Legia Warszawa
vs Ajax
Czas do meczu
Zaloguj się do programu Legiony, podając swój
adres e-mail oraz hasło
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Historia Legii Warszawa

2001-2010

Przełom wieku był doskonałą okazją do różnego rodzaju podsumowań i plebiscytów sportowych. Chociaż jak zawsze przy tego typu zabawach powstaje wiele kontrowersji, to jednak przy wyborze polskiego piłkarza stulecia panowała jednomyślność. Kazimierz Deyna – bo oczywiście to jemu przypadł w udziale ten zaszczytny tytuł – był dla polskiego futbolu i dla Legii postacią historyczną. Z kolei w kategorii na najlepszą drużynę klubową stulecia, spośród wielu wspaniałych jedenastek występujących na polskich boiskach fachowcy i kibice jako numer jeden wytypowali drużynę piłkarską Legii z okresu 1993-1995. Obydwa wybory były dla Legii w przypadającym na 2001 rok jubileuszu 85-lecia klubu wielkim zaszczytem i bodźcem do jeszcze większej motywacji w zdobywaniu sportowych laurów w XXI wieku.


Na początku XXI wieku historyczna trybuna kryta doczekała się remontu elewacji. Jak się miało okazać ostatniego w swojej historii.

Pierwszy trening Legii w 2001 roku, za sprawą powracającego po sześciu i pół roku na Łazienkowską ulubieńca trybun Wojciecha Kowalczyka, wzbudził ogromne zainteresowanie wśród warszawskich kibiców. „Nic się tu prawie nie zmieniło poza kierownictwem. Te same szatnie, choć z innymi krzesłami. Bardzo mało jest w drużynie piłkarzy z którymi nie grałbym w piłkę” – powiedział po pierwszych zajęciach w Legii Wojciech Kowalczyk. Powracający na Łazienkowską „Kowal” od kwietnia 1999 roku nie grał w piłkę na profesjonalnym poziomie. Jedyny jego kontakt z futbolem to była gra... z kolegami na bródnowskich podwórkach. Powracając do Legii wyróżniał się solidną nadwagą (ważył ponad 86 kg), przez co koledzy błyskawicznie przezwali go „Kwaśniewski”. „Odpoczywałem przez półtora roku i teraz nie będzie łatwo wrócić do wysokiej formy. Pozostaje mi praca, praca i jeszcze raz praca. Muszę zrobić wszystko co w mojej mocy, aby w marcu wybiec na boisko w pierwszoligowym meczu” – mówił Kowalczyk. „Wojtek ma nadwagę, ale to chłopak z charakterem. Jak zrzuci zbędne kilogramy będzie dużym wzmocnieniem drużyny” – wyrokował Zbigniew Robakiewicz. Warto przypomnieć, że oprócz Kowalczyka w styczniu 2001 roku w Legii pojawiło się jeszcze dwóch nowych piłkarzy – Tomasz Kiełbowicz i Marcin Bojarski.

XXI wiek piłkarze Legii rozpoczęli od pierwszego od 1997 roku wywalczenia trofeum, którym był puchar za zwycięstwo w styczniowym turnieju w Legionowie z udziałem zespołów Gwardii Warszawa, Dolcanu Ząbki i Legionovii. „Trybuny czekały na wejście Kowalczyka. Każde jego dojście do piłki kwitowały owacje” – pisała w relacji z turnieju „Gazeta Wyborcza”. Ogólnie w dwóch meczach turniejowych Wojtek Kowalczyk przebywał na boisku ok. 20 minut. Poruszał się ciężko i powoli. Widać było, że czekało go jeszcze wiele pracy, by mógł zademonstrować swój słynny ciąg na bramkę. Nie przejmował się tym jednak tylko codziennie przed każdym treningiem, pod okiem trenera Grzegorza Wilczyńskiego, wraz z rezerwowym bramkarzem Legii Arturem Borucem przeprowadzał 15 minutowy rozruch. To pomagało mu zrzucać zbędne kilogramy.
„Oryginalny sposób spotkania z dziennikarzami wybrali przed inauguracją sezonu ligowego 2000/2001 szefowie Legii. Nie prezentowali nowych zawodników, nie wspominali nawet o nowych sponsorach. W roli głównej wystąpiły tym razem... szatnie. „Ostatni raz z tych szatni korzystali piłkarze przed 12 laty’ – poinformował prezes Leszek Miklas” – czytamy w „Przeglądzie Sportowym”.


Wojciech Kowalczyk podczas pierwszego treningu po powrocie do Legii w 2001 roku. Były to jednocześnie pierwsze zajęcia Legii z XXI wieku.

Remont szatni i natrysków był pierwszym etapem renowacji Stadionu Wojska Polskiego. Chociaż koreański sponsor Legii obiecywał wybudowanie nowego stadionu, w obliczu klęski finansowej koncernu i problemów z gruntami należącymi do Skarbu Państwa, którymi rozporządzała – ociągająca się z ich przekazaniem spółce Legia-Daewoo SSA – Agencja Mienia Wojskowego, niewiele z tych obietnic wynikło. Wobec czego na trybunie krytej zmieniono dach i dokończono instalację brakujących krzesełek, przez co pojemność stadionu zwiększyła się do 15 tysięcy miejsc.

Sezon piłkarski 2000/2001 legioniści zaczęli fatalnie – od wysokiej porażki w ćwierćfinałowym meczu o Puchar Polski z Zagłębiem Lubin (0:4). Podczas pomeczowej konferencji prasowej doszło do niemiłego zgrzytu pomiędzy trenerem Franciszkiem Smuda, a wydawcą „Naszej Legii” Wiesławem Gilerem. Na pytanie naczelnego „NL” dlaczego trener Smuda po każdej porażce obwinia drużynę, a nie siebie, trener zareagował niezwykle agresywnie wywołując pytającego na... solówkę. Dotkliwa porażka Legii z Zagłębiem stała się powodem rezygnacji zarządu klubu z dalszej współpracy z trenerem Smudą. „Prezes Legii Leszek Miklas wsiadł wczoraj w samochód i pojechał na Dolny Śląsk, gdzie piłkarze czekają na niedzielny mecz z Zagłębiem. Wieczorem powiedział: Franciszek Smuda nie jest już trenerem drużyny” – informowała „Gazeta Wyborcza” z 9 marca 2001 roku. „To, czy zwolnienie Franciszka Smudy tuż przed pierwszym meczem ligowym było dobrą decyzją, oceni historia. Ja jestem przekonany, że tak” – powiedział prezes Legii.


Dragomir Okuka – trener Legii w latach 2001-2003.

Tymczasowo Smudę miał zastąpić dotychczasowy jego asystent Krzysztof Gawara. Zaledwie cztery dni później, 11 marca 2001 roku, okazało się, że zmiana Smudy na Gawarę nie dała spodziewanych efektów. W lidze Legia pod wodzą nowego trenera ponownie przegrała z Zagłębiem (1:3). „Ale nas Franio przygotował...” – narzekał po meczu Mariusz Piekarski. W trzecim meczu z Zagłębiem, będącym rewanżem za ćwierćfinał o PP, Legia wygrała 1:0 (po bramce Tomasza Sokołowskiego). Tak więc nie zdołano odrobić strat z pierwszego spotkania i Legia znalazła się za burtą rozgrywek o krajowy puchar. Od dnia zwolnienia trenera Smudy tematem rozmów kibiców Legii nie była wcale postawa drużyny.

W Warszawie trwała nieustająca giełda nazwisk kolejnych trenerów mających wyrwać z marazmu piłkarzy Legii. Największe szanse na przejęcie Legii dawano trenerowi z Jugosławii, o którym podobno od dłuższego czasu myślał prezes Rady Nadzorczej Polmotu – jednego z udziałowców Legii – Andrzej Zarajczyk. Dlaczego z Jugosławii – zastanawiano się. Podobno przeważyły interesy, które prezes prowadził w tym kraju i doskonała znajomość tego języka. Poza tym widziano na Łazienkowskiej trenera Dragomira Okukę i to jemu dawano najwięcej szans na przejęcie drużyny prowadzonej przez Gawarę. Tak też się stało i 19 marca 2001 roku wszystkie znaczące media podały news: „Dragan Okuka trenerem Legii”. „W niedzielę Okuka trafił do Legii, w której nie pracuje się łatwo. Kontrakt ze stołecznym klubem podpisał na półtora roku. Dodajmy, że wcześniej pojawiły się plotki, iż Okuka nie pojawi się na Łazienkowskiej, ponieważ jest za drogi dla szefów stołecznego klubu” – pisało „Życie”.

Drużyna Legii przed rewanżowym meczem II rundy rozgrywek o Puchar UEFA z Valencią (1:6). W górnym rzędzie od lewej: Mariusz Piekarski, Wojciech Kowalewski, Moussa Yahaya, Maciej Murawski, Wojciech Szala, Bartosz Karwan. W dolnym rzędzie od lewej: Aleksandar Vuković, Cezery Kucharski (kapitan), Tomasz Sokołowski, Siergiej Omieljańczuk i Marijan Gerasimovski.

„Koniec z wakacjami” – powiedział na powitanie nowy trener i zarządził drużynie dwa treningi dziennie. Pierwszy rano, a drugi po wspólnym obiedzie po południu. Chociaż w pierwszym meczu ligowym pod wodzą Okuki gra Legii z Groclinem Grodzisk pozostawiała wiele do życzenia, to jednak skromne zwycięstwo (1:0) przyjęto za dobrą kartę. „Uwaga! Wracam!” – krzyczał wielkim tytułem „Super Express”, informując o ligowym debiucie (6 kwietnia) Wojciecha Kowalczyka w meczu z Widzewem. „Kowalczyk po siedmiu latach wrócił na Łazienkowską, ale Legia tylko zremisowała 0:0” – informowały warszawskie dzienniki. Niestety, z powrotu Wojtka niewiele dla Legii wynikało. Drużyna z meczu na mecz grała coraz gorzej, po porażkach ze Stomilem Olsztyn (1:2) i GKS Katowice (0:2) doprowadzając do sytuacji, że warszawscy kibice po raz kolejny musieli przełknąć gorzką porażkę kolejnego sezonu bez tytułu. „Polmot zrobi czystkę” – grzmiał „PS” sugerując w klubie szereg zmian z prezesem włącznie. „Nie ma mowy o żadnych rewolucyjnych zmianach” – ripostował na rewelacje „PS” Andrzej Zarajczyk, dyrektor generalny Polmotu, tłumacząc dalej: „Prezes Miklas i trener Okuka zostają na swoich stanowiskach. Nie spodziewałem się więcej w tym sezonie niż to, co na razie pokazuje Legia”. Spokój dyrektora zmącił nieco Wojtek Kowalczyk, który po kolejnej porażce (z Orlenem Płock 0:1) zarzucił kolegom z drużyny minimalizm: „W Legii jest kilku ludzi, którzy myślą tylko o tym, aby zarobić jak najwięcej pieniędzy, a wcale nie mają ambicji wygrywania. Są niegodni gry na Łazienkowskiej”.


28 kwietnia 2002 roku. Legia przed meczem z Odrą Wodzisław (0:0) zapewniła sobie mistrzostwo Polski w sezonie 2001/2002. Okazałą paterę wznosi Aleksandar Vuković (obok spiker Legii Wojciech Hadaj).

22 czerwca 2001 roku doszło do zmiany jakościowej Legii. Podczas walnego zgromadzenia dokonano zmiany nazwy z Legia-Daewoo na Legia Warszawa S.S.A., poza tym zwiększono kapitał spółki o trzy miliony złotych, co pozwalało na uregulowanie wszelkich zaległości (wówczas klub przez okres dwóch miesięcy nie płacił zawodnikom pensji). Decyzją zarządu trenerem bramkarzy Legii w miejsce Jacka Kazimierskiego został związany uprzednio z Polonią Warszawa Krzysztof Dowhań.
Przygotowania do nowego sezonu 2001/2002 zaczęły się przy ulicy Łazienkowskiej w nerwowej atmosferze. Bartosz Karwan i Zbigniew Robakiewicz negocjowali nowe kontrakty, z klubu odszedł do Borussi Moenchengladbach Marcin Mięciel, podziękowano za grę Markowi Citko, a o Kowalczyka zabiegało kilka drużyn. On sam żartował, że z tego co wyczytał w gazetach, nie chciano go tylko w... Kambodży. Co do wzmocnień prowadzono rozmowy z powracającym z Francji Markiem Jóźwiakiem i sprowadzono Wojciecha Szalę oraz rodaków trenera Okuki – serbskiego snajpera Stanko Svitlicę oraz pomocnika Alaksandara Vukovicia. Dzięki mediacjom ówczesnego wiceprezesa PZPN-u Zbigniewa Bońka doszło do porozumienia prezesów Legii Leszka Miklasa i GKS-u Piotra Dziurowicza w sprawie zatwierdzenia do Legii czarnoskórego zawodnika z Nigru Moussy Yahayi.


Legioniści na murawie stadionu przy ulicy Reymonta, tuż po wywalczeniu Pucharu Ligi w sezonie 2001/2002. W rewanżowym meczu przegrali z Wisłą 1:2, ale w pierwszym meczu zwyciężyli 3:0.

Zajmując trzecie miejsce w poprzednich rozgrywkach ekstraklasy Legia zakwalifikowała się do rozgrywek o Puchar UEFA. Jako pierwszego los wyznaczył jej mało znanego rywala, zdobywcę Pucharu Luksemburga – Etzellę Ettelbrueck. Rywal ten pasował do mało ciekawego schematu – marny, amatorski, mało wymagający przeciwnik. Wobec czego wygrana Legii z grającymi dla przyjemności rywalami 4:0 nie zrobiła na nikim wrażenia. „Wynik dzisiejszej konfrontacji jest korzystny dla obu stron” – mówili w jednym z pubów piłkarze Etzelli... świętując „tylko” cztero bramkową porażkę. Zapewne rewanżowy mecz z drużyną z Luksemburga, rozegrany 23 sierpnia 2001 roku, przeszedłby bez echa, gdyby nie zarzewie konfliktu z kibicami, którzy przez cały mecz wyrażali swoją niechęć do prezesa klubu mając mu za złe podwyżkę cen biletów. W końcu zwyciężył zdrowy rozsądek i po obu zwaśnionych stronach zaczęto mówić: „Nie można się zacietrzewiać, bo do niczego nie dojdziemy”, po czym wyjaśniono sobie wiele spraw i konflikt został zażegnany. Kolejnym rywalem pucharowym Legii była drużyna Elfsborg ze szwedzkiego miasta Boras. W Warszawie legioniści wygrali gładko 4:1, by na wyjeździe rozgromić Szwedów aż 6:1! Kolejnym przeciwnikiem na liście życzeń Legii był drugoligowiec z Niemiec – Union Berlin. Niestety, przewrotny los zakpił sobie z życzeń legionistów i za przeciwnika w II rundzie o Puchar UEFA wyznaczył Legii drużynę z najwyższej europejskiej półki – FC Valencię. Już samo to, że rywal Legii w poprzednich latach był finalistą Ligi Mistrzów kazało sądzić, że w dwumeczu z Legią hiszpańska drużyna będzie zdecydowanym faworytem. I tak też było. Po remisie 1:1 w Warszawie, w rewanżu (1 listopada 2001 roku) Hiszpanie... zmietli Legię, aplikując jej aż sześć bramek. Gola „na otarcie łez” strzelił dla Legii Stanko Svitlica. Przegrana 1:6 była najwyższą porażką w historii jej występów w rozgrywkach pucharowych w Europie.


Legia przed przegranym 0:3 meczem eliminacji Ligi Mistrzów w Barcelonie w sezonie 2002/2003. W górnym rzędzie od lewej: Marek Jóźwiak, Radostin Stanew, Jacek Magiera, Dariusz Dudek, Moussa Yahaya, Wojciech Szala. W dolnym rzędzie od lewej: Aleksandar Vuković, Cezary Kucharski (kapitan), Tomasz Kiełbowicz, Adam Majewski i Siergiej Omieljańczuk.

24 kwietnia 2002 roku doszło w Krakowie do meczu Legii z Wisłą, który miał zdecydować o tytule mistrza Polski. Rzecz jasna takie spotkanie musiało wywołać szaleństwo wśród kibiców Legii, którzy ostatni tytuł swojej drużyny świętowali siedem lat wcześniej i nie raz od tamtej pory snuli marzenia o kolejnym mistrzostwie swojej drużyny. Informacja, że Wisła przeznaczyła tylko 250 wejściówek dla fanów Legii wywołała w Warszawie gorące dyskusje. Na wieść o tak małej liczbie biletów, co bardziej zapobiegliwi kibice ustawili się w kolejce już w dzień poprzedzający sprzedaż. Ta trwała zaledwie... trzy minuty. Tak ważnego meczu Legia na stadionie Wisły nie grała od 1993 roku. Zwycięstwo Legii odebrałoby mistrzostwo Wiśle na jej terenie! Wówczas to na pięć kolejek przed zakończeniem sezonu Legia prowadziła różnicą pięciu punktów nad Wisłą i sześciu nad Amiką Wronki. I tylko te trzy drużyny miały szansę na mistrzostwo Polski.

Piłkarze Legii pierwsze emocje związane z tym spotkaniem przeżyli już na ulicach Krakowa, ponieważ w autokar wiozący zawodników ktoś rzucił kamieniem, tłukąc szybę. Na całe szczęście nikt z piłkarzy nie ucierpiał. Widocznie incydent z szybą nieco rozkojarzył Marka Jóźwiaka, który trochę „przysnął” co w drugiej minucie meczu wykorzystał sięgający mu pod pachę Tomasz Frankowski, ładnie strzelając szczupakiem na 1:0 dla Wisły. Gola z niczego – jak po meczu komentowali zawodnicy „Białej Gwiazdy” – na 1:1, strzelił w 69. minucie niezawodny w Legii Stanko Svitlica. Ten remis praktycznie pozbawił Wisłę tytułu, ponieważ Legii do mistrzostwa potrzebny był jeden punkt, który musiała wywalczyć w dwóch meczach. Najbliższa okazja nadarzyła się w niedzielę, 28 kwietnia 2002 roku. Stadion Wojska Polskiego już na godzinę przed rozpoczęciem spotkania Legii z Odrą Wodzisław, wypełniony był niemal w całości. 15 tysięcy widzów oczekiwało na wielkie wydarzenie. Niestety, zawodników zawiodły nerwy i mecz ten był jednym z najgorszych w wykonaniu Legii. Gdyby nie to, że był decydującym o tytule, nie byłby wart jakiejkolwiek wzmianki. Legia zremisowała z Odrą 0:0 i tytuł mistrza Polski 2002 stał się faktem. „Jedziemy dalej” – zapowiedzieli piłkarze Legii i w finale o Puchar Ligi pokazali Wiśle Kraków, że co mistrz, to mistrz. W pierwszym meczu, rozegranym 21 maja w Warszawie, Legia wygrała gładko 3:0 (po bramkach Sokołowskiego, Wróblewskiego i Svitlicy) i chociaż w rewanżu było 1:2, to Puchar Ligi – podobnie jak mistrzostwo – powędrował z Krakowa do Warszawy.


Na początku XXI wieku „Żyleta” słynęła z najefektowniejszych opraw kibicowskich w Polsce. Zostało tak zresztą do dziś.

„Szefowi się nie odmawia” – miał powiedzieć nowy prezes Legii Edward Trylnik pytany, dlaczego zgodził się zastąpić na tym stanowisku dotychczasowego prezesa Leszka Miklasa. „W poniedziałek rano (8 lipca 2002 roku – przyp. red.) szef Polmotu zapytał mnie czy poprowadzę klub, a kilka godzin później byłem już prezesem” – tłumaczył okoliczności zmiany nowy prezes Trylnik. Po zdobyciu mistrzowskiego tytułu w sezonie 2001/2002, piłkarze Legii przystąpili do eliminacji w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Startująca do drugiej rundy kwalifikacyjnej drużyna pokonała w dwumeczu (3:1 i 1:1) pierwszego przeciwnika, jakim był dobrze Legii znany Vardar Skopje i w kolejnej rundzie mogła liczyć na rywala wywodzącego się z najsilniejszych lig europejskich. „Oby nie Manchester lub Bayern” – odpowiadał dziennikarzom pytany na okoliczność losowania rywala Legii kapitan drużyny Cezary Kucharski. Wkrótce okazało sie, że w przypadku życzeń kapitana Legii los okazał się posłuszny, nie wyznaczając Legii ani Bayernu, ani Manchesteru United. Dał im... Barcelonę!

„Duma Katalonii” to dla Legii były za wysokie progi. Nie grająca na sto procent swoich możliwości drużyna Barcelony, 16 sierpnia 2002 roku obnażyła słabość Legii i wygrywając na Nou Camp 3:0 rozwiała marzenia o awansie mistrzów Polski do fazy grupowej Champions League. „Nie ma się co oszukiwać. W środę będziemy głównie walczyć o to aby zwycieżyć, ale o awansie trudno mówić” – powiedział przed meczem Legii z Barceloną w Warszawie trener Dragomir Okuka. „Wyjść z twarzą” – odpowiadał pytany o wynik rewanżowego meczu prezes Trylnik. Legioniści tak jak zapowiadali zaczęli ambitnie, ze wszystkich sił dążąc do zdobycia gola. To kosztowało ich dużo sił, natomiast goście zaczęli grać szybciej i wykorzystując swoją przewagę w wyszkoleniu technicznym uzyskiwali dominację. Legioniści tracąc siły nie nadążali za Hiszpanami, przez co zdarzało się coraz więcej fauli. Po jednym z nich, kiedy Jacek Zieliński przewrócił w polu karnym Patryka Kluiverta, arbiter wskazał na „wapno”. Gaizka Mendieta nie dając żadnych szans bramkarzowi Legii Radostinowi Stanewowi strzelił na 1:0 dla Barcelony. To oczywiście pozbawiało Legię dalszych złudzeń. W drużynę nie wierzył już nawet zasiadający w loży honorowej prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, który wyszedł ze stadionu kilka minut przed zakończeniem meczu.


Kapitan Cezary Kucharski podczas meczu I rundy o Puchar UEFA FC Utrecht – Legia (1:3).

Po porażce z Barceloną w eliminacjach Ligi Mistrzów Legię czekał dwumecz w I rundzie o Puchar UEFA, gdzie rywalem był holenderski zespół FC Utrecht. „Show na Legii” – obwieszczało wielką czcionką „Życie” po tym, jak Legia w Warszawie (19 września) po bardzo dobrym meczu wygrała 4:1 (bramki strzelili Zieliński, Vuković i dwie Svitlica). Na rewanż do Utrechtu legioniści odlatywali samolotem czarterowym z Okęcia do Amsterdamu w doskonałych nastrojach i... eleganckich garniturach pod krawatem. Przed piłkarzami stała historyczna szansa, ponieważ jako pierwsza Polska drużyna mieli szansę wyeliminować z rozgrywek pucharowych drużynę z Holandii. „Jestem spokojny o awans” – mówił przed odlotem Jacek Magiera. Wtórował mu Stanko Svitlica, dodając: „Wygraliśmy 4:1 i nie ma mowy abyśmy roztrwonili taką przewagę”. Faktycznie, legioniści jej nie roztrwonili, a wręcz przeciwnie, w Utrechcie ponownie wykazali swoja wyższość wygrywając po bramkach Kucharskiego i dwóch Svitlicy 3:1. Po efektownym zwycięstwie w Holandii Legia nie zwolniła tempa, dając koncert gry w derbach Warszawy, w których pokonała Polonię Warszawa 4:1. Wygrana ta była 800 zwycięstwem Legii w historii występów w ekstraklasie i 29 meczem z rzędu bez porażki.

Po losowaniu II rundy rozgrywek o Puchar UEFA, które odbyło się Nyon, jego wynik przyjęto na Łazienkowskiej z zadowoleniem. Trafiając na zespół Bundesligi – Schalke 04 Gelsenkirchen, w którym występowało dwóch reprezentantów Polski – Tomaszowie Wałdoch i Hajto, dyrektor sportowy Legii Janusz Olędzki z zadowoleniem stwierdził, że już przed meczem Legia wygrała... marketingowo. „W przypadku gry z zespołem Bundesligi dużo zarobimy za sprzedaż praw telewizyjnych” – stwierdził. „Legia – drużyna z piekła rodem” – krzyczał wielkim tytułem po zwycięstwie Legii nad Widzewem 2:0 (po dwóch golach Svitlicy) 25 października 2002 roku „PS”. „To był piękny mecz. Zawiedli natomiast kibice. W końcówce trzeba było przerwać mecz, kiedy chuligani wtargnęli na boisko...” – pisali dalej dziennikarze sportowego dziennika.


A tak prezentowała się "Żyleta" podczas meczu z Utrechtem.

Po incydentach podczas meczu z Widzewem PZPN rozważał zamknięcie stadionu Legii, tymczasem na Łazienkowskiej oczekiwano... meczu z Schalke 04. 12 tysięcy widzów nie żałowało, że w tak zimny dzień – 29 października – wybrało się na Stadion Wojska Polskiego. Dzięki Legii znów mogli przeżywać ogromne emocje. Chociaż legioniści przegrywali już 0:2, potrafili podnieść się „z kolan” i wyrównali na 2:2 (po bramkach Dariusza Dudka i Svitlicy). Niestety, jak to z niemieckimi drużynami bywa grają one do końca i również w meczu z Legią w ostatniej minucie strzelając na 3:2 przeważyli szalę zwycięstwa. W Gelsenkirchen, na wspaniałym obiekcie Arena auf Schalke, Legia remisujac 0:0 nie odrobiła strat i niestety odpadła z rozgrywek o Puchar UEFA. „Koniec marzeń o rekordzie” – pisano w sportowych dziennikach po tym, jak Ruch Chorzów pokonując Legię 1:0, przerwał jej passę 33 kolejnych meczów bez porażki.

„Marzenia wielu kibiców Legii mają szansę się spełnić. Piękny nowoczesny obiekt na miarę XXI wieku będzie dla nich najwspanialszą nagrodą za poświęcenie się warszawskiemu klubowi. (...) Jak na razie jednak najpoważniejszym problemem stojącym na drodze do powstania nowego obiektu jest wojna ’na górze’, pomiędzy udziałowcami piłkarskiej Legii” – informowała o sporze o grunty na których znajdował się Stadion Wojska Polskiego, pomiędzy Legią S.S.A. a CWKS Legia Warszawa, na początku 2003 roku „Nasza Legia”. Rundę rewanżową sezonu 2002/2003 piłkarze Legii rozpoczęli 14 marca, meczem z Amicą Wronki, wygrywając 4:3. Po tak efektownym początku kibice w Warszawie liczyli na utrzymanie dobrej passy Legii również w 2003 roku. Legia miała bronić tytułu mistrza Polski i wszyscy na Łazienkowskiej twierdzili, że ją na to stać. Dziś już wiemy, że po paru porażkach szanse na to pozostawały znikome.

Na Legii nie potrafiono wytłumaczyć bezsilności drużyny i całkowicie zawalonego sezonu. Słaba postawa piłkarskiej drużyny nie była jedynym zmartwieniem działaczy. 30 kwietnia 2003 roku wygasła dzierżawa terenów na których stał Stadion Wojska Polskiego. Przyznana CWKS-owi Legia Warszawa i jej obiekt znalazł się pod kuratelą Urzędu Miasta. „Czwarte miejsce, to dla Legii jak dziesiąte” – powiedział po zakończeniu sezonu 2002/2003 trener Legii Dragomir Okuka, po czym uznał, że w Legii nie ma szans na budowę drużyny z którą mógłby grać w Lidze Mistrzów i nie zdecydował się przedłużyć kontraktu z Legią. Pierwszym trenerem Legii mianowano więc Dariusza Kubickiego. Jedynym zadowolonym po zakończeniu sezonu mógł poczuć się w Legii Stanko Svitlica, który strzelając 24 bramki zapisał się na stałe w historii polskiej piłki, stając się pierwszym obcokrajowcem, który zdobył tytuł najlepszego strzelca. „Cezary Kucharski odchodzi z Legii, Jerzy Engel przychodzi na stanowisko dyrektora sportowego, a Krzysztof Gawara zostanie asystentem trenera Kubickiego” – informowała „Nasza Legia” przed rozpoczęciem sezonu 2003/2004.


Prezesi Mariusz Walter i Jan Wejchert w kancelarii prawnej w dniu podpisania umowy, na mocy której grupa ITI przejęła Legię od Pol-Motu.

Trudno w to uwierzyć, ale w tym czasie w Europie głośniej od piłkarzy Legii było o pięściarzach, za sprawą podopiecznej trenera Krzysztofa Kosedowskiego Karoliny Łukasik, która zdobyła tytuł wicemistrzyni Europy w boksie amatorskim seniorek. „To niesamowicie utalentowana i ambitna dziewczyna. Pochodzi z bokserskiej rodziny i widać, że wie, czego chce” – powiedział trener Kosedowski. To, że inauguracja sezonu 2003/2004 nie będzie dla Legii drogą usłaną różami, kibice zrozumieli podczas meczu Legii z Odrą, kiedy to drużyna z Wodzisławia do 42. minuty gry prowadziła z faworyzowaną Legią 1:0. Na 1:1 wyrównał Tomasz Sokołowski i tylko dzięki szczęśliwej interwencji Artura Boruca w ostatnich minutach meczu zawdzięczała ocalenie punktu. Po przeciętnym meczu z Odrą, grając beznadziejnie legioniści na Łazienkowskiej zaledwie zremisowali z Górnikiem Łęczna 0:0 (16 sierpnia 2003 roku). Kuriozum trzeciej kolejki jesiennej rundy sezonu 2003/2004 było to, że w 41. derbach Warszawy, rozgrywanych 24 sierpnia na Łazienkowskiej, gospodarzem meczu była... Polonia. Chociaż kibicom Legii oddano do użytku trybunę otwartą, to na krytej „gospodarze” dokonywali zniszczeń, wyrywając krzesełka i obrzucając kamieniami lożę honorową na której znajdowali się zaproszeni przez działaczy Polonii sympatycy Legii. W efekcie bezmyślnego zachowania kibiców Polonii, ugodzony kamieniem i ranny w głowę został trener pięściarzy Legii Krzysztof Kosedowski. „Bezmózgi zza miedzy” – skwitował krótko zachowanie kibiców „gospodarzy” Aleksandar Vuković, zdobywca jedynej bramki w warszawskich derbach.

Zazwyczaj mecze towarzyskie nie wzbudzają większych emocji, jednak wywołujący w Warszawie spore zainteresowanie mecz Legii z Partizanem Belgrad, rozgrywany 5 września 2003 roku, był wydarzeniem szczególnym. Wówczas to kibice Legii przybyli na stadion, by móc pożegnać Dragomira Okukę, trenera, który po latach oczekiwań przywrócił Legii mistrzostwo. Legia wygrała 1:0, a bramkę serbskiej drużynie strzelił Stanko Svitlica z podania... byłego zawodnika Partizana Aco Vukovicia. Zanim piłkarze Legii po raz pierwszy kopnęli piłkę w rundzie wiosennej 2004 roku, rozpętało się zamieszanie wokół stadionu Legii. Wówczas mówiono o powstaniu przy Łazienkowskiej pierwszego w Polsce, nowoczesnego obiektu na miarę XXI wieku – z kręgielnią, restauracją, kinem i centrum handlowym. Wtedy też mającą coraz większe kłopoty finansowe Legią zainteresowała się grupa medialna ITI. „Właściciele ITI zapowiadali, że gotowi są wspomóc potężnym zastrzykiem finansowym warszawski klub, o ile dostaną prawa do budowy stadionu” – czytamy w „Naszej Legii”. „Grupie ITI mogę tylko pogratulować, że stara się pomagać Legii przy jej kłopotach finansowych. Nie mogą jednak z tego tytułu liczyć na żadne przywileje” – powiedział Leo Turno, prezes spółki Budowa i Zarząd Stadionu Piłkarskiego.

Niemniej od kilku tygodni firma McCann Ericson przeprowadzała audyt w Legii. Wynajęci przez ITI prawnicy skrupulatnie sprawdzali wszystkie dokumenty klubu – długi Legii rosły przekraczając 20 mln. złotych. Jednak to nie słupki, a ponowne (już trzecie – przyp. red.) przyjście na Łazienkowską Piotra Włodarczyka w głównej mierze przykuwało uwagę kibiców. „Przyjście ’Włodara’ na Łazienkowską może być znakiem, że grupa ITI jednak zainwestuje w nasz klub” – pisała „NL”. „Rozmawialiśmy z ITI, ale nie o kupnie Legii, bo Legia nie jest naszą własnością” – mówił prezydent Warszawy Lech Kaczyński, po czym poinformował o decyzji, że nie będzie spółki miasta z ITI ani innym partnerem i że budowę stadionu Legii z własnych środków sfinansuje Miasto Stołeczne Warszawa.


Stanko Svitlica z nagrodą dla najlepszego strzelca sezonu 2002/2003. Zdobył go jako pierwszy obcokrajowiec w historii polskiej ligi.

Tymczasem w lutym 2004 roku Rada Drużyny Legii, w osobach Łukasza Surmy, Artura Boruca, Marka Jóźwiaka i Jacka Magiery, wraz z trenerem Dariuszem Kubickim i prezesem Edwardem Trylnikiem, spotkali się w siedzibie ITI z szefami koncernu – Mariuszem Walterem i Janem Wejchertem. Spotkanie miało na celu uspokojenie piłkarzy Legii, którzy nie otrzymywali od pięciu miesięcy pieniędzy należnych z tytułu kontraktów. Przedstawiciele ITI poinformowali zawodników, że sprawa wykupienia akcji klubu przez koncern ITI jest coraz bliższa. „Jeśli pytacie mnie, czy ITI włoży w czarną dziurę blisko 20 milionów złotych nie mając gwarancji, że pieniądze te pomogą w budowie silnej Legii, a jedynie świadomość, że zostaną utopione, to odpowiedź brzmi – nie!” – mówił w czasie spotkania z kibicami Legii jeden z szefów ITI Mariusz Walter.

Gdy władze ITI przymierzały się do obsadzania najważniejszych stanowisk w Legii, 12 marca 2004 roku, na inaugurację rundy wiosennej, legioniści pokonali w Warszawie – w obecności 12 tysięcy widzów – Odrę Wodzisław 2:1. „Wiosna nasza!” – informowała „Nasza Legia” z 26 marca 2004 roku po rekordowym zwycięstwie Legii w derbach z Polonią (7:2). „Po siódmej bramce i wcześniejszej informacji, że ITI zdecydowało się wykupić Legię, wszyscy na stadionie WP byli w siódmym niebie” – pisał tygodnik kibiców „NL”. Początkową euforię zmąciły rozbieżności na linii kontaktów władz KP Legia z CWKS Legia, dotyczących rejestracji i wykorzystywania przez KP Legia S.S.A. klubowego herbu. Mniej więcej w tym samym czasie został w klubie powołany nowy prezes Piotr Zygo i zarząd klubu przedstawił nowe logo, które w języku kibiców zyskało żartobliwą nazwę „kapsel”.


Artur Boruc – ikona Legii i idol kibiców.

18 maja 2004 roku doszło w Poznaniu do pierwszego spotkania o Puchar Polski pomiędzy Lechem i Legią. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego doszło w Poznaniu do niespotykanej wcześniej sytuacji. Wobec absolutnego zakazu wpuszczenia na stadion Lecha kibiców Legii, wydanego przez prezydenta Poznania, fani „Kolejorza” postanowili... wprowadzić legionistów na swój obiekt. Chociaż Legia przegrała 0:2, to wszyscy wspólnie twierdzili, że wówczas największymi wygranymi byli... zjednoczeni na ten finał kibice. W rewanżowym meczu w Warszawie tak sielsko już nie było. Po spotkaniu w którym zwyciężając 1:0 (po bramce Piotra Włodarczyka) Legia w ogólnym rozrachunku przegrała finał o PP, podczas wręczania trofeum w loży honorowej Stadionu Wojska Polskiego doszło do niekontrolowanych wydarzeń.

W takiej sytuacji Wydział Dyscypliny PZPN rozpatrywał, czy kolejny mecz z Widzewem – mający się odbyć w Warszawie – zostanie rozegrany na stadionie Legii. Ostatecznie zdecydowano, że tak. Warszawski mecz, rozegrany 8 czerwca 2004 roku, był pożegnalnym wyjazdowym występem Widzewa w ekstraklasie. To był klasyczny mecz do jednej bramki, w którym Legia rozbiła 6:0 zdegradowany do II ligi Widzew. Historycznym wydarzeniem tego spotkania nie był rekordowy wynik, tylko podyktowany w 65. minucie gry rzut karny egzekwowany przez... bramkarza Legii. Artur Boruc, strzelając gola Widzewowi, zapisał się w 95-letniej historii Legii jako pierwszy bramkarz, który zdobył gola w meczu ligowym.


Drużyna Legii – mistrzowie Polski sezonu 2005/2006 przed rozpoczęciem kolejnych rozgrywek. W górnym rzędzie od lewej: Jerzy Somow (masażysta), Ireneusz Zawadzki (kierownik drużyny), Aleksandar Vuković, Hugo Alcantara, Artur Jędrzejczyk, Maciej Korzym, Dickson Choto, Dawid Janczyk, Michal Gottwald, Edson, Piotr Kęs (magazynier). W środkowym rzędzie od lewej: Stanisław Machowski (lekarz), Lucjan Brychczy (asystent trenera), Sebastian Szałachowski, Jakub Polniak, Wojciech Szala, Maciej Gostomski, Łukasz Fabiański, Jan Mucha, Grzegorz Bronowicki, Artur Chałas, Miroslav Radović, Łukasz Kowalski (magazynier), Zbigniew Sęktas (masażysta). W dolnym rzędzie od lewej: Marek Jóźwiak (skaut), Tomasz Strejlau (asystent trenera), Tomasz Kiełbowicz, Marcin Burkhardt, Łukasz Surma, Dariusz Wdowczyk (trener), Piotr Włodarczyk, Roger Guerreiro, Elton Brandao, Jacek Zieliński (asystent trenera), Krzysztof Dowhań (trener bramkarzy).

12 lipca 2004 roku w tekście „A miało być tak pięknie” opublikowanym w „Życiu Warszawy”, jeden z dziennikarzy odniósł się do awantury, do jakiej doszło podczas meczu Legii w Siedlcach z tamtejszą Pogonią: „Było jasne, że stołeczni kibice będą protestować przeciwko podwyżce cen biletów. Nikt jednak nie przypuszczał, że wtargną na boisko i używając obelg wobec właściciela klubu Mariusza Waltera trzykrotnie doprowadzą do przerwania spotkania” – czytamy. „Wielka wojna biletowa” – pisały nazajutrz dzienniki w całym kraju. „Kibice warszawskiej Legii protestują przeciwko podniesieniu cen biletów” – czytaliśmy gdzie indziej. Z kolei prezes Walter na łamach prasy pytał: „Z czego mamy płacić za wszystko co robimy?”.

Wokół Legii zrobiło się nieprzyjemnie. I w takiej atmosferze rozpoczęto rozgrywki sezonu 2004/2005. „Pierwszy mecz teoretycznie ustawia następne gry. Najważniejsze było zdobycie w Szczecinie trzech punktów i to nam się udało” – powiedział po zwycięstwie Legii z Pogonią w Szczecinie (2:1) Marek Saganowski. Chociaż gra Legii pozostawiała wiele do życzenia, to grając bez polotu i pomysłu legioniści szczęśliwie wygrali 1:0 w pierwszym spotkaniu drugiej rundy kwalifikacyjnej o Puchar UEFA na gorącym gruzińskim terenie z FC Tbilisi. W rewanżu, 27 sierpnia, legioniści rozgromili Gruzinów aż 6:0. Kolejnym rywalem Legii w rozgrywkach pucharowych była drużyna Austrii Wiedeń, w której występował były legionista Krzysztof Ratajczyk. „Austria jest lepsza” – mówił przed meczem w Wiedniu „Rataj”. Było w tym trochę racji, ponieważ jego drużyna wygrała z Legią 1:0. 30 września nie było złudzeń. „Walec wiedeński” – jak pisał „PS” – przejechał się po Legii wygrywając 3:1, tym samym eliminując ją z dalszych gier pucharowych.


Legioniści na murawie Stadionu Wojska Polskiego tuż po odebraniu pucharu za mistrzostwo Polski 2006. Trofeum trzymają Edson i Roger.

Po porażce z Austrią ze stanowiskiem pierwszego trenera Legii pożegnał się Dariusz Kubicki. Jego miejsce tymczasowo zajęli Krzysztof Gawara, Jacek Zieliński i Lucjan Brychczy, nazwani przez prasę „Sezonowym Sztabem Szkoleniowym”. Wydarzeniem 11 kolejki ekstraklasy, rozegranej 5 listopada 2004 roku, które miało dla Legii historyczne znaczenie, nie były zwycięskie derby z Polonią (4:1), ale debiut najmłodszego w dziejach klubu zawodnika na boiskach ekstraklasy – Macieja Korzyma. Urodzony 2 maja 1988 roku zawodnik, dostąpił zaszczytu gry w ekstraklasie mając 16 lat i 187 dni.
Rok 2004 stał także pod znakiem olimpiady w Atenach. W Grecji Legię reprezentowali zapaśnicy – Włodzimierz Zawadzki i Marek Mikulski, lekkoatleta Zbigniew Tulin, kolarz Dawid Krupa oraz pięcioboistki Paulina Boenisz i Sylwia Czwojdzińska. Niestety, sportowcy Legii tym razem wrócili z IO bez medalu.

2 kwietnia 2005 roku świat pogrążył się w żałobie po odejściu papieża Jana Pawła II. Tego samego dnia odbyło się ligowe spotkanie Zagłębia Lubin z Legią, które zakończyło się remisem 0:0. W obliczu śmierci papieża doszło do pojednania kibiców w całym kraju. Na stadionie Cracovii odbyła się msza celebrowana przez kapelana Cracovii księdza Henryka Surmę. Wówczas to doszło do sytuacji wręcz nieprawdopodobnej, gdzie obok siebie stali zwaśnieni kibice Wisły, Cracovii, Legii, Polonii, Lecha i innych klubów z całego kraju. „To chyba cud, chciałbym, żeby już tak zostało” – powiedział uczestniczący we mszy kapitan Legii Łukasz Surma. Niestety, cudu nie było i już w najbliższej kolejce ekstraklasy doszło do kilku ekscesów z udziałem kibiców. Nie było spokojnie również na stadionie Cracovii, miejscu gdzie odprawiana była msza. Podczas meczu z Legią, 10 kwietnia, kibice Cracovii obrzucili sektor z kibicami Legii kamieniami i butelkami, po czym dwóch fanów z Warszawy zostało rannych.

Wiosna 2005 roku, to był ciężki okres dla Legii, która nie wygrywając żadnego z kolejnych sześciu spotkań przeżywała najgorszą passę od kilkunastu lat. Przełamanie nastąpiło 7 maja w meczu Legia – Lech, wygranego przez gospodarzy 3:0. Nieco później, 22 maja, deklasując Wisłę Kraków (również 3:0) doprowadzili do tego, że zawodnicy i działacze Wisły zmuszeni zostali do zabrania w drogę powrotną nienaruszonych szampanów, które mieli przygotowane do świętowania mistrzowskiego tytułu. Walcząc o europejskie puchary, 25 maja w derbach Warszawy przy niemal pustych trybunach na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej, piłkarze Legii rozgromili Polonię 5:0. Sezon 2004/2005 w którym Legia zwyciężyła z niepokonaną od roku Wisłą Kraków, czy zdeklasowała na boisku rywala Polonię, w sumie nie był dla niej udany. Czarę goryczy przelała porażka w rzutach karnych po ostatnim meczu sezonu, w nieszczęsnym występie w półfinale o Puchar Polski z Groclinem (1:1, karne 1:4). „Jesteśmy frajerami! Ten mecz był jak cały sezon” – skomentował występ kapitan drużyny Artur Boruc. Na pocieszenie Legii przypadło trzecie miejsce w ekstraklasie i z trudem wywalczone prawo gry w rozgrywkach o Puchar UEFA.


Tytuł legioniści wywalczyli kilka dni wcześniej w Zabrzu, pokonując Górnika 1:0 po golu Piotra Włodarczyka.

Klubowi nadal towarzyszyły kłopoty związane z herbem. Prezes Piotr Zygo chciał zatrudnić w klubie Dariusza Wdowczyka w roli wiceprezesa do spraw sportowych, ale tej decyzji sprzeciwił się piastujący funkcję dyrektora sportowego Jacek Bednarz. 11 sierpnia 2005 roku Legia po fatalnej grze przegrała w rundzie eliminacyjnej o Puchar UEFA z przeciętnym FC Zurich 0:1. Rewanż z drużyną ze Szwajcarii był tym o „być albo nie być” dla trenera Jacka Zielińskiego. Legia przegrała w Zurychu 1:4, a trener Zieliński złożył rezygnację. „Wdowczyk trenerem Legii” – głosiły tytuły prasowe informując dalej o odejściu Jacka Bednarza i pozostaniu w Legii Jacka Zielińskiego w roli asystenta trenera Wdowczyka.

W roku 2006 kierownictwo Legii postanowiło, że w okresie jubileuszu 90-lecia klubu obowiązywać będzie herb Legii nawiązujący do tego pierwszego – z 1916 roku. Przed wielu laty tradycją naszej piłkarskiej ekstraklasy było to, że mecze Legia – Górnik Zabrze znajdowały się w centrum uwagi, ponieważ były to zazwyczaj spotkania decydujące o tytule mistrza Polski. W sezonie 2005/2006 do spotkania Legii i Górnika doszło na jedną kolejkę przed jego zakończeniem. 10 maja 2006 roku 20 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie Górnika w Zabrzu było świadkami gry Legii na mistrzowskim poziomie. Szczególnym momentem tego spotkania była 15. minuta meczu, w której popis bogactwa piłkarskich umiejętności dał Piotr Włodarczyk, strzelając zwycięską bramkę dającą Legii tytuł mistrza Polski. „Legia wygrała ligę, ale nie ma składu na europejskie puchary” – pisał „PS”.


Pokazowy mecz w ramach obchodów 90-lecia klubu. Część piłkarzy ucharakteryzowana i przebrana za zawodników Legii z czasów I wojny światowej.

Chociaż Legia była mistrzem Polski, udział piłkarzy z Łazienkowskiej w kadrze na mistrzostwa świata w Niemczech był nad wyraz skromny, bo... jednoosobowy. W roli trzeciego bramkarza został powołany Łukasz Fabiański. Ostatnim testem Legii przed pierwszym meczem eliminacji do Ligi Mistrzów, był mecz rozegrany 22 lipca o Superpuchar – z Wisłą Płock. Piłkarze Legii sprawili olbrzymi zawód przegrywając 1:2. Ta przykra porażka niepokoiła sympatyków Legii przed meczami z mistrzem Islandii o Ligę Mistrzów. Pomimo tego, że w dwumeczu z FH Hafnarfjordur legioniści wygrywali (1:0 i 2:0), to fachowcy jednym głosem powtarzali, że Legia nie ma drużyny na LM. Po „rozgrzewce” z mistrzem Islandii przyszła kolej na prawdziwe emocje.

Rywalem Legii w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej Champions League był mistrz Ukrainy Szachtar Donieck. Uzyskane wyniki Legii z Szachtarem (0:1 w Doniecku i 2:3 w Warszawie), pokazały mistrzom Polski miejsce w szyku europejskiej piłki. Szkoda, bo nadzieje były ogromne. Z Szachtarem o LM nie wyszło, ale pozostała jeszcze szansa powalczenia w rozgrywkach o Puchar UEFA. W pierwszej rundzie tych rozgrywek Legia po raz kolejny trafiła na... Austrię Wiedeń. Z tym samym rywalem, który wyeliminował Legię z pucharowych rozgrywek w 2004 roku, piłkarze mieli zmierzyć się w mocno wzmocnionym składzie. „Wdowczyk wydaje jak szalony” – informował „Dziennik” pisząc dalej: „Na trzech piłkarzy – Juniora, Miroslava Radovicia i Marcina Burkhardta – Legia wydała około 9 milionów złotych. Pozostali – Roger, Edson, Dick, Bronowicki, wcześniej Hugo czy Balde – to kolejne gigantyczne pieniądze.


Roger Guerreiro zaraz po ceremonii przyznania mu polskiego obywatelstwa, co otworzyło mu drogę do występu w reprezentacji Polski na Euro 2008.

Można szacować, że Dariusz Wdowczyk na budowanie zespołu wydał około 15 milionów” – pisano. Były to zdumiewające transfery. Tak rozrzutnego trenera jeszcze w historii Legii nie było. Problem jednak polegał na tym, że im więcej Wdowczyk wydawał pieniędzy, tym drużyna grała gorzej. 14 września Legia zaledwie zremisowała w Warszawie z bardzo słabiutką Austrią 1:1, zmniejszając swoje szanse awansu. „Ch... mnie interesuje, czy gracie przeciwko mnie!” – wykrzykiwał w szatni do swoich piłkarzy tracąc kontakt z rzeczywistością trener Wdowczyk. To, że nie miał racji, zawodnicy udowodnili mu zwyciężając w lidze z Wisłą Płock 5:0.

Temat jednak powrócił po kompromitującej porażce w rozgrywkach o Puchar Polski z ostatnią drużyną III ligi Stalą Sanok (1:2). Wówczas coś w Legii pękło. Szatnia stała się areną walki, w której skoczyli sobie do oczu Elton i Grzegorz Bronowicki. Być może ten incydent podzielił drużynę – na Brazylijczyków i Polaków. Pytany na tę okoliczność trener Wdowczyk odsyłał po informacje do piłkarzy. W tym samym czasie decyzją zarządu zmniejszono kwotę premii za wyniki sportowe, oraz wyrzucono z drużyny Piotra Włodarczyka i Michała Gottwalda. Zawirowania w Legii niezbyt dobrze służyły drużynie przed mającym ogromne znaczenie meczem rewanżowym (28 września) w Pucharze UEFA z Austrią Wiedeń. Porażka Legii 0:1 ze słabiutką Austrią uwidoczniła wszystkim, że Legia upaść niżej już nie może. „Czas na głowę Wdowczyka” – pisano w mediach.


Rok 2008. Ariel Borysiuk po zdobyciu bramki w meczu z Odrą w Wodzisławiu (2:0). Stał się wówczas najmłodszym strzelcem gola w historii Legii. Miał dokładnie 16 lat, 8 miesięcy i 21 dni.

Nie lepiej niż w piłkarskiej Legii działo się w CWKS-ie, o czym informowano na łamach prasy. „Centralny Wojskowy Klub Sportowy Legia obchodzi jubileusz 90-lecia istnienia. Może być ostatnim w chlubnej historii” – pisano. Chociaż działacze CWKS nie składali broni, z miesiąca na miesiąc znikały kolejne sekcje tego tak wielce zasłużonego dla polskiego sportu klubu. Piłkarska drużyna Legii świętując 90-lecie istnienia, rozegrała towarzyskie spotkanie z obchodzącym 100 lat Zagłębiem Sosnowiec wygrywając 2:1 (po bramkach Boyi i Chinyamy). W czasie uroczystości w budynku klubowym otwarto także muzeum Legii. Wstęgę przecinali przedstawiciele klubu oraz kibiców. Jednym z nich był ówczesny wydawca i redaktor naczelny „Naszej Legii” Wiesław Giler, który zmarł po ciężkiej i długiej chorobie niespełna cztery lata później – 2 lutego 2010 roku. 2007 rok zaczął się w Legii od mianowania w klubie na stanowisko dyrektora sportowego Mirosława Trzeciaka, który zapisał się w pamięci kibiców Legii tym, że jako zawodnik miał przejść z Lecha do Legii, ale przestraszył się pogróżek fanów „Kolejorza” i zrezygnował z transferu.


Drużyna Legii chwilę po wywalczeniu Pucharu Polski 2008. W finale w Bełchatowie pokonała Wisłę Kraków w rzutach karnych.

„Cel – tylko mistrzostwo” – mówił przed rozpoczęciem rundy wiosennej 2007 roku wiceprezes ITI, członek rady nadzorczej Legii, Paweł Kosmala. Niestety, niezbyt udany start w rozgrywkach (Cracovia – Legia 0:0) zdawał się nie potwierdzać słów wiceprezesa ITI. „Smutny koniec starego mistrza” – pisały gazety po porażce Legii z GKS Bełchatów 1:3. 3 kwietnia kibice Legii dowiedzieli się jak będzie wyglądał nowy stadion Legii. „Wiem na pewno, że za dwa i pół roku będziemy mieli stadion na 30 tysięcy miejsc. Stadion będzie spełniał wszelkie wymogi licencyjne i wedle światowych kryteriów będzie miał standard czterech gwiazdek” – powiedział wiceprezes Legii Leszek Miklas. Gdy w klubie cieszono się z budowy nowego obiektu drużyna po raz kolejny zawiodła, przegrywając z Górnikiem Zabrze 0:1. Tak więc zarząd klubu, uznając, że Wdowczyk nie był już w stanie natchnąć zespołu, powierzył drużynę Jackowi Zielińskiemu.

To nie były jedyne zmiany przy Łazienkowskiej. Misja prezesa Zygo dobiegła końca i na stanowisku zastąpił go Leszek Miklas. W sezonie 2006/2007 Legia przegrała najwięcej meczów od 15 lat (10) i zdobywając zaledwie trzecie miejsce zyskała prawo gry w rozgrywkach o Puchar Intertoto. Za rywala w tym najbardziej z niedocenianych pucharów, los wyznaczył Legii litewską drużynę Vetra Wilno. „To, co wydarzyło się 8 lipca w Wilnie podczas meczu Legii z Vetrą, nie mieści się w głowie normalnego człowieka” – pisał „SE” po tym, jak kibice z Warszawy doprowadzili do rozrób, w konsekwencji czego sędzia przy stanie 0:2 zakończył przedwcześnie spotkanie. To był incydent, który wywarł ogromny wpływ na dalszą historię Legii. W pierwszym odruchu UEFA na rok wyrzuciła Legię z europejskich pucharów. Z klubu odeszli Łukasz Fabiański (Arsenal), Piotr Włodarczyk (Zagłębie Lubin) oraz Łukasz Surma (Maccabi Hajfa). Ich odejście zadowoliło tylko księgowych ITI, który po wykluczeniu Legii z pucharów mówił o możliwości odejścia ITI z Legii. Od klubu zaczęli odwracać się kibice, co najbardziej uwidoczniło się podczas sprzedaży karnetów, których sprzedano zaledwie... trzy tysiące. W tak wielkim mieście jak Warszawa, była to liczba tragicznie mała. W sierpniu 2007 roku Komisja Apelacyjna UEFA złagodziła Legii karę, zawieszając zakaz startów w europejskich rozgrywkach. „To radość i ulga” – mówiono w klubie.


Legioniści byli lepsi od Wisły także w meczu o Superpuchar Polski w 2008 roku. W Ostrowcu Świętokrzyskim pokonali krakowian 2:1. Było to drugie i ostatnie trofeum wywalczone przez Legię za kadencji trenera Jana Urbana.

Pomimo licznych zawirowań dotykających Legię, drużyna pod opieką nowego trenera Jana Urbana spisywała się bardzo dobrze wygrywając pięć spotkań. Była wówczas największą rewelacją początku sezonu. Po szóstym zwycięstwie w prasie napisano o trenerze Urbanie: „Cudotwórca z obcej ziemi”. „Takiego trenera Legia potrzebowała od dawna” – mówili wszyscy. Tak było do czasu, kiedy Legia poniosła trzy porażki po 0:1. „Zacięła” się 6 października 2007 w Poznaniu przegrywając 0:1 z Lechem, później – 19 października – była Odra Wodzisław (w Warszawie 0:1) i 28 października Wisła Kraków (0:1). „To już kryzys” – głosiły tytuły prasowe opisując grę Legii. „Nie można wykluczyć, że gdyby nie protest kibiców, z dopingiem Legia w Warszawie pokonałaby Odrę, a stracone w tym meczu punkty mogą przesądzić o mistrzostwie” – pisano dalej.

Protest na Legii to był problem, którego zwaśnione strony nie potrafiły w miarę szybko rozwiązać. Szyderka lub całkowita cisza na stadionie szczególnie doskwierała piłkarzom trenera Urbana. „Jaki tu spokój, sza la la la. Nic się nie dzieje, sza la la la...” – śpiewali drwiąco kibice podczas meczu o Puchar Ekstraklasy Legia – Groclin (0:0). Jednak to nie szydercze przyśpiewki są powodem odnotowania tego meczu. 15 listopada 2007 roku doszło do niespotykanej od lat sytuacji, kiedy na oficjalnym meczu Legii na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej zjawiło się zaledwie... 500 kibiców.


Ceremonię otwarcia nowego stadionu Legii – 7 sierpnia 2010 roku – uświetnił towarzyski mecz z Arsenalem Londyn (5:6).

„Działacze nie dogadali się z Aleksandarem Vukovicem” – informował w styczniu 2008 roku „PS”. Chodziło o to, że zarząd klubu nie zaakceptował propozycji podwyżki zaproponowanej przez „Vuko”, z kolei piłkarz nie przyjął propozycji Legii i stanęło na tym, że dogra na Łazienkowskiej tylko do końca kontraktu. „Skazani na drugie miejsce?” – pytali autorzy „Skarbnicy kibica”, dodatku do „Życia Warszawy”, rezerwując tytuł dla krakowskiej Wisły. Po fatalnym starcie Legii na inaugurację rundy wiosennej sezonu 2007/2008 z Groclinem (0:1), przepowiednia dziennikarzy „ŻW” zdawała się potwierdzać. „Legia sięgnęła dna” – alarmowano po porażce drużyny Jana Urbana z najsłabszym w lidze Zagłębiem Sosnowiec (1:2).

17 kwietnia 2008 roku urodzony w Brazylii piłkarz Legii Roger Guerreiro odebrał z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego polskie obywatelstwo. „Witamy nowego obywatela Rzeczpospolitej Polskiej” – powiedział prezydent. „Obiecuję, że będę godnie reprezentował Polskę na boisku i poza nim” – stwierdził piłkarz Legii. Kolejnym historycznym wydarzeniem tamtych dni była bramka strzelona przez Ariela Borysiuka w meczu z Odrą Wodzisław, wygranym przez Legię 2:0. 19 kwietnia 2008 roku strzelec bramki dla Legii (w 38 min. spotkania) miał dokładnie 16 lat, osiem miesięcy i 209 dni i tym samym stał się najmłodszym strzelcem ligowego gola w historii Legii, oraz drugim po Włodzimierzu Lubańskim w dziejach ekstraklasy.


Szersze spojrzenie na stadion Legii podczas meczu z Arsenalem – widoczna trynuna wschodnia.

„Może się okazać, że ten sezon wcale nie będzie dla nas najgorszy” – powiedział po awansie do finału o Puchar Polski Wojciech Szala. W finale w 2008 roku rozegranym w Bełchatowie, pomiędzy Legią i Wisłą Kraków (0:0, 0:0), Legia miała dwóch bohaterów – Rogera Guerreiro i Jana Muchę. Roger został uznanym za najlepszego zawodnika finału, Mucha zaś był bohaterem rzutów karnych. Dzięki niemu Legia wygrała 4:3 i po 11 latach Puchar Polski ponownie (po raz 13) powędrował do Warszawy. Należy tylko żałować, że doniosłą atmosferę finału zmąciło zamieszanie pomiędzy kibicami obydwu drużyn, przez co sędzia musiał przerywać spotkanie. Po remisie Legii z białoruskim FK Homel 0:0 w pierwszej rundzie kwalifikacyjnej o Puchar UEFA, trener Legii miał nietęgą minę. Humor Janowi Urbanowi i jego piłkarzom poprawiło zwycięstwo w Superpucharze, w którym legioniści pokonali mistrza Polski Wisłę Kraków 2:1. To było już drugie trofeum (czwarty Superpuchar w historii klubu), tak mocno na początku sezonu krytykowanej Legii. Kolejny sukces drużyna odnotowała 31 sierpnia, pokonując gładko w rewanżowym meczu o Puchar UEFA białoruski FK Homel 4:1. „Nie tak to miało wyglądać” – mówiono i pisano po porażkach Legii w II rundzie eliminacyjnej z rosyjskim FK Moskwa (1:2 i 0:2).

16 września 2008 roku, po tygodniach wyczerpujących przepychanek i stawiania Legii przez samorząd miasta pod ścianą oraz różnych innych gróźb, stało się jasne, że najprawdopodobniej w 2010 roku piłkarze Legii wreszcie zagrają na nowym stadionie. Prezes Legii Leszek Miklas dziękując radnym za poparcie i przyznanie brakujących funduszy na rozbudowę obiektu powiedział: „Za trzy lata będziecie dumni i z tego obiektu i z Legii”. „Nad rozbiórką stadionu Legii pracuje 40 robotników i 12 maszyn budowlanych firmy Polimex-Mostostal” – informowała „Gazeta Wyborcza”. 14 listopada 2008 roku, podczas ligowego, zwycięskiego spotkania z Pogonią Szczecin, pożegnano „Żyletę”, a od grudnia zapowiadano głębokie wykopy pod fundamenty. W styczniu 2009 nowe trybuny miały wychodzić z ziemi. Tak więc to, na co w Warszawie czekano dziesiątki lat – czyli budowa nowego stadionu – stała się faktem. Dla Legii sezon piłkarski 2007/2008 zakończył się zgodnie z przedsezonowymi przewidywaniami na drugim miejscu, za Wisłą Kraków. Bohaterem drużyny był zdobywca tytułu najlepszego strzelca (wspólnie z Pawłem Brożkiem z Wisły) Takesure Chinyama, bez którego 19 goli Legia nie zdobyłaby wicemistrzostwa Polski.

W czerwcu 2009 roku uwagę warszawskich kibiców przykuła wiadomość o powrocie do Legii byłego ulubieńca trybun stadionu przy Łazienkowskiej Marcina Mięciela, który po kilku latach gry w Niemczech i Grecji postanowił osiąść w kraju. Tak doświadczony zawodnik, jakich niewielu wówczas biegało po naszych boiskach, podpisał z Legią umowę opiewającą na okres jednego roku. Zdobywając wicemistrzostwo Polski piłkarze Legii mogli ponownie stanąć na starcie w europejskich pucharach. Pierwszym wyzwaniem w meczach eliminacyjnych do Ligi Europy był dla Legii gruziński zespół Olimpi Rustavi. W spotkaniu rozegranym w Warszawie (16 lipca 2009 roku) na stadionie Wojska Polskiego, legioniści – po bramkach strzelonych przez Adriana Paluchowskiego, Tomasza Kiełbowicza i Sebastiana Szałachowskiego – gładko wygrali 3:0. Wobec czego rewanż w Gruzji wydawał się czystą formalnością. Tak też się stało i po skromnym zwycięstwie 1:0 (23 lipca 2009 roku) na gorącym gruzińskim terenie piłkarze Legii wywalczyli awans do III rundy eliminacyjnej Ligi Europy.

Tu skala trudności była zdecydowanie wyższa. Legia miała się zmierzyć ze znanym duńskim zespołem Broendby Kopenhaga. Pierwszy mecz rozegrany 30 lipca 2009 roku w Danii legioniści zremisowali 1:1 (po bramce Macieja Iwańskiego). Rewanż w Warszawie okazał się ciężką przeprawą, której zawodnicy Jana Urbana nie potrafili sprostać. Co prawda 6 sierpnia legioniści zremisowali z Duńczykami 2:2, ale to piłkarze Broendby cieszyli się ostatecznie z awansu. „Gospodarze zmarnowali większość akcji, które mieli” – taki był ogólny ton komentarzy po pucharowym występie Legii.

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 459
PLN
Cena 89
PLN
Cena 149
PLN