Legia logo
Piłka nożna13 min czytania

Aleksandar Vuković: Gratuluję drużynie cennego zwycięstwa [WIDEO]

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Trener Aleksandar Vuković skomentował wygrany 1:0 mecz 25. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy przeciwko Górnikowi Łęczna.

Na przedmeczowej konferencji prasowej trener Aleksandar Vuković został zapytany o terminarz najbliższych spotkań drużyny.

 

- Nie lubię trzymać w sobie rzeczy wartych podkreślenia. Po meczu z Rakowem zmieniło się jedno – liczba bramek straconych, po których można mieć duże wątpliwości. Do tej pory naliczyłem takich 4 na 5, jeśli chodzi o ligę. Dla mnie rzut karny w spotkaniu z Rakowem nie powinien być podyktowany. Bardzo szanuje jednak Szymona Marciniaka i Tomasza Musiała. To są znakomici sędziowie i życzę im wszystkiego, co najlepsze. Mam do nich duże zaufanie. Czuje jednak, że musze powiedzieć swoje zdanie. Faul Mateusza Wieteski nie miał miejsca. Przed kontaktem z naszym obrońcą zawodnik Rakowa już upadał na murawę. Umiejętne zagranie, z którego wyszła taka decyzja. To była pechowa sytuacja. 

 

- Pechowe może być też losowanie. My gramy z Rakowem na wyjeździe i to po prostu pech. Kwestia terminarzu ustalonego na ten pucharowy tydzień nie jest jednak kwestią nieszczęścia. Dla mnie jest to działanie z premedytacją, żeby jak najbardziej utrudnić sytuację zespołowi. Jeżeli Raków gra swój mecz pucharowy w środę, a potem w niedzielę, jeżeli Lech gra swoje spotkanie we wtorek, a później w sobotę, a my gramy swoje mecze w środę i sobotę, to chyba wszystko jest jasne. Decyzja absurdalna i w żaden sposób nie jest przypadkowa. Chcę o tym powiedzieć głośno. To jest jasne i klarowne. Informujemy wszystkich zainteresowanych, że my o tym wiemy. Postaramy sobie z tym poradzić. Chcemy stawić temu czoła, chociaż wyczuwam trochę antylegijne działanie - zakończył szkoleniowiec warszawian. 

Szkoleniowiec Legii Warszawa odpowiedział na pytania dziennikarzy po zakończeniu spotkania 34. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy z Cracovią. 

 

- Kończymy niemiły sezon miłym akcentem. Zwyciężyliśmy okazale i w zasłużony sposób. Momentami jednak mieliśmy trochę szczęścia, którego nie mieliśmy we wcześniejszych rywalizacjach. Najważniejsze jest to, że dziś wygrywamy. Na sam koniec daliśmy wszystkim trochę optymizmu. Kolejny sezon będzie na pewno dla całego klubu zupełnie inny niż ten. 

 

- Jestem wdzięczny kibicom za to, że nas wspierali. Osoby, do których się skierowałem po meczu, od zawsze byli moimi fanami i co ważniejsze fanami klubu.
 

- Osoba na mojej koszulce jest każdemu znana. Wiktor Bołba, wielki człowiek i mój przyjaciel. Chciałem uczcić jego pamięć, ponieważ odszedł od nas zdecydowanie za wcześniej. W tym sezonie mieliśmy wiele rozmów. Obiecaliśmy sobie, że w tym dniu będziemy razem. Prosił mnie o to sam Witek. Dedykuję mu dzisiejsze zwycięstwo i zawsze będę o nim pamiętał. Wiem, że cały klub będzie również o nim pamiętał. Koszulka trafi do Muzeum tam, gdzie jej miejsce. Wiktor jest dla mnie wzorem kibicowskim. Nieważne, jakiej drużynie kibicujemy, to prawdziwa legenda. 
 

- Sezon był bardzo trudny. Ja ze swojej strony mówiłem od początku - wszystko rozumiem. Można być złym i niezadowolonym. Rozwiązaniem jest praca nad tym, żeby była lepiej. Ja zapracowałem na to z grupą ludzi, którzy dzisiaj pojawili się na boisku. Jestem im za to wdzięczny. Było dużo niesprzyjających okoliczności. To nie było łatwe. Szanuje piłkarzy, bo wyciągnęli klub z takiego kryzysu. Dzisiaj zdobyliśmy 28. punkt w 16. meczu ligowym. Te punkty nie do końca obrazują to, jaki faktycznie był stan rzeczy. Zaczęliśmy budować coś nowego. W takich okolicznościach ten wynik jest przyzwoity. Mogliśmy zdobyć jeszcze więcej punktów, wtedy wynik byłby znakomity. Mam niedosyt, ale patrzę na ten cały okres z zadowoleniem. 

 

- Doświadczenie walki o utrzymanie jest czymś zupełnie nowym. Przeżycie tego okresu to duża wartość na przyszłość. Powiedziałem, że zwycięstwo z Górnikiem było najważniejszym spotkaniem. Te słowa nie do końca były zrozumiałe. Kilka dni temu przeczytałem słowa Franka Lamparda. Powiedział, że utrzymanie z Evertonu jest cenniejsze niż wygranie Ligi Mistrzów jako piłkarz Chelsea. Obawa była, ale udało nam się wyjść z kryzysu.

 

- Specjalnie wyciszyłem drużynę. Nie chciałem, żeby kamery Legia.com nagrywały to, co dzieje się w szatni. Drużyna potrzebowała wyciszenia. Szkoda kilku ujęć, których nie można było zobaczyć. Wtedy wszyscy zobaczyliby, jak zmieniała się drużyna. Mogę obiecać, że byliśmy zupełnie inną drużyną pod względem atmosfery i wzajemnego szacunku. Każdy osoba czuła się potrzebna. Powstała zupełnie inna szatnia niż ta, którą poznałem po moim powrocie. 

 

- Scalenie grupy nie było łatwo. Nie da się tego zrobić w ciągu tygodnia pracy. To jest proces. Trzeba przejść przez wiele momentów. W Dubaju zrozumieliśmy, że nic się samo nie zrobi. Praca i poświęcenie, bez tego nie będzie sukcesu. Mając w tabeli Wartę, Termalicę i Górnika Łęczna byłem pewny, że jedna z tych drużyn się nie utrzyma. Nie mogliśmy patrzeć na samą górę tabeli. Po meczu z Wartą tłumaczyłem zespołowi, że punkt zdobyty z Termalicą jest ważny. To nie było łatwe. Zespół dostawał sygnały, że taki remis to tragedia. Dla mnie był on jednak istotny. Powiedziałem wówczas, że dla mnie jest to historyczny punkt. Pamiętajmy, że wcześniej Legia nie zdobyła żadnych punktów w Niecieczy. Odmieniliśmy swoją sytuację. Zdobyliśmy punkty w meczu z Wisłą, Śląskiem i ponownie Termalicą. Gdyby nie ten moment, gdybyśmy wtedy okazali słabość, to dziś bylibyśmy w sytuacji Wisły Kraków. Nasi piłkarze to zrozumieli. 

 

- Szatnia jest zupełnie inna. Wiem, co trzeba zrobić aby była jeszcze lepsza. W klubie też mają na ten temat wiedzę. Drużyna będzie zupełnie inna. Normalny odruch człowieka będącego częścią tego zespołu była myśl: „czy nie lepiej stąd uciekać”. Przed pierwszym meczem nawiązałem do hymnu Polski. „Jeszcze Polska nie zginęła kiedy my żyjemy”. Ten hymn nie został napisany dla ludzi, którzy się poddają i uciekają z tonącego okrętu. Zaznaczyłem, że właśnie taki zespół chciałbym prowadzić. Walka do końca, serce – o to mi chodziło. Takich ludzi teraz mamy. Wiadomo – drużynie w niektórych miejscach brakuje trochę jakości. Nie wszystko wygrasz bowiem siłą woli i charakteru. Miejsce w tabeli ma znaczenie, ale to nie powód do dumy. Jestem dumny z tego, że drużyna została uratowana. Jestem święcie przekonany o tym, że za dziesięć lat to będzie bardziej doceniane niż ma to miejsce w tej chwili. 

 

- Moje plany? Cieszę się, że następuje moment tzw. odcięcia od pępowiny. Odchodzę z klubu, który mnie wypromował i dał mi szanse. Jestem za to bardzo wdzięczny. Jestem gotowy na pracę w innym miejscu. Mam nadzieję, że sobie poradzę. 

 

- Josue był dla mnie najważniejszy i najtrudniejszy zarazem. W każdym meczu wyglądał tak, że mógłby wylecieć z boiska. Od czasu gdy ja jestem trenerem dostał bodajże tylko dwie żółte kartki. Pauzował tylko w spotkaniu z Wartą. Właśnie z Wartą nie zagrał także Mateusz Wieteska, który wcześniej był absolutnym liderem. Jego brak był bardzo odczuwalny. Paweł Wszołek jest demonem liczb i tego, czego potrzebuje drużyna. Jego brak w meczach był dla nas dużym ciosem. Nie zawiodłem się na Sliszu, Rosołku, Pekharcie, Jędrzejczyka. W tym miejscu należy docenić wszystkich. Przypominam też sytuację Johanssona i Rose’a. Ci piłkarze zimą byli na wylocie z klubu. Czy utrzymalibyśmy się teraz bez nich? Nie wiem. Wymieniam więc zawodników, którzy wspólnie pomogli uratować klub. 

 

- Widziałem różne protesty. Taki sezon jest trudny do strawienia dla kibiców. Jeżeli chodzi o Żyletę – miałem z jej kibicami różne momenty. Mnie oceni historia i czas, który jest przed nami. 

 

Jacek Zieliński (trener Cracovii):

- To dla nas przykre zakończenie sezonu. Porażka jest specyficzna. Długimi fragmentami nic nie wskazywało na to, że będzie ona tak wysoka. Jeżeli pierwsi nie strzelamy gola, to nie wygrywamy meczu. To się u nas powtarza. Zostawiliśmy dużo serca i walki, ale to było za mało. Na chwilę obecną środek tabeli odpowiada jakości tej drużyny. W przyszłym roku chcemy to jednak zmienić. 

- Trzeba się zastanowić nad obsadą poszczególnych pozycji. Mamy czas, mamy jeszcze treningi. Szkoda, że Josue i Mateusz Wieteska nie będą mogli zagrać w meczu ligowym, ale mam nadzieję, że nie będą obecni tylko podczas tego jednego spotkania. Pozostali zawodnicy muszą dać sygnał i wykorzystać swoją szansę. 

 

- Ramil Mustafaev to chłopak, z którym dopiero bliżej się poznajemy. To melodia przyszłości. Jest przed nim dużo pracy i tak do tego podchodzimy, bez narzucania wielkich oczekiwań. Na tę chwilę jest tutaj po to, aby się zaaklimatyzować, zobaczyć jak to funkcjonuje. Jeśli chodzi o nowych zawodników, to zawsze jest takie podejście, aby na początku mieli swobodę i pokazali, co potrafią. Aby zaprezentowali swoje naturalne nawyki, pokazali swój profil i sposób gry, który im pasuje. Następnie przyjdzie czas na wdrażanie ich do systemu, którym my chcemy grać. 

- Nowe otwarcie pozwoli tej drużynie funkcjonować inaczej niż funkcjonowała przez ostatnie pół roku. Kiedy zespół znalazł się w sytuacji, w której się znalazł, trudniej jest pokazać swój potencjał. Grono 12 - 14 zawodników, licząc też młodych graczy z potencjałem, jest na naprawdę wysokim poziomie i nowe otwarcie jest dla nich dużą szansą, by udowodnić swoje możliwości i walczyć o wyższe cele. Nie jest więc tak źle, jak mogłoby się to wydawać po wynikach w tym sezonie. Trzeba pamiętać, że nowy trener będzie miał do dyspozycji takich zawodników jak Yuri Ribeiro czy Bartosz Kapustka i to już jest duże wzmocnienie zespołu. Mamy naprawdę sporą grupę zawodników z jakością, ale dużo też będzie zależało od uzupełnienia tego składu i tego, kto zostanie w drużynie. Nie wolno w tym momencie stracić tych, którzy robią na boisku różnicę i są wiodącymi piłkarzami. Nie wiadomo czy Paweł Wszołek będzie dalej piłkarzem Legii, nie wiadomo co dalej z Josue. Drużyna z tą dwójką to inna drużyna od tej bez nich. 

 

- W skrócie mógłbym powiedzieć, że w obronie potrzebujemy uzupełnień, natomiast w ofensywie wzmocnień. Paweł Wszołek i Benjamin Verbić są wypożyczeni, Tomasowi Pekhartowi kończy się kontrakt - sprawa jest jasna, że tutaj są większe potrzeby. 

 

- Jestem zadowolony z wykonanej pracy. Mam prawa do subiektywnej oceny, wiem przez co przechodziłem, w jakim momencie tu trafiłem, co zastałem i jak trudny był to czas. Podjąłem duże ryzyko, mogłem wiele stracić i jak widać niewiele zyskać. Zyskuję przynajmniej satysfakcję, że na tle tego co było, spokojne utrzymanie się w lidze jest wynikiem pozytywnym. 

Ireneusz Mamrot (trener Arki Gdynia):

 

Zasłużone zwycięstwo Legii

- Z takim zespołem jak Legia nie możemy mieć tak wiele strat i dodatkowo jej napędzać. Nie możemy też tak łatwo tracić goli. Ważnym momentem była strata bramki do szatni. Przyjechaliśmy powalczyć o punkty, ale gospodarze wygrali zasłużenie. Porozmawiamy sobie o tym we własnym gronie, przed nami ważny niedzielny mecz z Wisłą Kraków – powiedział po spotkaniu trener Arki, Ireneusz Mamrot.

- Zawsze jest tak, że jest grono zawodników, z których jest się bardziej zadowolonym. Tak samo zawodnicy podchodzą do trenera - nie każdy będzie mnie miło wspominał i tego nie oczekuję. Starałem się stawiać na ludzi, którzy w mojej opinii na to zasługują. Będę tego trzymał się dalej. Wszyscy zawodnicy, na których stawiam sobie na to zasłużyli. Zasłużyli sobie też na uznanie z mojej strony, bo bardzo dużo dali. Nie chcę tutaj wszysktich wymieniać, ale trzeba by było wymienić wszystkich. Począwszy od Czarka Miszty, przez Wietesa i Jędzę. Lindsaya Rose’a i Mattiasa Johanssona, którzy byli wyganiani z klubu, robiono z nich grupę bankietową, a uważam, że bez nich byśmy się w lidze nie utrzymali. Grali na wysokim poziomie, bardzo dużo z siebie dawali i z mojego punktu widzenia są prawdziwymi profesjonalistami. Wspomniałem o Josue i Pawle Wszołku - to dla mnie dwaj zawodnicy, którzy zrobili różnicę bramkową. Bez tych dwóch zawodników byłoby trudno cokolwiek osiągnąć. Tomas Pekhart zawsze daje z siebie maksa. Maciej Rosołek kolejny raz mnie nie zawiódł. Sliszu, Patryk Sokołowski, Jurgen Celhaka też byli istotni. Wymieniłem ludzi, którzy dali bardzo dużo, abyśmy dziś znaleźli się w spokojnej sytuacji. Niektórzy otrzymali mniej czasu, tak jak Rafael Lopes, ale to wykorzystali. Ci ludzie dali sobie radę w niezwykle trudnych okolicznościach. Nie jest trudno w Legii walczyć o mistrzostwo, trudno jest utrzymać zespół w momencie, gdy pociąg ruszy w dół i wszystko się sypie. Wisła Kraków jest na innym biegunie. Może jest to klub z mniejszymi możliwościami, ale widać po nich, że jeśli coś się zatnie, to nie jest łatwo to odwrócić. Potrzeba dużej siły mentalnej i zespołowej, żeby z tego wyjść. 

 

- Można powiedzieć, że tabela ligowa w wielu przypadkach nie kłamie. Kiedy analizujemy to, co było robione w trzech pierwszych klubach, to nie ma zaskoczenia, że jest tam lepsza sytuacja niż w innych drużynach. Zapracowali na to. Pamiętam Lecha Poznań, który poprzedni sezon miał pod wieloma względami podobny, ale pod jednym nie. Trenera Żurawia trzymano tam praktycznie do upadku sił. Dano mu możliwości i szanse. Pojawiła się tam mądrość w zarządzaniu. Świetnie wykorzystano fakt, że klub finansowo zyskał w poprzednim sezonie. Raków Częstochowa to praca od podstaw. W każdym sezonie się rozwijają, istnieje tam stabilizacja składu, nie wymieniają dwunastu ludzi co pół roku. Ja nigdy nie wierzyłem w Football Managera i wymiany dwunastu zawodników co pół roku. Niektórzy tak funkcjonowali i myśleli, że to będzie szło do przodu. W moim odczuciu coś takiego nie istnieje w poważnym futbolu. Pogoń Szczecin to też stabilizacja, trener pracujący od pięciu lat, praca u podstaw. Nie ma zaskoczeń. Każdy ma to, na co zapracował. Wspomniałem o Wiśle Kraków. Ta drużyna od momentu przyjścia trenera Brzęczka gra dużo lepiej, ale momentami przegrywa pechowo lub dlatego, że taka jest po prostu piłka. Liga odzwierciedla to, jak się pracuje. Tam, gdzie było więcej zawirowań, są problemy. W Śląsku Wrocław dużo było zmian i teraz mają problemy. Trener Szulczyk z Warty Poznań bardzo dużo zyskał i zrobił kawał dobrej roboty. Warta jest teraz zupełnie inną drużyną, która zasłużenie utrzymała się w lidze.

- Nie mam w tej chwili odpowiedzi na pytanie, jak będzie wyglądała nasza gra i mobilizacja w dwóch ostatnich meczach. Zostawiam to piłkarzom, aby dali sygnał na boisku. Jagiellonia na pewno będzie zmobilizowana, ale uważam, że punktem zdobytym w Krakowie utrzymała się w lidze. Drużyna jest na pewno z tych, które zawodzą i nie mogą znaleźć swojego rytmu. Jestem pewien, że z ich strony mobilizacja będzie bardzo dużo, bo do matematycznego utrzymania potrzebują jeszcz epunktów. Liczę na naszą reakcję i na to, że będę przyjemnie zaskoczony postawą naszej drużyny. Boisko to zweryfikuje.

 

- Wystawimy najmocniejszy możliwy skład. Na tą chwilę wiem, że nie będziemy mogli skorzystać ze wszystkich graczy z meczu z Górnikiem Zabrze. Patryk Sokołowski nie będzie mógł zagrać. Przed nami jeszcze jeden trening. Pod znakiem zapytania jest jeszcze kilku graczy i to będzie determinowała skład, który będziemy mogli wystawić. 

- W tym momencie zrobiłem krok wstecz. Dałem do zrozumienia, że jestem gotowy na rożne kalkulacje. Planuję swoją pracę jako trener Legii. Nie wiadomo w jakim miejscu będę za jakiś czas.

 

- Telefony do zawodników nie były uzależnione od tego, kogo już znam. Z niecierpliwością czekam na spotkanie z drużyną i wspólnie spędzony czas. 

 

- Sytuacja alarmowa istnieje już od dawna. Legia to drużyna, która musi być przygotowana na presję. Inne zespoły mogą na taki aspekt różnie reagować. Legia awansowała do Ligi Europy. Zagrała kilka bardzo dobrych spotkań, nawet tych przegranych. Nie można powiedzieć, że zespół jest zły. Musimy znaleźć złoty środek aby złapać dobrą, powtarzalną formę. Atmosfera jest jednak zupełnie inna od tej, gdy odchodziłem z klubu.

 

- Nie było czasu na rozmowy z trenerem Markiem Gołębiewskim. Dopiero od dzisiaj spotykam się z ludźmi pracującymi w klubie. Sam wiedziałem, że przy niektórych zawodnikach pojawiają się znaki zapytania. Taka sytuacja dotyczy Mateusza Wieteski, Mattiasa Johanssona, czy Lirima Kastratiego. Inni piłkarze są kontuzjowani: Joel Abu Hanna, Lindsay Rose, Bartosz Kapustka, czy Artur Jędrzejczyk. Czekam na spotkanie z piłkarzami o 15:00. Wtedy będę wiedział więcej.

 

- Wsparcie drużynie będzie bardzo potrzebne. Obrażanie się na siebie niczego nie przynosi. Każdy z nas chce widzieć ten klub w innym miejscu. Wszyscy możemy do tego dołożyć swoją cegiełkę. Kibice niejednokrotnie udowadniali, że stać ich na to. Bardzo chcemy, żeby teraz kibice przekazali nam wsparcie. 

 

- Żona ucieszyła się, że wróciłem do pracy. Ludzie, którzy mniej rozumieją sytuację klubu, wysyłają mi gratulacje. Osoby, które znają sobie sprawę z aktualnego stanu rzeczy życzą mi powodzenia. 

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie