Legia Warszawa
vs Sheriff Tyraspol
Czas do meczu
Zajętych miejsc
16226
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-02-24 19:16:00

Prawda czasu - Władysław Grotyński

Autor: Janusz Partyka, wyk. mat. Wiktora Bołby/NL Fot. Eugeniusz Warmiński/Archiwum Legii
W tym roku mija 15 lat od śmierci jednego z najlepszych bramkarzy w historii Legii – Władysława Grotyńskiego. Można się spierać, czy był on w tamtych czasach lepszy od złotych medalistów olimpijskich z Monachium Huberta Kostki czy Mariana Szei, nie zmienia to jednak faktu, że bramkarski talent legionisty nie został w pełni wykorzystany. Na przeszkodzie stanęły jednak nie tylko sprawy sportowe.

Istnieje niepisana reguła, że w drużynie piłkarskiej bramkarz oraz lewoskrzydłowy muszą być nieco „szaleni”. O niekonwencjonalnych zachowaniach niektórych bramkarzy krążą przekazywane przez pokolenia kibiców legendy, a klasycznym tego przykładem jest właśnie postać jednego z najlepszych bramkarzy w historii Legii Władysława Grotyńskiego. Jego ekscentryczne zachowania szokowały nie tylko działaczy Legii, ale także – a może przede wszystkim – organa ówczesnej władzy. Grotyński urodził się 16 października 1945 roku w Arciszewie w województwie kujawsko-pomorskim. Do Legii przyszedł z Mazura Karczew w roku 1964, ale na debiut w drużynie Wojskowych musiał czekać jeszcze ponad rok. Był królem życia, przez co jednak jego kariera nie rozwinęła się na miarę oczekiwań i wielkiego talentu. Jego charakter doprowadził go to do wielu perypetii podczas samej gry w piłkę, jak również tragicznego końca jako człowieka. Jedno jest jednak niepodważalne – Grotyński był najwszechstronniejszym bramkarzem, jaki kiedykolwiek stał między słupkami bramki drużyny z Łazienkowskiej.

 

Zanim trafił do Warszawy Władysław Grotyński uprawiał wiele różnych dyscyplin sportu, takich jak hokej, boks czy lekkoatletykę (m.in. rzut dyskiem). Ta ostatnia dała mu niezwykłą umiejętność – potrafił przerzucić piłkę ręką daleko, na drugą połowę boiska. Był indywidualistą, ale często przecież mówi się o pozycji bramkarza, że to jedyny przypadek indywidualnej dyscypliny w sporcie zespołowym. Wzbudzał zachwyt kibiców wspaniałymi interwencjami, ale nie tylko one powodowały, że w był ulubieńcem kibiców. W meczu z Feyenoordem Rotterdam w ramach rozgrywek o PEMK w 1970 roku, po bezpardonowym ataku rywala legionista pobiegł za nim za bramkę i... pchnął go tak mocno, że napastnik przewrócił się na murawę. Arbiter nie ukarał Grotyńskiego żółtą kartką jedynie dlatego, że... te wprowadzono dopiero kilka miesięcy później. Golkiper Legii słynął również z tego, że grając w oficjalnych meczach Wojskowych często występował... w bluzach bramkarzy z innych klubów czy reprezentacji narodowych.

 

Cofnijmy się jednak jeszcze o kilka lat. To w podwarszawskim Mazurze Karczew Grotyński postanowił, że będzie bramkarzem. Kiedy otrzymał powołanie do wojska nie wyobrażał sobie, by nie przyszedł do Legii. Tak też się stało. W roku 1965 nieco przypadkowo zadebiutował w pucharowym spotkaniu z TSV 1860 Monachium. Ówczesny trener Virgil Popescu przed meczem miał postawić na Ignacego Penconka lub Stanisława Fołtyna. Zdecydował się jednak na... Grotyńskiego. Legia zremisowała 0:0. Grotyński zachował więc czyste konto, rozgrywając zresztą znakomite spotkanie. Podczas swojej kariery imponował refleksem, przygotowaniem fizycznym, dobrze grał także na przedpolu, odważnie interweniując nawet w trudnych sytuacjach. Nie bał się konfrontacji z napastnikami rywali. To oni raczej woleli omijać go szerokim łukiem. Po meczu z niemiecką drużyną „Śruba” – jak nazywali go koledzy z szatni – miejsca między słupkami bramki Legii już nie oddał.

 

Chwilę przed swoim debiutem... po raz pierwszy opuścił wojskowy areszt, co jest istotną informacją w kontekście jego dalszej kariery i perypetii w warszawskim klubie. W trakcie siedmiu sezonów gry w barwach Legii dwukrotnie został mistrzem Polski (1969, 1970), raz zdobył krajowy puchar (1966) i trafił do ówczesnej kadry Kazimierza Górskiego. Do niego należy klubowy rekord bez straty gola – Grotyński zachował czyste konto przez 762 minuty. Jego rekord „atakował” po latach Dusan Kuciak, ale zabrakło mu w rezultacie... czterech minut. Z „eLką” na piersi Grotyński rozegrał 199 meczów.

 

Ciekawe, jak potoczyłaby się dalsza kariera legionisty, gdyby nie kolejna poważna poza boiskowa wpadka? Mowa o słynnej aferze na Okęciu, gdy wraz z Januszem Żmijewskim przed wylotem na mecz z Feyenoordem Rotterdam w półfinale o PEMK, przemycali dolary... Afera miała drugie dno, ktoś bowiem doniósł na piłkarzy jeszcze przed przyjazdem ekipy na Okęcie, gdzie celnicy już czekali, aby ich skontrolować. Obaj polecieli ostatecznie do Holandii, ale rozbita Legia przegrała 0:2 i odpadła z rozgrywek. Po powrocie do Polski Żmijewskiego zdyskwalifikowano, zaś Grotyński został ukarany w inny sposób. „Przemycane dewizy prawdopodobnie były mu potrzebne na zakup kolejnego luksusowego auta, które były jego największą miłością. W ogóle legionista uwielbiał wyróżniać się wśród innych. Nosił markowe ubrania z Zachodu i jeździł białym 120-konnym Fordem Mustangiem, którym siał spustoszenie na szarych ulicach stolicy. (...) Afera na Okęciu nie była jedyną, która przypadła mu w udziale. Działając we współpracy z warszawskim światkiem przestępczym wpadł na próbie szmuglowania dużej ilości złota. Tym razem pobłażania ze strony władz już nie było. Z dwuletnim wyrokiem trafił do aresztu przy ulicy Rakowieckiej. Jednak w latach 70. niektóre piłkarskie kluby miały spore możliwości... skracania sądowych wyroków. Konkretnie chodzi o Zagłębie Sosnowiec, ulubioną drużynę ówczesnego I sekretarza Edwarda Gierka, który urodził się właśnie w tym mieście. Walka o wyciągnięcie bramkarza na wolność rozpoczęła się od przeniesienia go z aresztu w Krzywańcu do Wojkowic Śląskich. Stamtąd wyszedł na wolność, by... pomóc Zagłębiu obronić pierwszą ligę. Tam również stał się idolem fanów. (...) Po uratowaniu ligi dla Sosnowca pozwolono mu wrócić do stolicy. Zamiast skupić się na grze robił jednak wszystko, by trafić do Ameryki, konkretnie do Cosmosu Nowy Jork. Władza pozostała jednak nieugięta i nie zgodziła się na wydanie 'Śrubie' paszportu. W Legii nigdy już nie zagrał, a karierę zakończył w Mazurze Karczew” – czytamy na historycznych stronach NL w materiale Wiktora Bołby. W roku 1979 Grotyński zakończył piłkarską karierę. W reprezentacji Polski rozegrał cztery mecze, w których puścił pięć bramek.

 

Z czasem Władysław Grotyński zaczął schodzić na społeczny margines. Handlował dewizami pod Pałacem Kultury i Nauki czy Domem Chłopa, nie stronił od alkoholu. Zapomniany przez większość kolegów z boiska, schorowany i bez środków do życia zaczął przesiadywać w kasynie. Zmarł na zawał serca 28 czerwca 2002 roku, w wieku 57 lat. Został pochowany w Starej Miłośnie. Tak wygląda tragiczna historia ostatnich lat życia dawnego idola kibiców z Łazienkowskiej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

gunner
Szeregowiec
2017-02-25 10:32:06
Kolejny kolor Mustanga Grotyńskiego to biały. Był już czerwony, niebieski teraz biały.A moze on miał kilka Mustangów ? Do siostry mojego kolegi przyjeżdżał owszem Mustangiem ale ciemno-zielonym.Jako 10-12 letni chłopcy siedzieliśmy na Sędziowskiej i czekaliśmy jak nim odjedzie. A może spytać kogoś z jego byłych kolegów klubowych czym jeździł ? Np Lucjana Brychczego

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 459
PLN
Cena 89
PLN
Cena 149
PLN