Legia logo
Piłka nożna3 min czytania

Historia: Kalendarium Legii (3 maja) - Puchar po karnych i ustrzelone „Koguty”

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Codziennie na Legia.com - w Kalendarium Legii - przypominać Wam będziemy istotne wydarzenia ze 104-letniej historii klubu z Łazienkowskiej przypadające na dany dzień. 3 maja 2011 roku piłkarze Legii zdobyli w Bydgoszczy Puchar Polski po zwycięstwie nad Lechem Poznań w rzutach karnych 5:4. W regulaminowym czasie gry najpierw za sprawą Dimitrije Injaca gola zdobył Lech, ale wyrównał Portugalczyk Manu. Decydującego karnego znów – podobnie jak rok wcześniej w finałowym spotkaniu z Wisłą Kraków – strzelił Jakub Wawrzyniak. Wcześniej Wojciech Skaba obronił strzał Bartosza Bosackiego.

3 maja 2011 roku piłkarze Legii zdobyli w Bydgoszczy Puchar Polski po zwycięstwie nad Lechem Poznań w rzutach karnych 5:4. W sezonie 2010/2011 nowy szkoleniowiec Wojskowych Maciej Skorża miał stworzyć drużynę, która zdominuje ekstraklasę – dokonano wielu transferów, oddano także do użytku nowy stadion. Ligę Legia zakończyła jednak na trzecim miejscu, triumf w Bydgoszczy miał być więc swoistym pucharem pocieszenia.

W drodze do finału legioniści pokonali Pogoń Szczecin (1:0, po golu Kucharczyka), Śląsk Wrocław (2:1, po dwóch bramkach Szałachowskiego), Ruch Chorzów (1:1 – strzelcem gola Komorowski i 2:0 – dwa gole Vrdoljaka) oraz Lechię Gdańsk (1:0 po golu Kucharczyka oraz 4:0 – po trafieniach Radovicia, Vrdoljaka, Kucharczyka i jednym samobójczym).

W finale, po golach Injaca i Manu w regulaminowym czasie gry, o zwycięstwie decydowały rzuty karne. W Legii do wykonywania „jedenastek” wyznaczeni zostali: Cabral, Komorowski, Vrdoljak, Rzeźniczak oraz Wawrzyniak. Już w pierwszej serii bohaterem stał się warszawski bramkarz Wojciech Skaba, który obronił strzał Bartosza Bosackiego. Jak się później okazało, był to jedyny niewykorzystany rzut karny w tym spotkaniu. Legia zdobyła 14. puchar w historii Klubu.

3 maja 2011 r., Bydgoszcz, Stadion im. Zdzisława Krzyszkowiaka, Finał Pucharu Polski

 

Lech Poznań – Legia Warszawa 1:1 (1:0) k. 4:5

Bramki: Injac (29) – Manu (66)

 

Lech: Kotorowski – Wojtkowiak, Bosacki, Wołąkiewicz, Henriquez – Kriwiec (103' Mikołajczak), Injac (68' Stilić), Durdević, Murawski, Wilk (75' Kiełb) – Rudnevs

Legia: Skaba – Rzeźniczak, Choto (76' Cabral), Astiz (46' Komorowski), Wawrzyniak – Manu, Borysiuk, Vrdoljak, Radović, Rybus (58' Kucharczyk) – Hubnik

 

***

Ustrzelone „Koguty” 
Z kolei 3 maja 1966 roku - w obecności 60 tysięcy widzów - na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie obyło się towarzyskie spotkanie z okazji 50-lecia Legii. Do stolicy przyjechał słynny Tottenham Londyn.

 

O tym wydarzeniu czytamy na historycznych kartach „Naszej Legii”: „Pomimo wcześniejszych zapowiedzi z drużyną Tottenhamu nie przyleciał do Polski jeden z najlepszych piłkarzy angielskich Jimmy Greaves. W opinii wielu komentatorów, był on w tamtym okresie uznawany za najwybitniejszego piłkarza w historii futbolu brytyjskiego. Faworytem warszawskiego spotkania był oczywiście opromieniony sławą drużyny wartej milion funtów Tottenham. Niewielu obserwatorów jubileuszowego spotkania przypuszczało, że Legia okaże się zespołem zdecydowanie lepszym od słynnego Tottenhamu”.

„'Koguty' na Stadionie X-lecia rozegrały bardzo słabiutkie spotkanie. W ich grze trudno było dopatrzyć się cech charakterystycznych dla futbolu wyspiarskiego. Tuż przed zakończeniem pierwszej części spotkania doszło do niecodziennej sytuacji. Bernard Blaut posłał loba w kierunku przedpola bramki Tottenhamu. Nieatakowany przez nikogo bramkarz Brown wyskoczył do dośrodkowania i źle obliczając lot piłki, minął się z nią. Z 'prezentu' skorzystał napastnik Legii Janusz Żmijewski, który bez trudu wepchnął piłkę do bramki. W podsumowaniu pierwszej odsłony jubileuszowego meczu wystarczy krótkie - nuda. Drugą połowę piłkarze Legii zaczęli z impetem, narzucając rywalowi ostre tempo gry. W tej części meczu do dobrej gry legionistów, walcząc bardziej zdecydowanie, przystosowali się również goście. W 54. minucie wprowadzony do gry za Wiesława Korzeniowskiego Waldemar Obrębski, otrzymując podanie z lewej strony, mimo ostrej szarży obrońców angielskich zdołał opanować piłkę, po czym mijając atakujących wpadł na pole karne i płaskim strzałem podwyższył wynik na 2:0” – czytamy w NL.

„Nie był to wprawdzie wielki mecz, ale wynik poszedł w świat” – mówił w wywiadzie z NL strzelec pierwszej bramki Janusz Żmijewski. „Z Tottenhamem graliśmy we wtorek, a oni w środę mieli ligę. To chyba zrozumiałe, że w obawie o przypadkową kontuzję oszczędzali siły i unikali ostrych starć. Pewnie z tego powodu nie przyjechał z nimi do Warszawy ich as atutowy Jimmy Greaves. Przypominam sobie, kiedy kilka lat wcześniej graliśmy z inną angielską drużyną Plymouth – wówczas to trzeszczały kości. Z pewnością przeciwko nim grało się wiele trudniej, niż w Warszawie przeciwko Tottenhamowi” - dodał „Jojo”.

 

3 maja 1966 r. Mecz towarzyski – Stadion Dziesięciolecia w Warszawie

 

Legia Warszawa – Tottenham Londyn 2:0 (1:0)

Bramki: Żmijewski (43), Obrębski (54)

 

Legia: Fołtyn (Grotyński) - Mahseli, Niedziółka, Zgoda, Woźniak - B. Blaut, Brychczy, Korzeniowski (Obrębski), Apostel – Pieszko, Żmijewski

Tottenham: W. Brown - Kinnear, Knowles, Mullery, L. Brown – Beal, Robertson (Johnson), Clayton (Mackay), Saul – Gilzean, Possee

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie