Legia logo
Piłka nożna8 min czytania

Andre Martins: Największe wrażenie robi na mnie Jakub Kisiel [WIDEO]

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Andre Martins wziął udział w konferencji prasowej przed meczem 22. kolejki PKO Ekstraklasy z Zagłębiem Lubin.

- Uważam, że ta porażka nie powinna zakłócić naszych planów, bo przed nami jeszcze długa droga do pierwszego, oficjalnego meczu. Wszyscy wiedzieliśmy, że przyjdzie nam się zmierzyć z dobrą drużyną, a sam mecz będzie bardzo ciężki. To prawda, że przegraliśmy, ale stworzyliśmy sobie dzisiaj wiele sytuacji do strzelenia gola. Niestety nie potrafiliśmy ich wykorzystać.

 

- Staraliśmy się powtarzać na boisku to, co ćwiczymy na treningach. Kilka sytuacji i momentów w czasie spotkania było bardzo dobrych. Stwarzaliśmy sytuacje do strzelenia goli. Niestety, straciliśmy również dwie bramki i to dzisiaj było najgorsze. Musimy cały czas pracować.

 

- Ferencvaros stworzył dwie okazje i obie wykorzystał? Zgadza się, tak było, ale futbol właśnie taki jest. To nie ma znaczenia, czy stworzysz sobie dziesięć, czy więcej sytuacji w meczu. Na końcu, o wyniku decyduje to, kto więcej okazji wykorzysta. Przegraliśmy dzisiejsze spotkanie, bo w drugiej połowie straciliśmy dwie bramki, a sami nie potrafiliśmy strzelić gola, mimo przeprowadzanych akcji. Jestem jednak pewny, że będziemy gotowi na pierwszy, oficjalny mecz.

- Z mojego punktu widzenia jest to mecz, w którym wszyscy piłkarze chcą zagrać. Walczymy o udział w najlepszych rozgrywkach w Europie. Chcemy jutro wyjść na boisko i wygrać. Przez cały czas pracowaliśmy, by być przygotowani do tego spotkania. Jestem przekonany, że przepracowaliśmy ten czas bardzo dobrze pod względem fizycznym ale też, taktycznie jesteśmy gotowi. Nowi zawodnicy mogą pomóc zespołowi. Jeśli chodzi o Josue znamy się bardzo dobrze, ponad dziesięć lat. To piłkarz o dużej jakości, który daje z siebie wszystko. Potrzebuje odrobinę czasu, by być we właściwej formie, ale bardzo się cieszę, że tutaj jest i będzie dla nas wzmocnieniem.

- Powiem szczerze, że gdy wróciliśmy do treningów, to byłem naprawdę mega zadowolony z tego jak się wszyscy prezentowali. Wiadomo, że w optymalnej formie nie był nikt – bo to po takiej przerwie niemożliwe – ale widać było, że na kwarantannie nikt sobie nie odpuścił.

- Oczywiście gra na sztucznej murawie jest nieco inna. Jesteśmy przyzwyczajeni do naturalnej nawierzchni, ale jej brak nie jest dla nas wymówką. Trenowaliśmy wczoraj na sztucznej trawie, piłka zachowuje się nieco inaczej, jest szybsza. Jesteśmy jednak profesjonalistami i musimy mierzyć się z postawionymi przed nami zadaniami i być gotowi na wszelkie warunki. Rodzaj murawy nie jest dla nas żadną wymówką. 

- Spojrzałem na to w ten sposób, że w końcu znajdę czas na rzeczy, na które wcześniej po prostu go nie miałem. Dużo się uczyłem, mnóstwo czytałem, oglądałem nasze stare mecze i analizowałem je, spędziłem trochę czasu przy programach, które pomogły mi się rozwinąć

- Jak w ogóle trenowaliście w domu? Podejrzewam, że to raczej nie może mieć zbyt wiele wspólnego z zajęciami na boisku. 
- Dokładnie, w domu ciężko jest zrobić coś innego niż rowerek stacjonarny, rozciąganie czy ćwiczenia siłowe. Czasem jednak wychodziliśmy pobiegać i chociaż to tylko przebieżka bez piłki, to była dla nas na wagę złota, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Mogliśmy zadbać o formę, ale odetchnąć świeżym powietrzem i naładować baterie na dalsze siedzenie w domu. A siedzieliśmy w nim tak długo jak tylko mogliśmy, wiedząc, że to jedyny sposób, by choć trochę pomóc innym ludziom. 

 

- Fizycznie kwarantannę spędziliście zatem dobrze. A jak psychicznie, nie wariowałeś w zamknięciu?
- Nie, uważam, że w każdej sytuacji w życiu możesz odnaleźć zarówno pozytywy jak i negatywy. Jeżeli skupisz się tylko na tym co złe, to tak, będzie cię trafiał szlag, nie będziesz wiedział co ze sobą zrobić i tak dalej. Ale ja spojrzałem na to w ten sposób, że w końcu znajdę czas na rzeczy, na które wcześniej po prostu go nie miałem. Dużo się uczyłem, mnóstwo czytałem, oglądałem nasze stare mecze i analizowałem je, spędziłem trochę czasu przy programach, które pomogły mi się rozwinąć. Wykorzystałem więc ten czas jak najlepiej jak mogłem i zaryzykowałbym stwierdzenie, że nawet się nieco rozwinąłem. 

 

- W czym dokładnie?
- Fajnie się złożyło, bo w czasie kwarantanny wyszedł akurat „Ostatni taniec”, serial o karierze Michaela Jordana. Dla mnie to była niesamowita możliwość podejrzenia tego jak się zachowuje najlepszy koszykarz w historii. To w jaki sposób pracuje, to jak niesamowicie chce wygrać – gdy oglądasz coś takiego naprawdę uważnie, zawsze jesteś w stanie czegoś się nauczyć. Widzisz jak można trenować, widzisz kim można być dla kolegów z zespołu. Myślę, że seans takiego dokumentu również jest pewną formą rozwoju, jeżeli wyciągniesz z tego tyle ile się da. Z mojej perspektywy „Ostatni taniec” pomógł mi na przykład radzić sobie z presją. Dla mnie niesamowity był też sposób, w który poradził sobie ze śmiercią ojca. Dostawał w życiu kolejne razy, a mimo to wygrał sześć mistrzostw NBA. Ta historia jest dla mnie po pierwsze niesamowitą dawką motywacji, po drugie zaś masą cennych wskazówek, które mogą mi pomóc w rozwoju. 

 

- Poważne problemy rodzinne nie są obce też Tobie. 
- Niestety. Moja mama zachorowała na raka i dla mnie był to naprawdę bardzo trudny czas. Sam widok chorej mamy sprawiał mi olbrzymi ból. To osoba, która zawsze była pełna życia, a nagle widzisz, jak to życie z niej powolutku ucieka. Nigdy nie mogła usiedzieć w miejscu, a z czasem jedyną rzeczą, na którą mogła sobie pozwolić, było leżenie w łóżku. Stanowiło to bardzo trudne doświadczenie dla całej naszej rodziny, ale wychodzę z założenia, że jeżeli coś cię nie zabije, to na pewno wzmocni. Wspólnie przez to przeszliśmy, ja też czuję się dużo silniejszym człowiekiem. Wiem teraz, że nic już nie zrani mnie mocniej, niż widok chorej na nowotwór mamy.

- Czy gram dla siebie? Tak. Dla klubu? Oczywiście. Czy gram, by zapewnić mojej rodzinie lepsze jutro? Jasne. Ale nie wolno nam zapominać o ludziach, którzy na stadionie są z nami zawsze i wspierają nas choćby nie wiem co.

- Co jest najważniejsze żeby pokonać tak poważne problemy? Żyjemy w czasach, w których taka rada pewnie przyda się wielu osobom. 
- Myślę, że po prostu trzeba wierzyć. Nie poddawać się i zawsze szukać rozwiązania. Wiem, że nie mogę powiedzieć ludziom, którzy nagle stracili pracę: „Hej, głowa do góry, wszystko będzie dobrze!” Tak się nie da, ale gwarantuję, że osoby, które przetrwają ten ciężki czas, staną się na pewno dużo silniejsze. Jeżeli jesteś kimś, kto ciągle goni za marzeniami, wierzy w siebie i ciężko pracuje, to prędzej czy później los ci wszystko odda. To oczywiście wymaga czasu, niekiedy trzeba zacisnąć zęby, robić dobrą minę do złej gry, ale nigdy nie wolno się poddawać. 

 

- Większą presję oczekiwań czujesz w życiu czy na boisku?
- Szczerze mówiąc nie wiem czy „presja” jest odpowiednim słowem na to, co czujemy na murawie. Myślę, że tyczy się ona raczej osób, które w obecnych czasach straciły pracę, pieniądze i nie mają jak nakarmić swoich dzieci. To jest prawdziwa presja. My po prostu gramy w piłkę, każdego robimy to co kochamy. Czy czujemy stres? Tak, każdy się czasem denerwuje. Czy bywamy wkurzeni, bo nie wychodzi? Jasne. Nieraz robisz wszystko żeby wygrać, uszczęśliwić te dziesiątki tysięcy ludzi na stadionie, widzisz jak oni w ciebie wierzą, a mimo to przegrywasz. To frustruje, wywołuje złość. Ale poza boiskiem wielu z nas ma problemy dotyczące życia prywatnego, o które rzeczywiście można się martwić – tak jak miałem ja, gdy chorowała moja mama. Boisko jest od tego wolne, bo gdy wchodzisz na plac, zapominasz o całym świecie poza nim. Grając chcę sprawić, by ktoś, kto też przeżywa trudne chwile w życiu, choć przez te 90 minut mógł czuć radość. 

 

- No ale teraz na trybunach nie będzie nikogo. Czeka was trochę inna piłka.
- Bez dwóch zdań, w końcu gramy dla tych ludzi. Czy gram dla siebie? Tak. Dla klubu? Oczywiście. Czy gram, by zapewnić mojej rodzinie lepsze jutro? Jasne. Ale nie wolno nam zapominać o ludziach, którzy na stadionie są z nami zawsze i wspierają nas choćby nie wiem co. Dla mnie to trochę wariactwo – przyjechać na pusty stadion. Gdy ktoś powiedział mi o tym rok temu, pewnie po prostu bym go wyśmiał. No ale jest jak jest. I nadal przez te 90 minut mamy zapewnić naszym kibicom radość, oderwać ich trochę od często trudnej codzienności. 

 

-  Zawsze jako piłkarze powtarzacie, że kibice bardzo wam pomagają itp. Ale chciałbym żebyś odpowiedział teraz szczerze: wpływ trybun na wydarzenia boiskowe naprawdę jest odczuwalny?
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. Przypomnij sobie mecz z Lechem. To było jedno z tych spotkań, które pomogli nam wygrać kibice. Sytuacja w tabeli jest trudna, przyjeżdża do nas największy w lidze rywal i strzela nam gola. Wielu by w tej sytuacji zamilkło, ale nie oni. Dopingowali nas tak mocno, że dało nam to potężnego kopa. Najpierw wyrównaliśmy, potem zdobyliśmy zwycięską bramkę. Bez naszych fanów to by się nie udało.

- Gra będzie wyglądała inaczej i nawet mimo tego, że każdy będzie dawał z siebie maksa, to spojrzysz na trybuny i po prostu czegoś zabraknie. Ale musimy robić swoje i pracować najlepiej jak potrafimy, choćby nie wiem co. Chcemy po prostu dać ludziom trochę radości.

- Na wyjeździe działa to w odwrotną stronę?
- Szczerze mówiąc nie, bo kiedy ktoś mnie obraża albo na mnie gwiżdże, to ja się tylko bardziej nakręcam do gry. Nigdy nie miałem sytuacji, w której kibice rywala by mnie stłamsili. Wyzywają mnie? W porządku, zrobię wszystko by pokazać, że się mylą. Dla mnie fani są solą tego wszystkiego, już nawet niezależnie od tego, czy grasz u siebie i cię wspierają, czy jedziesz na wyjazd i robią wszystko żeby ci przeszkodzić. Będziemy tęsknić za pełnymi trybunami, to pewne. Są jednak rzeczy ważniejsze niż futbol, a póki co jest nią bezpieczeństwo wszystkich ludzi.  

 

- To będzie teraz trochę inny sport?
- Na bank. Gra będzie wyglądała inaczej i nawet mimo tego, że każdy będzie dawał z siebie maksa, to spojrzysz na trybuny i po prostu czegoś zabraknie. Ale musimy robić swoje i pracować najlepiej jak potrafimy, choćby nie wiem co. Chcemy po prostu dać ludziom trochę radości. 

 

- Co będzie dla was kluczowe w powrocie do piłki?
- Chyba to, by pokazać wszystkim, że wciąż jesteśmy tą samą drużyną. Mamy w szatni bardzo wartościowych ludzi, którzy tworzą świetną atmosferę. Wiemy czego chcemy i wiemy co mamy robić, by to osiągnąć.  Myślę, że wszyscy jesteśmy gotowi na start, czujemy w sobie tę złość, która wzbierała w nas od początku kwarantanny. Teraz chcemy przenieść ją na boisko – wyjść, zagrać i ruszyć jak po swoje.  

 

- …i pokazać to nawet Portugalczykom. Widziałem, że zająłeś się karierą aktorską. 
- Trochę tak (śmiech). Wraz z innymi Portugalczykami grającymi w ekstraklasie brałem udział w nagraniu spotu promującego naszą ligę. Prawa telewizyjne zostały sprzedane również do mojego kraju, więc cieszę się, że rodzina i znajomi będą mogli łatwiej oglądać nasze mecze. To też taki fajny zastrzyk motywacji – chciałbym, by bliscy byli dumni ze mnie i z tego jak gra Legia.

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie