Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-02-25 18:00:00

Plebiscyt Stulecia Legii - Historia ''Żylety''

Autor: Maciej Dobrowolski Fot. Janusz Partyka, Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Eugeniusz Warmiński, Wiesław Szewczyk/Archiwum Legii
Nie będzie przesadnym stwierdzenie, że to najbardziej znana trybuna kibiców w Polsce. Fanatyczna, zagorzała i wspierającą Legię niezależnie od okoliczności w myśl hasła: ''Żyleta jest zawsze z wami''. Przybliżamy historię tej niezwykłej wspólnoty ponieważ jest jednym z symboli, na które możecie głosować w Plebiscycie Stulecia Legii.

Zagłosuj w Plebistycie Stulecia Legii Warszawa!

 

To na niej wychowało się wiele pokoleń kibiców klubu z Łazienkowskiej, ale czy wszyscy wiedzą jak i kiedy to się zaczęło?  Odpowiedź na drugie z tych pytań  może zaskoczyć, ponieważ… Nikt tego nie wie! Łatwiej już odpowiedzieć na to – jak? A stało się to w sposób najlepszy z możliwych, czyli spontanicznie. Obecnie popularnym i jak najbardziej prawdziwym określeniem jest to, że „’Żyleta’” to nie miejsce, tylko ludzie”, którzy zasiadają na trybunie usytuowanej dziś za bramką, od strony ulicy Łazienkowskiej, a kiedyś na swoje miejsce wybrali centralny sektor wschodniej trybuny stadionu, nazywanej wówczas „Otwartą”.

 

 

W roku 1960 na betonowym nasypie starego stadionu zainstalowano ławki. Niedługo później nad centralnym sektorem pojawiła się reklama żyletek firmy „Iridium”. To właśnie w tym miejscu zaczęli się spotykać ludzie, którzy podczas meczów Legii dopingowali najgłośniej, wielokrotnie porywając za sobą cały stadion.

 

W 1970 roku na stadionie Legii zaczął się rodzić zorganizowany doping. Przykład i wzór dali kibice Feyenoordu Roterdam, którzy przyjechali w sporej grupie na mecz pucharowy do Warszawy, mocno odcinając się swoją kolorową grupą od szarej wówczas, polskiej rzeczywistości. Poubierani w klubowe gadżety, charakterystyczne szaliki i czapeczki, głośno i równo śpiewający klubowe pieśni. Wielu uczestników tamtego meczu przyznaje dziś, że ten moment zmienił ich postrzeganie tego, jak powinno się przygotowywać do meczu. Bo w tamtych czasach w Polsce nie było czegoś takiego, jak zorganizowany doping. Werbalne wspieranie Legii ograniczało się właściwie tylko do rytmicznego skandowania „Legia, Legia”. Wizyta Holendrów zmieniła to na zawsze.

 

 

Początki nie były jednak łatwe. W sklepach dominowała pustka, próżno było myśleć o koszulkach, szalikach czy czapeczkach w barwach ukochanego klubu. Trudno się temu dziwić – gdy brakowało podstawowych produktów potrzebnych do życia, a system dławił prywatne inicjatywy, któż myślałby o specjalnych akcesoriach dla fanów? Polak jednak potrafi, a cały „ciężar produkcyjny” wzięły na siebie matki, żony i narzeczone kibiców, które domowymi sposobami uruchamiały linie wytwarzającą kolorowe szaliki, sweterki i inne rzeczy. Z czasem zaczęły też pojawiać się transparenty na kijach. Patrząc pod kątem tego, jak wygląda to dzisiaj, wszystko wydaje się mocno przaśne, ale w tamtym okresie był to prawdziwy przełom.

 

Dość szybko władze klubu wyczuły nastroje i przygotowały pierwsze pamiątki dla kibiców. Na meczu pucharowym rozgrywanym z drużyną Atletico Madryt debiutowały akcesoria w postaci kartonowych cylindrów i chust na szyję w barwach klubowych. Na przełomie roku 1972 i 1973 nad sektorem pojawiła się plansza reklamowa z charakterystyczną „Żyletką”. Stała się punktem rozpoznawczym i kibice zaczęli się pod nią umawiać. Bardzo szybko, wśród fanatyków piłkarskich w całej Polsce rozniosła się wieść, że fani Legii stanowią najbarwniejszą, najbardziej rozśpiewaną społeczność na rodzimym gruncie.  

 

 

Pierwszymi liderami ówczesnej „Żylety” były takie postacie jak: śp. „Angor”, „Rzepek”, „Czarny”, Kwapisz, Krzysiek „Gigant”, Maniek „Paragon”. Ten ostatni zasłynął tym, że zagrał główną rolę w bardzo popularnym w tamtym czasie serialu „Do przerwy 0:1”. Dla młodych kibiców olbrzymią nobilitacją była możliwość zajęcia miejsca obok sław stadionowego dopingu. Pierwszym „gniazdowym” - choć oczywiście nikt wtedy nie myślał o czymś takim jak dzisiejsze „gniazdo” -  stał się Marek „Bidula”. Jedną z pierwszych piosenek przez niego intonowanych stało się „Glory, glory, Alleluja...” z nienadającym się do publikacji, niecenzuralnym zakończeniem. Na liczne przekleństwa błyskawicznie reagował pułkownik Kwiatkowski wyposażony w charakterystyczną, żółtą tubę. Przez wzgląd na ten atrybut, kibice z „Żylety” nazywali go zresztą „Tubą”. Pułkownik ograniczał się jednak do wygłaszania przemówień mających za zadanie umoralnić „rozwydrzoną” młodzież. Dziś odpowiednikiem tamtych reprymend są pouczające komunikaty puszczane ze stadionowych głośników po szczególnie niewybrednych reakcjach trybun. I jedne, i drugie nie robiły na nikim specjalnego wrażenia. „Żyleta” od początku swojego istnienia żyła bowiem swoim niezależnym życiem i tylko ówcześni liderzy mieli wpływ na to, co się tam dzieje.

 

 

Co ciekawe, początkowo kibice z tej trybuny wybierali spośród swoich kilka osób, które otrzymywały „eLki”, znaczek wyróżniający pilnujących wewnętrznego porządku. Pomimo całej siermięgi lat 70. bardzo modna była... pirotechnika. Oczywiście nie race, ale petardy. Rzucanie nimi było zjawiskiem całkowicie naturalnym i powszechnym. Swoistego rodzaju rytuałem stał się nietypowy zwyczaj - jeden z kibiców przeskakiwał z flagą przez płot, biegł na środek murawy i klękając wykonywał coś w rodzaju modlitwy. Z czasem, przez, nazwijmy to, większą żywiołowość „Żylety”, środkowy sektor od reszty trybun zaczęły oddzielać szpalery milicji.

 

By podnieść kulturę dopingu na stadionie, do życia została powołana „Sekcja Sympatyków”, której założycielem był dziennikarz Grzegorz Aleksandrowicz. Nastąpiła też zmiana liderów dowodzących tym sektorem. Stery przejęli Darek „Trela”, Andrzej „Muzyk”, Wojtek „Legia” i jeszcze kilku innych chłopaków. Kolejnym „gniazdowym” został Andrzej „Bosman”.

„Żyleta” w tym czasie rozwijała się w oczach, powstało wiele nowych piosenek, coraz lepiej zaczęła prezentować się trybuna. Było z większym rozmachem i nieco weselej.

 

 

W 1977 roku nastąpiła wymiana osławionej planszy reklamowej. Dwie żyletki zastąpiła jedna z napisem „Iridium Super”. Trzy lata później przyszedł czas na kolejną modyfikację. Tym razem na białej planszy widniała jedna wielka żyletka, w którą wpleciono wspomniany napis. To była już trzecia zmiana „szaty graficznej”. A jednak w 1981 roku, za sprawą nasilających się postaw antykomunistycznych mających swoje źródło w środkowym sektorze, działacze wpadli na kuriozalny pomysł zdjęcia planszy reklamowej, tak żeby wymierzone w system zachowania nie były kojarzone z „Żyletą”. Ten zabieg jednak w pewien sposób przysłużył się powstaniu bodajże najbardziej charakterystycznej flagi na polskich stadionach. Za sprawą Jacka „Sitka” pojawiła się flaga z napisem „Żyleta jest zawsze z wami”.

 

 

W późniejszych latach „Bosmana” zaczęli zastępować kolejni „gniazdowi”, a flaga przechodziła kilka renowacji. Jej pierwszą wersję tą historyczną możecie zobaczyć w Muzeum Legii Warszawa mieszczącym się na #Ł3.

 

Na początku lat 90. pojawiła się jeszcze jedna i zarazem ostatnia plansza, tyle, że ciężko nazywać ją reklamową, gdyż nie zawierała nazwy żadnej firmy, a jedynie napis „Legijna żyleta to my”. Wodzirejem stał się Tomek „Alchim” ,który swoją charyzmą bardzo mocno poprawił doping na trybunach stadionu. Ostatnim, działającym do tej pory „gniazdowym” jest „Staruch”.

 

Doping również rozwijał się dynamicznie. Fani zainspirowani mundialem w Argentynie w 1978 r., kiedy to furorę zrobiły fruwające serpentyny, wprowadzili je na Legię. Z kolei na połowę lat 90. przypadł początek opraw z użyciem rac i innej pirotechniki. Pojawiły się też flagi, tzw. „sektorówki” i pierwsze grupy „Ultras”, począwszy od dobrze znanych „Cyberfanów”, na działających od dekady, z każdym rokiem coraz bardziej imponujących „Nieznanych Sprawcach” kończąc. 

 

 

14 listopada 2008 roku warszawscy fanatycy zasiedli po raz ostatni na „Żylecie” starego stadionu. Legia grała ze Śląskiem Wrocław. Na zakończenie spotkania kibice chcący zachować na pamiątkę chociaż cząstkę legendarnej trybuny, zaczęli wyrywać krzesełka. Kilka z nich również możecie zobaczyć w legijnym muzeum.

 

Jak wiadomo, obecnie trybuna najbardziej zagorzałych kibiców usytuowana jest za bramką od strony ulicy Łazienkowskiej. Bo – warto powtórzyć to jeszcze raz -  „Żyleta” to ludzie a nie miejsce.                     

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN