Legia Warszawa
vs Górnik Zabrze
Czas do meczu
Zajętych miejsc
28924
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-08-23 23:45:00

Prawda czasu - Dossa Junior

Autor: Janusz Partyka Fot. Mateusz Kostrzewa, Jacek Prondzynski, Janusz Partyka
Portugalczyk z cypryjskim paszportem – Omar Hassamo Júnior Dossa Momade, to... najdłuższy nazwiskiem piłkarz w historii Legii. I jeden z bardziej utalentowanych defensorów, którzy w XXI wieku pojawili się przy Łazienkowskiej. Z ''eLką'' na piersi grał jednak tylko niecałe dwa lata. Zdążył w tym czasie rozegrać 53 mecze i strzelić cztery gole.

Przed podpisaniem kontraktu z warszawskim klubem wiele razy na Wyspie Afrodyty oglądał go ówczesny asystent trenera Wojskowych Jacek Magiera. „Na boisku sprawiał wrażenie człowieka twardego i nieustępliwego. Taki wydawał się też poza nim. Myślałem, że jak wejdzie się do szatni, to każdy będzie się go bał. Jego spojrzenie i postura spowodują, że każdy będzie czuł do niego respekt i trzymał się na dystans. Okazał się jednak zupełnie innym człowiekiem – uśmiechniętnym, pomocnym, w dodatku o gołębim sercu” – wspominał Dossę na łamach NL Magiera. W AEL-u Limassol nosił przydomek King-Kong. Sam jednak nie wie, czy bardziej traktował on o jego posturze i twardej grze, czy jednak o urodzie. Ponieważ siłownia to jedno z jego ulubionych miejsc na stadionie Legii, należy przyjąć, że chodziło o to pierwsze.

 

Urodzony w Lizbonie Junior na poważnie wziął się za grę w piłkę dość późno, bo w wieku 18 lat. Wcześniej jedynie kopał ją z kolegami dla zabawy. Poważne treningi rozpoczął w portugalskim trzecioligowcu Imortal – najpierw w juniorach, a potem przez chwilę w dorosłej drużynie. W ojczyźnie Magellana i Vasco Da Gamy nikt jednak się na nim nie poznał, postanowił więc wyjechać na Cypr, gdzie dostał angaż w pierwszoligowym Digenisu Akritas. W południowo-zachodniej Azji pozostał na dłużej i po kolejnym roku przeniósł się do drugoligowca AEP Pafos, z którym awansował do Protathlima A' Kategorias – najwyższej klasy rozgrywkowej Cypru. Od tego czasu zaczął grać w poważną piłkę. Po kolejnym sezonie odszedł do AEL-u Limassol, z którym w 2012 roku zdobył mistrzostwo kraju. Przyjął także propozycję gry w reprezentacji Cypru, o co wielu piłkarzy z kadry tego kraju ma do niego pretensję. Wraz z ofertą Legii otrzymał propozycję z FK Krasnodar, ale z niej nie skorzystał. Nie żałował tej decyzji, choć w Legii za długo nie pograł. W ciągu niecałych dwóch lat rozegrał z „eLką” na piersi 53 mecze i strzelił cztery gole.

 

Decydujący wpływ na jego przylot do Warszawy miał jego szwagier Helio Pinto, który kilkanaście dni przed nim również podpisał kontrakt z Legią. „O zainteresowaniu wiedziałem od jakiegoś czasu, ale kwota jakiej za mnie żądano była za wysoka. Do Polski przyleciał Helio, zobaczył stadion oraz miasto i powiedział, że będę miał tu wszystko o czym marzę” – mówił Dossa i oznajmił prezesowi Sofokleousowi, aby ten zapomniał o innych ofertach, bo dla niego liczy się tylko ta z Legii. Klub wykorzystał więc kryzys jaki panował na Cyprze i przygotował dla niego dobry kontrakt, ale wydaje się, że to osoba Pinto zdecydowała o jego ostatecznej decyzji. „Nie miałem momentu zawahania. To, że będę miał obok siebie szwagra, tylko ułatwiło mi podjęcie decyzji” – mówił w 2013 roku obrońca Legii. Junior uważał polską ekstraklasę za bardzo dobrą, dzięki której podniesie swoje umiejętności. Twierdził tak przed pierwszym meczem w barwach Wojskowych, ale do dziś nie wiadomo czy opinia ta się potwierdziła. „Warunki w Legii są nieporównywalne do tych, które miałem wcześniej. To najlepszy klub w którym grałem” – stwierdził po przylocie do Warszawy. Kibice porównywali go do jego czarnoskórych poprzedników – Moussy Ouattary i Dicksona Choto. I się nie mylili.

 

Pierwsze mecze w Legii nie były jednak dla niego udane. Mijał się z piłką, źle obliczał tor jej lotu, popełniał proste błędy. Nie wyglądał na faceta, któremu można w bezgranicznie zaufać, zaliczał gafy w najmniej spodziewanych momentach. Z każdym meczem prezentował się jednak coraz lepiej i zaczynał spełniać pokładane w nim nadzieje. Twardziel nie lubiący narzekać na to, że coś go boli. Miał kilka urazów, które mogły wyeliminować go z meczu, ale to gość z charakterem. Grał na pograniczu faulu, twardo i niebezpiecznie. Kibice lubią takich piłkarzy, sędziowie i napastnicy drużyny przeciwniej już nieco mniej. „Musi to wyeliminować, bo występuje na newralgicznej pozycji. Po żółtej kartce, którą kilka razy obejrzał na samym początku spotkania, do końca meczu musi już uważać, co ogranicza jego grę” – mówili trenerzy Legii, a on z czasem przekuł słowa w czyny.

 

Portugalczyk z meczu na mecz był coraz pewniejszy, regularnie grał na środku obrony, a trener Urban stawiał na niego częściej niż na szwagra Pinto, który miał być przecież gwiazdą nie tylko Legii, ale całej polskiej ligi. Wielkim marzeniem Dossy było... wykonanie rzutu wolnego podczas meczu. Nie dostał jednak takiej szansy, bo patrząc jak naśladował na treningach Ronaldo, żaden z trenerów się na to nie odważył. Udowodnił także, że potrafi grać głową, ale tylko w obronie. Jeśli grałby tak samo dobrze tą częścią ciała w ataku... zapewne nie grałby wówczas w Legii. Gdy trzeba było wyskoczyć i wybić piłkę, dawał radę. Gdy trzeba było w odpowiednim momencie wbiec w pole karne i uderzyć głową na bramkę rywala, robił się już mały problem. Ale za to potrafił doskonale wprowadzać piłkę do ataku. Bez dwóch zdań, był to jeden z bardziej utalentowanych obrońców, jacy trafili na Łazienkowską w XXI wieku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN