Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-06-25 13:30:00
Newsletter

Słuszna linia - 10

Autor: Marcin Węcławek Fot. Jacek Prondzynski
Gdzie uciec od upału, ale nie umrzeć z nudów? Co zostało po słynnym kinie obok którego mieszkali Vejvoda i Deyna? W których miejscach buduje się najlepiej Warszawie? Gdzie mogliby u nas biesadować niedawni sparingowi rywale z Tbilisi? Przywitajcie Mokotów bez kłopotów i poszukajcie odpowiedzi.

 Sprawdź inne odcinki cyklu!

 

W tej "Słusznej Linii"  poruszamy się po odcinku, który przejechać można kilkoma różnymi tramawajami. Wybraliśmy "dziesiątkę", bo w 2016 roku szczególnie lubimy okrągłe liczby a sam cykl ma właśnie dziesiątą odsłonę, ale tak naprawdę alternatyw jest wiele i nikt na przystanku nie będzie długo czekał.  A warto wsiąść - zapewniamy atrakcje dla osób w każdym wieku, piękne parki, dobrą kuchnią i kapitalną architekturę w Warszawie - odruchowo i często niesłusznie nazywanej brzydką.  

 

Kliknij w zdjęcia, żeby zobaczyć je w pełnym rozmiarze! 

 

 

 SŁUŻEWSKI DOM KULTURY, UL. BACHA 15 (przystanek Wyścigi)

 

„Z daleka widać go tylko trochę. Jasne deski przezierają przez zieleń drzew. Wzrok szuka jakiegoś pewnego kształtu, ale go nie znajduje. Człowiek myśli, że już coś uchwycił, ale zaraz wymyka się to wyobrażeniu. Wszystko trzeba zaczynać od nowa. Taka zabawa na samym początku. A potem jest już tylko lepiej. Kilka brył rozrzuconych na zielonym terenie. Niektóre przypominają swym kształtem i rozmiarem stare wiejskie chałupy. Delikatnie tylko zaznaczone, właściwie to duchy chałup” – tak o Służewskim Domu Kultury pisze Filip Springer w tegorocznej „Księdze zachwytów”.

 

 

 I rzeczywiście, to jeden z najlepszych architektonicznie pomysłów zrealizowanych w Warszawie, błyskotliwe połączenie drewna, metalu i szkła, za sprawą inwencji pracowni WWAA i 307kilo idealnie wpisujące się w miejsko-wiejski charakter dzielnicy.  Gdy docieramy do SDK od razu widać, że mieszkańcy lubią to miejsce. Matka z córką siedzą na schodkach amfiteatru i jedzą lody, starszy jegomość przygląda się z entuzjazmem ściance spinaczkowej. Jest tu gdzie wypić dobrą kawę, wpaść na wystawę czy film. Najmłodszych ucieszy ambona, na którą można się wspiąć i popatrzeć na szuwary, zagroda z kozami, elektrownia wiatrowa, ogródek warzywny i niebanalny plac zabaw. W dniu publikacji (25.06) odywają się akurat targi designu, a od poniedziałku (27.06) rusza lato w mieście z mnóstwem ciekawych warsztatów. 

 

 

 

 

KRÓLIKARNIA, UL. PUŁAWSKA 113A (Królikarnia)

 

W XVII wieku był tu drewniany dwór myśliwski, w którym hodowano króliki na potrzeby polowań. W kolejny stuleciu powstał pałac wraz z browarem, karczmą, młynem i stodołami. Dalsze losy są zbyt skomplikowane by referować je krok po kroku, grunt, że 20 lat po II Wojnie Światowej doprowadziły do stworzenia prężnego muzeum rzeźby, wraz z będącym częścią ekspozycji parkiem o wielkości sześciu Stadionów Narodowych.

  

To jedno z najładniejszych miejsc na Mokotowie. Pierwszym eksponowanym na zewnątrz dziełem była  "Dusza odrywająca się od ciała" autorstwa patrona muzeum – Xawerego Dunikowskiego. Teraz prac jest sporo.  Kiedy Warszawiacy wypoczywają na rozłożonych na trawie leżakach , popija lemoniadę i kawę mrożoną, jednym okiem patrząc na elegancką klasycystyczną fasadę, drugą doglądając baraszkujących dzieciaków, towarzyszy im "Leżący" (w całkiej dziwnej pozie) Olgierda Truszyńskiego i marmurowa "Tancerka" Jekatieriny Biełaszowej.

  

 

Naszą uwagę przyciąga przede wszystkim gablota w której Dorota Buczkowska umieściła swoje "Uzdrowisko", zbiór "poranionych" form z kolorowego szkła. Królikarnia jest zadbana, gwarantuje cień, relaks i mnóstwo wrażeń. Można tu przyjść oczywiście na wystawę (świeża "Rodin/Dunikowski.Kobieta w polu widzenia"),  na jeden z licznych koncertów, na warsztaty, po dobrą książkę, bądź do kina – w dniu publikacji (25.06) w ramach "Kina letniego z Królikarnia Cafe" o godz. 21 wyświetlany jest akurat "Motyl i Skafander"

 

 

GOŁĘBNIK ZUGA, UL. PUŁAWSKA 59 (Morskie Oko)

 

Oj, jest tu co robić. Obok modna "Regeneracja" , z sobotnimi warsztatami rodzinnymi i kilkunastoma imprezami miesięcznie. Albo "Mozaika", imprezowy symbol czasów minionych, w którym elegancki jest tylko neon na zewnątrz. Kawałek w dół – malownicze Morskie Oko z mauzoleum i wierzbami płaczącymi. Nie wiadomo gdzie patrzeć, gdzie iść... Ale to projektowana jeszcze w XVIII-wieku przez Szymona ogumiła Zuga, gotycka wieżyczka kradnie całą uwagę, zwłaszcza o godz. 17, gdy rozbrzmiewa z niej "Marsz Mokotowa" stworzony w czasie Powstania Warszawskiego przez żołnierzy pułku Armii Krajowej "Baszta".

 

 

Choć szpiczasta, niecodzienna konstrukcja dachu sugeruje laboratorium szalonego alchemika, to w środku rezyduje mistrz zegarmistrzowski, który chętnie "sikora" naprawi, niezależnie od tego czy elektroniczny, czy mechaniczny.  Budowlę planowano oryginalnie jako gołębnik, pełniła rolę pawilonu parkowego. To tędy wchodziło się do posiadłości Szustrów.

 

 

 KAMIENICE WEDLA , UL. PUŁAWSKA 26 / 26A / 28 (Dworkowa)

 

"Rodzinna firma Jana Wedla, warszawskiego potentata cukierniczego, dbała o stałych współpracowników. Dla kadry kierowniczej zbudowała mieszkania czynszowe na Mokotowie.  Powstały też m.in. dwie luksusowe kamienice, których wspólny elementem są wielondygnacyjne wykusze z loggiami i wjazd zdobiony kutą bramą. Nad wejściami do budynków zachowały się płaskorzeźbione alegorie czterech pór roku autorstwa Józefa Belowa" – piszą Joanna Koszewska i Grzegorz Mika w "MOK".

 

 

I zwracają uwagę, że w budynku z numerem 28  "dachowy taras rekreacyjny ograniczony jest attyką przypominającą tabliczkę czekolady".  Został klinkier i rzeźbiony czerwony granit, nie ma za to neonu, sklepu, kto zaś chciałby zobaczyć wykończenie klatek schodowych – a warto – musi liczyć na dobrą wolę mieszkańców. Na miejscu jest za to piekarnia. Z tradycjami.

 

 

 

 RESTAURACJA TBILISI, UL. PUŁAWSKA 24 (Dworkowa)

 

Legioniści grali właśnie sparing z Dinamo Tbilisi, remisując 1:1. My również mierzymy się z "Tbilisi", ale nad wrażenia sportowe przedkładamy te kulinarne. Kiedyś to był skromny punkt, z paroma daniami w menu i dwoma stolikami na krzyż, gdzie w kuchni rezydowały trzy pokolenia gotujących pań. Teraz to spora restauracja z dopieszczonym wnętrzem – w wystroju dominuje cegła, całość wieńczą kwiaty, efektowne fotografie, efektownie wystawione przysmaki i ciasta pod którymi na smakoszy czekają butelki różnorakich win.

  

 

Klienci przychodzą najchętniej po chaczapuri – drożdżowy placek ze słonym serem, choć hitem są też rosołowe pierogi chinkali i mięsny, grillowany, barani lula kababi. Żar leje się z nieba, czasu brakuje, bierzemy zatem coś drobniejszego – pieczarki i grillowaną paprykę nadziewaną pastą z włoskich orzechów, kaukaskie, kuliste odpowiedniki tapas ze szpinaku, bakłażana i fasoli szparagowej. Wszystko to dopawione ziołami, aromatyczne, dekorowane granatem.

  

 

Z tego wszystkiego zapomnieliśmy zapytać o gruzińską lemoniadę estragonową, wściekle zieloną, bardzo słodką, ale smaczną. Ale autor tu sobie jeszcze wróci, choćby dlatego, że na miejscu transmitowane jest Euro 2016. "Tbilisi" otwiera o 12 i działa do 22 (w niedzielę do 20)

 

 

LWY TRENAROWSKIEGO, UL PUŁAWSKA 17 (Rakowiecka)

 

Chris Niedenthal upamiętnił je swoim słynnym zdjęciem z czasu wojennego. Pablopavo, muzyk, którego kibicowską pasję poznasz po Kazimierzu Deynie naszytym na czapce, kazał w piosence je oddać. I nie był tu jedynym żartym przez nostalgię, bo spora część Warszawiaków pamięta te marmurowe kolumny, stiuki i wyściełane fotele. Tak czy siak, jedynym śladem, które zostało po otwartym w 1950 roku  "Kinie Moskwa" są betonowe lwy Józefa Trenarowskiego. Obserwowały upadek dwóch kin, bowiem nie utrzymał się otwarty na miejscu "Moskwy" multipleks. Co jeszcze mogły zobaczyć? Jednego z najsłynniejszych trenerów Wojskowych. W "generalskim" bloku przy Puławskiej zakwaterowano bowiem Jaroslava Vejvodę. To po nim dwupukojowe mieszkanie z kuchnią po ślubie przejął Deyna.

 

 

"Z Kaziem nikt nie trzymał. Był samotnym, białym żaglem, indywidualistą. Na boisku był tylko jeden Deyna – geniusz. Potrafił pójść z kolegami, ale w pewnym momencie się od nich odłączał i działał sam. Mieszkaliśmy blisko siebie, on na Puławskiej, przy dawnym Kinie Moskwa, a ja dwa przystanki tramwajem dalej. Czasami się spotykaliśmy, głównie u mnie. Zdarzało się, że wypiliśmy piwko, mimo że on innych alkoholi nie pił. Dziwiło mnie potem, że wiele słyszałem o tym jak już w Anglii brał się za Whisky, bo w Polsce interesowała go jedynie co najwyżej jedna lampka szampana lub ciemny browar, który lubił" – wspominał emerytowany bramkarz Jan Tomaszewski w rozmowie z Piotrem Kamienieckim.

 

 

GMACH MSZ, AL. SZUCHA 21 (Plac Unii Lubelskiej)

 

"W niedługiej historii gmachu MSZ przy alei Szucha, niczym w opowieści o Jamesie Bondzie, mieszają się intrygi szpiegowskie i nieoczekiwane zwroty akcji. Kiedy w 2003 roku wyjątkowo prosty w formie gmach oddawano do użytku, był jednym z najnowocześniejszych biurowców w Warszawie" – czytamy w "101 najciekawszych polskich budynków dekady". Agnieszki Rumińskiej. Chwalone jest perfekcyjne  wpasowanie się "pokrytej jasnym piaskowcem bryły" i lekkość całości zawdzięczana przeszklonemu parterowi. Czemu budynek nie został komercyjnym biurowcem? Zadecydowała bliskość MSZ-u i strach przed szpiegostwem. Państwo gmach odkupiło i do dziś ma na niego pilne baczenie. Kiedy meldujemy się na miejscu i przymierzamy do zdjęcia, od razu podchodzi do nas funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu. Ale kiedy słyszy tylko "Legia Warszawa", od razu się uśmiecha i uspokaja.

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN