Legia logo
Piłka nożna5 min czytania

Planowa wygrana i play-off z Karabachem

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Legia Warszawa wygrała z FK Drita po golach Pawła Wszołka i Tomasa Pekharta 2:0 w 3. rundzie kwalifikacji do Ligi Europy UEFA. Rywalem Wojskowych w rundzie play-off w przyszły czwartek będzie drużyna Karabachu Ağdam.

Trener Legii Czesław Michniewicz, który w poniedziałek objął drużynę po Aleksandarze Vukoviciu, miał zaledwie trzy treningi na to, by poustawiać zespół w najważniejszym jak do tej pory meczu tego sezonu. Na jedenastce, która wyszła przeciwko Dricie, widać już było stempel nowego szkoleniowca. Pod nieobecność pauzującego za kartki Igora Lewczuka parę stoperów z Arturem Jędrzejczykiem tworzył Mateusz Wieteska, który jest etatowym obrońcą w reprezentacji Polski U21. Na bokach obrony zagrali Juranović i Mladenović, w związku z czym Michał Karbownik zagrał na pozycji pomocnika. Na skrzydłach ustawieni zostali z kolei debiutant Valencia oraz Wszołek, zaś na „dziesiątce” Luquinhas. W ataku szkoleniowiec Wojskowych postawił na najskuteczniejszego w tym sezonie napastnika Legii - Tomasa Pekharta.

Sen o Warszawie, który zabrzmiał tradycyjnie trzy minuty przed meczem, dla Czesława Michniewicza rozpoczął się punktualnie o godzinie 20:30 pierwszym kopnięciem piłki przez czeskiego napastnika Wojskowych. Legia rozpoczęła szybko, wysoko grali zarówno Karbownik jak i Luquinhas. Od początku starcia widać było, że goście nastawieni sią na obronę i sporadyczne kontrataki, ale różnica w umiejętnościach była aż nader widoczna. Legioniści atakowali głównie skrzydłami, wykorzystując szybkich Valencię i Wszołka, do akcji ofensywnych podłączali się także nasi boczni obrońcy. W 3. minucie w polu karnym upadł atakowany przez defensorów rywala Luquinhas, ale gwizdek tureckiego arbitra milczał jak zaklęty. W 6. minucie Kosowianie wrzucili piłkę pod naszą bramkę, ale bardzo dobrze dwukrotnie spisał się bezbłędny i pewny w swoich interwencjach Artur Jędrzejczyk. Legia grała wysoko cały czas starając się atakować raz lewym raz prawym skrzydłem. Rywale starali się konstruować ataki, ale były one bardzo nieudolne, w większości gaszone przez legionistów już w zarodku. W 15. minucie tuż przed polem karnym sfaulowany został Luquinhas. Piłkę z lewej strony ustawił Mladenović, strzelił bardzo mocno, ale tylko obił poprzeczkę, a w zamieszaniu pod bramką piłkę wybili rywale. W 20. minucie żółtą kartkę za faul obejrzał Mateusz Wieteska, ale piłkarze Drity nie zagrozili Wojskowym ze stałego fragmentu gry. Legia wciąż atakowała. W 24. minucie Slisz znakomicie przerzucił piłkę do Mladenovicia, ten zacentrował w pole karne wprost na głowę Wszołka. Świetny strzał pomocnika Legii i było 1:0. Podopieczni Czesława Michniewicza, który co chwila udzielał wskazówek przy linii bocznej, poszli za ciosem. Znów rzut wolny i znów Mladenović, ale tym razem nic z tego nie wyszło. Legia wciąż grała wysokim pressingiem, a Drita rzadko przekraczała środkową linię boiska, obrońcy Wojskowych zawczasu rozbijali wszelkie próby ataków rywali. Na przerwę legioniści schodzili w dobrych nastrojach. W 43. minucie rzut rożny bił Mladenović, najwyżej w polu karnym wyskoczył Pekhart i głową podwyższył rezultat na 2:0.

W drugiej odsłonie obraz gry się nie zmienił. Legia wciąż atakowała dążąc do podwyższenia rezultatu. W 48. minucie Slisz potężnie uderzył z 25 metrów z rzutu wolnego pod poprzeczkę, ale Maloku końcami palców wybił piłkę na rzut rożny. W 51. minucie w znakomitej sytuacji znalazł się z kolei Valencia, ale jego strzał z ostrego kąta ponownie znakomicie obronił bramkarz Drity. Próba dobitki była już z pozycji spalonej. Aktywny był Mladenović, imponował Slisz, który pokazał, że ma oczy dookoła głowy, a jego dalekie crossy mogły robić wrażenie. W 58. minucie Juranović wrzucił futbolówkę mocno w pole karne, ale strzał głową Jędrzejczyka z pięciu metrów okazał się niecelny. W 60. minucie w przewadze wyszli goście, lecz sytuację doskonale wyjaśnił Juranović. „Jeszcze jedna panowie” - krzyczał do swoich kolegów niemal przy każdym stałym fragmencie gry Artur Boruc, zachęcając do strzelenia kolejnego gola. Legionistom nie można było odmówić chęci, ale brakowało wykończenia. Rywale rzadko gościli na połowie Wojskowych, lecz w 75. minucie przedostali się pod nasze pole karne, mocny strzał Vucaja jednak nieznacznie minął lewy słupek bramki Boruca. Legioniści wciąż atakowali, mnożyły się rzuty rożne, ale ani Pekhart, ani Wszołek, ani Kapustka, nie potrafili znaleźć drogi do bramki Maloku. W 88. minucie wprowadzony w drugiej połowie wspomniany Kapustka ładnie w polu karnym znalazł kolejnego zmiennika Kante, ale strzał głową napastnika Legii również chybił celu. W ostatniej minucie z groźną kontrą wyszli goście, ale Boruc znakomicie, w swoim stylu, obronił w sytuacji sam na sam. Po chwili w rewanżu z linii pola karnego potężnie kropnął Kapustka, ale tym razem na wysokości zadania stanął golkiper rywali. Po chwili pan sędzia Turek skończył mecz i legioniści wygrali ostatecznie z Dritą 2:0, notując przy okzji setne zwycięstwo w europejskich pucharach w historii klubu.


Cieszy na pewno ilość wykreowanych przez Legię okazji. Graliśmy kombinacyjnie, wysokim pressingiem, z częstym wykorzystaniem skrzydeł. Jeszcze nie wszystko wyglądało tak jak powinno, bowiem do poprawy pozostaje choćby płynność konstruowania akcji czy skuteczność. Plan na dziś został wykonany, ale trzeba mieć świadomość, że za tydzień poprzeczka będzie zawieszona dużo, dużo wyżej. Rywalem Wojskowych w rundzie play-off będzie w przyszły czwartek drużyna Karabachu Ağdam.

Legia Warszawa - FK Drita Gnjilane 2:0 (2:0)

Bramki: Wszołek (24), Pekhart (43)

 

Legia: Boruc - Juranović, Wieteska, Jędrzejczyk, Mladenović - Slisz, Karbownik, Wszołek, Valencia (63' Gvilia), Luquinhas (67' Kapustka), Pekhart (72' Kante)

Rezerwowi: Cierzniak, Astiz, Antolić, Gvilia, Kapustka, Lopes, Kante

 

Drita: Maloku - Blakqori, Cuculi, Gerbeshi, Brdarovski (66'Vucaj)  - Namani, B. Shabani, Fazliu, X. Shabani, Ajzeraj (73' Alidema) - Rexha (56' Maxhimusa)

Rezerwowi: Rexhepi, Jamal, Vucaj, Islami, Ahmeti, Alidema, Maxhimusa

 

Żółte kartki: Wieteska, Wszołek - Namani

- Zrobiliśmy to co do nas należało i awansowaliśmy do kolejnej rundy. Momentami graliśmy tak jak chciałem, ale było także dużo chwil, nad którymi musimy bardzo pracować. Czasu na przygotowania mieliśmy mało i teraz musimy jeszcze mocniej pracować przed starciem w IV rundzie. Momenty były, ale to jest jeszcze za mało – powiedział po meczu trener Czesław Michniewicz. Zapis całej konferencji prasowej znajduje się w TYM miejscu.

Skrót meczu na sport.tvp.pl znajduje się w TYM miejscu.

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie