Legia logo
Piłka nożna6 min czytania

Nieustanna próba charakteru - o życiowej drodze Kacpra Kostorza

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Wypadek samochodowy, liczne kontuzje, operacja kolana, mononukleoza, śmierć taty - mimo 21 lat Kacper Kostorz doświadczył wiele.

Wypadek samochodowy, liczne kontuzje, operacja kolana, mononukleoza, śmierć taty - mimo 21 lat Kacper Kostorz doświadczył wiele. Życie rzucało mu kłody pod nogi, ale on się nie poddał. Gdy kolejny raz mógł zwątpić, zaciskał zęby jeszcze mocniej i dążył do celu. W Zabrzu odebrał nagrodę za swój charakter.

 

Pierwsza próba przytrafiła się, gdy miał dziesięć lat. - Jechałem z mamą i bratem samochodem, wpadliśmy w poślizg. Samochód zjechał na drugi pas, gdzie uderzyło w nas drugie auto. Wpadliśmy do rowu. Wypadłem przez okno i przygniótł mnie samochód. Trafiłem do szpitala z diagnozą mówiącą o pękniętej śledzionie. Na całe szczęście obyło się bez operacji. Zostałem przewieziony do Katowic i lekarze zdecydowali o kuracji lekami. Ostatecznie okazało się, że śledziona jest cała. Ucierpiały natomiast płuca, które zostały odbite. Na szczęście nie ma już po tym śladu, ale nie są to dla mnie wspomnienia, do których lubię wracać.

 

Cztery lata później Kacper trafił do młodzieżowej drużyny Górnika Zabrze. Przeprowadzka, zupełnie nowe otoczenie, bursa, duży, utytułowany klub… czternastolatek musiał poradzić sobie z dużym stresem. Gdy układał sobie nowe życie, ponownie musiał zmierzyć się z losem. Tym razem na drodze stanęła kontuzja, której sama nazwa budzi grozę - oderwanie kolca miednicy. - Był to koniec przygody w Górniku. Usłyszałem diagnozę - naderwanie kolca miednicy. Podczas rehabilitacji używałem specjalnego bandaża wokół szyi i wiązałem sobie do niego kolano. Noga cały czas musiała być uniesiona do góry, by utrzymać prawidłową pozycję miednicy. Gdy usłyszałem o półrocznej przerwie, miałem łzy w oczach. Okazało się jednak, że kontuzja nie jest tak groźna i wróciłem zdecydowanie szybciej. Na pewno nie był to jednak łatwy okres.

 

By się odbudować i złapać właściwy rytm, Kacper postanowił wrócić do rodzinnego Cieszyna. Po pół roku nadeszła pora na kolejną przeprowadzkę, tym razem spowodowaną wyborem liceum. Kostorz wybrał szkołę w Bielsku-Białej i w ten sposób stał się zawodnikiem Podbeskidzia. To tam wzbudził zainteresowanie mocniejszych klubów i ostatecznie, w styczniu 2019 roku, podpisał kontrakt z Legią Warszawa. Dział sportu stołecznego klubu zdecydował się wypożyczyć Kostorza do Podbeskidzia, by tam łapał kolejne minuty i cierpliwie przygotowywał się do wyzwań czekających go w Legii Warszawa. Latem 2019 roku trener Aleksandar Vuković zabrał go na zgrupowanie pierwszej drużyny do Leogang. Gdy piłkarz czuł, że wszystko zmierza we właściwym kierunku, przytrafił się kolejny uraz, który wstrzymał jego karierę. Kolejni gracze z jego rocznika debiutowali w pierwszej drużynie, on wciąż musiał czekać na swój czas. Szansę dostał w listopadzie 2019 roku - wszedł na murawę podczas wygranego 5:1 meczu z Górnikiem Zabrze.

"Jechałem z mamą i bratem samochodem, wpadliśmy w poślizg. Samochód zjechał na drugi pas, gdzie uderzyło w nas drugie auto. Wpadliśmy do rowu. Wypadłem przez okno i przygniótł mnie samochód. Trafiłem do szpitala z diagnozą mówiącą o pękniętej śledzionie."

Kilkadziesiąt dni później Kostorz udał się na kolejne wypożyczenie. W Miedzi Legnica miał większe szanse na regularną grę niż w Legii, dlatego chętnie zdecydował się na ten ruch. Rozegrał tam piętnaście meczów i doznał kolejnej kontuzji - uraz kolana wymagał operacji i żmudnej rehabilitacji. W sierpniu 2020 roku wrócił do Legii, by walczyć o swoją pozycję. Życie kolejny raz miało już gotowy scenariusz - Kacper zachorował na mononukleozę i przez niemal dwa miesiące zmagał się z chorobą. - Same początki choroby wskazywały, że jest to zwykła wirusówka, infekcja jakich wiele. Kiedy otrzymałem diagnoz, zrozumiałem, że czeka mnie dłuższa przerwa. Lekarz poinformował mnie, jak będzie wyglądał powrót do piłki. Wiedziałem, że układ odpornościwy szybko nie wróci do normy. Pamiętam wspólny trening z Mateuszem Wieteską, który wracał po kontuzji. Mieliśmy tradycyjną rozgrzewkę, biegaliśmy po przekątnych cztery razy w obie strony. Dla Mateusza była to zwykła rozgrzewka, ja byłem wyczerpany. Potrzebowałem naprawdę dużo czasu i ciężkiej pracy, by wrócić na poziom pozwalający mi w ogóle myśleć o graniu w piłkę. Na zgrupowaniu w Dubaju startowałem niemal z minusowego poziomu, bo choroba spustoszyła mój organizm. Zacisnąłem zęby, pracowałem ciężko, czułem wsparcie trenera i czekałem na swoją szansę.

 

Kacper musiał też zacisnąć zęby, gdy z tego świata odszedł jego tata. - Życie mnie zahartowało. Ale nikt nie ma łatwo, nie tylko ja musiałem wchodzić pod górkę. Pozostało mi zaciśnięcie zębów i wykonywanie swojej pracy. Zawsze wiedziałem, że chcę grać w piłkę, to ona jest na pierwszym miejscu w mojej głowie. Przy każdej trudniejszej sytuacji robiłem sobie rachunek sumienia i walczyłem dalej. Niejeden by się załamał, ale też wielu by obrało moją drogę.

"Życie mnie zahartowało. Ale nikt nie ma łatwo, nie tylko ja musiałem wchodzić pod górkę. Pozostało mi zaciśnięcie zębów i wykonywanie swojej pracy."

Walka przyniosła efekty. W 77. minucie ligowego meczu z Wisłą Płock Kacper zmienił na boisku Rafaela Lopesa. Trzy minuty później asystował przy trafieniu Luquinhasa. Kostorz odważnie poszedł za piłką i uprzedził bramkarza płocczan. W następnej kolejce został bohaterem Wojskowych. W konfrontacji z Górnikiem Zabrze wszedł na murawę w końcówce meczu i strzelił zwycięskiego gola. - Na mojej krętej drodze pojawił się fajny, symboliczny moment - gol z Górnikiem Zabrze. Grałem w drużynie młodzieżowej Górnika, debiutowałem z tym rywalem w barwach Legii i w barwach Podbeskidzia. Pierwszego gola dla Legii również strzeliłem w meczu z Górnikiem. Cała historia zatoczyła koło.

 

W sytuacji bramkowej Kacper popisał się spokojem, którego mogliby mu zazdrościć ligowcy za stażem stu meczów. - Przed wejściem na murawę trener Michniewicz powiedział mi, żebym odważnie szukał swoich szans, wychodził do prostopadłych piłek i nie bał się strzelać. Pod bramką zachowałem spokój, uznałem, że zamach będzie najlepszą decyzją. Dzięki temu otworzyły mi się inne możliwości - mogłem podać lub uderzyć - wspomina wciąż żywe w pamięci wspomnienia z Zabrza.

 

Bramka Kacpra Kostorza została miło przyjęta w szatni Legii Warszawa. - Koledzy z drużyny wiedzieli, jaką drogę przeszedłem i mi kibicowali. Ten gol ich ucieszył. Najważniejsze, że wygraliśmy, cała drużyna na to pracowała, a ja tylko postawiłem kropkę nad “i”. Padło kilka miłych słów.

"Koledzy z drużyny wiedzieli, jaką drogę przeszedłem i mi kibicowali. Ten gol ich ucieszył. Najważniejsze, że wygraliśmy, cała drużyna na to pracowała, a ja tylko postawiłem kropkę nad “i”. Padło kilka miłych słów."

W kulisach z tego meczu, które możecie zobaczyć TUTAJ, jest symboliczna scena. Gdy Kostorz zdobywa zwycięską bramkę, zza linii bocznej przyglądają się temu Paweł Wszołek i trener Łukasz Bortnik. Wszołek podbiega do zawodnika i składa mu szczególne gratulacje, po meczu ponownie obejmuje młodzieżowca i zamienia z nim kilka słów - Paweł zawsze mi powtarzał, że moja szansa nadejdzie i ją wykorzystam, potrzebuję tylko cierpliwości. Tak się stało. Jest wzorem dla młodych graczy, zawsze stara się być pomocnym i jest ważną postacią nie tylko na boisku, ale też poza nim.

 

W tę scenę “zamieszana” była również inna postać ważna dla kariery Kacpra - trener Łukasz Bortnik. To on wpłynął na fizyczną metamorfozę zawodnika. - Kiedy trafiłem do Legii byłem wysoki, ale miałem drobną budowę. W tym samym czasie do klubu przyszedł trener Łukasz Bortnik i odegrał dużą rolę w mojej przemianie. Na początku nie miałem nawet odpowiedniej techniki podnoszenia ciężarów, więc musiałem nauczyć się podstaw. Stopniowo zwiększano mi obciążenia. Trener Bortnik zwrócił też uwagę, że mam predyspozycje do bycia silnym, atletycznie zbudowanym zawodnikiem. Na moją przemianę fizyczną miały też paradoksalnie wpływ kontuzje, które przeszedłem. Operacja kolana spowodowała, że trzynaście tygodni spędziłem wyłącznie na siłowni, nie dotykałem piłki. Razem z trenerami skupiliśmy się wtedy nie tylko na kontuzjowanej nodze, ale też całej sylwetce. Chciałem wzmocnić ciało, by unikać urazów w przyszłości.

 

Mówi się, że w piłce nożnej nie można odnieść sukcesu bez odpowiedniego charakteru. Życie sprawdziło charakter Kacpra wielokrotnie. Piłkarz po każdej próbie się podnosił i dalej podąża swoją drogą, która może prowadzić naprawdę daleko...

"Na mojej krętej drodze pojawił się fajny, symboliczny moment - gol z Górnikiem Zabrze. Grałem w drużynie młodzieżowej Górnika, debiutowałem z tym rywalem w barwach Legii i w barwach Podbeskidzia. Pierwszego gola dla Legii również strzeliłem w meczu z Górnikiem. Cała historia zatoczyła koło."

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie