Legia Warszawa
vs Termalica
Czas do meczu
Ta strona używa cookie.
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
AKCEPTUJĘ

Aktualności

2017-10-05 16:08:00
Newsletter

Wiktor Bołba wspomina Wacława Sąsiadka

Autor: Wiktor Bołba, JP Fot. Arch. prywatne
Kiedy gościłem w maju tego roku w bytomskim mieszkaniu Pana Wacława Sąsiadka, nic nie zapowiadało, że będzie to nasze ostatnie spotkanie. Gospodarz był w doskonałej formie. Użalał się tylko na dolegliwości z kolanem, co utrudniało mu poruszanie się i było pokłosiem źle leczonej od 1959 roku piłkarskiej kontuzji.

Wacław Sąsiadek był piłkarskim brylantem. Choć słowa te brzmią jak slogan, to w Jego przypadku znaczą to co powinny. Można powiedzieć, że ten rudowłosy mikrusik już jako kilkunastoletni chłopaczek dał się poznać z jak najlepszej strony w środowisku piłkarskim. Rozgłos zdobył dzięki świetnej grze w Pogoni Katowice i powołaniu w wieku juniora do pierwszej reprezentacji Polski. Liczył dokładnie 17 lat i 227 dni, kiedy po raz pierwszy w życiu - 17 października 1948 roku - w meczu międzypaństwowym z Finlandią założył koszulkę z orłem na piersi, stając się na długie lata najmłodszym debiutantem w historii reprezentacji Polski.

 

 

Spotkanie z Wacławem Sąsiadkiem upłynęło mi pod znakiem niezwykle serdecznego przyjęcia. Czas naszego spotkania wypełniały opowieści Pana Wacława, gospodarz ze wzruszeniem i łzą w oku relacjonował ze szczegółami swoją karierę, w szczególności kilkuletni pobyt na Łazienkowskiej. Jak sam wspominał był zaprzeczeniem opinii, jaka przez wiele dziesięcioleci krążyła po Polsce odnośnie „kradzieży” przez Legię Warszawa najzdolniejszych polskich piłkarzy. 

Jego kontakt z Legią nastąpił w dość nietypowy sposób. Pewnego dnia do przyjazdu na obóz piłkarzy Legii, który miał miejsce w Zakopanem, namówił go spokrewniony z nim zawodnik Wojskowych, Marian Olejnik. „Spróbuj szansy” - zachęcał Sąsiadka. „Prawdę mówiąc miałem stracha jechać do Legii. To był wielki klub, a ja z rozpadającej się Pogoni dopiero co próbowałem dostać się do Polonii Bytom” - opowiadał. „Poprosiłem o radę rodziców. Ojciec, który mi bardzo kibicował powiedział po męsku, że do odważnych świat należy i jeśli chcę w piłce coś osiągnąć powinienem spróbować. Tak więc za namową Mariana Olejnika i ojca w tajemnicy przed działaczami Polonii Bytom pojechałem na obóz Legii do Zakopanego. Tak to się zaczęło. Z Zakopanego pojechałem już do Warszawy. Dla mnie przeskok z Bytomia do stolicy to był obłęd. Pomimo tego, że nie byłem jeszcze nawet poborowym, w Warszawie załatwili mi bardzo dobre warunki bytowe i pracę w MON z zarobkami czterech tysięcy złotych. Mój ojciec pracując na kolei zarabiał wówczas tysiąć złotych, dlatego pomagałem rodzicom wysyłając część swoich poborów” - kontynuował.

 

 

Wacław Sąsiadek swoją grą czarował widzów Stadionu Wojska Polskiego w latach 1949-1953. Debiutował 24 kwietnia 1949 roku w meczu Legii z Polonia Bytom... w Bytomiu. Legia wygrała 3:0, a jedną z bramek strzelił debiutant. „Co ja się wtedy od kibiców Polonii nasłuchałem. Zdrajca i sprzedawczyk, to były najłagodniejsze określenia” - wspominał. Potem, gdy w Polsce nastąpił proces likwidacji klubów, i Legię przemianowano na CWKS, Wacław Sąsiadek został powołany do wojska i wcielony na okres unitarny do jednostki w Świdnicy. Po przeszkoleniu i przysiędze na drugi dzień był już na Łazienkowskiej. „Wówczas zostałem przeniesiony do ośrodka sportowego przy Czerniakowskiej” - mówił legionista.

 

 

Pomimo tego, że w drużynie grali tacy zawodnicy jak Oprych, Górski, Mordarski czy Serafin, to zaledwie 18-letni Sąsiadek był jednym z najlepszych zawodników CWKS Warszawa. Jego życie zmieniło się, gdy poznał dziewczynę swojego serca, która pochodziła ze Śląska. Poszedł za głosem miłości, wrócił na Śląsk i na zawsze związał się z Polonia Bytom. W Legii Wacław Sąsiadek w latach 1949-1953 spędził pięć sezonów, rozgrywając 90 meczów i strzelając 35 goli. Kibicował jej do końca. Gdy podczas odwiedzin ofiarowałem Wacławowi Sąsiadkowi pamiątkową statuetkę z okazji 100-lecia klubu, nie wytrzymał i rozpłakał się. Odszedł pięć miesięcy później, przeżywszy 86 lat. Zmarł 2 października 2017 roku w Bytomiu.

Żegnaj Panie Wacławie. Śpij spokojnie, byłeś bardzo dobrym piłkarzem i wspaniałym człowiekiem.

 

 


    Legia Warszawa

Komentarze użytkowników

Komentowanie wymaga zalogowania się do systemu

Legia na YouTube

Legia na Facebooku

Legia na Twitterze

FANSTORE

Cena 229
PLN
Cena 299
PLN
Cena 99
PLN