Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2016-07-11 14:00:00
Newsletter

Słuszna linia - 115

Autor: Marcin Węcławek Fot. Jacek Prondzynski
Rembertów, Wawer i Anin to dla wielu mieszkańców stolicy peryferia. A jednak warto się tam zapuścić. Choćby po to, by poznać wystrzałową historię Legii, oddać cześć poległym, przyjrzeć się dobrej sztuce, a także odnaleźć na obrzeżach Warszawy kawałek Węgier bądź Podhala. Wystarczy wsiąść w 115.

 Sprawdź inne odcinki cyklu!

 

 

Pierwsze skojarzenia z Rembertowem? Zgrupowania z czasów Legii Deyny w niedostępnym, wojskowym ośrodku, trochę szemranego handlu (o „koszuli z Rembertowa” w „Wyblakłych myślach” rapował Sokół). Anin? Wille zasiedlane przez osobistości świata artystycznego i politycznego. Czas przekonać się, że te rejony to coś więcej - mogą wiązać się ze sportem na wysokim poziomie, ale też wieloma wstrząsającymi wojennymi opowieściami. Że drewno i beton wykorzystuje się tu w sposób niecodzienny, atrakcyjny dla oka, a spacerowicz znajdzie coś dla ciała i coś dla duszy, lepiej poznając swoje miasto. Wzdłuż trasy autobusu 115 kryje się wiele ciekawostek.  

 

Kliknij w zdjęcia, żeby zobaczyć je w pełnym rozmiarze! 

 

 

 

STRZELNICA REMBERTÓW, AL. GEN. CHRUŚCIELA (przystanek Rembertów-AON)

 

Sekcja Strzelecka CWKS Legia Warszawa wydaje się być na końcu świata. Administracyjnie podlega już pod Zielonkę, a żeby do niej dotrzeć, trzeba przejść przez teren Akademii Obrony Narodowej, potem przez tory i skręcić w lewo przed ogrodzeniem i bramą oddzielającą obiekty wojskowe. A jednak chętnych nie brakuje, kierownik Albert Horn (w zawodzie od ponad 40 lat) mówi nam o ogromnym obłożeniu, apogeum popularności strzelectwa w ostatnich trzech lat i trzech dniach oczekiwania, żeby móc postrzelać do rzutków. Wystarczy napisać, że do egzaminu na patent podeszło ostatnio 130 osób!

 

 

Horn, który zarówno o strzelectwie sportowym, jak i myśliwskim, wydaje się wiedzieć absolutnie wszystko, oprowadza nas po terenie w towarzystwie wyżlicy czeskiej, od szczeniaka przyzwyczajonej do huku wystrzałów i bardzo ponoć pomocnej przy polowaniach. Strzelnica jest malowniczo położona, leśne otoczenie pozwala znaleźć niespodzianki w postaci tropów daniela na piasku, zaś kierownik przykłada wagę do tego, by zachowała swój poligonowy charakter.

 

 

Po wejściu wita nas pomalowane na niebiesko pole skeetowo-trapowe. Skąd te barwy? Reprezentująca Legię Aleksandra Jarmolińska wystartuje w olimpiadzie i ma za zadanie przyzwyczaić się do stosowanych tam kolorów. Dalej jest nie mniej ciekawie. Osie - w sumie siedem - pozwalające trenować do wieloboju myśliwskiego z przesuwającymi się tarczami wyobrażającymi zwierzęta, te przeznaczone dla osób strzelającej w pozycji leżącej z karabinka sportowego, pole komercyjne, gdzie rzutki są wolniejsze, by od razu próbujących swoich sił nie zniechęcić. Przyjście tu to coś więcej niż wystrzeliwanie kolejnych magazynków, można dowiedzieć się w jakich okolicznościach sprawdzi się glock, a w jakich rewolwer, przysiąść w przestrzeni integracyjno-grillowej, by poczuć, że łowiectwo to cała kultura - obyczaj, ubiór, język. Strzelnica pracuje nad urozmaiceniami i jeszcze większą atrakcyjnością oferty, np. o dynamicznym strzelaniu na czas na polu z przeszkodami i fortyfikacjami. Zainteresowani mogą wejść z ulicy (kiedy już ucichnie zamieszanie wokół zlotu NATO, codziennie w godz. 9 - 17) i liczyć na to, że opiekunowie dobrze się nimi zajmą.

 

 

RELIKTY DAWNEGO REMBERTOWA, AL. GEN. CHRUŚCIELA / UL. PADEREWSKIEGO (Rembertów-Ratusz)

 

Rembertów należy do Warszawy od 1957 roku. Wcześniej funkcjonował jako zaplecze wojskowe i kolejowe (w 1867 roku otwarto magistralę na trasie Warszawa – Terespol – Moskwa). Dziś znany jest przede wszystkim jako dzielnica zielona (ponad 30% z 20 kilometrów kwadratowych powierzchni to właśnie takie tereny), ale okruchy historii pozostały. Należy ich szukać na Starym Rembertowie. „Osiedle to rozwijało się wokół dzisiejszej alei gen. Antoniego Chruściela ‘Montera’. Od niej odbiegały pozostałe ulice. W pierwszej połowie XX wieku stało się też modnym letniskiem dla mieszkańców Warszawy. Dziś podczas spaceru pomiędzy nowymi willami i domami można spotkać relikty zabudowy z końca XIX w. i początku XX w. Zachowały się m.in. drewniane budynki przy ulicy Ignacego Paderewskiego oraz małomiasteczkowe kamienice przy alei gen. Chruściela” – czytamy na polskaniezwykla.pl.

 

 

 

KLINIKA BETONU, UL. STRAŻACKA 58 (PKP Rembertów)

 

„Odkrywamy beton” – to hasło rezydującej na ul. Strażackiej Kliniki Betonu. Trzeba przyznać, że to akurat tworzywo przez lata kojarzyło się z siermięgą, budownictwem masowym i niechlujnym. Ale „płynny kamień” jest obecnie rehabilitowany, wręcz modny. „Jesteśmy w stanie podjąć się niemalże każdego wyzwania związanego z realizacją projektów z betonu architektonicznego” – chwali się firma. KB proponuje podejście niestandardowe, indywidualne, konsultuje się z architektami łącząc rzemieślniczy kunszt z najnowszymi technologiami. "Wyrafinowana prostota surowych brył, dynamika ‘połamanych’ powierzchni, futurystyczne, trójwymiarowe detale, zabawa modułem, drukowanie w 3D oraz fascynacja origami czy formami kryształu – ‘geometria przestrzenna’ to jeden z najsilniejszych trendów we współczesnym wzornictwie i aranżacji wnętrz” – chwali takie podejście label-magazine.pl.

  

 

Znamy Klinikę Betonu z co najmniej paru warszawskich realizacji: Narodowy Instytut Audiowizualny, scena pamięci przy Centrum Weterana, „mała architektura” przy Hali Banacha. Ale jak jesteśmy już na Rembertowie, nie możemy sobie odmówić odwiedzin, choć lojalnie ostrzegamy, że od przystanku to całkiem długi spacer. Trud będzie zrekompensowany. Wrażenie robi już portal wejściowy z rzeźbą, do gustu przypada nam również fotobeton z bliskim sercom legionistów marszałkiem Józefem Piłsudskim i „diament”, trójwymiarowa płytka ścienna. Inspiracja dla #Ł3?  

 

 

 

 

 CMENTARZ OFIAR WOJNY, UL. KOŚCIUSZKOWCÓW (Cm. Ofiar Wojny)

 

Pierwsze, co widzimy po wejściu na Cmentarz Ofiar Wojny w Marysinie Wawerskim, to wykonany przez Stanisława Zielińskiego pomnik rozstrzelanych, upamiętniający dokonaną pod koniec 1939 roku egzekucję wawerskich cywili. Zamordowano wówczas 107 osób, stosując odpowiedzialność zbiorową za przestępstwo dwóch kryminalistów prowadzące do śmierci dwóch niemieckich podoficerów. Dzieło, wycięta w kamiennej ścianie postać ofiary, z jedną desperacko rozczapierzoną dłonią i ręką uchwyconą jakby w geście zasłania się przed ciosem, uderza swoją radykalną ekspresją. I kontrastuje ze spokojnym otoczeniem rezerwatu przyrody.

 

 

Cmentarz, założony dwa miesiące po niemieckiej agresji na Polskę, serią prostych nagrobków i tablicami uzmysławia tragiczne losy, chociażby I Pułku Piechoty im. T. Kościuszki, walczącego o wyzwolenie warszawskiej Pragi w 1944 roku. Dokładniejsza obserwacja pozwala odkryć wiele przejmujących historii, choćby tą Janiny i Witolda Leopolda Mateckich, matki i syna, którzy zginęli pod koniec wojny w odstępie kilku miesięcy.

 

 

 

 WĘGIERSKIE SMAKI, UL. MICHAŁA KAJKI 68 (Instytut Kardiologii)

 

„Polak-Węgier dwa bratanki!” – to powiedzenie znalazło się na ustach wielu. Wróciło po tym, kiedy Nemanji Nikoliciowi udało się w zeszłym sezonie strzelić bramkę każdemu rywalowi Legii. Napastnik we wszystkich rozgrywkach strzelił łącznie 36 goli. - Rzeczywiście czuć tę atmosferę braterstwa. Polacy interesują się Węgrami, chociaż większość klientów zakosztowała ich na wyjazdach i po prostu poszukuje tych samych smaków. U nas je znajdują. Możemy też liczyć na Węgrów mieszkających w Polsce. Do tego dochodzą ciekawscy, przychodzą, mówią o bliskich stosunkach, sąsiadach stamtąd, słyszeli o gulaszach, o palince, są zainteresowani kuchnią, pytają o przepisy. Mogą od nas wyjść z odpowiednią książką, albo po prostu porozmawiać – mówi Ewa Hangel, pasjonatka kuchni madziarskiej, autorka dwóch publikacji (trzecia w drodze, w każdej jest rozdział „z miłości do Węgier . Wraz z mężem Ludwikiem prowadzi w Aninie „Węgierskie Smaki” – „najlepszy sklep węgierski”.

  

 

- Mąż jest połowie Węgrem, jego tata studiował tutaj długi czas, ale on urodził i wychował się w Polsce. Jego planem było wprowadzenie do Polski kultury węgierskiej, również po to, żeby mieć kontakt z ojcem, który w końcu wrócił do siebie. W związku z tym najpierw pomyśleliśmy o kociołkach, takich na ognisko – to było dziesięć lat temu, wiedzieliśmy, że każda impreza z grillem kończy się wysuszonymi kurczakami i jednym niezadowolonym, przewracającym je gościem. Kociołek jest zaś czymś, wokół czego wspólnie się zasiada, dorzuca, doprawia. To bardzo fajna integracja. Po kociołkach pojawiły się miliony pytań o kiełbaski, przyprawy, więc od pięciu lat rozwijaliśmy działalność. I rozwijamy ją dalej. Sprowadzamy coraz to nowe, oryginalne produkty, bo tylko takimi się zajmujemy - dodaje Pani Ewa.

 

 

W przytulnym sklepie znajdziemy szeroki asortyment towarów – wspomniane kociołki, paprykę we wszelakich postaciach, kiszone i marynowane warzywa, kiełbaski (nieraz „wściekle ostre”), salami i słoninę, zacierki Tarhonya, słodkie „kamyki Dunaju”. Smacznego!

 

 

KOŚCIÓŁ MATKI BOŻEJ KRÓLOWEJ POLSKI, UL. RZEŹBIARSKA 46 (Instytut Kardiologii)

 

Współczesna architektura sakralna z której możemy być dumni? Tak, to możliwe. Za kościół Matki Bożej Królowej Polski dziękować należy Zygmuntowi Stępińskiemu, projektantowi Mariensztatu, Kina Skarpa, Ochabówki i współtwórcy trasy W-Z. Szałas pasterski? Namiot? O projekcie zrealizowanym pod koniec lat 70. w miejscu dawnego, drewnianego kościółka mówi się różnie, ale zawsze dobrze. „Kościół z domem parafialnym łączą ciekawe arkady, a od ulicy Bosmańskiej (dawniej Kościelna) tworzy się bardzo piękna perspektywa z figurą Matki Bożej Królowej Polski (projektu Józefa "Dudka" Kenara) w środkowej arkadzie, rysującą się niczym w ramach obrazu” – informuje na swoim anińskim blogu Małgorzata Gutowska-Adamczyk.

 

 

„Teren parafii jest dość rozległy, od 1989 roku obejmuje też odzyskane po wielu latach PRL-owskiego zawłaszczenia dawne kino Wrzos (…) Na terenie parafii rośnie sporo dorodnych dębów. Przy południowej ścianie kościoła znajduje się grób ś.p. księdza Wiesława Kalisiaka, który przez trzydzieści lat sprawował w parafii posługę kapłańską jako proboszcz” - dodaje. To Kalisiak był pomysłodawcą lipowego ołtarza ze zdobionym bursztynami tabernakulum. Dzieło łączące myśl ze Starego i Nowego Testamentu, obrazujące gorejący krzew, wykonał nieżyjący już Władysław Trojan. Godne uwagi są też barwne witraże autorstwa pracowni Teresy Reklewskiej.

 

 

ZAKOPIAŃSKA WILLA, UL. IX POPRZECZNA 1 (IX Poprzeczna)

  

Żadna wizyta w Aninie nie będzie kompletna bez spaceru numerowanymi liczbami rzymskimi, poprzecznymi ulicami i przyjrzeniu się nietypowym willom, drewnianym „Świdermajerom”. To osobny, spory temat i w ramach „Słusznej Linii” jeszcze do niego wrócimy, teraz narobimy zaś smaku przedstawiając dom, który wygląda jakby był przygotowany z myślą o zupełnie innej części Polski. „Zaprojektował go dla siebie Antoni Szalla, twórca pierwszej w Aninie drewnianej kaplicy. Częściowo murowany, częściowo drewniany dom powstał blisko sto lat temu. Przed wojną na parterze ‘Zakopianki’ mieściła się szkoła powszechna. Obecny wygląd willi to efekt przebudowy. Drewniane elewacje zastąpiono murowanymi z klinkierowej cegły” – pisał Tomasz Urzykowski. I wszystko jasne. 

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 159
PLN
Cena 69,90
PLN
Cena 249
PLN