
Codziennie na Legia.com - w Kalendarium Legii - przypominać Wam będziemy istotne wydarzenia ze 104-letniej historii klubu z Łazienkowskiej przypadające na dany dzień. 30 maja 2009 roku Legia zdobyła wicemistrzostwo Polski, wygrywa w ostatniej kolejce z z Ruchem Chorzów (4:1). Napastnik Wojskowych Takesure Chinyama co prawda pojawił się na boisku dopiero w końcówce meczu, ale strzelił dwa gole i... został królem strzelców ekstraklasy (do spółki z Pawłem Brożkiem) mając w dorobku 19 bramek. Legionista z Zimbabwe był drugim obcokrajowcem w historii, w ręce którego trafił ten tytuł. Poprzednim (w 2003 roku) był także napastnik Legii – Stanko Svitlica.
„Był ostatnim legijnym królem strzelców. W Polsce wywalczył pięć trofeów, w tym trzy z Legią. Zabrakło mu jednak najważniejszego - mistrzostwa. Takesure'a Chinyamę w pewnym momencie stawiano obok Roberta Lewandowskiego i Pawła Brożka. Jego karierę wyhamowały problemy z kolanem. 'Chiny' pierwszy raz trafił do Polski jesienią 2006 roku. Pojawił się na testach w Legii, jednak po sparingu z Zagłębiem Sosnowiec nie przekonał do siebie trenera Dariusza Wdowczyka. Kilka tygodni później przygarnął go Maciej Skorża, który prowadził Groclin. Po miesiącu sztab szkoleniowy wielkopolskiego zespołu zdecydował się na transfer 'Tejksia'. – To niezwykle dynamiczny piłkarz, obunożny, bardzo dobrze zbudowany. Potrafi znaleźć się w sytuacjach podbramkowych, brakuje mu jednak skuteczności – mówił o Zimbabwejczyku rzecznik prasowy grodziskiego klubu, Jerzy Pięta. W pierwszych miesiącach gry w Polsce Chinyama potwierdził swoje umiejętności. – Wtedy naszym numerem jeden był Adrian Sikora, a Takesure zawsze był jokerem. Strzelił trzy gole i pomógł wywalczyć nam Puchar Polski i Puchar Ekstraklasy – wspomina Piotr Rocki, który później spotkał się z Zimbabwejczykiem w Legii.
W połowie 2007 roku nowym trenerem Legii został Jan Urban, który przeprowadził rewolucję kadrową. Z klubem pożegnali się Piotr Włodarczyk i Dawid Janczyk, a ich następcą miał zostać Chinyama. Debiut 'Tejksia' był bardzo udany, ponieważ zawodnik już w pierwszym spotkaniu z Cracovią strzelił gola. – Na boisku zawsze absorbował uwagę defensorów. Poza tym uderzał z każdej pozycji. Czasami fatalnie pudłował, ale potrafił również efektownie strzelić. Poza boiskiem sprawiał wrażenie cichej osoby, która trzymała się blisko Dicksona Choto – wspomina Tomasz Kiełbowicz. – W pierwszym sezonie był naszym najlepszym strzelcem, więc nie można było sobie wyobrazić Legii bez tego zawodnika – opowiadał Kibu. Transfer Chinyamy okazał się udaną inwestycją. W sezonie 2007/08 strzelił 15 goli w Ekstraklasie, a skuteczniejsi byli tylko Paweł Brożek i Marek Zieńczuk z Wisły Kraków oraz Adrian Sikora z Groclinu. Poza tym jego bramka w Lubinie dała Legii awans do finału rozgrywek o Puchar Polski. Ostatecznie warszawski zespół zdobył to trofeum, a 'Chiny' triumfował w turnieju tysiąca drużyn drugi raz z rzędu.
Kiedy drużyna udała się na zasłużone urlopy po udanym sezonie, Chinyamę czekały... mecze w eliminacjach do mundialu. – W kadrze nie miał łatwo, ponieważ rywalizował o miejsce w składzie z Benjaminem Mwaruwarim, gwiazdą Premiership – opowiada Peter Moyo, inny zawodnik z Zimbabwe. 'Chiny' grywał rzadko, wchodząc na boisko w ostatnich minutach, a jego drużyna nie awansowała do kolejnej fazy eliminacji. Wrócił do Polski, kiedy... Legia kończyła zgrupowanie w Szwajcarii. Jan Urban podkreślał, że potrzebuje czasu na odbudowanie formy, jednak już w pierwszym spotkaniu z Wisłą Kraków o Superpuchar strzelił gola i pomógł warszawskiej drużynie w wywalczeniu tego trofeum. Później jednak nie było już tak dobrze. Zimbabwejczyk potrzebował czasu, aby dojść do optymalnej formy. W tym czasie legioniści zaliczyli falstart ligowy oraz odpadli z rozgrywek o Puchar UEFA. – Po dalekich podróżach po Afryce mógł czuć się zmęczony, dlatego ówczesny dołek nikogo nie dziwił – mówił Jan Urban. Pierwszego gola w Ekstraklasie strzelił 31 sierpnia w Zabrzu. Później już zaczął trafiać seryjnie, jego gole dawały Legii cenne zwycięstwa nad Ruchem Chorzów i Wisłą Kraków, a zawodnik bardzo ekspresyjnie wyrażał swoją radość. Raz dzwonił używając... prawego buta, a innym razem udawał pływaka lub tancerza. Zawodnicy Lecha Poznań i Wisły Kraków bez zająknięcia wskazywali Chinyamę jako najgroźniejszego zawodnika Legii, który utrzymywał się na szczycie najlepszych strzelców Ekstraklasy. – Czasami piłka przypadkowo wturlała się do bramki, ale potrafił również zdobyć efektowną bramkę, jak tę w Gliwicach – wspomina Piotr Rocki. – Niektórzy nazywali go leniem, ale on bardzo dużo dawał Legii. Strzelał jak na zawołanie i był niezawodny. W najlepszym okresie porównywałem go do Didiera Drogby, ponieważ był bardzo silny, potrafił mocno uderzyć, no i piłka szukała go w polu karnym – opowiada Stefan Białas. W kwietniowej potyczce na stadionie Piasta 'Chiny' skierował piłkę do siatki z zerowego kąta. – To jeden z najładniejszych goli – dodaje Kibu. Niestety, również tam rozpoczęły się jego problemy zdrowotne.
Takesure zaczął narzekać na bóle w kolanie, jednak pomimo tych dolegliwości zdążył jeszcze zdobyć bramkę w meczu z Lechem Poznań i odebrać nagrodę za tytuł najlepszego zawodnika miesiąca w Ekstraklasie. Niestety, o spotkaniu z Wisłą w Krakowie wielu wolałoby zapomnieć. Na stadionie im. Henryka Reymana 'Chiny' seryjnie marnował dogodne okazje, a Legia przegrała 0:1 i straciła prowadzenie w lidze, a w konsekwencji mistrzostwo na rzecz 'Białej Gwiazdy'. W ostatnim meczu sezonu z Ruchem Chorzów Chinyama wszedł na boisko w 73. minucie, strzelił dwa gole i 'rzutem na taśmę' dogonił Pawła Brożka w klasyfikacji najlepszych strzelców.
W kolejnym sezonie Chinyama więcej czasu spędzał w gabinetach lekarskich niż na boisku. Ciągle bolało go kolano. W meczach Ekstraklasy strzelił dwa gole, ale ani Jan Urban, ani Stefan Białas nie mogli zbyt często skorzystać z jego umiejętności. – Być może z nim zakończylibyśmy sezon na podium. Niestety, nie udało się – opowiada były trener Legii. Sytuacja miała zmienić się wraz z przyjściem Macieja Skorży, jednak i za kadencji tego szkoleniowca 'Chiny' częściej się leczył niż grał. Sezon 2010/11 zakończył bez bramki, chociaż to po jego podaniu Michał Kucharczyk strzelił gola w meczu pucharowym z Lechią. Po zakończeniu rundy wiosennej pożegnał się z warszawskim klubem. Po odejściu z Legii 'Chiny' kontynuował karierę w Zimbabwe, a później trafił do RPA” – opisywaliśmy napastnika Legii na łamach Legia.com.