Legia Warszawa
vs Raków Częstochowa
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-08-28 13:30:00
Newsletter

#AskHasi Wywiad z trenerem Legii

Autor: Seweryn Dmowski Fot. Jacek Prondzynski
- Chcę grać ofensywną piłkę! – przyznaje Besnik Hasi. Mówi jeszcze m.in. o pressingu, atakowaniu ''Kuchym'' oraz wspomina grę z Vincentem Kompanym. Rozmowa przeprowadzona przez Seweryna Dmowskiego i wzbogacona o pytania kibiców i dziennikarzy rozpoczyna na Legia.com nowy cykl wywiadów tworzonych z Waszym udziałem.

Nosi Pan różowe okulary?

 

 

Besnik Hasi: - Nie.

 

Po meczu w Dublinie powiedział Pan, że Legia zagrała dobry mecz, podczas gdy kibice i media zgodnie twierdzili, że było to fatalne widowisko, szczególnie pierwsza połowa…

 

- To był bardzo nerwowy mecz, przede wszystkim właśnie w pierwszej połowie. Zawodnicy znaleźli się pod dużą presją ze względu na etap eliminacji oraz stawkę meczu. W drugiej połowie staraliśmy się zrobić więcej, grać bardziej intensywnie. Jodła i Moulin atakowali wyżej. I udało się, wygraliśmy 2:0 na wyjeździe – na takim etapie eliminacji! Oczywiście nie byłem usatysfakcjonowany ani grą, ani jej stylem, ale rezultat oceniam pozytywnie.

 

Czy to już jest Pańska Legia?

 

- Zdecydowanie nie.

 

Czy jest Pan w pełni usatysfakcjonowany którymkolwiek meczem, który do tej pory rozegraliśmy?

 

- Nie, w pełni nie, choć w spotkaniu przeciwko Piastowi całkowicie kontrolowaliśmy mecz i zdominowaliśmy go grając w piłkę – mieliśmy wiele szans i sporo pecha. W Płocku przeciwko Wiśle udało nam się odrobić dwubramkową stratę, ale nawet kiedy przegrywaliśmy, czuliśmy że spokojnie możemy ten mecz wygrać. Jednak szczerze mówiąc do tej pory pokazaliśmy dużo zbyt słabego futbolu.

 

 

Ale generalnie wygląda Pan na zadowolonego, podczas gdy kibice mimo awansu do Ligi Mistrzów nie są przesadnie szczęśliwi. Ktoś wyliczył, że jest Pan trenerem, który najszybciej w Legii usłyszał trybuny skandujące „Legia grać, k***a mać!”.

 

- Rozumiem kibiców. Jeśli weźmiemy pod uwagę chociażby liczbę punktów w Ekstraklasie, to mają oni pełne prawo czuć rozczarowanie. Trzy remisy i porażka na Łazienkowskiej – to w Legii jest całkowicie nie do zaakceptowania. Jedynie przez krótki okres naszej gry byłem dotąd usatysfakcjonowany i było to w pierwszej połowie meczu z Jagiellonią. Graliśmy dobrą piłkę, strzeliliśmy bramkę, potem jednak kontuzja Guilherme skomplikowała wszystko, a punkty straciliśmy po indywidualnym błędzie.

 

Ilu piłkarzy miał Pan do dyspozycji gdy rozpoczynaliśmy przygotowania do sezonu?

 

- Czternastu, i wiedziałem, że będzie nam bardzo ciężko. Nie było z nami zawodników reprezentacji narodowych, którzy wrócili bardzo mocno zmęczeni, musieliśmy się liczyć z tym, że niektórzy zawodnicy odejdą z Klubu. To był trudny początek. Przy tym wciąż wiedzieliśmy, że czeka nas sześć niezwykle ważnych meczów w drodze po awans do Ligi Mistrzów. W czasie nieco dłuższym niż ostatnie sześć tygodni rozegraliśmy 14 spotkań. Przyszedłem jako nowy trener, nie znałem jeszcze całej drużyny na wylot. Drugie zgrupowanie w Austrii zaczynaliśmy ze świadomością, że z wielu obecnych tam piłkarzy nie będzie z nami, kiedy ruszy sezon.

 

Wydaje mi się, że kibice są raczej rozgoryczeni stylem gry oraz poziomem zaangażowania niektórych zawodników.

 

- Nie wypracowaliśmy jeszcze automatyzmu w naszej grze. Drużyna jest dobrze przygotowana fizycznie. Z powodu intensywnego kalendarza meczów spodziewaliśmy się w drugiej połowie pewnych kontuzji, ale dzięki rotacji praktycznie udało się uniknąć urazów mięśniowych, wynikających z przeciążenia.

Myślę że pewnym momentem zwrotnym był dla nas rewanż z Trenczynem. Kiedy zaraz po nim wylosowaliśmy Dundalk każdy w drużynie pomyślał: „Tak, naprawdę możemy awansować do Ligi Mistrzów!”. Wcześniej sporo o tym rozmawialiśmy, ale teraz naprawdę mogliśmy tam się znaleźć. Wszystko inne musiało zejść na dalszy plan. Spotkania z Górnikiem Zabrze, Górnikiem Łęczna, Arką Gdynia – szczególnie to ostatnie, w którym wymieniłem prawie cały skład – były dla mnie ważne, ale nie tak ważne jak dwumecz z Dundalk.

 

Czy to oznacza, że wciąż będzie Pan rotował składem przed ważnymi meczami rundy grupowej Ligi Mistrzów? Czy kibice mają się spodziewać, że do grudnia w Ekstraklasie będziemy grali zawodnikami rezerwowymi albo młodzieżą?

 

- Nie, teraz wszystko się zmieniło. Mamy do rozegrania 20 spotkań, ale na przestrzeni ponad 3 miesięcy – to zupełnie coś innego, niż 14 gier w nieco ponad 6 tygodni. Zamierzam teraz grać pierwszą jedenastką, której do tej pory właściwie nie było – można było raczej mówić o grupie 15-18 zawodników w rotacji. Niektórzy zawodnicy, jak Duda czy Borysiuk, odchodzili – inni przychodzili, nie zawsze w pełni gotowi do gry. Nie wytworzyliśmy automatyzmu w naszej grze. Trenowaliśmy od meczu do meczu. Momentami udawało nam się grać lepiej, ale generalnie wyglądało to bardzo słabo. Stać nas na wiele, wiele więcej.

 

 

Dziennikarze zarzucają Legii, że na razie nie wypracowała stylu gry. Jak opisałby Pan drużynę, którą można by określić Pańską Legią?

 

- Szybkie przemieszczanie się po boisku, dokładne podania, a wszystko to na wysokiej intensywności – mniej więcej tak jak to wyglądało w pierwszej połowie z Jagiellonią. Dynamiczne przejścia z obrony do pomocy i ataku. Dominacja dzięki grze piłką, nie tylko w sferze fizycznej. Wiele szans zamienianych na wiele bramek. Jestem pewien, że taka Legia nadejdzie bardzo szybko, jak tylko zaczniemy grać na stałe podstawowym składem.

 

A gdy w trakcie sezonu pojawią się kontuzje i kartki?

 

- Wtedy będziemy musieli zastąpić jednego czy dwóch zawodników, a nie połowę składu. Oczekuję, że wszyscy nowi zawodnicy będą już wtedy gotowi. Vadis Odjidja Ofoe może być naszą opoką w środku pola. Powrót Gui po kontuzji to też bardzo dobra informacja, bo to taki rodzaj zawodnika, którego każdy chce mieć w drużynie – szybki, przebojowy. Najlepsze dopiero przed nami.

 

Czy uważa Pan, że powinno dostosować się taktykę do posiadanych piłkarzy czy piłkarzy do preferowanej taktyki?

 

- Prawda leży pośrodku. Oczywiście na chwilę obecną drużyna nie potrafi jeszcze grać na takiej intensywności, jakiej oczekuję. Ale możemy w tym aspekcie się znacznie poprawić. Chciałbym sprawić, aby moja drużyna była elastyczna. Abyśmy w sytuacji, w której trzeba nagle zmienić schemat gry albo dostosować się do nowych okoliczności, a to się może zdarzyć już wkrótce w meczach Ligi Mistrzów, potrafili łatwo i płynnie przejść od jednego modelu do drugiego. Wciąż jeszcze nie jesteśmy w takim miejscu, w którym chcielibyśmy być.

 

W których obszarach drużyna musi dostosować się do pańskich oczekiwań?

 

Pierwszym jest mentalność. Drugi to siła fizyczna i uważam, że tu jesteśmy już blisko. Trzeci jest najtrudniejszy, to technika. Postęp w tych trzech obszarach jest bardzo ważny, wtedy osiągniemy większą elastyczność w naszej grze.

 

Jest Pan typem trenera budującego drużynę od tyłu czy od przodu? Co jest ważniejsze – nie stracić gola czy strzelić ich jak najwięcej?

 

- Chcę grać ofensywną piłkę, ale organizacja obrony jest kluczowa, musimy podnieść ją na wyższy poziom. Tam się wszystko zaczyna.

 

Wielu kibiców pyta o Aleksandara Prijovicia i jego rolę w drużynie. W poprzednim sezonie grał razem z Nikoliciem w ustawieniu 4-4-2, teraz Pan woli grać systemem 4-3-3. Czy jest szansa, że będą znowu grać razem?

 

- Zagraliśmy tak ze Śląskiem i nie stworzyliśmy zbyt wielu szans, głównie przez to, że nasza pomoc nie funkcjonowała wówczas jak trzeba. Na pewno będziemy czasem grali ustawieniem 4-4-2, ale wtedy od obydwu napastników oczekuję wysiłku w grze obronnej.

 

Kibice na Twitterze często pytali czy Michał Kucharczyk nie mógłby grać w ataku?

 

- Na pewno nie za każdym razem. Jeśli chcesz prowadzić grę, kontrolować piłkę, to on potrzebuje przestrzeni. Od samego początku próbujemy różnych wariantów, różnych pozycji dla różnych graczy. Kiedy w meczu z Dundalk sędzia pokazał czerwoną kartkę, nasz napastnik musiał zacząć cofać się bardzo głęboko. Nikolicia zmienił Bereś – jest bocznym obrońcą, w tamtej sytuacji bez znaczenia było czy lewym czy prawym. Mieliśmy Gui, Moulina, Vadisa i Jodłę w środku, więc tych czterech graczy zabezpieczało nam tę strefę. Wiedzieliśmy również, że Irlandczycy zaryzykują i zaatakują, więc liczyliśmy na nieco więcej przestrzeni z przodu. Wówczas Kucharczyk jako napastnik stanowił rozwiązanie, ale czy to jest opcja na stałe? Nie wydaje mi się, raczej na określoną okoliczność.

 

 

Dlaczego uważa Pan, że nie ma sensu aby Legia grała wysokim pressingiem i agresywnie atakowała przeciwnika gdy ten jest przy piłce?

 

- Nie da się grać pressingiem cały czas, musisz wybierać odpowiednie momenty. Kiedy w drugiej fazie poprzedniego sezonu Legia cały czas naciskała podczas meczów wyjazdowych zdarzało jej się przegrać lub zremisować. Nie wydaje mi się, by to był sposób gry, w którym nasi obrońcy czują się najpewniej. Oczywiście będziemy stosowali wysoki pressing na dużej intensywności, ale do tego nie przepracowaliśmy jeszcze razem wystarczająco wiele. Taka gra wymaga idealnej koordynacji, automatyzmu. Nigdy nie lubiłem nazbyt cofać się z grą, na pewno w Ekstraklasie będziemy niebawem grać wyżej, w Europie jednak trochę bardziej ostrożnie.

 

Jak ważne będą najbliższe dni dla drużyny? Czy dzięki przerwie na mecze międzypaństwowe uda się wreszcie popracować z niemal całym składem?

 

- Nie mogę doczekać się tych dwóch tygodni. Oczywiście piłkarze otrzymają nieco wolnego dla regeneracji, ale zamierzam też mocno popracować, szczególnie nad stałymi fragmentami gry.

 

Właśnie chciałem o to spytać, ponieważ sądzę, że to jest coś, czego kibice nie są w stanie zrozumieć – dlaczego drużyna nie może się nauczyć jak bronić przy stałych fragmentach gry?

 

- Straciliśmy w ten sposób zbyt wiele bramek. Jako drużyna, szczególnie w Ekstraklasie, nie stwarzamy rywalom zbyt wielu szans do strzelenia gola – poza stałymi fragmentami gry. Kryjemy mniej więcej w ten sam sposób, jak drużyna robiła to w poprzednim sezonie, a więc ta kwestia nie ma wiele wspólnego z automatyzmem, o którym wcześniej wspominałem. Każdy wie co ma robić, musi być skoncentrowany, trzymać swojego zawodnika blisko i obserwować piłkę. Popełniliśmy zbyt wiele indywidualnych błędów, musimy popracować nad koncentracją. Oraz nad pewnością siebie, bo jeśli tracisz ze stałego fragmentu gry pierwszą bramkę, a potem drugą i trzecią, to drżysz przed każdym następnym rzutem rożnym czy wolnym. Zamierzam to uporządkować i ciężko popracować nad tą kwestią z moimi zawodnikami.

 

Czy często rozmawia, pracuje Pan z zawodnikami indywidualnie czy też woli Pan raczej traktować drużynę jako całość?

 

- Gdy jest taka potrzeba oczywiście pracuję z zawodnikiem indywidualnie, ale wolę aby drużyna wspólnie stawała przed problemami i zadaniami, ponieważ na boisku będą musieli sobie z nimi poradzić razem.

 

Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem Vicente del Bosque, że zdrowa szatnia znaczy więcej niż tysiące godzin odpraw taktycznych?

 

- Zdecydowanie tak, całkowicie się z tym zgadzam. Wszyscy musimy zmierzać w tym samym kierunku. Nie wygra się meczu samą dobrą atmosferą, potrzebna jest taktyka i pasja, ale dobry klimat w zespole pomaga osiągać założone cele.

 

To pytanie było spowodowane doniesieniami medialnymi, że szatnia Legii jest rozbita i podzielona na grupy oraz panuje w niej kiepska atmosfera.

 

- Nie wydaje mi się, żeby tak było – w grupie 30 facetów, z których każdy chce grać i jest przekonany, że należy mu się miejsce na boisku, zawsze będą tarcia. Dobrą atmosferę w drużynie powinni kreować jej liderzy. A liderem można być nie tylko wówczas, gdy regularnie występują się na murawie. Staram się wzmocnić, dodać pewności siebie zawodnikom, którzy mogą być liderami zespołu nie tylko na boisku, ale i poza nim.

 

Kto jest obecnie kapitanem drużyny?

 

- Tak jak powiedziałem, drużyna potrzebuje liderów. Można znaleźć takich liderów, którzy dużo mówią oraz takich, którzy nie muszą nawet otwierać ust. Wnoszą do drużyny taką jakość, że wszyscy pozostali podążają za nimi. Myślę, że Michał Pazdan jest takim właśnie człowiekiem. Ma za sobą wspaniałe Mistrzostwa Europy, po których wrócił do drużyny i nigdy nie narzekał na jakiekolwiek zmęczenie. Po prostu zaczął grać i wprowadził w nasze tyły bardzo dużo spokoju. Jest doskonałym piłkarzem i liderem, który nie musi podnosić głosu. W meczach międzynarodowych nabrał mnóstwo pewności siebie i przekazuje ją całej  drużynie. Dlatego właśnie jest kapitanem. W drużynie potrzebujemy jednak kolejnych liderów i musimy ich wykreować.

 

 

Trzeba spojrzeć na przykład na starszych, bardziej doświadczonych chłopaków z zespołu oraz rolę jaką powinni pełnić?

 

- Kiedy jesteś takim zawodnikiem, masz tylko dwie możliwości – możesz oddziaływać pozytywnie lub negatywnie. Pozytywnie – to znaczy mówisz: „Kocham ten klub, on dał mi wszystko, dlatego zrobię tyle ile potrafię, aby pomóc wszystkim naokoło mnie”. Możesz nie dostawać minut na boisku, ale pomagasz młodszym kolegom, pomagasz trenerom – w zasadzie stajesz się swego rodzaju asystentem trenera dla szatni! Doradzasz tam młodym piłkarzom, a najlepszą radą, której możesz im udzielić jednocześnie samemu wcielając ją w życie, jest: „Zawsze dawaj z siebie wszystko!”. Możesz też oddziaływać negatywnie, czyli rozwalać atmosferę w drużynie. I wtedy rolą trenera jest interweniować i zakończyć takie działanie.

 

Był Pan w takiej sytuacji?

 

- Byłem. Miałem wtedy 34 lata i nie mogłem już dłużej grać we wszystkich meczach Anderlechtu. Poszedłem do trenera i powiedziałem: „Chcę tu zostać i pomóc jak potrafię, bo ten klub dał mi wszystko. Jeśli nie mogę odwdzięczyć się na boisku, bo po prostu nie jestem już wystarczająco dobry, to postaram się to zrobić w inny sposób. Przez pół roku starałem się pomóc drużynie i trenerom tak, jak potrafiłem. Ponieważ jednak czułem się fizycznie OK i chciałem grać, poprosiłem o transfer do mniejszego klubu, gdzie mogłem liczyć na więcej minut na boisku. W moim przedostatnim sezonie w Anderlechcie grałem bardzo dużo wspólnie z młodym Vincentem Kompanym. Sezon później grałem już mniej, ale wciąż starałem się być blisko niego, nawet krytykować wtedy, kiedy było trzeba. Gdy notował proste straty albo coś innego robił źle. W taki sposób sam wykonywałem część pracy trenera. Pomagałem mu podejmować dobre decyzje – być może dlatego wciąż mamy bardzo dobry kontakt i Vincent często się do mnie odzywa. Młodzi piłkarze potrzebują tego rodzaju wsparcia.

 

Po meczach w Zabrzu i Lublinie oraz spotkaniu przeciwko Arce publicznie mówił Pan, że nie wszyscy piłkarze zrobili wszystko, co było w ich mocy, żeby Legia wygrała.

 

- Czasami rolą trenera jest wstrząsnąć drużyną. W tamtych chwilach niektórzy zawodnicy tego potrzebowali. Zamierzam bronić moich piłkarzy zawsze, o ile spełniony będzie jeden warunek – kiedy będę widział, że zasłużyli oni sobie na to dając z siebie absolutnie wszystko na boisku. Kiedy zobaczę, że poświęcają się dla drużyny. Wtedy nie  będę miał problemu z wzięciem całej krytyki na mnie. Oczekuję jednak mentalności wojowników i zwycięzców, gotowych zrobić wszystko, czego będzie wymagało dobro drużyny.

 

Co by Pan określił dzisiaj jako główną barierę we współpracy z drużyną? Język, brak komunikacji czy zaufania, a może po prostu to, że jeszcze się dobrze nawzajem nie poznaliście?

 

Komunikacja nie jest problemem. Myślę, że wciąż jeszcze nie znamy się wystarczająco dobrze. Nie mamy problemów z wzajemnym zrozumieniem się – zdecydowana większość zawodników dobrze mówi po angielsku, a w razie potrzeby zawsze jest z nami Vuko, który może wyjaśnić jakiekolwiek wzajemne niezrozumienie, więc to nie jest problem.

 

Jaki ma Pan pomysł na młodych zawodników i jak widzi Pan ich rolę w drużynie?

 

- Najważniejsza jest jakość piłkarska. Weźmy na przykład Michała Kopczyńskiego. Kiedy przyszedłem do Legii zauważyłem, że potrzebuje on więcej zaufania. W poprzednich sezonach zaledwie kilkukrotnie zagrał w pierwszej drużynie. Rozważał odejście na wypożyczenie. Powiedziałem mu: „Nie pokazałeś jeszcze wszystkiego, na co cię stać. Przez najbliższe dwa tygodnie daj mi 100% tego, co potrafisz, ja dam ci szansę, a potem zadecydujemy”. Zagrał bardzo dobrze w pierwszych meczach i został w drużynie – zdecydowaliśmy się wypożyczyć Rafała Makowskiego, żeby mógł złapać więcej minut na boisku. Michał jest typem takiego zawodnika, który dla drużyny poświęci wszystko. Wydaje mi się, że Kopa u mnie zagrał w Legii więcej niż przez ostatnie trzy lata. Mógł odejść, ale zdecydował się zostać i walczyć, dać z siebie 100%. Jest inteligentny, dobry w odbiorze i wciąż może zrobić krok naprzód, wejść na kolejny poziom. Pokazał, że ma w sobie to coś, co dla mnie jest kluczowe. Niech nie myśli o tym, że w ostatnich ważnych meczach nie wystąpił, ale o tym, że do końca sezonu może zagrać jeszcze w ponad 30 spotkaniach. Takiego podejścia wymagam od wszystkich.

 

 

Ogląda Pan treningi drużyn juniorskich osobiście?

 

- U mnie te sprawy wyglądają prosto – Vuko jest za to odpowiedzialny. Wszystko przechodzi przez niego. Regularnie składa mi raporty na temat postępów poszczególnych graczy. Jeśli któryś z nich wygląda bardzo dobrze, przyglądamy mu się bliżej. Wzięliśmy ze sobą kilku młodych chłopaków na przedsezonowe zgrupowania, niektórzy z nich zostali z nami, jak Wieteska czy Szymański, który wygląda wyjątkowo obiecująco. Najważniejsza dla nich wszystkich na tym etapie nie jest jednak radość, że są w pierwszej drużynie, ale ciężki trening ze starszymi kolegami – fizyczny i taktyczny. Moi asystenci przyglądają się też drugiej drużynie, tak aby jej piłkarze mogli rozwijać się szybciej. Wciąż jestem tu zbyt krótko, by osiągnąć wymierne rezultaty, ale to się niebawem zmieni. Raz w tygodniu mamy dużą naradę ze wszystkimi osobami zaangażowanymi w rozwój naszych młodych zawodników, na razie na tym froncie wszystko działa jak trzeba.

 

Jakie są Pana oczekiwania związane z UEFA Youth League?

 

- To będzie ogromne przeżycie dla młodych piłkarzy, gdyż zagrają przeciwko bardzo dobrym drużynom, a cykl przygotowań do tych spotkań będzie taki sam jak w piłce seniorskiej, jeśli chodzi na przykład o organizację czy media. Wielkie stadiony, spora publiczność, ogromne zainteresowanie – będą w tej samej sytuacji, co starsi koledzy, tylko na nieco innym szczeblu. Przygotuje ich to w pełni do rywalizacji na poziomie profesjonalnym. Po to zresztą powstały te rozgrywki – udział w nich może być niesamowitym bodźcem do rozwoju.

 

Czy spodziewa się Pan jeszcze jakiś zmian kadrowych transferów przed końcem okna transferowego?

 

- Wciąż istnieje możliwość, że opuści nas Nikolić. Jeśli odejdzie, to być może będziemy musieli kupić nawet dwóch napastników zamiast jednego. W tym momencie mamy Niko i Prijo. Aleksandar wciąż jeszcze może zrobić ogromny postęp, ale jeśli chcemy zaatakować Ligę Mistrzów, być może będziemy potrzebowali różnych napastników, także takich, którzy doskonale czują się w kontrataku.

 

Ma Pan jakieś preferencje przed losowaniem przeciwników w grupie Ligi Mistrzów? (rozmowa była przeprowadzona rano w czwartek, 25 sierpnia 2016 roku - przyp. SD)

 

 

- Dostaniemy wyłącznie drużyny z koszyków mocniejszych od naszego, tak więc z pierwszego koszyka chciałbym Real Madryt. Kibicowałem tej drużynie od dziecka, poznawałem jej bohaterów, historię. Przez dwa sezony z rzędu miałem także okazję grać z Anderlechtem przeciwko Realowi w Lidze Mistrzów. Z drugiego koszyka chciałbym drużynę, z którą moglibyśmy spróbować podjąć walkę. Bayer Leverkusen to oczywiście klasowy zespół, znacznie od nas mocniejszy, ale nie miałbym nic przeciwko wylosowaniu ich. Na koniec zaś Club Brugge – wiem, że oni także chcieliby na nas trafić. Dawać ich! W zeszłym roku trzykrotnie z nimi wygrałem, notując tylko jedną porażkę. 

 

Czy ma Pan już swoje ulubione miejsce w Warszawie?

 

- Nigdy wcześniej nie byłem w Warszawie i miasto bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Wciąż nie miałem wystarczająco dużo czasu na zwiedzanie, ale wspólnie z żoną lubimy robić długie spacery po mieście. Warszawa jest bardzo zielona i dobrze zorganizowana.

 

 

Kolejne pytanie z legijnego Twittera – czy przejmuje się Pan krytyką w Internecie? Czy to dla Pana ważna sprawa?

 

- Nigdy nie jest przyjemnie być krytykowanym, ale mam tutaj asa w rękawie – nie czytam niczego po polsku, bo po prostu nie rozumiem. Kiedy byłem na kursie trenerskim jeden starszy i bardzo doświadczony trener mówił nam, że sam radził sobie z prasą w ten sposób, że czytał ją tylko po wygranych meczach!

 

Jóźwiak z trybem czy bez tryba?

  

- Bez, wygląda znacznie groźniej!

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 89
PLN
Cena 114,50
PLN
Cena 119
PLN