
Kössen i region Kasierwlink na kilka godzin zostały enklawami na mapie Austrii, ale ten fakt nie przeszkodził nam wykonać naszych zadań.
Niedzielny poranek w Austrii przyniósł nam dwie wiadomości: dużą wilgotność powietrza i nisko osadzoną mgłę, która dodała tylko uroku lokalnemu pejzażowi oraz zamknięcie ulic dookoła naszego hotelu z powodu zawodów triathlonowych "W sercu Alp". To lokalny event o bardzo długiej tradycji, który przyciągnął kilkuset uczestników na trasie i wcale nie mało kibiców. Od 09:00 rano przed oknami przemykały sylwetki kolarzy (trasa na 90 km), którzy w okolicach południa przebranżowili się w biegaczy (21,9 km), a dzień zaczęli od pokonania 1,9 km w okolicznym jeziorze Walchsee. Musicie wiedzieć, że nasza baza podzielona jest na dwie części. Z hotelu zawodników na boisko trzeba przejść przez ulicę i zdarzało się, że musieliśmy solidnie poczekać aż peleton pojedzie dalej.
Dziś trenowaliśmy w węższym gronie. Po wymagającym spotkaniu z Qarabagiem FK część zespołu miała zaplanowaną regenerację na siłowni, basenie i u fizjoterapeutów. Na zajęciach jak zwykle stawił się komplet czterech bramkarzy, którzy idą swoim rytmem przygotowań oraz ośmiu zawodników z pola.
- Brawo Czarunia - krzyknął Arkadiusz Malarz gdy wyciągnięty jak struna bramkarz wyjął zmierzającą w okienko piłkę. Golkiperzy ćwiczyli refleks na linii, poruszanie się, byli ostrzeliwani ze wszystkich stron. Zawodnicy z pola mieli w menu gierki na małym boisku z wykończeniem. Trenerzy zwracali uwagę na jakość wykonania i utrzymanie tempa. Bardzo zaangażowany był Carlitos, który raz po raz bombardował wyżej wspomnianą czwórkę. Indywidualnie trenował Bartosz Kapustka, który jako ostatni zszedł z boiska.
Teraz zbieramy siły, kolejne zabiegi u fizjoterapeutów mamy w planie wieczorem, a na boisku spotkamy się ponownie jutro rano.
PS. Spójrzcie na górę strony - na liczniku sprzedanych karnetów mamy już ponad 6,3 tys., a jeśli szukacie bardziej elastycznej formy, zachęcamy do nabycia subskrypcji na cały sezon.