
Codziennie na Legia.com - w Kalendarium Legii - przypominać Wam będziemy istotne wydarzenia ze 104-letniej historii klubu z Łazienkowskiej przypadające na dany dzień. 21 czerwca 1970 roku, w ostatniej kolejce sezonu, legioniści remisują 1:1 z Ruchem Chorzów – po golu Roberta Gadochy w 10. minucie spotkania – i bronią mistrzowskiego tytułu zdobytego przed rokiem. Edmund Zientara jako pierwszy w historii Klubu triumfuje najpierw w roli zawodnika, a potem szkoleniowca Wojskowych.
Sezon 1969/1970 był jednym z najważniejszych w historii naszego Klubu. Przed drużyną stały ogromne wyzwania – rok wcześniej zdobyła dublet – mistrzostwo kraju i Puchar Polski. Ponadto z zespołu odszedł trener-architekt tych sukcesów – Jaroslav Vejvoda. Jego następcą został warszawiak z krwi i kości – Edmund Zientara, który wcześniej był asystentem „Jardy”.
Jak pokazała historia, zespół w pełni sprostał wyzwaniom, a nawet dołożył coś więcej. Tym czymś więcej był fantastyczny występ w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych (dzisiejsza Liga Mistrzów). Nasz zespół dotarł do półfinału tych rozgrywek, co jest najlepszym wynikiem polskich klubów w historii. Jako pierwsi na drodze Wojskowych stanęli mistrzowie Rumunii – UTS Arad. Z meczu rozgrywanego w Rumunii nasz zespół przywiózł solidną zaliczkę w postaci zwycięstwa 2:1. W rewanżu doszło do istnej kanonady strzeleckiej – legioniści wygrali tamto spotkanie aż 8:0, a bramkarz gości – reprezentant kraju – Gheorghe Gornea po sześciu z nich załamany poprosił o zmianę. W drugiej rundzie rywalem legionistów było francuskie Saint-Etienne. Nietrudno się domyślić, kto był faworytem tego dwumeczu, tym bardziej należy docenić postawę legionistów. W pierwszej potyczce Wojskowi po zaciętym spotkaniu pokonali rywala 2:1, a decydującą o zwycięstwie bramkę zdobył Deyna. Był on też bohaterem rewanżu, w którym w końcówce był autorem trafienia dającego naszemu Klubowi wygraną 1:0. Po tym spotkaniu media francuskie zachwyciły się postawą legionisty, tytułując go „Generałem”.
Awans do ćwierćfinału rozgrywek był wyrównaniem polskiego najlepszego do tej pory w historii wyniku w tych rozgrywkach, jaki był udziałem piłkarzy Górnika Zabrze. Los na tym etapie rywalizacji przydzielił legionistom turecki Galatasaray Stambuł. Dwumecz był popisem innej legendy naszego klubu – Lucjana Brychczego. W Stambule padł remis 1:1, a bramkę na wagę remisu zdobył właśnie „Kici”. Rewanż to już „teatr jednego aktora”, w którym Legia wygrała 2:0, a obie bramki zdobył Brychczy.
Historyczny sukces stał się faktem. W 1/2 finału rywalem Legii Warszawa był holenderski Feyenoord Rotterdam. Trenerem tego zespołu był legendarny Ernst Happel, a boiskowymi liderami reprezentanci Holandii i późniejsi wicemistrzowie świata – Wim van Hanegem oraz Wim Jansen. Pierwsze spotkanie rozegrano w Warszawie. Bezbramkowy remis przed rewanżem w korzystniejszej sytuacji postawił Holendrów, jednak legioniści mogli dalej wierzyć w awans do finału. Niestety, w Rotterdamie gospodarze po bramkach Van Hanegema oraz Austriaka Franza Hasila okazali się lepsi, wygrywając 2:0 i tym samym pieczętując awans do finału. Legioniści okazali się gorsi od rywala, ale ich postawa w całych rozgrywkach zasługuje na najwyższe uznanie.
W ligowej rywalizacji drużyna prowadzona przez nowego szkoleniowca pokazała się z fantastycznej strony, w bardzo dobrym stylu broniąc mistrzowskiego tytułu. Nasz Klub rozgrywki zaczął od remisu 2:2 z bytomskimi Szombierkami, a obie bramki zdobył Robert Gadocha. W sumie w pierwszych dziewięciu spotkaniach sezonu legioniści wygrali siedem razy i zanotowali dwa remisy, skrupulatnie gromadzili punkty i od początku rozgrywek wskoczyli na fotel lidera tabeli. Gwiazdami drużyny były obie legendy naszego klubu – Deyna i Brychczy, których dzielnie wspierali chociażby Pieszko, Żmijewski, Stachurski czy bracia Blaut. Tytuł mistrzowski Wojskowi zapewnili sobie dwie kolejki przed końcem rozgrywek, wygrywając mecz wyjazdowy z Cracovią.
Spotkanie z Ruchem Chorzów rozgrywane 21 czerwca 1970 roku było ostatnim meczem w rozgrywkach, po którym legioniści mogli wreszcie pozwolić sobie na świętowanie zdobytego wcześniej tytułu. Co ciekawe, był to trzeci mecz pomiędzy tymi drużynami na dystansie… pięciu dni. Wcześniej zmierzyły się one w półfinale Pucharu Polski, a w dwumeczu lepsi okazali się chorzowianie.
Spotkanie ligowe miało zatem dodatkowy smaczek, w postaci szansy rewanżu na zawodnikach Ruchu za niedawne pucharowe niepowodzenie. Legioniści wyszli na prowadzenie już w dziesiątej minucie, kiedy to bramkę zdobył Robert Gadocha. Wojskowi narzucili rywalom swoje warunki, mimo że w ich składzie zabrakło takich gwiazd jak Grotyński, Stachurski i Deyna. Pomimo przewagi nie udało się przed przerwą podwyższyć prowadzenia, a w drugiej części gry dzięki świetnej postawie wprowadzonego w przerwie Maszczyka chorzowianie wyrównali, po tym jak rzut karny wykorzystał Herman. Remis ten dał Ruchowi wicemistrzostwo Polski uzyskane w korespondencyjnym pojedynku z Górnikiem Zabrze, jednak największy wygrany całego sezonu mógł być tylko jeden i była nim Legia Warszawa. Jej szkoleniowiec – Edmund Zientara przeszedł do historii Klubu – jako pierwszy zdobył z nim mistrzostwo zarówno w roli zawodnika, jak i trenera.
21 czerwca 1970 roku, Warszawa, 26. kolejka I ligi
Ruch Chorzów – Legia Warszawa 1:1 (0:1)
Bramki: Bula 50’ – Gadocha 10’
Ruch: Pietrek - Piechniczek, Wyrobek, Nieroba, Bem, Nagiel ( Maszczyk), Gomoluch, Bronisław Bula, Bon (Faber), Marx, Herman
Legia: Dziełakowski – Z. Blaut, Zygmunt, Niedziółka, Trzaskowski – Korzeniowski, Brychczy, Żmijewski, B. Blaut – Pieszko, Gadocha
***
Z kolei 21 czerwca 1931 roku legioniści w derbach Warszawy rekordowo wysoko zwyciężyli Polonię (8:1). Obserwatorem tego spotkania był sympatyzujący z Polonią dziennikarz i działacz Mieczysław Szymkowiak. Choć kibicował Polonii, to wzorem piłkarza był dla niego gracz Wojskowych Józef Ciszewski: „Co najbardziej utkwiło mi w pamięci? Szczególnie te mecze, które wprowadzały mnie w nie lada rozterkę. Derby stolicy. Święta wojna. Moja Polonia dostaje baty. A jednym z głównych winowajców jest mój Ciszewski. Krajało mi się serce z bólu, a jednocześnie byłem pełen uznania dla zwycięzców. A porcja bramek była odpowiednia, 8:1” – wspominał w relacji prasowej Szymkowiak. Oprócz wysokiego zwycięstwa z Polonią, legioniści w sezonie 1930/1931 odnieśli jeszcze kilka efektownych zwycięstw, pokonując m.in. ŁKS Łódź 6:0 w Warszawie. W całych rozgrywkach zajęli wysokie, trzecie miejsce.