
- Ten awans Molde może odbierać trochę jak dar od losu. Teraz ta drużyna potrzebuje czasu, który może budować drużynę. Każda kolejna jednostka treningowa będzie działała na ich korzyść. Jeżeli Legia nie przegra pierwszej rywalizacji, to drugie spotkanie w stolicy Polski powinno być formalnością - mówi przed meczem Molde FK - Legia Warszawa ekspert piłki norweskiej Paweł Tanona.
- Czy obecne Molde FK jest tak samo mocne jak rok temu?
- Powiedzieć, że Molde jest w kryzysie, to jak nic nie powiedzieć. Norwegowie gorszą dyspozycję prezentują od dłuższego czasu. Zwycięski dwumecz z Legią w zeszłym roku Molde wygrało znacznie łatwiej, niż mogło zakładać. Ludzie w Norwegii byli tym zaskoczeni, a sam moment był prawdopodobnie najjaśniejszym punktem sezonu. Oprócz tego rywale Legii nie włączyli się w walkę o mistrzostwo i przegrali finał krajowego pucharu. Na koniec zeszłego roku zmieniono trenera, zmieniono również formację. Dalej jest to jednak drużyna, która dopiero wdraża się do nowego systemu i uczy się nowej filozofii. Kadrowo ten zespół jest również źle zbalansowany. Przy ustawieniu ze skrzydłowymi – Molde nie ma po prostu graczy na te pozycje. Mimo wszystko uważam, że w szeregach Norwegów są zawodnicy na poziomie europejskim. Teraz pytanie, czy pokażą ten poziom podczas meczu z Legią. Jeżeli Molde zagra na optymalnym poziomie, Wojskowi będą mieli bardzo trudne zadanie. W tym momencie ciężko jednak powiedzieć, czego po Molde można się spodziewać. Myślę, że ich forma będzie rosła z tygodnia na tydzień. Pytanie, gdzie jest ich sufit. Wydaje mi się, że tego sufitu jeszcze w rywalizacji z polską drużyną nie zobaczymy.
- Jak wśród kibiców i działaczy Molde FK oceniany jest obecny sezon w europejskich pucharach – zarówno mecze ligowe, jak i 1/16 finału przeciwko Shamrock Rovers?
- Europa jest rozczarowaniem, które prawie zakończyło się kompromitacją. Molde zapewniło sobie dalszą grę w tych rozgrywkach tylko dzięki bramce w doliczonym czasie gry przeciwko Mladzie Boleslav. To było takie spotkanie, które mógłbym zaliczyć do kategorii plusów. Norwegowie wygrali je 4:3 i mimo błędów w obronie pokazali, że są w stanie rywalizować na wysokim poziomie. Ja sam zakładałem, że Molde będzie biło się o miejsca, o które ostatecznie biła się Legia, czy Djurgarden. Chodzi o pozycje 1-8. Wyszło na to, że w meczach ligowych nie poradzili sobie z drużyną HJK Helsinki, przegrali z APOEL-em Nikozja, zostali zdominowani przez Jagiellonię, gdzie wynik 0:3 w pełni oddawał to, co działo się na boisku. Ostatecznie Molde awansowało dalej, ale w dwumeczu z Shamrock ciężko znaleźć jakieś pozytywy. Nie było mowy o żadnej nowej energii. Molde próbowało grać inaczej, inaczej ustawiało się na boisku. Nie widziałem jednak żadnej nowej energii, a sam dwumecz był maksymalnie przepchany. Norwegowie wyglądali słabo fizycznie i nie zachwycili piłkarsko. W pierwszym meczu – do czerwonej kartki – Molde zepchnęło Irlandczyków do obrony, jednak ci ustawili się blisko siebie, bardzo kompaktowo i nie dali się zaskoczyć. Norwegowie mieli problem z tworzeniem okazji, nie stwarzali zagrożenia w ataku pozycyjnym. Po czerwonej kartce, w drugiej połowie spotkania, Shamrock strzelił jednego gola po wielkim błędzie w obronie. W rewanżu Molde zagrało trochę lepiej. Zdobyło bramkę po swojej firmowej akcji. Czy jednak Norwegowie zasłużyli na ten awans? Wątpię. Shamrock nie było drużyną lepsza piłkarską, ale na pewno bardziej ambitną. Ten awans Molde może odbierać trochę jak dar od losu. Teraz ta drużyna potrzebuje czasu, który może budować drużynę. Każda kolejna jednostka treningowa będzie działała na ich korzyść.
- Czy filozofia gry Molde FK przez ostatni rok mocno się zmieniła?
- Tak. Norwegowie wcześniej grali formacją 3-5-2. Bardzo ważni w tym ustawieniu byli skrzydłowi. Grali szybko, ale głównie bokami boiska. Wahadłowi grali bardzo ofensywnie i wykorzystywali przestrzenie. Środkowi pomocnicy często po utrzymaniu piłki po prostu rzucali piłki na skrzydła. Często dośrodkowywali w pole karne. Teraz zmienili formację i grają czwórką z tyłu. Teraz boczni obrońcy mają więcej zadań defensywnych, a skrzydłowych po prostu nie ma. Siła ognia jest znacznie niższa. Często na tych pozycjach grają środkowi pomocnicy, albo napastnicy. Główną siłą tej drużyny jest teraz długa piłka, szczególnie na Frederika Gulbrandsena. Molde szuka tych zagrań za linię obrony. Najłatwiej jest to zneutralizować grając trochę niżej. To aktualnie najmocniejsza siła Molde i Legia będzie musiała na to uważać. Jeżeli Wojskowi to zatrzymają, zwłaszcza przy braku Magnusa Eikrema w pierwszej rywalizacji, siła ataku Molde mocno zmaleje.
- Przejdźmy do poszczególnych formacji. Obrona i bramka.
- Pierwszym bramkarzem Molde jest Jacob Karlstrom, który wygrał rywalizację między słupkami. Siłą tej defensywy są boki obrony – Martin Linnes i Haldor Stenevik. Linnes to gracz doświadczony, z przeszłością w tureckim Galatasaray. Stenevik jest nominalnym pomocnikiem, ale dzięki swoim umiejętnością może grać też jako boczny defensor. Na pewno w domowym meczu ci gracze będą angażować się w ataku. Na minus jednak pozostają środkowi obrońcy – dośc „elektryczni”, mocno niepewni. Nie czują się dobrze z piłką przy nodze, popełniają błędy, gdy są naciskani. Oddają wiele piłek za darmo, mają problem z odpowiednim ustawieniem się. Ten środek obrony czasem przecieka i na pewno Legia może szukać tutaj swoich sytuacji.
- Linia pomocy.
- To zdecydowanie najsilniejsza formacja. Przy minusach na pewno można zapisać nieobecność Eikrema. Na wyróżnienie na pewno zasługuje Mats Mooler Daehli, który już przeciwko Legii grał, a także Kristian Eriksen – król strzelców ostatniego sezonu ligi norweskiej. Środek pola cechuje duża wymienność pozycji. Duża ruchliwość, szukanie wolnych przestrzeni – to zalety środka pola. Do tego dorzuciłbym płynność w rozegraniu ataku. Często właśnie w tej formacji Norwegowie tworzą sobie przewagę.
- Atak.
- Gulbrandsen. Piłkarsko jest to najjaśniejsza postać w ataku. Fizycznie może nie jest w najlepszej formie, ale ma wysokie umiejętności. To gracz silny, ciężki do przepchnięcia, ale też bardzo mobilny. Szuka gry i długich podań. Gulbrandsen nie ma jednak żadnego wartościowego zmiennika. Na minus oczywiście skrzydła, o których już mówiłem.
- Jakiego dwumeczu się spodziewasz i kto ostatecznie twoim zdaniem awansuje dalej?
- W zeszłym roku mówiłem, że szanse widzę 50 na 50. Teraz moim zdaniem to Legia jest faworytem. Wojskowi mają swoje problemy, ale to oni powinni awansować dalej. Molde jest słabsze niż rok temu i myślę, że grając na swoim europejskim poziomie z początku rundy jesiennej, Legia odniesie zwycięstwo w tym dwumeczu. Nie będzie to jednak spacerek. Liczę na to, że otrzymamy ciekawe piłkarsko 180 minut. Myślę, że pierwszy mecz będzie bardziej otwarty. Obstawiam, że Legia będzie chciała oddać piłkę i starać się punktować po kontrach. Rewanż mocno zależy od wyniku pierwszego meczu. Jeżeli Legia nie przegra pierwszej rywalizacji, to drugie spotkanie w stolicy Polski powinno być formalnością.