Legia Warszawa
vs Lechia Gdańsk
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Historia Legii Warszawa

1941-1950

Podpisując 23 sierpnia 1939 roku w Moskwie pakt Ribbentrop-Mołotow, o nieagresji pomiędzy Niemcami i ZSRR, Rosjanie zerwali rozmowy z Anglią i Francją, dając Adolfowi Hitlerowi wolną rękę w działaniach przeciw Polsce. O ile porozumienie z Francją i Anglią mogło być gwarantem pokoju, o tyle pakt Ribbentrop-Mołotow oznaczał wojnę. W tej sytuacji los Polski wydawał się być przesądzony. Konsekwentnie dążący do wojny Niemcy ostatecznie 1 września 1939 roku uderzyli na Polskę. Wybuch II wojny światowej i najazd wojsk hitlerowskich na nasz kraj przerwał działalność związków i klubów sportowych.


2 października 1940 roku przez okupacyjne władze hitlerowskie utworzone zostało warszawskie Getto. Uwięziono w nim prawie pół miliona Żydów z Warszawy i okolicznych miasteczek, których później wywożono do obozów zagłady. Panowały w nim straszne warunki życia oraz powszechny terror ze strony okupanta. Łapanki urządzane przez Niemców na ulicach Warszawy, były powszechną praktyką.

Hitlerowcy okupując Polskę zakazali wszelkiej działalności społecznej, kulturalnej i sportowej. Zniszczono wiele stadionów, których boiska wykorzystywano do celów militarnych. Spalono archiwa klubowe, niszcząc trofea, puchary i inne pamiątki. Polacy jednak nie zrezygnowali z walki o swoją wolność i prowadzili ją we wszelkich dziedzinach życia i w każdy możliwy sposób. W pierwszym okresie okupacji młodzież Polska, poddana surowemu egzaminowi życiowemu, zamiast zajmować się sportem musiała sięgnąć po broń. Inni, których nie obejmował obowiązek powszechnej mobilizacji, pozostali w miastach, zajmując się pracą oraz pomagając samotnym matkom, których mężowie zostali wysłani na front, w zdobyciu żywności czy opału na zimę.

Chociaż działalność sportowa została przez okupanta zakazana, to na peryferyjnych boiskach w miastach i miasteczkach całej Polski rozgrywano konspiracyjne mecze. Grywano na łąkach i polach. Często zdarzało się, że wobec nalotu hitlerowców zawodnicy prosto z boiska trafiali do więzień lub obozów zagłady. Gdy na początku września 1939 roku naziści rozstrzelali na Okęciu jednego z graczy tego klubu Leonarda Kowalskiego, wszystkim, których przyłapali podczas prac pielęgnacyjnych przy jego mogile czy składaniu kwiatów, groziły aresztowania i represje ze strony okupanta. „Mimo trudności okupacyjnego życia młodzi chłopcy potrafili znaleźć czas i siły na tę jedyną wówczas przyjemność i rozrywkę. (...) Nie chodzili przecież do kina lub teatru, sport tylko mógł, obok innych celów, wypełnić im tę lukę. Najbardziej żywotna i prężna w czasie okupacyjnej nocy okazała się piłka nożna. Nie inne łatwiejsze do zakonspirowania dyscypliny, lecz właśnie piłka, wymagająca i przestrzeni i większej ilości uczestników, a więc i trudniejsza do ukrycia” – tak o odradzającej się w latach walki piłce nożnej wspominał wybitny dziennikarz sportowy Grzegorz Aleksandrowicz.


Zimą 1945 roku Warszawa tonęła w gruzach, a w wielu miejscach stolicy nie pozostał kamień na kamieniu.

Wojna zbierała żniwo, gazety donosiły o kolejnych walkach na froncie. Tymczasem na terenach okupowanej Warszawy Józef Ciszewski, były wybitny zawodnik reprezentacji Polski i Legii okresu przedwojennego, wpadł na pomysł organizacji konspiracyjnego piłkarstwa. Ciszewski był też inicjatorem powstania młodzieżowej drużyny piłkarskiej „Błysk”, grupującej chłopców z okolic Politechniki i trenującej na przestronnych terenach Pola Mokotowskiego. Na wieść o powstaniu drużyny „Błysku”, na Pole Mokotowskie ściągali chłopcy z innych rejonów stolicy, tworząc kolejne drużyny. Choć taka zabawa w piłkę groziła poważnymi konsekwencjami, pośród tych, którzy spotykali się na Polu Mokotowskim powstała idea zorganizowania piłkarskiego turnieju. „Początkowo na boiskach bez prawdziwych bramek i w kombinowanych kostiumach, z czasem z prawdziwym wyposażeniem terenu gry i w kompletnych strojach piłkarskich. Uczestniczyli w nim chłopcy ze Śródmieścia, Woli, Ochoty, Mokotowa, Okęcia i Powiśla, zorganizowani w zespołach o takich nazwach jak ‘Błysk ‘ ‚ ‘Szczerbiec ‘‚ ‘Placówka’‚ ‘Żagiew’‚ ‘Continental’‚ ‘Varsovia’ ‚ ‘Berberys’‚ itp. Mecze prowadzone były przez sędziów stołecznych, a poszczególnym spotkaniom towarzyszyło bardzo wysokie morale sportowe na boisku i widowni. Tak było zresztą już przez cały okres działalności konspiracyjnego życia w Warszawie” – pisał o tamtym okresie Aleksandrowicz. W tym czasie w drużynie „Błysku” pojawili się m. in. znani i wybitni później w swoich dziedzinach: aktor Andrzej Łapicki, dziennikarz i publicysta Mieczysław Szymkowiak, wiceprezes PZPN Leszek Rylski, czy poeta Wojciech Mencel.

Pomimo tego, że Polaków obowiązywały różne zakazy – w Warszawie na przykład nie wolno było jeździć tramwajami w pierwszych wagonach, które przeznaczone były tylko dla Niemców – to aktywność ludności nie malała. Sportowcy zazwyczaj spotykali się na ulicy Jasnej w Warszawie, w lokalu o nazwie „Gospoda Sportowców – Pod Kogutem”, gdzie jednym z kelnerów podających do stołów był nie kto inny, jak złoty medalista olimpijski z Los Angeles 1932 roku Janusz Kusociński. „Kusy”, poza obsługiwaniem klientów, dostarczał gościom „Pod Kogutem” tajną prasę. Poza tym chciał zorganizować wśród sportowców Konspiracyjny Zwiazek Walki Zbrojnej. „Kolektywem utrzymującym w czasie okupacji dość ścisły kontakt, byli tenisiści Legii, którzy spotykali się na kortach głuchoniemych, ukrytych wśród ogrodowych cieni skarpy, bądź też w Milanówku. W tych potajemnych grach brali udział m. in.: Ignacy Tłoczyński, Ksawery Tłoczyński, Jerzy Gotschalk, Bohdan Tomaszewski” – czytamy w jubileuszowej księdze „Legia 1916-1966”.


Po ogłoszeniu kapitulacji ludność Warszawy, w tym także piłkarze Legii, zaczęła odbudowywać zrujnowane miasto.

W okupowanej Warszawie próbowały mierzyć swoje siły grupki lekkoatletów, a na mniej ruchliwych ulicach ścigali się kolarze. W Alejach Niepodległości, na trasie liczącej około 60 kilometrów, odbył się i zakończył jedyny w czasie okupacji hitlerowskiej wyścig kolarski. W okolicach Wilanowa organizowano również zawody sportowe rikszarzy. Riksze były wówczas w Warszawie najpopularniejszym środkiem lokomocji, który w większości obsługiwali kolarze. Jednymi z najlepszych rikszarzy w okupowanej Warszawie byli Roman Siemiński i bracia Kapiakowie, z których późniejszej inicjatywy utworzono sekcję kolarską Legii.

Mecze piłkarskie w stolicy szybko zyskały miano najpopularniejszego sportu i zaczęły gromadzić coraz większe rzesze obserwatorów. Pomimo tego, że w okresie okupacji niemożliwe było wywieszanie afiszy, dlatego informacje o miejscu, dacie i godzinie rozpoczęcia zawodów Warszawiacy przekazywali sobie pocztą pantoflową. Na meczu potrafiło zjawić się około tysiąca widzów. „Bywały wypadki, że rozpoznanego na ulicy zawodnika jakiejkolwiek drużyny pytano ukradkiem: kiedy panowie grają mecz, z kim i gdzie? Odpowiedź wystarczyła, by ów pytający nieznajomy zawiadomił o miejscu i terminie zawodów dziesiątki swoich znajomych, bezimiennych przyjaciół i sympatyków piłki. (...) Nieraz w gronie organizatorów zadawaliśmy sobie pytanie, czy wolno nam narażać ludzi na niebezpieczeństwo, czy ze sportem angażującym duże ilości zawodników i widzów nie należało dać sobie spokój i siedzieć cicho. (...) Nikt z nas zresztą wówczas nie zastanawiał się nad tym, co nam grozi. Dobrze o tym wiedzieliśmy, że w tych czasach wszyscy Polacy narażeni byli na represje, aresztowanie, zesłanie do obozu. Za swój obywatelski obowiązek uważaliśmy dążenie do krzewienia wśród społeczeństwa Warszawy wszystkich możliwych w warunkach konspiracji form życia sportowego” – wyjaśniał na łamach swojej książki „Moja przygoda z gwizdkiem” Grzegorz Aleksandrowicz.


1 sierpnia 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie. Przeciwko okupującym miasto wojskom niemieckim walczyli warszawiacy. Życie za ojczyznę i jej stolicę oddały też setki sportowców, w tym zawodników Legii.

Z piłkarzy Legii aktywni w konspiracyjnych rozgrywkach byli Henryk Martyna, Franciszek Cebulak, Józef Ciszewski, Marian Łańko, bracia Wacław i Henryk Przeździeccy, Marian Wypijewski, Franciszek Frankowski czy bracia Henryk i Tadeusz Lamerowie. Z braku boisk – ponieważ te istniejące na Stadionie Wojska Polskiego, Polonii i Parku Skaryszewskim zajęli Niemcy, a także ze względów bezpieczeństwa – wybierano place na Polu Mokotowskim, Podskarbińskiej, Okopowej oraz w Radości, Żabieńcu, Mirkowie, Milanówku, Karczewie i innych. Place te wybierano nieprzypadkowo. Ich peryferyjne położenie dawało szansę ucieczki w razie ewentualnego „nalotu” hitlerowców. „W roku 1941 na Polu Mokotowskim stało się bardzo niebezpiecznie. Pewnego dnia oddział lotników niemieckich otoczył trenujących tam piłkarzy, pobił ich i zabrał sprzęt. Podczas jednego z meczów zjawił się tam agent gestapo, pracujący przed 1939 roku jako trener, Niemiec czeskiego pochodzenia Józef Ferencz i usiłował aresztować sędziego spotkania Stanisława Masznera. Dzięki udanej ucieczce Maszner ocalał” – wspominał Aleksandrowicz. Józef Ferencz okazał się wyjątkowo podłą kanalią, z lubością znęcającą się na znanych polskich sportowcach. Ten nikczemnik, bijąc dotkliwie i masakrując twarz byłemu legioniście Józefowi Ciszewskiemu, próbował zmusić go do rezygnacji z prowadzenia konspiracyjnych rozgrywek. Poza tym warszawska wieść niosła, że ten gestapowski szpicel „maczał palce” w aresztowaniu Kusocińskiego, którego potem rozstrzelano w Palmirach. Chociaż terror hitlerowski w okupowanej Warszawie wzmagał się, a łapanki i uliczne egzekucje wstrząsały ludnością stolicy, piłkarze prowadzili swoje rozgrywki. Mimo trudności dokończono zawody o mistrzostwo Warszawy i puchar ufundowany przez sympatyków piłki nożnej trafił do drużyny mistrza – Osiedla z Koła.


Pomimo tego, że w stolicy było bardzo niebezpiecznie, piłkarze uczestniczyli w konspiracyjnych rozgrywkach, grając mecze na skwerach i placach.

Ponieważ wojna zastała Legię w rozprężeniu i nie istniała już sekcja piłki nożnej, w konspiracyjnych mistrzostwach Warszawy próżno szukać piłkarskiej drużyny Legii Warszawa. Natomiast byli legioniści figurowali na listach zawodników innych drużyn. Czołowymi piłkarzami Okęcia – najlepszego zespołu południowo-zachodniej części Warszawy – byli Napiórkowski, Żbikowski i Wypijewski. Za jedną z form walki z okupantem, jego terrorem i zakazami, można uznać powołanie Konspiracyjnego Warszawskiego Okręgu Piłki Nożnej. Spotkanie założycielskie odbyło się w roku 1941, przy ulicy Kruczej 37, w mieszkaniu byłego zawodnika Legii i reprezentanta Polski Alfreda Nowakowskiego, które zostało wykorzystane w charakterze pierwszej siedziby związku. Było to dwupokojowe mieszkanie w domu, który na ówczesne czasy należał do komfortowych. Niewiele jesteśmy w stanie powiedzieć na temat tego zebrania, może poza tym, że do tego momentu wykorzystano opłatkowe Bożonarodzeniowe spotkanie, na którym obecni byli działacze warszawskich drużyn: Grzegorz Aleksandrowicz, Władysław Borowiecki (Marymont), Tomasz Jaroszyński (Piaseczno), Stanisław Maszner (Polonia), Tadeusz Szulc (Grochów), Bronisław Romanowski, Aleksander Zaranek (Okęcie) i Feliks Zieliński (Varsovia), którzy weszli w skład zarządu. Gospodarz, Alfred Nowakowski, którego usadzono na honorowym miejscu, został wybrany prezesem tej konspiracyjnej organizacji. „Chciałbym dodać, że mieszkanie nieocenionego działacza Stanisława Masznera oraz jego budka za Żelazną Bramą w Warszawie, stanowiły przez długi czas swoiste ‘centrum informacyjne’ konspiracyjnych rozgrywek. Działalność organizatorów konspiracyjnego związku piłkarskiego w Warszawie nie dałaby takich rezultatów, gdyby nie pomoc i ofiarna praca działaczy klubowych” – dowiadujemy się z opisu Aleksandrowicza.


Ruiny warszawskiej Starówki u schyłku II wojny światowej, w 1945 roku.

W tym czasie wielu polskich piłkarzy, których zawierucha wojenna porozrzucała po świecie, walczyło i grało w piłkę w różnych częściach globu. Były piłkarz Legii Czesław Wypijewski, wraz z Jerzym Bułanowem z Polonii Warszawa, przebywali na Bliskim Wschodzie w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich. Drużyna piłkarska tej Brygady z Polakami w składzie wygrywała wiele spotkań z innymi żołnierskimi drużynami – od Palestyny, aż po słoneczną Italię. W I Dywizji Pancernej Stanisława Maczka, która uczestniczyła w bitwach o Normandię, pod Arnhem i Arkoną, za najlepszych piłkarzy-żołnierzy uważano byłych zawodników Legii: Pawła Akimowa, Józefa Nawrota i Edwarda Drabińskiego. Mimo przeszkód, obław i łapanek, zdołano w 1942 roku rozegrać mistrzostwa Warszawy, w których zwyciężyła Polonia. „Uczestników mistrzostw spotkała też przyjemna niespodzianka ze strony organizatorów. Oto staraniem bardzo przedsiębiorczego Zaranka, wykonany został przez jednego z grawerów stołecznych piękny znaczek wręczony zawodnikom, sędziom i działaczom podczas odprawy zwołanej na zakończenie rozgrywek. Znaczek przedstawiał Syrenkę na piłce, na której był napis 1942. Jeśli komuś udało się zachować ten symbol konspiracyjnych rozgrywek może być z niego dumny. On wart jest więcej, niż tysiąc innych znaczków sportowych” – pisał Aleksandrowicz.


Tak z powietrza wyglądały obiekty Legii oraz ich okolica w 1945 roku.

13 kwietnia 1943 roku Niemcy donieśli o odkryciu grobów oficerów polskich w lesie katyńskim koło Smoleńska, oskarżając o zbrodnię radzieckie oddziały NKWD. Na niemieckie „rewelacje” Kreml odpowiedział komunikatem stwierdzającym w treści, że polscy jeńcy pracujący na robotach na Białorusi wpadli w ręce niemieckie w lecie 1941 roku, po czym zostali zamordowani w lesie katyńskim. Ponieważ przez półtora roku Rosjanie nawet nie próbowali wyjaśnić losów oficerów polskich z obozu w Kozielsku, których ciała odkryto w Katyniu, dla władz polskich stało się jasne, że tajemnica katyńska ujrzała światło dzienne wbrew woli Kremla i Stalina. Jednym z wielu polskich oficerów, którzy dostali się do radzieckiej niewoli, był jeden z założycieli (w 1927 roku) sekcji tenisa na Legii, major Kazimierz Dobrostański. „Ostatni raz widziałem ojca 31 sierpnia 1939 roku. Bliższe okoliczności dostania się do radzieckiej niewoli pozostają nieznane” – wspomina syn majora Dobrostańskiego, Jerzy i dodaje: „Nie wiem w jaki sposób brat mamy dowiedział się, że ojciec jest w Kozielsku. Ojciec, poszukując nas, napisał list do Czerwonego Krzyża, my w tym czasie mieszkaliśmy w Przemyślu u dziadka. Dziadek dostał ostrzeżenie, że rodzina oficera jest w niebezpieczeństwie, dlatego wyprzedzając wydarzenia w wielkiej tajemnicy przeniósł nas do swojej siostry, która miała dom w Łucku. Tak rozpoczęła się nasza tułaczka, a dziadkowie zostali wywiezieni do Archangielska, tam dziadek zmarł. Potem ponownie był Przemyśl, tylko że tym razem mieszkaliśmy na bocznicy w wagonie kolejowym. Tam miałem okazję widzieć eszelon wojskowy z rannym generałem Andersem, na którego widok oficerowie niemieccy oddawali honory, co bardzo dziwiło wartowników radzieckich. 3 maja 1940 roku wróciliśmy z wojennej tułaczki do Warszawy. W Warszawie mama czyniła starania w poszukiwaniu ojca. Na obwieszczeniach niemieckich list, które były rozwieszane w różnych punktach miasta, nazwiska ojca nie było. Uważnie też śledziła listy zamordowanych, których ciała zostały wykopane w lesie katyńskim, ogłaszane w Czerwonym Krzyżu Warszawskim, też bez jakichkolwiek śladów. Prawdę mówiąc, z biegiem czasu zdawałem sobie sprawę, że ojca nigdy nie zobaczę, natomiast mama do ostatnich dni czekała wierząc, że żyje i się odezwie. O tym, że ojciec zginął w Katyniu, dowiedzieliśmy się dopiero w 1972 roku z ‘Kultury Paryskiej’ redagowanej przez Jerzego Giedroycia” – mówi Jerzy Dobrostański, syn majora Dobrostańskiego.


Tor kolarski na Stadionie Wojska Polskiego przy ulicy Łazienkowskiej.

Ofiarą wroga z szeregów przedstawicieli Legii padło kilkadziesiąt osób, m.in. słynny biegacz, zawodnik Legii w latach 1935-1937 Józef Noji, który został rozstrzelany w bloku II obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Inny znany lekkoatleta Antoni Maszewski, olimpijczyk, od 1937 roku szef sekcji lekkoatletycznej Legii, poległ w kampanii adriatyckiej pod Ankoną. O Maszewskim dowiadujemy się, że walcząc pod Monte Cassino imponował odwagą, prawością i koleżeństwem. Poza tym zasłynął z opanowania paniki wśród żołnierzy, podczas szturmu na czarny klasztor na Monte Cassino. Przed wybuchem wojny obiecującymi pływakami Legii byli bracia Kossowscy. Najstarszy, Marian, żołnierz 305 dywizjonu, poległ 17 października 1941 roku w locie nad Dunkierką, jako drugi pilot bojowego Wellingtona. Pozostali z trójki „Budrysów”, jak nazywał ich ojciec – Kazimierz i Stanisław, walczyli w Powstaniu Warszawskim. Stanisława Niemcy zamordowali w obozie koncentracyjnym w Stutthofie, natomiast los Kazimierza do dziś pozostaje nieznany.

Za działalność konspiracyjną został rozstrzelany napastnik piłkarskiej drużyny Legii Klemens Frankowski. „Niepowetowane straty poniosła sekcja pływacka WKS Legia. Oprócz braci Kossowskich, w czasie okupacji zginęli Zdzisław Turenko, Jerzy Smoliński, Tadeusz Lechowski, Ilja Szrajbman, natomiast Tadeusz Dzięgielewski utrzymał się przy życiu przechodząc przez siedem koncentracyjnych obozów” – dowiadujemy się z lektury pamiątkowej księgi „Legia 1916-1966”. Niestety, wśród sportowców i działaczy Legii znajdują się także tacy, których wojenna przeszłość jest niejednoznaczna i podejrzana. Jednym z nich był czołowy obrońca Legii i późniejszy trener Józef Ziemian. Jego niejasna przeszłość wyszła na jaw kilka lat później, gdy ktoś do Urzędu Bezpieczeństwa m. Warszawy wysłał anonimowy list pisząc: „Ziemian w czasie okupacji wyłudzał od Żydów będących w getcie złoto, a następnie wydawał ich w ręce gestapo. Ziemian był konfidentem gestapo i chociaż był kilkakrotnie aresztowany z Żydami, to zawsze był zwalniany, a Żydzi zostawali rozstrzelani. Mając specjalną przepustkę chodził nocą do getta. Za wyłudzone od Żydów złoto i pieniądze, kupił sobie trzy domy w Warszawie, a także posiada wiele kosztowności ukrytych, zamurowanych” – opisywał anonimowy autor listu.


Rok 1945, Wybrzeże Kościuszkowskie. Kazimierz Górski z „okaleczoną” w działaniach wojennych warszawską Syrenką.

Faktem jest, że gdy w gettcie z pieniędzmi było krucho, Żydzi żyli z wyprzedawania tego, co zdołali zgromadzić jeszcze przed wojną. Natomiast Józef Ziemian namawiał ich, by złoto, biżuterię i dolary, dawali mu na przechowanie. I kiedy ci, którzy przeżyli martyrologię getta i obozów koncentracyjnych zwracali się do niego o zwrot przechowywanych kosztowności, odmawiał, tłumacząc się ich przepadkiem w czasie wojny. Ziemian nigdy nie przyznał się do zarzutu okradania Żydów. Tym bardziej, że oprócz wspomnianego anonimu nie zachowały się żadne dokumenty świadczące o tym niecnym procederze. Co gorsza, większość świadków prawdopodobnie została zamordowana przez Niemców, a ci co przeżyli nie chcieli zeznawać. Materiał dowodowy był tak znikomy, że wszczęte śledztwo w tej sprawie umorzono. Trudno jest dziś ustalić, jaką rolę w warszawskim gettcie odgrywał oficer policji żydowskiej Jerzy Lewiński, człowiek do końca życia związany z Legią. On sam pomijał milczeniem wątki związane z jego zatrudnieniem w gettowej policji. Jest to poważna rysa na życiorysie jednego z działaczy o najdłuższym stażu w historii Legii. Tym bardziej, że wśród ludzi zamieszkujących w getcie panowała opinia, że wielu z żydowskich policjantów pomagało wciągać swoich braci do transportów, które wiozły ich do komór gazowych. Lewiński, chociaż był kierownikiem III Rejonu Służby Porządkowej, stawiał się w roli strażnika dobrej pamięci o zgładzonych polskich Żydach. Opowiadając o obowiązkach wypełnianych w ramach zatrudnienia w policji gettowej, jak również o swoim udziale w Wielkiej Akcji, mówił o współpracy z polskim podziemiem i wykonywanych na jego rzecz działaniach. Niestety, tu i ówdzie badacze tamtego okresu przedstawiany przez Lewińskiego obraz wydarzeń uznawali za wielce dyskusyjny. „Do końca życia dręczyła Lewińskiego ocena własnego udziału w wydarzeniach czasu wojny” – ocenili historycy.


Legioniści swój pierwszy mecz po wojnie rozegrali w Parku Paderewskiego (dzisiejszy Park Skaryszewski). Przegrali wówczas z Okęciem 1:3.

Sportowcy Legii w walce o wolną Polskę chwycili także za broń 1 sierpnia 1944 roku, w godzinie „W”, kiedy w okupowanej stolicy wybuchło Powstanie Warszawskie. Pierwsze dni patriotycznego zrywu cywilnej ludności Warszawy przyniosły powstańcom pewne sukcesy. Podstawowym elementem walki było zademonstrowanie niemieckiemu okupantowi determinacji, z jaką warszawska młodzież i ludność cywilna jest gotowa bronić swojej ukochanej stolicy. W nierównej walce o każdy dom, każdy skwerek miasta, młodych warszawiaków wspomagali sportowcy Legii. W Powstaniu walczyli przedwojenni bohaterowie z ulicy Łazienkowskiej: Henryk Martyna i Marian Łańko oraz wielu innych, mniej znanych piłkarzy. Podczas zaciętych walk wielu powstańców odniosło rany. Oni to mogli liczyć na pomoc sanitariuszki Aleksandry Dubasówny, przed wojną lekkoatletki WKS Legia. W sytuacji, gdy okupant dysponował lepszym wyposażeniem zbrojnym, nieunikniona była śmierć tysiąca młodych. Między innymi na Sadybie zginął płotkarz ppor. Stanisław Sulikowski. Śmiercią bohatera zginął także prawy łącznik piłkarskiej drużyny Legii Stanisław Gburzyński. Henryk Ślązak, świetny zapaśnik, wychowanek klubu, olimpijczyk, został w powstaniu rozjechany przez czołg. Rozstrzelany przez Niemców został ciężarowiec WKS Legii Kazimierz Szpagar.

Ci, co przeżyli – a wśród nich zasłużeni dla Legii zapaśnicy: Piotr Szczeblewski i Wacław Ziółkowski – doznali losu wypędzenia ze swojego miasta. Zemstą okupanta za bojowy zryw ludności stolicy, był rozkaz zrównania Warszawy z ziemią, co spowodowało ogromne zniszczenia. Podczas Powstania Warszawskiego tereny stadionu Legii były obsadzone przez Niemców. We wrześniu na murawie obiektu okupant rozlokował baterię artyleryjską, której zadaniem było ostrzeliwanie żołnierzy forsujących Wisłę, spieszących z mocno spóźnioną pomocą powstańcom. „Rejestr wojennych faktów, dających pewien obraz działalności sportowców Legii w czasie II wojny światowej, jest daleko niepełny. Pozwala jednak stwierdzić niezbicie, że kiedy nadszedł czas walki o wolną Polskę, ich wielka pasja, umiłowanie sportu, ustępowały miłości największej – miłości ojczyzny, która wzywała do czynu zbrojnego i patriotycznych poświęceń. Gdy jednak nadszedł czas pokoju, ci sportowcy Legii, którzy przetrwali czasy wojny i hitlerowskiej okupacji, zaczęli znów ściągać do stolicy, na Łazienkowską. Tam bowiem było ich miejsce, ich klub, który trzeba było budować od podstaw, tak jak wznoszono z gruzów naszą stolicę, nasz kraj” – pisali autorzy jubileuszowej księgi „Legia 1916-1966”.


Pierwsza po wyzwoleniu drużyna lekkoatletów WKS Legia. Stoją od lewej: por. Christensen, kierownik sekcji Modzelewski, Kotwicówna, Christensenowa, Kłosówna, ppor. Cierpisz, por. Średziński, ppor. Ardeński, Szymański, kpt. Gowsz, ppor. Starybrat, Janiszewski, ppor. Umger.

Pojedyncze kamienice lub ich resztki, a pomiędzy nimi pokryte hałdami gruzu puste place – taki był powojenny pejzaż Warszawy. W mieście dominowała barwa brudnej, okopconej dymem czerwieni cegieł. Ceglane były rumowiska na placach po zburzonych przez Niemców kamienicach. W Warszawskim morzu cegły nie było zieleni, zburzona stolica jawiła się krajobrazem księżycowym. Pierwsze kroki sportowców-żołnierzy w Warszawie, to była wędrówka po ruinach. Na teren stadionu Legii docierali mijając same zgliszcza, byli wśród nich i ci, którzy pięć-sześć lat wcześniej w wolnych chwilach uganiali się za piłką. W październiku 1944 roku znany działacz WKS Legia Warszawa, inż. Jan Modzelewski, w Radości pod Warszawą zorganizował pierwszy mecz piłkarski. „Linia frontu oddalona była zaledwie trzy kilometry od Warszawy, w powietrzu latały nieprzyjacielskie samoloty, a w dole pod osłoną rozpostartych sosen przygotowywano boisko piłkarskie do mającego się odbyć meczu. 20 listopada 1944 roku spotkały się drużyna KS ‘Radość’ i drużyna złożona z frontowych oddziałów, pośród których wybrano tych, którzy nie zapomnieli jak należy zatrzymać szarżującego z piłką napastnika i jak wykiwać tych, którzy bronią dostępu do bramki rywala. Nie wynik był istotny. Najważniejszy był fakt, że po wielu latach przerwy, we własnej ojczyźnie można było znów choć na kilka chwil oderwać myśli od walki i broni. Dla grających ludzi to, że znów biegali za piłką oznaczało, że tak bardzo upragniony koniec wojny zbliża się wielkimi krokami” – można było przeczytać w archiwalnych numerach „Sportowca”. Na początku 1945 roku w Krakowie reaktywowano Polski Związek Piłki Nożnej, korzystając ze wsparcia warszawiaków: Jana Wilczyńskiego, Wiesława Kaflińskiego i Jana Mulaka. W Warszawie zaś gazeta codzienna „Życie Warszawy” na swoich łamach nawoływała mieszkańców stolicy, którzy potrafili grać w piłkę nożną, by ci zgłaszali się do Referatu Sportowego na Targówku przy ulicy Oszmańskiej 23.


Reprezentacyjny zespół WKS Legia w gimnastyce w 1947 roku. Od lewej: D. Januchtowski, Z. Ogrodnik, A. Michałowski, T. Rocki, L. Kobylański.

Tego samego roku, wraz z ofensywą styczniową, przeniesiono do Warszawy I Zapasowy Pułk Piechoty i zakwaterowano go w dawnych koszarach kawaleryjskich przy Łazienkach, na tyłach stadionu Legii przy ulicy Szwoleżerów. Wśród żołnierzy I Zapasowego Pułku Piechoty znajdował się były piłkarz lwowskich klubów – Spartaka i Dinama – Kazimierz Górski, który na łamach „Naszej Legii” w swoich wspomnieniach „Z piłką przez życie” opowiadał o początkach w Warszawie i na Legii: „W styczniu 1945 przeniesiono mnie do I Pułku Zapasowego. Wyruszyliśmy w stronę Warszawy. Po kilku dniach marszu dotarliśmy do zrujnowanej stolicy. Kiedy zobaczyliśmy opuszczone ulice, wypalone domy i morze ruin, z wrażenia aż ściskało nas w gardle, trudno było wydobyć z siebie choćby słowo. Zakwaterowano nas przy ulicy 29 listopada, tam gdzie dziś mieści się sala gimnastyczna Legii. Pobyt w Warszawie miał potrwać tydzień lub dwa, a następnie mieliśmy być kierowani na front lub do szkół oficerskich. Ja dostałem skierowanie do szkoły oficerskiej artylerii, jednak w przeddzień wyjazdu dostałem wysokiej gorączki i zamiast do szkoły trafiłem na izbę chorych. Tam też dowiedziałem się, że instruktor wychowania fizycznego ppor. Julian Neuding, usłyszawszy o mojej piłkarskiej przeszłości postanowił, że zostawi mnie na miejscu. W Warszawie miał być bowiem organizowany I Warszawski Klub Sportowy. Zadanie jakie otrzymałem od ppor. Neudinga, polegało na wyszukiwaniu piłkarzy wśród żołnierzy przybywających do I Pułku Zapasowego. I tak oto zostałem po raz pierwszy w mojej karierze selekcjonerem. Na czym polegała taka selekcja? Najpierw braliśmy przybyłych do pułku cywilów i pytaliśmy się, kto grał z nich wcześniej w piłkę. Oczywiście zdecydowana większość, chcąc uniknąć skierowania na front, odpowiadała, że występowali np. w Cracovii, Garbarni, Wiśle, Ruchu. Wtedy braliśmy tych delikwentów, rzucało się im piłkę i obserwowało, który w ogóle potrafi ją kopnąć, a następnie zapisywało się jego nazwisko. Po obiedzie zaś szliśmy z wybranymi w pierwszej selekcji na boisko i graliśmy na dwie bramki. Ten, który rzeczywiście miał pojęcie o grze, potrafił przyjąć piłkę, podać, zrobić zwód, zostawał z nami. W ten sposób wyłowiliśmy kilku niezłych zawodników, lewoskrzydłowego Marca, obrońcę Grządziela i wielu innych. Tak oto powstała drużyna I Wojskowego Klubu Sportowego Warszawa” – wspominał Górski.


Rok 1947. Trener pięściarzy WKS Legia Stanisław Zalewski podczas zawodów na Stadionie Wojska Polskiego.

Na początku kwietnia 1945 roku powołano do życia I Wojskowy Klub Sportowy Warszawa, będący zalążkiem reaktywowania WKS Legii Warszawa. WKS Warszawa był klubem jednosekcyjnym, skupiającym się na piłce nożnej. Rolę szefa klubu, przy pełnym poparciu dowódcy pułku płk. Żydowicza i szefa sztabu płk. Stachowskiego, powierzono ppor. Julianowi Neudingowi. W przeddzień oficjalnego zatwierdzenia WKS Warszawa płk. Stachowski awansował do stopnia kaprala Kazimierza Górskiego, który praktycznie stworzył drużynę piłkarską. „Jesteś kapral od piłki” – powiedział po nominacji do Kazimierza Górskiego płk. Stachowski, po czym dodał: „Rozumiesz jakiej kariery od ciebie oczekujemy? Nasz zespół ma być najlepszy w wojsku, a następnie w Polsce”. „Ku chwale ojczyzny, obywatelu pułkowniku” – odpowiedział kapral Górski, który w drużynie WKS pełnił podwójną rolę – trenera i zawodnika. Do zawodników WKS Warszawa, poza treningami, należało zadanie porządkowania zrujnowanej Warszawy. Poza tym dostali polecenie doprowadzenia do porządku Stadionu Wojska Polskiego, który był poważnie zdewastowany. „Renowacji wymagała płyta boiska nosząca ślady stanowisk artyleryjskich, zniszczone były częściowo trybuny, a także znajdujące się pod nimi pomieszczenia. W najlepszym stosunkowo stanie zachował się tzw. domek tenisowy, który stał się naszą główną bazą. Założono w nim stołówkę dla sportowców, którą prowadziła z ogromnym poświęceniem pani Wiernikowa, żona pierwszego po wyzwoleniu gospodarza obiektu” – pisał w książce „Pół wieku z piłką” Kazimierz Górski.


Fragment finałowej walki o mistrzostwo Wojska Polskiego w 1947 roku na stadionie Legii.

W związku z mniejszą skalą zniszczeń, powojenne życie w Warszawie skupiało się po prawej stronie Wisły, na Pradze. Tam też Legia rozegrała swój pierwszy oficjalny mecz po wyzwoleniu – na boisku w Parku Paderewskiego (dzisiejszy Park Skaryszewski), ponieważ boisko przy ulicy Łazienkowskiej nie nadawało się jeszcze do gry. Z lewobrzeżnej Warszawy na Pragę, a więc i do Parku Paderewskiego, można się było dostać zbudowanym przez wojsko mostem pontonowym, a to dla pieszych nie było łatwym zadaniem, ponieważ regulujący ruchem mostu żołnierze dawali pierwszeństwo jednostkom wojskowym, których transporty kierowane były na front. Wobec czego oczekiwanie na swoją kolej przejścia na drugą stronę Wisły trwało bardzo długo. Niestety, Legia źle zaczęła, przegrywając z Okęciem 1:3. „Mecz z Okęciem rozegrany pod koniec kwietnia 1945 roku miał uroczystą oprawę – grała orkiestra wojskowa, były przemówienia, wiązanki kwiatów i wcale liczna publiczność. Najważniejsze, że wystąpiliśmy w kompletnych strojach – jednolitych zielonych koszulkach i białych spodenkach, do tego wszyscy wyposażeni w buty piłkarskie, tylko skarpet nie udało się dobrać jednakowych. Spotkanie odbyło się na jedynym wówczas zdatnym do gry boisku, w Parku Paderewskiego na drugim brzegu Wisły, dokąd musieliśmy się przeprawić łodzią. Sam mecz, jak już zaznaczyłem, nie przebiegał po naszej myśli. Szczególnie dali nam się we znaki rośli i sprawni obrońcy Okęcia, rozbijający bez większego trudu wszelkie nasze poczynania ofensywne. Po powrocie na Łazienkowską nie było słów pochwały, ani dodatkowej porcji na kolację. Za to burzliwa dyskusja do późna w nocy. – Panowie jesteśmy zbyt ślamazarni, akcje budujemy tak wolno i przejrzyście dla przeciwnika, ze potrafi je bezbłędnie rozszyfrować i storpedować – mówił Grządziel. – Widzieliście z jaką łatwością wyprzedzali nas Wypijewski i Napiórkowski? Obaj wymienieni byli doświadczonymi piłkarzami, grającymi zresztą przed wojną w Legii” – wspominał Górski.


Pięściarz szer. Olszewski (WKS Legia).

Porażka z Okęciem podziałała na piłkarzy WKS Warszawa na tyle motywująco, że nazajutrz wzięli się ostro do treningów. W międzyczasie rozegrali mecz, który... nie został dokończony. Przeciwnikiem WKS była drużyna Grochowa. Już wtedy z piłkarzami „wojskowych” jeździła silna grupa żołnierzy, która nie tylko dopingowała legionistów. Zdarzało się, że jeśli zachodziła taka potrzeba, „obstawa” potrafiła bronić piłkarzy. Tak było podczas meczu z Grochowem, w sytuacji gdy sędzia nie uznał prawidłowo zdobytej bramki dla WKS. Sytuację pogorszył jeszcze incydent pomiędzy Szymańskim i graczem Grochowa Tomasiewiczem. Tego było za wiele, wzburzeni żołnierze wtargnęli na boisko, zabrali Tomasiewicza do jednostki i było po meczu. Kolejne oficjalne spotkanie WKS z Syreną Warszawa wyznaczono na 1 maja 1945 roku. Po raz pierwszy obchodzono wówczas oficjalnie święto robotnicze na boisku Stadionu Wojska Polskiego, które dużym nakładem ochotniczych sił wojska, zawodników WKS i młodzieży szkolnej, która po lekcjach pracowała przy porządkowaniu stadionu, zostało doprowadzone do stanu używalności. „Pierwszy mecz na prawdziwym boisku, gdzie stały dwie bramki na których wisiały siatki i były wyznaczone linie boiska, rozegraliśmy 1 maja 1945 roku. Mecz ten odbył się na Łazienkowskiej, gdy obiekt Legii został już uporządkowany, a stawiło się na nim całe nasze dowództwo. Byli to tacy ruscy Polacy, którzy zagrzewali nas okrzykami: do boju, rebiata! Naszym przeciwnikiem był zespół Syreny Warszawa. Pamiętam, że kiedy zdobyliśmy bramkę, jeden z dowódców zarządził specjalną premię – po strachanie wódki dla każdego. Jednak kiedy zawodnicy Syreny wyrównali, odwołali swoją decyzję. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 3:3 i obiecana wcześniej premia trafiła w nasze ręce” – pisał w swoich wspomnieniach na łamach NL Kazimierz Górski.


Piłkarze WKS Legia w roku 1949. Z prawej kapitan drużyny Kazimierz Górski.

8 maja 1945 roku, po dotarciu Armii Czerwonej do Berlina, dowództwo hitlerowskie podpisało akt bezwarunkowej kapitulacji, co oznaczało zakończenie II wojny światowej. Pomimo radości z zakończenia jednej z najbardziej barbarzyńskich wojen, społeczeństwo polskie nie zaznało wolności, ponieważ terytorium Polski i ustrój wewnętrzny kraju miały być nadzorowane przez komunistyczną władzę Kremla. W sparaliżowanej zniszczeniami wojennymi Polsce zapanowała wszechobecna propaganda proradziecka, wobec czego nasilał się proces opanowywania przez komunistów życia społecznego i politycznego w kraju. Ponieważ po zakończeniu wojny Stalin nadal utrzymywał skrajnie totalitarne rządy, w Polsce rozpoczęła się fala aresztowań żołnierzy i ludności cywilnej, którzy sprzeciwiali się systemowi narzuconemu przez komunistów. Dumna z przynależności do części bloku sowieckiego władza miasta, zabrała się do odbudowy oraz przebudowy zniszczonej Warszawy w miasto socjalistyczne – takie, jakie odpowiadać miało władzy. Często wbrew wszelkim regułom i zasadom historycznej oraz architektonicznej wartości, burzono i rozbierano XIX wieczne kamienice. Często robiono to tylko po to, by uniemożliwić powrót prywatnym właścicielom.

W powojennej Polsce ustroju socjalistycznego ignorowano wszelkie podziały własnościowe, tworząc wizje robotniczych osiedli mieszkaniowych. Klub w tym czasie nie mógł jeszcze liczyć na pomoc i poważniejszy zastrzyk finansowy z Państwowego Urzędu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, który w udzielaniu pomocy bardziej faworyzował kluby cywilne oraz Ministerstwa Obrony Narodowej. Niemniej na ulicy Łazienkowskiej nie załamywano rąk i z entuzjazmem zabrano się do pracy. Przede wszystkim w klubie przywrócono wielosekcyjność. Przybywało działaczy, którzy 16 lutego 1946 roku dokonali wyboru zarządu i powrotu do dawnej oficjalnej nazwy – Wojskowy Klub Sportowy „Legia” Warszawa. Na prezesa nowego zarządu WKS Legia został wybrany płk. Ignacy Robb-Narbut (a właściwie Ignacy Rosenfarb), żołnierz kampanii wrześniowej 1939 roku. W 1940 roku, na skutek protestu przeciwko aresztowaniu przez władze sowieckie poetów i pisarzy, został usunięty z redakcji ukazującego się we Lwowie „Czerwonego Sztandaru”, przez co zmuszony był pracować jako robotnik rolny. Dwa lata później przybył do Warszawy, by od 1944 roku zostać oficerem Wojska Polskiego. Od 1945 pełnił zaś funkcję pełnomocnika wojska na miasto Warszawę, po czym został mianowany na wysokiego oficera MON. Wiceprezesem do spraw organizacyjnych wybrano płk. Karola Rudolfa, ponadto w pierwszym oficjalnym zarządzie WKS Legia znaleźli się: ppłk. Stanisław Więcek, Józef Ziemian, kpt. Henryk Czernik i por. Leon Chatisow.


Hokeiści WKS Legia na turnieju w Krynicy w 1948 roku. Od lewej stoją: Ślusarczyk, Bromowicz, Głowacki, Dolewski, Krasowski, Bielawski, Koperczyński, Lamer i Naciążek. Klęczą Ginter oraz Świcarz.

Za prezesury płk. Ignacego Robb-Narbuta Legia okrzepła organizacyjnie. Porządkowano zapuszczone i zniszczone przez wojnę sportowe zaplecze. Wśród pierwszych, którzy zaraz po powrocie do wielosekcyjności klubu zgłosili się do Legii, byli tenisiści Józef Hebda i Władysław Skonecki oraz młodzi obiecujący juniorzy: Radzio, Kudliński i Krzyżanowski. Oni to, już w 1946 roku, zdobyli mistrzostwo Polski. Lekkoatletyczną drużynę Legii wzmocniła słynna mistrzyni olimpijska z Los Angeles w 1932 roku, zdobywczyni srebrnego medalu olimpijskiego z Berlina w 1936 roku, wielokrotna rekordzistka świata startująca w biegach sprinterskich Stanisława Walasiewiczówna, która pod koniec lat 30. wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, a będąc w roku 1946 w Polsce wstąpiła do Legii. Walasiewiczówna reprezentując barwy Legii zdobyła dla klubu sześć tytułów mistrzowskich. Dzięki jej fantastycznym wyczynom, lekkoatletyczny zespół kobiet zdobył tytuł drużynowego mistrza Polski. Z osobą Walasiewiczówny związana jest dosyć mroczna historia. Otóż po jej tragicznej śmierci, w grudniu 1980 roku (postrzelona przez złodzieja w sklepie), kiedy ciało mistrzyni zostało poddane autopsji, okazało się, że była... obojnakiem – posiadała żeńskie i męskie narządy płciowe. Wobec czego rozgorzała ogólnoświatowa dyskusja, czy nie trzeba jej odebrać medali i rekordów. Ostatecznie takiej decyzji nie podjęto.


Ekipa drużynowego mistrza Polski w jeździe szybkiej na lodzie – Kalbarczyk oraz jego zespół w 1947 roku.

Odbudowując różne sekcje w Legii reaktywowano sekcję motorową. I właśnie motocykliści w 1946 roku zanotowali na swoim koncie dwa tytuły mistrzów Polski w rajdach motorowych. Z inicjatywy przedwojennego siatkarza kpt. Witolda Serwatowskiego doszło do początków sekcji siatkówki i koszykówki. Trzeba pamiętać, że wiele wysiłku w odrodzenie sekcji pięściarskiej Legii i organizację drużyny bokserskiej, włożył chor. Stanisław Zalewski. Oczywiście wiodącą sekcją w klubie była piłka nożna. Na jej czele stanął Józef Ziemian, którego losy mogłyby służyć za scenariusz kilku sensacyjnych filmów. Był to człowiek, który na zewnątrz malował wyidealizowany obraz swojej osoby, niestety prawda była bardziej gorzka. Pod jego wodzą zespół piłkarski Legii zmieniał się jednak i rozwijał.


Mistrzowie jazdy szybkiej na lodzie, zawodnicy WKS Legia w 1949 roku: S. Nykiel, Z. Lewandowski, J. Rawski oraz K. Lewandowski.

Do klubu przychodzili zawodnicy rekrutujący się z innych likwidowanych jednostek. W ten sposób z Częstochowy trafili do Legii: Marian Waśko, Teofil Cyganik i Mieczysław Milczanowski. Z drużyną wiązano duże nadzieje w mistrzostwach okręgu, które były kwalifikacją do turnieju w którym wyłoniono mistrza Polski. Niestety, wyniki Legii nie szły w parze z oczekiwaniami i w pierwszych powojennych rozgrywkach okręg warszawski reprezentowała Polonia, która w meczu decydującym o mistrzostwie, na Stadionie Wojska Polskiego w obecności 20 tysięcy widzów, pokonała AKS Chorzów 2:0. „Po dwóch golach Szularza kibice znieśli swoich bohaterów, swoje ‘Dzieci Warszawy’ z boiska. To był dla Polski sygnał, że Warszawa nie zginęła. Że ma przyszłość i wraca do życia” – pisano w stołecznych gazetach. Z tego okresu należy przypomnieć, że Legia wówczas odniosła pierwszy powojenny sukces, zdobywając Puchar Wiosenny WOZPN-u. „Wojskowi”, budując silną drużynę, wystartowali w turnieju zorganizowanym z okazji 25-lecia istnienia Warszawskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. W turnieju Legia kolejno pokonała Jedność Żabieniec (6:1), Grochów (6:0) i Radomiaka (9:1).

Natomiast pierwszym od czasów zakończenia wojny wielkim piłkarskim świętem na Stadionie Wojska Polskiego, był rozegrany 1 czerwca 1946 roku międzypaństwowy mecz pomiędzy Legią i szwedzkim IFL Norrkoping. W drużynie szwedzkiej gwiazdą światowego formatu był słynny środkowy napastnik Gunnar Nordahl. Jako ciekawostkę należy przytoczyć fakt, że Nordahl pochodził z niezwykle uzdolnionej piłkarsko rodziny, w której z pięciu braci aż czterech grało w reprezentacji Szwecji. To chyba jedyny taki przypadek w historii światowej piłki. Dla dopełnienia informacji dotyczącej rodziny Nordahla należy dodać, że jego syn Tomas także grał w reprezentacji Szwecji i uczestniczył w finałach mistrzostw Świata 1970. „Mecz Legia – Norrkoping przyniósł wynik remisowy 1:1 (0:1), a bramkę dla naszej drużyny zdobył kapitalnym strzałem Cyganik. Legia wystąpiła przeciwko Szwedom w zestawieniu: Czyżewski, Szczepaniak (Polonia), Grządziel, Waśko, Szczurek, Milczanowski, Olszewski (Marymont), Szymański, Kohut, Ziemba, Cyganik. Polacy wytrzymali w pierwszej fazie gry potężny szturm Szwedów, by w drugiej części meczu przejść do ataku. Remis ze Szwedami uznany został w sportowym świecie za wielki sukces warszawskiej drużyny” – pisano w książce „Legia 1916-1966”. U schyłku lata (5 sierpnia 1946 roku) – wzmocniona kilkoma reprezentantami Polski: Władysławem Szczepaniakiem z Polonii Warszawa, Władysławem Giergielem, Woźniakiem Arturem i Mieczysławem Graczem z Wisły Kraków – Legia zmierzyła się z silną drużyną Partizana Belgrad, przegrywając wysoko 2:8. Bramki dla „wojskowych” zdobyli grający gościnnie Gracz i Woźniak Artur. W tym okresie Legia była już na tyle zasobna, że w formie zapłaty podarowano piłkarzom z Belgradu komplet piłkarskiego sprzętu. Dwóch zawodników Partizana z tego pamiętnego meczu: Stjepan Bobek i Virgil Popescu, po latach powróciło do Warszawy w roli trenerów Legii.


Tenisiści Legii w 1948 roku zostali drużynowym mistrzem Polski. Czołowe rakiety kraju – Olejniszyn i Skonecki.

Rok 1947 legioniści rozpoczęli od solidnych przygotowań do walki o ligę, która miała wystartować za rok. W klubie zatrudniono zagranicznego trenera, którym był Czech Frantisek Dembicky. Trenera Dembickiego na Legię przywiózł ówczesny Sekretarz Generalny klubu, płk. Czernik, który przebywał w Czechach na meczu hokejowym. Trener Dembicky był człowiekiem towarzyskim, łagodnego usposobienia, dla zawodników był bardziej kumplem niż szkoleniowcem. Bardzo lubił śpiewać, co nie pozostało bez wpływu na drużynę. Nauczył zawodników Legii wielu czeskich piosenek, które później śpiewali podczas podróży na mecze. Miał tylko jeden feler – nie bardzo znał się na trenerce. W nowy sezon „wojskowi” wchodzili od przygotowań na obozie kondycyjnym w Karkonoszach i zmian personalnych. Z Legią pożegnali się Stanisław Grządziel i Kohut, natomiast do drużyny przybyli Henryk Skromny, Henryk Serafin, Józef Oprych oraz przedwojenny pomocnik Legii Edward Drabiński. Ten sam, który w 1936 roku odpływając „Batorym” za Ocean, zarabiając dolary przysłużył się do spadku Legii z I ligi. „Franuś”, jak pieszczotliwie nazywano trenera Dembickiego, nie dawał gwarancji sukcesu, a co za tym szło oczekiwanego awansu Legii do mającej zawiązać się I ligi. Na „fachowości” szkoleniowca poznał się zarząd klubu, ale względy dyplomatyczne – jak dyskretnie tłumaczono – nakazywały tolerować zaistniałą sytuację. Na szczęście dla klubu drużyna w rozgrywkach A-klasy zdecydowanie przewyższała rywali i odniosła komplet zwycięstw, pokonując kolejno: Znicz Pruszków (4:1), Ruch Piaseczno (5:2), Syrenę (9:1), Skrę (10:0), Pogoń Grodzisk (10:0), Jedność Żabieniec (5:0) i ponownie Syrenę (10:0). Zwycięstwo w A-klasie dało Legii możliwość startu w eliminacjach międzyokręgowych o wejście do ligi. O awans piłkarzom Legii przyszło walczyć z Mazurem Ełk, którego pokonali 12:0 i 5:0, Sokołem Ostróda (wygrana 10:1 i 5:1) oraz WKS Piechur, z którym również wygrali dwukrotnie (1:0 i 15:0).

Po zwycięstwie w eliminacjach międzyokręgowych przyszła kolej na następny etap – eliminacje krajowe o wejście do ligi. Ze spotkań eliminacyjnych warto odnotować skromną porażkę 2:3 z Ruchem Chorzów, ponieważ grał w nim Gerard Cieślik, w którym Polska upatrywała nowego piłkarskiego idola oraz cztery bramki Kazimierza Górskiego, strzelone w meczu z Tarnovią (8:1). Z rozgrywek wyłoniono 10 najlepszych drużyn, które weszły w skład pierwszej ligi: Wisłę Kraków, Polonię Warszawa, Polonię Bytom, AKS Chorzów, Cracovię, Rymer, Wartę Poznań, Garbarnię Kraków, ŁKS Łódź i KKS Poznań. Do tej dziesiątki dokooptowano cztery najlepsze drużyny po eliminacjach okręgowych, a były to: WKS Legia, Tarnovia, Ruch Chorzów oraz Widzew Łódź. Tak więc Legia ponownie znalazła się wśród ligowców. W klubie cieszono się z awansu, jednak działaczom sen z powiek spędzały dwie sprawy: brak trenera (Dembickiego ostatecznie zwolniono) i brak dyscypliny w zespole. „Tadeusz Waśko opowiadał swego czasu, a wiele razy przypominał o tym również Henryk Serafin, że właśnie wtedy wśród piłkarzy Legii w stopniu nadmiernym rozwinęły się skłonności do... nadużywania alkoholu. Już wcześniej nikt z tych zawodników, których Kazio Górski przejmował z Częstochowy, Modlina i Skierniewic, nie wylewał za kołnierz i byli dość częstymi gośćmi baru ‘Pod dyktą’ w Alejach Jerozolimskich. Ale teraz przekraczało to granice przyzwoitości. Po Warszawie zaczęły krążyć opowieści, że legioniści bimberek zakąszają psim smalcem. Zdarzały się zatrucia i chwilowa utrata przytomności. Niekiedy interweniowali lekarze. – To mi wygląda na szok! – raz taką postawiono diagnozę. Wtedy mocno ‘zmęczony’ piłkarzyk z trudem uniósł głowę i wykrztusił: – Taaak, to był szok... po-mi-do-ro-wy...” – czytamy w „Sekretach trenera Górskiego”.


Piłkarze Legii z 1949 roku (z lewej kapitan Kazimierz Górski). Za nimi trybuna otwarta Stadionu Wojska Polskiego w budowie.

W tymże 1947 roku działacze Polskiego Związku Bokserskiego, w porozumieniu z organami Komitetu Centralnego PPR, wpadli na pomysł zorganizowania na stadionie Legii meczu pięściarskiego Polska – ZSRR, który według towarzyszy przyczyniłby się do zbliżenia narodów Polski i kraju ościennego. Nie był to ideologicznie najtrafniejszy pomysł, ale sportowo tak. Doping trzydziestu tysięcy widzów, wypełniających szczelnie Stadion Wojska Polskiego, zagrzewał polskich pięściarzy do walki. Najwięcej emocji wśród obserwatorów wzbudziła walka Zygmunta Chychły z mistrzem ZSRR, mającym „dynamit” w rękawicach, Szczerbakowem. Chociaż sędziowie stosunkiem głosów 2:1 wskazali na zwycięstwo zawodnika radzieckiego, byli też tacy, dla których walka ta powinna zakończyć się remisem. Ostatecznie mecz Polska – ZSRR zakończył się naszą porażką (6:10), ale kibice pięściarstwa opuszczali stadion Legii zadowoleni, gdyż w kilku przypadkach Polacy potrafili dołożyć „ruskim”. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w rozgrywkach ligowych większość zawodników Legii, podobnie jak przed wojną, było z pochodzenia Krakusami, którzy odbywali służbę wojskową w stolicy. „Co godne podkreślenia, że byli to, z wyjątkiem mnie, Serafina i Kohuta, piłkarze A-klasowych drużyn dzielnicowych: Nadwiślanu, Wieczystej, Prokocimia, Krowodrzy, którzy dopiero w Legii zyskiwali szlif i wracali do wielkich klubów krakowskich jako gwiazdy” – zdefiniował jednoznacznie Zdzisław Mordarski.


Rok 1950. Wyścig kolarski na Stadionie Wojska Polskiego.

Inauguracyjne spotkanie w I lidze Legia rozegrała 14 marca 1948 roku na Stadionie Wojska Polskiego. Przy pięknej, słonecznej pogodzie i szczelnie wypełnionych trybunach, podejmowała drużynę Polonii Bytom. Zanim zawodnicy Legii po raz pierwszy kopnęli „I-ligową futbolówkę”, odbyła się uroczysta ceremonia. Były przemówienia, kwiaty, po czym na ulicy Łazienkowskiej rozbrzmiał dźwięk gwizdka sędziego dającego znak do rozpoczęcia batalii. Legia do swojego pierwszego po wojnie meczu w I lidze przystąpiła w następującym składzie: Henryk Skromny, Mieczysław Milczanowski, Henryk Serafin, Tadeusz Waśko, Mieczysław Szczurek, Edward Drabiński, Zdzisław Mordarski, Aleksander Szymański, Józef Oprych, Kazimierz Górski i Teofil Cyganik.

Tak swój debiut w ekstraklasie wspominał Kazimierz Górski: „Chodzę na swojej normalnej pozycji – lewym łączniku, mam obok siebie Cyganika, który już w trzeciej minucie daje popis swoich umiejętności szybkim rajdem po skrzydle. Mija zwodem dwóch zawodników Polonii, wywołując poruszenie na trybunach, ale bramki nie strzela. W 9 minucie mamy karnego! Do punktu oznaczającego ‘11’ podbiega prawy łącznik Szymański i strzela. Niestety, pudłuje. Publiczność wydaje jęk zawodu. Biję rzut wolny lekko, starając się piłkę skierować półgórnie w stronę bramki przeciwnika. Przejmuje ją Szymański i z całej siły, z woleja pakuje do siatki. Uff, oddychamy z ulgą. Podczas przerwy wychodzę z propozycją i Szczurek mnie popiera. – Będziemy teraz grać z wiatrem, a szybkie ataki, to najskuteczniejsza broń na ich koronkowe akcje. Tylko skrzydłowi muszą się ostro wziąć do roboty – nikt nie oponuje, autorytet środkowego rozstrzyga. Nie mamy wciąż trenera, we trójkę – ja, Szczurek i Waśko – czujemy się odpowiedzialni za drużynę” – opowiadał Górski. Legia w lidze miała udany start wygrywając z Polonią Bytom 3:1. Kiedy w pierwszej rundzie zaliczyli zwycięstwa z takimi firmami jak: Warta Poznań (2:1), Wisła Kraków (4:1), Ruch Chorzów (4:2) czy Polonia Warszawa (1:0), przy ulicy Łazienkowskiej zaczęto liczyć na zdobycie tytułu mistrza Polski.


Czerwiec 1949 roku. Legioniści w miasteczku filmowym Barandov na przedmieściach czechosłowackiej Pragi. Od lewej: Kazimierz Górski, Tadeusz Waśko, Antoni Wołosz, Mieczysław Milczanowski, Zdzisław Mordarski, Celestyn Dzięciołowski, Wacław Sąsiadek, Józef Oprych i Marian Olejnik.

Latem roku 1948 odbyła się impreza, w której start jest dla każdego sportowca wymarzonym celem – Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Skład polskiej reprezentacji olimpijskiej był bardzo skromny. Nikt z polskich sportowców, poza zdobywcą brązowego medalu – pięściarzem Aleksandrem Antkiewiczem, nie stanął na podium. Po sukcesie olimpijskim Antkiewicz urósł do symbolu odradzającego się polskiego sportu. Drugą rundę piłkarskiej I ligi piłkarze Legii rozpoczęli niefortunnie – od porażki z Tarnovią (0:2). „Wakacyjna forma” – ocenił postawę Legii były zawodnik Edward Drabiński, który od pewnego czasu był trenerem drużyny. „Co się dzieje z Legią?” – zastanawiali się kibice, widząc jak ich ulubieńcy, doznając kolejnych porażek, roztrwaniali zdobycze punktowe z pierwszej rundy, plasując się ostatecznie na czwartym miejscu w ligowej tabeli. Tak więc marzenia o mistrzostwie trzeba było odłożyć w czasie. „Jeszcze w grudniu 1948 roku kierownikiem autonomicznej sekcji piłki nożnej WKS Legia został mjr Wadecki. Wiązano z jego przyjściem nadzieje na zaprowadzenie w szeregach zespołu piłkarskiego stołecznych wojskowych większej dyscypliny” – czytamy w jubileuszowej księdze „Legia 1916-1966”. Jak się później miało okazać, nadzieje były płonne. Major Wadecki nie potrafił zaprowadzić dyscypliny w zespole, dlatego pod koniec 1949 roku musiał odejść.

Wróćmy jednak do początku 1949 roku, który nie był dla Legii udany. Mimo, że skład drużyny został wzmocniony kilkoma młodymi i obiecującymi zawodnikami, legioniści zakończyli rozgrywki ligowe na odległej, dziewiątej pozycji w tabeli. „Jaka była przyczyna tak słabej formy? Poza Szczurkiem, który odszedł do Wisły, nikt nie ubył. Przybyło natomiast sporo zawodników, m. in. dwóch młodych, szybkich skrzydłowych ze Śląska: Olejnik i Sąsiadek, dwóch częstochowian: pomocnik Łyszczarz i rosły stoper Orłowski, oraz bardzo dobrze zapowiadający się łącznik z Rembertowa Wilczyński i obrońca z Kalisza Zieliński. A mimo to graliśmy kiepsko” – zastanawiał się na łamach swojej książki „Pół wieku z piłką” Kazimierz Górski.

Kibicom odwiedzającym Stadion Wojska Polskiego więcej emocji od piłkarzy dostarczyli pięściarze. Wiosną 1949 roku na ringu zbudowanym na kortach Legii skrzyżowali rękawice – były mistrz Europy, ulubieniec całej Warszawy, Antoni „Kolka” Kolczyński oraz wschodząca gwiazda polskiego boksu Zygmunt Chychła.  „Wbrew proroctwom, pojedynek z Kolczyńskim rozstrzygnąłem na swoją korzyść. Jego ciosy były wyraźnie sygnalizowane. Punktowałem z wyraźną przewagą. Przy końcu drugiej rundy zaczął padać deszcz – spotkanie odbywało się pod gołym niebem, w trzecim starciu lało jak z cebra. Śliski ring stał się powodem mojej kontuzji. Pośliznąłem się w momencie wyprowadzania ciosu i trafiłem ‘Kolkę’ kciukiem w czoło. Poczułem piekielny ból. Mimo kontuzji dotrwałem do końca i wygrałem” – tak na kartach książki „Między linami ringu” wspominał swoją walkę na Legii Zygmunt Chychła.

Po żywiołowym rozwoju polskiego sportu, pod koniec 1949 roku nastąpił okres jego reorganizacji. Róża Luksemburg wielokrotnie podkreślała, że jeśli narzuci się społeczeństwu pewne pojęcia i nazwy, to narzuci się zarazem i tok myślenia. O tym, że jest to „święta prawda”, przekonało się w latach 1949-1950 Biuro Polityczne KC PZPR, nakreślając nowe formy organizacyjne w polskim sporcie. Ponieważ w scentralizowanym, socjalistycznym państwie, nie było miejsca na niezależne organizacje i kluby sportowe, nakazano zmienić nazwy klubów. Aparat władzy, dokonując samowoli, pozbawił kluby sportowe historycznych symboli i nazw, przemieniając je w zrzeszenia sportowe. Tak więc w nowych okolicznościach Legia stała się CWKS-em. Zmianę przeżył również herb klubowy, który w niczym nie przypominał wcześniejszych. Projektując nowy herb zrezygnowano z dotychczasowej tarczy. Stylizacja emblematu CWKS Warszawa, miała niewiele wspólnego z historycznymi symbolami Legii. Zgodnie z komunistyczną maksymą, herb CWKS-u musiał posiadać element socjalistycznej prostoty. W myśl tej zasady, tarczę koloru białego wyróżniał nieskomplikowany kształt. W jej centralnej części umieszczono wielką literę C (czyli: Centralny) koloru czerwonego, w którą wpleciono wyryte znacznie mniejszą czcionką litery WKS (Wojskowy Klub Sportowy) – także w czerwonej barwie. Całość białej tarczy zwieńczono zieloną obwódką. Herb ten, jego kolory i wzór, są najlepszym przykładem „dbałości” PRL-owskich kacyków o tradycje. W barwy klubowe obowiązkowo wplatano symbolizujący komunizm kolor czerwony.

W listopadzie 1949 roku, kiedy ogłoszono powstanie Centralnego Wojskowego Klubu Sportowego Warszawa, gen. bryg. Eugeniusz Luśniak został wyznaczony nowym prezesem CWKS-u Warszawa. To był przełom w działalności klubu. Wzrosły dotacje, dzięki czemu prężnie rozwijać się mogły poszczególne sekcje. Czasy CWKS-u, to okres niespotykanych dotychczas sukcesów wojskowego klubu i przede wszystkim jego prezesa Eugeniusza Luśniaka, o czym nie ma mowy w żadnych publikacjach, ponieważ jego nazwisko na długie lata zostało przez władze komunistyczne skryte za zasłoną milczenia. Niestety, był to okres, kiedy klub z Warszawy został znienawidzony przez sympatyków sportu w całym kraju. Przyczyną takiego stanu rzeczy było wykorzystywanie przez działaczy wojskowego klubu siły armii w socjalistycznej ojczyźnie – przy ulicy Łazienkowskiej w celu odbycia służby wojskowej meldowali się wyróżniający zawodnicy z innych klubów. Warto zaznaczyć, że rozwijający się dynamicznie pod rządami gen. Luśniaka CWKS, coraz szybciej dościgał inne kluby należące do europejskiej czołówki. Dziwnym trafem, kiedy CWKS był już potęgą polskiego sportu, gen bryg. Luśniak... złożył podanie o zdjęcie ze stanowiska i przeniesienie w stan spoczynku. Generał, mający w życiorysie służbę w sanacyjnym wojsku, był solą w oku agentów ubecji. Dlatego służby bezpieki PRL, latem 1950 roku, „namówiły” go do rezygnacji z funkcji prezesa CWKS-u. Rychło, bo niecały miesiąc po „rezygnacji” generała okazało się, że za zamkniętymi drzwiami wybrano jego następcę – awans na szefa klubu otrzymał ppłk Edward Czarnik. Tymczasem zaczęła się prawdziwa gehenna życiowa gen. Luśniaka, którego oskarżono o... szpiegostwo. W ten sposób trafił do więzienia przy ulicy Rakowieckiej i został osadzony w celi z konfidentami będącymi na usługach ubecji. Przeciwstawiając się jednemu z najbardziej zbrodniczych systemów XX wieku, gen. Luśniak oskarżony o szpiegostwo i skazany na 15 lat więzienia, zakończył życie za jego murami. W 1950 roku w drużynie piłkarskiej nastąpiły kolejne zmiany. Trenerem został Wacław Kuchar, a piłkarze w lidze spisywali się bardzo słabo, ledwo broniąc się przed spadkiem.

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 459
PLN
Cena 89
PLN
Cena 149
PLN