Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2018-10-11 13:00:00
Newsletter

Martins: Piłka była mi pisana

Autor: Kamil Majewski Fot. Jacek Prondzynski (sesja), Mateusz Kostrzewa
- Jeżeli w futbolu potrafisz myśleć szybko, zanim piłka do ciebie dotrze, często nie musisz wdawać się w pojedynki z rywalem. Będąc mądrzejszym od przeciwnika można tego uniknąć. Staram się być zawsze o krok szybszy, dlatego nie mam problemu z moim wzrostem - mówi w wywiadzie z Legia.com pomocnik Legii Andre Martins.

Legia.com: - Co zadecydowało o tym, że dołączyłeś do Legii? 

Andre Martins: - Po pierwsze fakt, że jest to wielki klub. Czułem także, że ludzie związani z Legią bardzo chcą, abym dołączył do zespołu. To bardzo ważne dla piłkarza. Decyzję, po rozmowie z trenerem Ricardo Sa Pinto, podjąłem w ciągu jednego dnia. Jedyną kwestią były indywidualne ustalenia z moim poprzednim pracodawcą. Bardzo się cieszę, że jestem tutaj. Zakochałem się w Legii, w Warszawie, w kibicach. Wszystko toczy się po mojej myśli.

 

- Podobno duży wpływ na Twój transfer miała rozmowa z Vadisem Odjidją-Ofoe. Wielu kibiców uważa, że Belg to jeden z najlepszych piłkarzy, jacy kiedykolwiek grali w Legii. Co możesz o nim powiedzieć? 

- To niesamowity gracz, jeden z najlepszych, z jakimi miałem przyjemność grać. To także mój przyjaciel, właśnie dlatego zasięgnąłem jego opinii odnośnie Legii, Warszawy i wszystkich innych rzeczy. Vadis powiedział: „Jeżeli masz taką możliwość, skorzystaj z niej. Pokochasz to miasto i ten klub. Warszawa to wspaniałe miejsce”. Bardzo mu ufam i nie żałuję, że go posłuchałem.

 

 

- Co czułeś, gdy dowiedziałeś się, że w meczu ze Śląskiem Wrocław wystąpisz od pierwszej minuty?

- Moim zdaniem my, zawodnicy Legii, jesteśmy bardzo fajną grupą. Każdy z nas pracuje bardzo ciężko, aby w każdym meczu dostawać swoją szansę. Bardzo cieszę się z tego, że trener umożliwił mi we Wrocławiu grę od pierwszej minuty. W naszym zespole jest wielu bardzo dobrych, utalentowanych piłkarzy, dlatego tylko poprzez ciężką pracę na treningach można zasygnalizować trenerowi, że zasługuje się na szansę. We Wrocławiu miałem nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Udało się, wygraliśmy 1:0. Jestem zadowolony ze swojego występu.

 

- Ze Śląskiem zagrałeś pełne 90 minut. Czy to oznacza, że jesteś gotowy do gry na pełnych obrotach?

- To bardzo dobra cecha naszego trenera. Ricardo Sa Pinto wie, jak zarządzać swoimi zawodnikami. Trener wyczuł, że mecz ze Śląskiem to dobry moment, aby dać mi szansę. Muszę przyznać, że piłkarze bywają bardzo samolubni, ja również. Często myślą, że mogą zagrać 90 minut i zastanawiają się, dlaczego szkoleniowiec na nich nie stawia. Trener jednak wie lepiej. Dla mnie bardzo korzystne było to, że w poprzednich meczach wpuszczał mnie na plac gry na kilka minut, dzięki czemu w sobotę byłem gotowy, aby zagrać w pełnym wymiarze czasowym.

 

 

- Jak duże znaczenie ma dla Ciebie fakt, że Twój partner ze środka pola również jest Portugalczykiem?

- To bardzo ważne, ponieważ możemy porozumiewać się w naszym języku. Często szybciej jest podpowiedzieć sobie po portugalsku niż po angielsku, czy w jakimkolwiek innym języku. To niewątpliwie zaleta, jednak w piłce nożnej nie to jest najważniejsze. Często występowałem z zawodnikami, którzy nie mówili po portugalsku i mimo to dogadywałem się z nimi.

 

- Ofensywny czy defensywny – w jakiej roli jako pomocnik czujesz się lepiej? 

- Aby być szczerym, lubię grać zarówno w defensywie, jak i w ofensywie. Oczywiście, każdy zawodnik lubi atakować i zdobywać bramki. Ja jestem typem gracza, który pracuje dla drużyny, dlatego wracam się, gdy to konieczne i atakuję, gdy nadarzy się ku temu okazja. Myślę, że najważniejsze jest to, aby uzupełniać się z resztą zespołu. Gdy ja atakuję, Cafu pilnuje defensywy, gdy Cafu idzie do przodu, ja zostaję. Jako piłkarz musisz zrozumieć, kiedy możesz wybrać się pod bramkę przeciwnika. 

 

- Z trenerem Ricardo Sa Pinto spotkałeś się już wcześniej. Co możesz powiedzieć o nim jako o szkoleniowcu, ale także jako o człowieku? 

- Sa Pinto był moim trenerem w Sportingu i osiągnął wiele sukcesów, jednak myślę, że w ostatnich latach stał się jeszcze lepszym trenerem. Myślę, że udowodnieniem tej tezy mogą być nasze ostatnie występy, w których biegaliśmy więcej od rywali, byliśmy również bardziej pracowici, a także świeżsi. Trener jest również fantastycznym człowiekiem. Zawsze da ci wszystko, co ma. Aby jednak wasze relacje były pozytywne, musisz mu się odpłacić. Tak długo, jak pracujesz dla niego, on zrobi dla ciebie wszystko. To bardzo dobra osoba. 

 

 

- Jesteś dość drobnym zawodnikiem. To zaleta, czy raczej trudność, którą musiałeś zniwelować pracując mocniej nad innymi aspektami? 

- Mam 28 lat. W trakcie swojej piłkarskiej kariery wielu trenerów uczyło mnie, jak grać z moimi warunkami. Oczywiście, nie jestem typem zawodnika, który może powalczyć siłowo z większymi graczami, mam jednak inne zalety. Jeżeli w futbolu potrafisz myśleć szybko, zanim piłka do ciebie dotrze, często nie musisz wdawać się w pojedynki z rywalem. Będąc mądrzejszym od przeciwnika można tego uniknąć. Staram się być zawsze o krok szybszy, dlatego nie mam problemu z moim wzrostem. 

 

- Jakie były Twoje przewidywania odnośnie rozgrywek ligowych w Polsce? 

- Słyszałem wiele o tym, że liga polska jest bardzo wyrównana. Teraz wiem, że jest to prawda. Przykładem może być fakt, że Śląsk, z którym graliśmy ostatnio, wcześniej pokonał na wyjeździe Jagiellonię Białystok, lidera rozgrywek 4:0. Nawet z mniejszymi drużynami gra się tu ciężko. Myślę, że dla piłkarzy jest to bardzo korzystne, ponieważ na każde spotkanie należy być zmobilizowanym w 100 procentach. 

 

 

- Jest coś, co wyjątkowo Cię zaskoczyło podczas pierwszych tygodni w nowym klubie? 

- Raczej nie. Wiedziałem, że Legia to wielki klub, który gwarantuje wspaniałe warunki. Oczywiście, kocham już to miasto, chociaż jeszcze nie znam go najlepiej. Ludzie są dla mnie bardzo mili. Mam nadzieję, że znajdę niedługo czas, aby poznać klub i Warszawę lepiej. 

 

- Ciężko jest skupić się na futbolu, gdy Twoja rodzina znajduje się dwa tysiące kilometrów od Ciebie? 

- Jeżeli masz rodzinę taką jak moja, to nie. Oni zawsze robią wszystko dla mnie. W dzisiejszych czasach wszyscy mamy telefony i możemy ze sobą rozmawiać codziennie. Oczywiście, to nie to samo co spotkanie i wiadomo, że chciałbym być z nimi przez cały czas. Wiem jednak, że zawszę mogę na nich liczyć i jeśli potrzebowałbym ich, przylecieliby tutaj jeszcze tego samego dnia. Wszystko co robię, robię z myślą o mojej rodzinie, dlatego łatwiej jest mi skoncentrować się na piłce. Przez te wszystkie lata moja rodzina zawsze była dla mnie bardzo pomocna. 

 

 

- Co możesz dać Legii? 

- Mam nadzieję, że uda mi się dać klubowi wszystko, co najlepsze. Dostałem szansę występów w wielkim klubie, w bardzo konkurencyjnej lidze. Chciałbym zdobywać tytuły. Mamy skład na to, aby to czynić. 

 

- Z trybun jesteście wspierani przez fanatyczną grupę kibiców. Grałeś w Lizbonie oraz w Pireusie, dlatego taka atmosfera podczas meczów i taka presja, nie powinna stanowić dla Ciebie problemu. 

- Taki rodzaj presji wyzwala we mnie olbrzymią adrenalinę. Dużo bardziej wolę grać pod presją, kiedy kibice cieszą się ze zwycięstw i ganią, kiedy się przegrywa. Pełny stadion i głośny doping są dla mnie dodatkową motywacją. Bardzo nie lubię, kiedy kibice danego zespołu zupełnie nie przykładają wagi do jego wyników. Kibice Legii są fantastyczni. Nawet, gdy gramy mecz wyjazdowy, oni nas wspierają wielką grupą. 

 

 

- Jak wyglądały początki Twojej przygody z piłką? 

- Mój ojciec mówił, że już od małego, na Boże Narodzenie czy urodziny, zawsze chciałem dostać piłkę. Myślę, że gra w piłkę była mi pisana. Kocham to robić! Tak jak większość zawodników, zaczynałem grę od meczów z kolegami na boisku szkolnym. W wieku sześciu lat zacząłem grać w małym klubie w moim mieście. Trzy lata później przeniosłem się do Feirense czyli zespołu, który obecnie występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej w Portugalii. Po dwóch latach występów w tej drużynie dołączyłem do Sportingu. W Lizbonie spędziłem aż 14 lat. 

 

 

W naszej sesji fotograficznej Andre Martins wystąpił w bluzie z nowej kolekcji Legia Basic dostępnej w Legia FanStore.

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Więcej na temat

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN