Legia logo
Piłka nożna5 min czytania

Puchar Polski: Eksperci o meczu Cracovia - Legia. Szanse wyrównane

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Przed meczem znów zadzwoniliśmy do czołowych postaci polskiej sceny piłkarskiej i medialnej. Sprawdźcie, co mają do powiedzenia nasi eksperci.

Choć oba zespoły teoretycznie dzieli różnica klas, spotkania w Pucharze Polski zawsze bywają bardzo specyficzne. Wiedzą o tym nasi eksperci, którzy przekonują, że dzisiejszego wieczora czeka nas bardzo ciekawe i wymagające widowisko. Marek Sierocki, Jacek Magiera i Przemysław Iwańczyk, specjalnie dla Was dzielą się swoimi przemyśleniami.

Marek Sierocki:

 

- Legię, moim zdaniem, czeka niezwykle trudny mecz. Sytuacja kadrowa jest nie do pozazdroszczenia – kontuzje mają Vesović, Kante, Antolić, no i przecież odszedł Radek Majecki. To były absolutnie pierwszoplanowi piłkarze, mało tego, Vesović od kilku miesięcy bardzo słusznie był nazywany najlepszym piłkarzem tej ligi. Formę miał wyborną, więc nic dziwnego, że trudno go teraz zastąpić. Paweł Stolarski ma pewne problemy i sądzę, że na dziś najlepszą opcją na bokach obrony jest duet Rocha i Karbownik.

 

- Mecze z Legią dla trenera Probierza są bardzo prestiżowe i wiem to od źródła, bo znam się z nim prywatnie, zresztą bardzo go lubię i cenię. Nie mam więc żadnych wątpliwości, że dla niego każde takie starcie to coś szczególnie ważnego. Legia ma jednak po swojej stronie Aleksandara Vukovicia, który – w moim odczuciu – stworzył Legię, która pierwszy raz od lat jest prawdziwym zespołem. To dzięki niemu z zawodników bije mentalność „jeden za wszystkich – wszyscy za jednego”. Postawił też na młodych, co cieszy mnie szczególnie, bo akcja bramkowa z Piastem duetu Karbownik-Rosołek może mieć ogromne znaczenie w kontekście końcówki sezonu.

 

- Jestem optymistą i wierzę, że wygramy oba mecze z „Pasami”. Zdaję sobie sprawę, że wygrali oni z Lechią 3:0 na wyjeździe, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Mimo wszystko mamy dość szeroką ławkę. Ci, którzy wchodzą, dają z siebie maksa i widać to gołym okiem, bo każdy z nich chce na dłużej pozostać w jedenastce. O bramkę też nie mamy się co martwić, Muzyk w Poznaniu pokazał, że zasługuje na to, by być w tej drużynie. Czeka nas pewnie jakiś okres przejściowy, ale ja nadal jestem spokojny. Wierzę, że zwyciężymy w tym swoistym dwumeczu.

Jacek Magiera:

 

- Daleki jestem od stwierdzenia, że drużynie nie idzie. Każdemu życzę żeby miał taką przewagę na trzy kolejki przed końcem rozgrywek. To bogactwo systematycznie wypracowane przez cały sezon, a to, że ostatnio Legia przegrała czy zremisowała, nie zmieni tego stanu rzeczy. Mecz Pucharu Polski rzeczywiście będzie jednak specyficzny – zero kalkulacji, gra o finał, wszystko rozstrzygnie tylko jedno spotkanie. Nie powiem, że Legię czeka łatwa wygrana, bo znając Cracovię, to Wojskowym może być niezwykle trudno. Drużyna na pewno będzie wybijana z rytmu, a teren przy Kałuży mimo wszystko jest niebezpieczny. Sądzę, że to mecz bez zdecydowanego faworyta, choć Legia ma naturalnie ma większe doświadczenie z grą pod presją i lepiej radzi sobie z utrzymywaniem korzystnego wyniku. Po tak długiej przerwie w rozgrywkach decydować może jednak dyspozycja dnia, czy poziom zregenerowania organizmów zawodników. Cracovia może być nabita po tym 3:0 w Gdańsku, ale pojedynczy mecz niewiele zmienia. Dla mnie dzisiejsze spotkanie nie ma faworyta.

 

- Będę śledził transmisję z wielkim zainteresowaniem. Jedni i drudzy mają indywidualności, ale one nie muszą o niczym zdecydować. W sytuacji w jakiej teraz jesteśmy największe znaczenie może mieć stały fragment gry, jedna przeprowadzona akcja. Możliwy jest wysoki wynik, możliwe są także dogrywka czy karne. W mojej reprezentacji gra Michał Rakoczy, w składzie Legii są zawodnicy, którzy również widnieją w szerokiej kadrze. Jestem więc bardzo ciekaw wieczornego starcia.

Przemysław Iwańczyk:

 

- W piłce nie ma nic bardziej irytującego niż poruszanie się od brandy do bandy. Od bezkrytycznego uwielbienia kibiców i dziennikarzy, po opinie krytyczne tak bardzo, że gdyby brać je na serio, to należałoby zwolnić z klubu wszystkich. Każdy kto miał do czynienia ze sportem wie, że nie da się utrzymać wysokiej formy przez cały czas. Są różne koniunktury, w trakcie sezonu zespół ma swoje wzloty, ale zalicza też wpadki, cechuje go różna dyspozycja fizyczna i pojawiają się także kontuzje. W tym momencie to właśnie one sprawiły, że Legia wygląda jak wygląda. Przecież gdyby do dyspozycji trenera Vukovicia była cała kadra, to Pekhart siedziałby na ławce, a teraz gra w ataku pierwsze skrzypce. Marko Vesović po restarcie rozgrywek był najlepszym piłkarzem ligi i kiedy ktoś taki wypada ze składu, musi się to odbić na zespole.

 

- Można mnożyć i mnożyć powody, dla których Legia ostatnio nieco zwolniła, ale nadal uważam, że jest na dobrej drodze. Są naturalnie powody do niepokoju, jak chociażby pierwsza połowa meczu z Lechem Poznań, ale ja wpisuje to właśnie w tę sezonową sinusoidę. Nadal utrzymuję, że Wojskowi są doskonale przygotowani do dokończenia rozgrywek i wyglądają najlepiej ze wszystkich drużyn, które pauzowały. Poza tym kiedy trzeba postawić ostatni krok, to często najtrudniej go zrobić. Na zespole ciąży pewnie trauma sprzed roku i choć nikt o tym głośno nie mówi, z całą pewnością gdzieś w podświadomości i zawodnicy i sztab pamiętają finał poprzedniego sezonu. Tak czy inaczej Legia nie jest w żadnym kryzysie. Jeżeli Legia ma kryzys, to reszta ligi skacze chyba na bungee bez podpiętej liny.

 

- Jak będzie dzisiaj? Równie dobrze mogę postawić szklaną kulę i wróżyć. Nie wiadomo co może się stać z jednym i drugim zespołem. Pamiętajmy o tym, że Legia grała trzy mecze w sześć dni i to też na pewno przyczyniło się do powstania urazów. Musimy mieć świadomość specyfiki Pucharu Polski, którą pokazał chociażby poprzedni mecz z Miedzą, gdzie Wojskowi dawali się zaskoczyć strzałami w poprzeczkę i kto wie co by się działo, gdyby piłka trafiła parę centymetrów niżej. Trudno prognozować przebieg dzisiejszego starcia. Można się w tym miejscu odwołać do wczorajszego meczu Werderu Brema z Heidenhem, gdzie czterokrotny mistrz Niemiec do samego końca męczył się z totalnym żółtodziobem, a spotkania dwumeczu zakończyły się rezultatami 0:0 i 2:2. Faworytowi zatem wcale nie musi pójść gładko. Otwiera się bowiem szansa na zdobycie pucharu, który może i nie jest nawet substytutem mistrzostwa, jednak to zawsze kolejne trofeum do gabloty. Na tym etapie wszyscy walczą więc o pełną pulę. Przed nami dwa dwumecze, bo i Legia z Cracovią zagrają za kilka dni w lidze i Lech znowu podejmie Lechię. Każdy powie, że faworytami są Legia i Lech, ale ze stuprocentową pewnością może to stwierdzić tylko ktoś bardzo odważny. Dajmy drużynom zagrać oba spotkania, a potem zajmijmy się ewentualnymi prognozami dotyczącymi końcówki sezonu.

Udostępnij

Powiązane newsy

Zobacz wszystkie