
Już na godzinę przed rozpoczęciem poniedziałkowego treningu w LTC w powietrzu dało się wyczuć - i usłyszeć - że do Książenic zbliża się potężna burza. Piłkarzom Legii udało się rozpocząć zajęcia, ale o ich dokończeniu nie było mowy.
Już na godzinę przed rozpoczęciem poniedziałkowego treningu w LTC w powietrzu dało się wyczuć - i usłyszeć - że do Książenic zbliża się potężna burza. Piłkarzom Legii udało się rozpocząć zajęcia, ale o ich dokończeniu nie było mowy. Ale po kolei. Punktualnie o godz. 17:00 legioniści wyszli na boisko nr 2. Piłkarze zebrali się w kółku i... odśpiewali sto lat jubilatom - Filipowi Mladenoviciowi i Josipowi Juranoviciowi, którzy otrzymali od trenerów okazjonalne statuetki.
Po chwili legioniści rozpoczęli rozgrzewkę z użyciem mat, gum i płotków. Po kwadransie drużynę podzielono na kilka mniejszych zespołów i piłkarze rozpoczęli grę w „dziadka”. W tym momencie nad ośrodkiem Legii zaczęły zbierać się ciemne chmury, które na początku nie odstraszyły Wojskowych, którzy kontynuowali ćwiczenia.
Część zawodników została na placu kontynuując trening z użyciem małych bramek, część zaś przeszła na sąsiednie boisko rywalizować w siatkonogę. Po kilku minutach zerwał się wiatr, a błyskawice przeszywały okoliczne pola. Zaczęło solidnie grzmieć i padać - burza po raz pierwszy tego dnia wyprosiła legionistów z boiska. Ci schronili się pod schodami budynku LTC, gdzie spędzili kilka kolejnych minut. Gdy deszcz nieco ustał piłkarze postanowili wrócić do zajęć. Ale jak niebawem miało się okazać nie na długo.
Po kolejnych kilkudziesięciu minutach żarty się skończyły. Książenice stały się epicentrum wyładowań atmosferycznych, a z nieba zaczął padać solidny grad. Trener Czesław Michniewicz wraz ze sztabem szkoleniowym ze względów bezpieczeństwa postanowili zakończyć zajęcia. Następny trening zaplanowano na wtorek, na godz. 11:00.