się zawody kolarskie w międzynarodowej obsadzie. Ciekawa była historia pierwszych derbów stolicy, rozegranych na nowym stadionie 15 października 1930 roku, pomiędzy Legią a Polonią, o których na łamach sportowej prasy opowiadał piłkarz Legii Józef Ciszewski: Polonia prowadziła 3:1, mimo iż my, występując na płycie nowo otwartego stadionu Wojska Polskiego, chcieliśmy zakończyć mecz jak najkorzystniej. Po utracie trzeciej bramki, kiedy z Nawrotem i Łańką wracaliśmy na środek boiska, powiedziałem do nich: ‘No teraz zaczynamy!’. Usłyszawszy to jeden z piłkarzy Polonii uśmiechnął się z politowaniem. Nie miał jednak zbyt radosnej miny po meczu. Zwyciężyliśmy 8:4! – wspominał bombardier Legii, zdobywca trzech bramek w tym meczu. Dla porządku kronikarskiego przypomnijmy, że pozostałe bramki dla Legii zdobyli Nawrot (trzy) i Przeździecki (dwie). Należy tylko żałować, że w późniejszej fazie rozgrywek legioniści stracili kilka punktów i nawet piorunujący finisz (2 listopada wygrana z ŁTSG 8:0, 9 listopada wygrana z ŁKS 5:1 i w ostatnim meczu sezonu 30 listopada wygrana z Ruchem 7:1) pozwolił już tylko na zajęcie trzeciej, medalowej pozycji. W roku 1930 kapitalnie grał Nawrot. Pod koniec listopada mieliśmy ostatni mecz z Ruchem. W przededniu spotkania, w ‘Przeglądzie Sportowym’ ukazał się wywiad z graczem Cracovii Kossokiem, który miał najwięcej strzelonych bramek na swoim koncie i już zawczasu został uznany za ‘króla strzelców’. Nie wzięto jednak pod uwagę, że Józek bardzo pragnął zostać najskuteczniejszym napastnikiem sezonu, a my chcieliśmy mu w tym dopomóc. W meczu z Ruchem Nawrot zdobył sześć bramek! – wspominał Ciszewski. Tak więc dzięki pomocy kolegów z drużyny Józef Nawrot w ostatnim spotkaniu „rzutem na taśmę” zapewnił sobie tytuł „króla strzelców”, zdobywając w rozgrywkach pierwszej ligi 27 bramek.

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 459
PLN
Cena 89
PLN
Cena 149
PLN