Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-09-07 15:00:00
Newsletter

Historia jednej fotografii (13)

Autor: Kamil Majewski Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
7. kolejka ligi polskiej, 22 maja 1960 roku. Na Stadionie Wojska Polskiego Legia Warszawa, lider rozgrywek podejmuje drugą w tabeli Wisłę Kraków. Spotkanie ma jednak specjalne znaczenie nie tylko ze względów piłkarskich, ale także na wyjątkowych gości, którzy zasiedli na trybunach obiektu przy Łazienkowskiej.

 

Dziś w „Historii jednej fotografii” zdjęcie z przełomu lat 50. i 60. poprzedniego stulecia. W Legii stał on pod znakiem zawirowań na ławce trenerskiej. Po zakończeniu sezonu 1959 włodarze klubu z Łazienkowskiej podziękowali za współpracę Stjepanowi Bobkowi. Jugosłowianin, któremu marzyła się odbudowa wielkiej Legii, spędził w Warszawie zaledwie pół roku. Został posądzony o szpiegostwo na rzecz NATO, przez co ciążyła nad nim groźba aresztowania. Ostatecznie Bobkowi nic nie udowodniono, w późniejszych latach trzykrotnie zdobył tytuł mistrzowski z Partizanem Belgrad oraz dwukrotnie z Panathinaikosem Ateny. Stery po jugosłowiańskim trenerze na początku 1960 roku przejął Kazimierz Górski. Sporą część okresu przygotowawczego legioniści spędzili w Belgradzie. Klub nie przeprowadził żadnych transferów, nikt jednak również nie opuścił drużyny. 

 

Cała Warszawa marzyła o jak najszybszym odzyskaniu tytułu mistrzowskiego. Sezon 1959 Legia zakończyła dopiero na 4. miejscu. Zawodnicy nie prezentowali najwyższej formy, często tracąc w słabym stylu punkty z outsiderami. Początek nowej kampanii jeszcze bardziej rozbudził nadzieje sympatyków stołecznej drużyny. Trzy mecze, trzy zwycięstwa - takiego startu legioniści nie zanotowali od 1951 roku. Szczególnie istotna była 2. kolejka, w której Wojskowi pokonali przed własną publicznością mistrza Polski - Górnika Zabrze. W kolejnych tygodniach podopieczni Górskiego spuścili z tonu, wciąż jednak punktowali regularnie. Do meczu z krakowską Wisłą (na naszym zdjęciu), zajmującą wówczas 2. miejsce w ligowej tabeli, Legia przystępowała zatem jako lider.

 

Na Stadionie Wojska Polskiego zasiadło 12 tysięcy kibiców. Wśród nich, na trybunie honorowej, a dokładniej przed nią, na krzesłach, pojawili się zawodnicy brazylijskiego FC Santos. Wśród nich uważany za jednego z najlepszych piłkarzy świata w historii - Edson Arantes do Nascimento, czyli Pele. Król futbolu wraz z kolegami z zespołu 25 maja miał zmierzyć się na Stadionie Śląskim w Chorzowie z Kadrą PZPN. Do Polski Brazylijczycy przylecieli kilka dni wcześniej, w oczekiwaniu na spotkanie na Śląsku postanowili obejrzeć ligowy mecz Wojskowych z Białą Gwiazdą. „Najważniejszym wydarzeniem tego spotkania była bezsprzecznie obecność na stadionie Legii najlepszego piłkarza globu, mistrza świata z 1958 roku, okrzykniętego 'królem futbolu' Pele” - relacjonował katowicki „Sport”.

 

Samo spotkanie nie stało jednak na najwyższym poziomie i z pewnością nie przypadło do gustu gościom z Ameryki Południowej. Już w trakcie meczu kibice żartowali, że ktoś powinien przetłumaczyć Pelemu i jego kolegom, iż Legia jest klubem wojskowym, dlatego trener na boisko desygnował poborowych, którzy jednak ze względu na słaby stan zdrowia nie nadają się do służby. „Legia zaprezentowała się niemal beznadziejnie w pierwszej połowie. Jedyną jasną postacią był Pędziach. Po przerwie nastąpiła poprawa, tym bardziej że Wiśle zabrakło się zdaje tchu” - stwierdził krytycznie reporter „Sportu”. Do gustu nie przypadła im również warszawska publiczność. Pele uznał ją za... zbyt mało żywiołową oraz chłodną.

 

Legioniści długo nie mogli sforsować linii obronnej krakowskiego zespołu. Na przerwę obydwa zespoły schodziły przy bezbramkowym remisie. Trener Kazimierz Górski zdecydował się na zmianę - Tadeusza Błażejewskiego zastąpił Czesław Ciupa. Po wznowieniu gry Wojskowi szybko wyszli na prowadzenie, a bramkę zdobył Lucjan Brychczy. Wydawało się, iż nawet pomimo słabej gry, ostatecznie to Legia zdobędzie komplet punktów. Na siedem minut przed końcem jednak Wiślacy wyszli z akcją, którą celnym strzałem wykończył Stanisław Śmiałek. Wynik nie uległ zmianie, a spotkanie zakończyło się remisem 1:1. „Chociaż (...) nie szczędzono mi słów krytyki, to mam małą satysfakcję, że choć miałem słabszy dzień, to jednak na oczach Pelego strzeliłem gola” - powiedział po meczu zdobywca bramki dla zespołu ze stolicy.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN