Legia logo
Z życia Legii4 min czytania

#GOTOWIDOPOMOCY: Windą do nieba

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

W naszej akcji nie ma dwóch takich samych dni, ale są takie dwie osoby, na które możemy liczyć codziennie. Ostatnia podróż Mai i Wojtka miała nieplanowany przystanek w… szybie windy.

Na pomocowym szlaku codziennie spotykają nas przygody, których nigdy nie spodziewalibyśmy się przeżyć w innych okolicznościach. Niedziałające domofony, nieaktualne numery mieszkań (zdarzyło się nam na Pradze, że do jednych drzwi były przypisane dwa), zamknięte na kłódkę bramy osiedla, zaliczyśmy nawet kilka stłuczek - to urok naszej codzienności, którą przyjmujemy z uśmiechem i niezachwianym przekonaniem, że senior z nami jest w lepszej sytuacji niż senior bez nas. I uwierzcie - tworząc system pomocy staramy się być dużo bardziej dokładni niż obrońcy Cracovii przy kryciu Domagoja Antolicia w najważniejszym jak do tej pory meczu rundy wiosennej.

 

Spotykamy na swojej drodze przesympatyczne starsze osoby, które nie dość, że chciałyby nas odprowadzić pod drzwi (czego z wielkim żalem odmawiamy - nie ten czas), to żegnając się na balkonie jeszcze pokazują eLkę.

 

Bohaterami najbardziej oryginalnej historii byli Maja i Wojtek, którzy codziennie wsiadają do naszej Toyoty C-HR i odwiedzają potrzebujących z posiłkiem. We dwoje stanowią duet (nie, nie - wbrew Waszym oczekiwaniom na płomienny romans nie są parą - albo znając ich kilka lat przynajmniej tego nie zauważyliśmy), który dostarczył wsparcie największej liczbie potrzebujących w wieku 65+, od kiedy zainaugurowaliśmy projekt #GOTOWIDOPOMOCY.

 

Generalnie - Maja i Wojtek nie są to osoby, które musisz o cokolwiek prosić, tylko jak wiedzą, że coś się dzieje na Legii, to pytają: o której mamy być? Gdybyśmy mieli sobie wyobrazić, jak wygląda rozmowa Wojtka z Mateuszem z Fundacji Legii, przedstawiającym mu ideę akcji, skorzystalibyśmy ze scenariusza Juliusza Machulskiego do „Kilera”.


Mateusz: - Masz być jak bulterier!
Wojtek: - Będę.
Mateusz: - Jak wściekły byk!
Wojtek: - Będę!
Mateusz: - Jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”!
Wojtek: - Będę!
Mateusz: - No! To pomagamy.

 

Ale wróćmy do akcji. To było w czwartek, wczesnym popołudniem. Dzień zapowiadał się zwyczajnie, choć za oknem było ponuro. Nie dość, że zimno, to co chwilę chłodził nas jeszcze deszcz. Blok na ul. Oboźnej na Powiślu był pierwszym z 20 miejsc zaznaczonych na mapie Warszawy, do którego tego dnia mieli dotrzeć. Pani Janina, mieszkająca na najwyższym, ósmym piętrze, już oczekiwała na posiłek.

 

Blok w żadnym wypadku nie przypominał grożącej zawalaniem rudery, o której istnieniu zapomniał nadzór budowlany, a spółdzielnia mieszkaniowa zrezygnowała z pobierania czynszu. Mijaliśmy już na swojej drodze budynki w strasznym - ale to bardzo strasznym (jak z opowiadań Edgara Allana Poe) - stanie, które po mocniejszym wybiciu piłki przez Radka Majeckiego mogłyby się zachwiać. Ale to nie ta historia. Ten był z solidnego muru niczym defensywa Legii kierowana przez Dicksona Choto i z Jankiem Muchą między słupkami.

Nasi bohaterowie wsiedli do windy, wcisnęli cyfrę "8" i wzbili się w górę. Gdy zwalniali tuż przed końcem podróży, drzwi się zablokowały i... ani w jedną, ani w drugą. Przyciski nie działały. Trzeba było wstukać numer pogotowania dźwigowego i cierpliwie czekać. - Słyszeliśmy z korytarza, że pani Janina zaczęła nas szukać, bo jak to możliwe, że zaginęliśmy między wejściem na klatkę schodową a mieszkaniem - opisuje Wojtek. Mija 10 minut, 20... nic się nie dzieje. - Najsympatyczniejsze było to, że nasza seniorka - bo chyba już tak możemy o niej powiedzieć - co kilka chwil przychodziła i pytała, czy z nami wszystko dobrze. Ona - 70-latka, pytana nas - 20-latków, jak się mamy. Role na chwilę się odwróciły - uśmiecha się Wojtek. - Na szczęście nie mam klaustrofobii – mówi Maja, która autorowi tego artykułu relacjonowała przebieg sprawy na bieżąco (w odpowiedzi usłyszała życzliwe: "Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że utknęliście"). W końcu po pół godzinie pan technik zaczął majstrować przy windzie. Po kolejnych 10 minutach drzwi otworzyły się. Można było czynić swoją powinność.

 

Co dalej? Fru do Toyoty z automatyczną skrzynią biegów (mega komfort), w głośnikach „Sen o Warszawie” i jazda dalej. Zostało jeszcze 19 nazwisk.

 

Nieprzewidywalność, intensywność, nieustanny pęd - dynamiki naszej akcji nie można porównać do dziesięciostronicowego opisu połaci zboża w „Nad Niemnem” (żeby nie było - bardzo sobie cenimy prozę Orzeszkowej). Projekt #GOTOWIDOPOMOCY jest dla nas trochę jak narkotyk - uzależnienia wartościowym sposobem spędzania czasu i doświadczeniem realnej pomocy. Wiecie, co jest jego największym plusem? To, że udało nam się wygenerować pozytywną energię, którą ma w sobie Legia. I że stworzyliśmy drużynę, która już jest mistrzem Polski we wspieraniu seniorów, choć tyle zostało do zrobienia.

 

Zostań wolontariuszem Fundacji Legii. Dołącz do Mai i Wojtka, dołącz do nas: wolontariat@fundacjalegii.pl

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie