Legia Warszawa
vs Górnik Zabrze
Czas do meczu
Zajętych miejsc
28934
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-06-01 19:00:00
Newsletter

Vadis: Przyszłość? To nie czas, by o niej myśleć

Autor: Kacper Ruszczak Fot. Jacek Prondzynski
- Legia jest jak wielka rodzina, która musi trzymać się razem, by pokonywać przeszkody. Czuję, że zostałem do tej rodziny przyjęty, dlatego robię wszystko co w mojej mocy, by jej pomagać - mówi Vadis Odjidja-Ofoe. Zapraszamy na wywiad z liderem Legii i najlepszym piłkarzem w LOTTO Ekstraklasie.

- Vadis, lubisz Tinę Turner?

 

- Niespecjalnie. Robi dobrą muzykę, ale nie jest moją ulubioną wokalistką.

 

- Pytam, bo Tina ma piosenkę o Tobie.

 

- O mnie? (śmiech)

 

- "Simply the Best".

 

- Aha (śmiech). Dziękuję za te słowa.

 

- To nie tylko moje słowa, bo taka jest o Tobie opinia w Polsce. Przez to, że jesteś najlepszy, zawsze stanowisz jednak cel numer jeden dla rywala. Trenerzy przeciwników ustawiają taktykę, która pozwoli im wyłączyć Cię z gry. Jak się z tym czujesz?

 

- Dobrze. To nie jest problem. Myślę, że to taki ukryty komplement dla mnie. Czasami potrzebna jest mała ochrona ze strony sędziego, a nie zawsze tak było. Nie mówię jednak absolutnie, że sędziowie są źli. Wiem, że reaguję na boisku bardzo emocjonalnie, więc nie mają ze mną łatwo. Trudno mi znieść niesprawiedliwość. To mój słaby punkt.

 

- Często jesteś na boisku kopany, bo dla rywali to jedyny sposób, żeby Cię powstrzymać. Czy to nie zniechęca Cię do polskiej ligi?

 

- Nie, absolutnie. To normalne w piłce nożnej. W wielu przypadkach nie jestem przecież kopany specjalnie, rywal chce po prostu odebrać mi piłkę. Ja sam nie mogę przecież powiedzieć, że nigdy nikogo nie kopnąłem na boisku. Jeśli kopiesz, musisz być gotowy na to, że ktoś kopnie ciebie. Jeśli coś zrobisz, musisz spodziewać się, że to do ciebie wróci. Tak myślę o życiu.

 

- Pamiętasz swoje początki w Legii? Ludzie mówili wtedy: "Vadis jest gruby, słaby, to pieniądze wyrzucone w błoto". Jak dzisiaj się do tego odnosisz? Co myślisz o ludziach, którzy tak o Tobie pisali?

 

- Gdy byłem młodszy, przywiązywałem większą wagę do tego, co myślą i mówią o mnie inni ludzie. Wściekałem się z tego powodu. Teraz, gdy jestem zadowolony z tego, co robię i gdy wiem, że idę w dobrym kierunku, to wszyscy mogą mówić, co chcą. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Trafiłem do Legii w trudnym dla siebie czasie. Miałem problemy rodzinne, nie mogłem odpowiednio przepracować okresu przygotowawczego. Nie chciałem się jednak tłumaczyć, nie chciałem, żeby ktokolwiek mi współczuł. Skupiłem się na pracy, z dnia na dzień czułem się coraz lepiej i wiedziałem, że gdy dojdę do formy, pokażę na co mnie stać i udowodnię ludziom, że się mylili. Rozumiem jednak, że krytyka pojawia się w momencie, gdy klub ściąga nowego piłkarza, a on nie daje od razu jakości.

 

- Wracamy do referencji muzycznych. Nie przepadasz za Tiną Turner. A lubisz Queen?

 

- Nie znam za bardzo ich twórczości.

 

- Ale jedną piosenkę kojarzysz na pewno - "We Are the Champions".

 

- No tak, wiadomo.

 

- W niedzielę być może usłyszysz ją po raz pierwszy w karierze jako mistrz kraju. To będzie dla Ciebie specjalny dzień?

 

- Tak, nie mogę się go doczekać od meczu z Koroną, który wygraliśmy i byliśmy pewni, że przed ostatnią kolejką mamy wszystko w swoich rękach. Chcę zagrać dobre spotkanie. Jesteśmy gotowi i myślimy tylko o tym, jak wygrać i zdobyć mistrzostwo.

 

- Widziałeś może zdjęcia lub filmy z mistrzowskiej fety w zeszłym roku?

 

- Jasne. Dużo o tym rozmawiałem ze znajomymi z Belgii. Oglądaliśmy zdjęcia z koronacji na stadionie, a potem te z przejazdu piłkarzy otwartym autobusem. Bardzo chcę to przeżyć. Jesteśmy już bardzo blisko celu, ale jeszcze przez kilka dni musimy zachować pełną koncentrację.

 

- Zgodzisz się, że to był dla Legii niesamowicie trudny sezon? Słaby początek, mnóstwo meczów, zmiana trenera, potem zmiany właścicielskie w klubie.

 

- My, piłkarze, skupialiśmy się przede wszystkim na meczach, na tym, co dzieje się na boisku. Rzeczywiście, źle zaczęliśmy, nastąpiła zmiana trenera, ale dalsza część tego sezonu była bardzo dobra. Wiadomo, jak ważna dla Legii i wszystkich ludzi z nią związanych była gra w Lidze Mistrzów UEFA. Można więc powiedzieć, że ten sezon był trudny, ale również piękny. A już w niedzielę będziemy mogli położyć wisienkę na torcie, zdobywając mistrzostwo. Jeśli się uda, będzie wspaniale.

 

- Vuko powiedział, że obcokrajowcy grający w Legii szybko się w niej zakochują, bo nie są przesiąknięci nienawiścią do tego Klubu. Ty jesteś z nami już prawie rok. Czym w tym czasie stała się dla Ciebie Legia?

 

- Czymś specjalnym, zdecydowanie. Legia jest jak wielka rodzina, która musi trzymać się razem, by pokonać przeszkody. I ja czuję, że zostałem do tej rodziny przyjęty, dlatego robię co w mojej mocy, by jej pomagać. Czymś wyjątkowym dla zagranicznych piłkarzy są też kibice Legii. Na takie wsparcie, na śpiewy przez pełne 90 minut niezależnie od wyniku meczu, może liczyć niewiele klubów w Europie. Dlatego bycie częścią tego Klubu jest wyjątkowe.

 

- A czy ten sezon w Legii jest najlepszym w Twojej karierze?

 

- Miałem kilka w sezonów, w których grałem dobrze, ale potem brakowało mi szczęścia, pojawiały się kontuzje lub zły transfer. Teraz jestem starszy, bardziej o siebie dbam i uważam, że ten sezon jest dobry w moim wykonaniu, prawie bardzo dobry. Ale mam jeszcze do wykonania pracę po to, aby Vadis w przyszłym sezonie był jeszcze lepszy. 

 

- Nie miałeś jednak wcześniej szansy gry w Lidze Mistrzów UEFA i walki o mistrzostwo.

 

- Gra w UEFA Champions League zawsze była moim marzeniem. A my nie tylko tam byliśmy, ale rywalizowaliśmy z bardzo silnymi drużynami i pokazaliśmy się z dobrej strony. To było niesamowite uczucie. Dla mnie, dla drużyny, dla kibiców. Spełniłem więc jedno marzenie, a jeśli zdobędziemy w niedzielę tytuł, to spełnię i drugie. Wtedy nie będzie żadnych wątpliwości, że to był jeden z najlepszych sezonów w mojej karierze.

 

- W niedzielę mecz z Lechią, potem - mamy nadzieję - mistrzowska feta. Co potem z Vadisem?

 

- Chcę pojechać na jakąś piękną plażę i zrelaksować się po tym długim sezonie. A potem powrót do pracy i rozpoczęcie przygotowań do eliminacji Ligi Mistrzów UEFA.

 

- Zacząłem od pytania muzycznego i takim zakończę. "This is the end, my beautiful friend, the end" - tak śpiewał Jim Morisson w piosence The Doors. Wszyscy mamy nadzieję, że koniec tego sezonu nie będzie końcem Vadisa w Legii.

 

- Wiele osób pyta mnie o przyszłość. A dla mnie najważniejsze jest mistrzostwo Polski z Legią. Byłbym głupi, gdybym teraz, gdy puchar nie jest jeszcze w moich rękach, myślał o czymkolwiek innym.


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Mądrze, VOO w niedzielę będziecie panować na boisku, ZWYCIĘSTWO CZEKA NAS!!!
JU1916
Porucznik
2017-06-01 21:05:54
Wygrać w niedzielę, fetować mistrzostwo, a później - wakacje. Taki jest plan Vadisa. Prezesie Mioduski, przed puszczeniem VOO na urlop - koniecznie podpisać z nim nowy kontrakt, bo to nasz skarb.
Zawodnik wart każdych pieniędzy.

Więcej na temat

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN