Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-12-18 11:30:00
Newsletter

Samuraj z Ł3 - Tsubasa Nishi

Autor: Jakub Mieżejewski Fot. Jacek Prondzynski
- Przychodziłem tutaj z myśleniem, że jeśli chcę grać na świetnych murawach, muszę grać tak dobrze, by trafić do lepszego klubu. Wszystko zależy od ciebie i twojego nastawiania - mówi Tsubasa Nishi lider zespołu rezerw Legii Warszawa. Zapraszamy na rozmowę o specyficznej japońskiej mentalności oraz trudnościach, które czekają obcokrajowca grającego w Polsce.

Co japoński piłkarz robi przez cztery lata w Polsce? To egzotyczny wybór dla zawodnika z tego kraju.

 

Miałem 22 lata i skończyłem studia na wydziale marketingu w Japonii, ale byłem w stu procentach zdeterminowany, by grać w piłkę. Przede wszystkim chciałem występować w Europie, a mój agent dobrze znał polski rynek. Szukaliśmy klubu, ale nie miałem jakichkolwiek szans, by dostać się na testy nawet do klubów z pierwszej ligi, ponieważ w Japonii grałem w lidze akademickiej, która nie jest w pełni profesjonalna. 

 

Nie miałeś ofert z ligi japońskiej?

 

Z dwóch najwyższych lig nie miałem i jedyną możliwością był wyjazd zagranicę. W Polsce nie było wtedy limitów dla obcokrajowców, więc w III-ligowej Gwardii Koszalin grało ze mną dwóch innych Japończyków. To była oczywiście ciężka decyzja. Musiałem totalnie zmienić myślenie w pewnych kwestiach. Trafiłem do nowego kraju, z inną kulturą, gdzie gra się w piłkę inaczej, ale chciałem spróbować czegoś nowego w życiu i przeżyć nowe doświadczenie.

 

To była mocno ryzykowna decyzja. Jeśli nie udałoby się w Polsce, nie miałbyś szans na powrót do grania w Japonii. 

 

Oczywiście, ale nie zastanawiam się na tym, co przyniesie przyszłość, bo nie wiem, co może wydarzyć się nawet w ciągu pół roku. Chciałem grać w piłkę w Europie, zawsze daję z siebie wszystko i odrzucam od siebie myśli typu: jak będę źle grał, to nie znajdę później klubu.

 

Jak wyglądały twoje pierwsze miesiące w Polsce?

 

Początki były bardzo ciężkie. Nie grałem zbyt dobrze, ponieważ w III lidze gra jest bardzo fizyczna, piłka jest ciągle w górze. Trener przed każdym meczem mówił tylko: walka, walka, walka. W Japonii tego nie było, więc musiałem zmienić myślenie, ale po kilku miesiącach przyzwyczaiłem się do tego. W życiu codziennym największe trudności miałem z porozumieniem się z innymi, ponieważ nie znałem języka polskiego i w niewielkim stopniu angielski. Miałem dwóch japońskich przyjaciół w zespole, więc jakoś sobie radziliśmy.

 

Teraz po czterech latach pobytu w Polsce radzisz sobie lepiej z językiem?

 

Największe problemy w języku polskim sprawiają mi odmiany. Nawet w języku polskim i angielskim niektóre słowa są podobne, a z japońskim tak nie jest. Teraz rozumiem prawie wszystko, chyba, że ktoś mówi bardzo szybko. Na pewno nie mam problemu, by dogadać się w szatni z kolegami z zespołu.

 

 

Bolesne było dla ciebie zderzenie z rzeczywistością niższych lig w Polsce? Wiele osób grających w nich mówi o ciągłych problemach finansowych, słabych warunkach treningowych.

 

Tylko w dwóch z pięciu klubach, w którym grałem nie było problemów finansowych, więc sądziłem, że w Polsce niepłacenie na czas jest czymś normalnym. Warunki treningowe też nie były najlepsze. Przykładowo w jednym z klubów nie mieliśmy boiska treningowego, więc musieliśmy ćwiczyć w parku. Przychodziłem tutaj z myśleniem, że jeśli chcę grać na świetnych murawach, muszę grać tak dobrze, by trafić do lepszego klubu. Moim zdaniem, złe warunki nie sprawiają, że nie możesz pokazać swoich umiejętności. Wszystko zależy od ciebie i twojego nastawiania. 

 

A jeśli chodzi o szatnię? Japończycy są spokojniejsi, mają większy szacunek do starszych, a polskie szatnie słyną z gorącej atmosfery i często wulgarnego języka. Nie było to dla ciebie szokiem?

 

Nie miałem żadnego problemu, żeby się do tego przyzwyczaić. W polskiej szatni czuję się spokojniejszy. Znane mi z Japonii bycie ułożonym przeszkadza w komunikacji na boisku, a tutaj tego nie ma.

 

A co z nastawieniem mentalnym? 

 

To indywidualna kwestia. Przychodziłem tutaj, by grać w piłkę i dawałem z siebie wszystko, by zrobić karierę. Wiedziałem, że do Polski na mecze przyjeżdżają skauci z innych krajów, dlatego dziwiłem się, że niektórzy piłkarze nie skupiają się tylko na futbolu i mają lekkie podejście do tego sportu.

 

O Japończykach mówi się, że są konserwatywni, pracowici, do bólu perfekcyjni. Skąd wzięły się te cechy, czy może są one przerysowane?

 

To nie stereotyp. Wydaje mi się, że podchodzi to z naszej historii. Mamy silną, własną mentalność. Nigdy się nie poddajemy. Są dobre i złe strony poszczególnych kultur. Japońskiej również. Japończycy są pracowici, ale mam wrażenie, że sensem ich życia jest praca. Są skupienie tylko na niej i nie maja czasu, by odpocząć. W Polsce latem każdy jedzie na dwu, trzytygodniowy urlop. Wydaje mi się, że tutaj ludzie bardziej cieszą się z życia. 

 

Widzisz duże różnice między życiem w Japonii, a w Polsce?

 

Życia w Japonii jest wygodniejsze, ponieważ wiele sklepów, restauracji jest otwartych przez 24 godziny. Po tym względem to komfortowe, ale byś mógł coś kupić, ktoś musi pracować w tym czasie, więc w gruncie rzeczy to wcale nie takie dobre. W Polsce ludzie są bardziej otwarci i pomocni, z kolei Japończycy przepraszają za najmniejszą rzecz. Właściwie każdą rozmowę zaczynają właściwie od słowa „przepraszam”. Teraz zbliżają się święta i w Japonii wyglądają one zupełnie inaczej. U nas w Boże Narodzenie je się świąteczne ciasto i spędza się czas z dziewczyną, chłopakiem lub ze znajomymi, a w Nowy Rok jemy tradycyjne potrawy i przebywamy z rodziną. W Polsce jest zupełnie odwrotnie i chyba wolę wasz zwyczaj. 

 

 

Po dwóch dobrych sezonach w Stomilu Olsztyn zdecydowałeś się na grę w III-ligowych rezerwach Legii. To nietypowa decyzja.

 

Latem miałem kilka ofert z pierwszej ligi, ale nie przyjąłem ich, ponieważ moim celem była gra w ekstraklasie. Pojawiła się też oferta z Legii II, więc stwierdziłem, że po dobrych występach w rezerwach dostanę szansę awansu do pierwszego zespołu. Nie było na to wielkiej szansy, ale w jakimś procencie wierzyłem, że może się to stać. Wiedziałem, że wielkim ryzykiem jest krok w dół, ale byłem przekonany, że to dobra decyzja. 

 

Masz 27 lat, to najlepszy wiek dla piłkarza. Wspominasz o grze w ekstraklasie. Ile lat dajesz sobie, żeby tam zadebiutować?

 

Nie stawiam sobie konkretnych dat, ale w ciągu dwóch lat chciałbym tam zadebiutować. Ludzie często mówią, że ktoś jest za stary, żeby grać na pewnym poziomie, ale uważam, że to nieprawda. Wiadomo, że czuję pewną presję, że powinienem iść wyżej, ale nie zastanawiam się na tym. Mam pół roku gry w Legii przed sobą, będę walczył i zobaczymy co dalej.

 

W czerwcu Polska i Japonia zagrają ze sobą w mistrzostwach Świata. Jak w twoim kraju zostało odebrane takie losowanie?

 

W Japonii to gorący temat. Porównując z innymi grupami, nasza grupa jest jedną z lepszych. Nasi rywale są bardzo niebezpieczni. Każdy Japończyk zna Lewandowskiego, Krychowiaka, czy Szczęsnego. Jakie są oczekiwania wobec naszej kadry? Ostatnio nasza reprezentacja nie grała zbyt dobrze, więc kibice nie oczekują zbyt wiele. Nie mamy w zespole wielkich gwiazd poza Kagawą i Okazakim, To oni mają poprowadzić ten zespół ku zwycięstwu, ale będzie bardzo ciężko Pierwszy mecz gramy z Kolumbią. Cztery lata temu na Mistrzostwach Świata przegraliśmy z nimi 1:4…

 

Co możesz powiedzieć o stylu gry Japonii?

 

Z tym mogę mieć pewien problem, ponieważ ostatnio nie oglądałem zbyt wielu meczów reprezentacji Japonii. Zwykle grają w południe czasu polskiego, a ja w tym czasie miałem treningi, więc bardziej orientuję się w meczach reprezentacji Polski (śmiech). Jak zawsze, jesteśmy dobrze zorganizowaną, grającą zespołowo drużyną. Ciężko też powiedzieć jak zagramy na Mundialu, bo w Azji prowadzimy grę, rywale są słabi, a tutaj zagramy z silniejszymi drużynami. Największym naszym problem jest słaba fizyczność. Przede wszystkim będziemy musieli grać sprytnie, by cokolwiek wygrać.

 

Kto wyjdzie z tej grupy?

 

Oczywiście mam nadzieję, że Polska i Japonia, ale w meczu pomiędzy obiema drużynami będę za Japonią (śmiech). 

 

Muszę cię zapytać o jedną rzecz na koniec. Wiesz, że masz najbardziej piłkarskie imię w  Legii?

 

Każdy mnie o to pyta (śmiech). Moje imię nie pochodzi z bajki o Kapitanie Tsubasie. Moi rodzice nie znali tej kreskówki ani nie interesowali się piłką nożną. Słyszałem, że ta bajka była bardzo popularna w Polsce, podobnie jak w Japonii. Sam ją oglądałem, kiedy byłem dzieckiem. A w Japonii imię Tsubasa jest bardzo popularne.

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN