
Codziennie na Legia.com - w Kalendarium Legii - przypominać Wam będziemy istotne wydarzenia ze 104-letniej historii klubu z Łazienkowskiej przypadające na dany dzień. 13 marca 2001 roku na świat przyszedł Michał Karbownik, jeden z najbardziej utalentowanych nastoletnich piłkarzy w Polsce. Legionista w październiku 2020 roku został zawodnikiem występującego w Premier League Brighton&Hove Albion, do którego przeszedł ostatecznie zimą tego roku.
13 marca 2001 roku na świat przyszedł Michał Karbownik, jeden z najbardziej utalentowanych nastoletnich piłkarzy w Polsce. Legionista w październiku 2020 roku został zawodnikiem występującego w Premier League Brighton&Hove Albion (ostatecznie przeszedł tam zimą 2021 roku).
Urodzony w Radomiu zawodnik trafił na Łazienkowską z tamtejszego Młodzika jako 14-latek w sezonie 2015/16 i szybko stał się jednym z jej najlepszych oraz najważniejszych zawodników. Po awansie do pierwszej drużyny przebojem wywalczył sobie miejsce w jedenastce Legii. W lutym 2020 roku podczas gali tygodnika Piłka Nożna został wybrany odkryciem sezonu w ekstraklasie. W barwach pierwszej drużyny 15-krotnego mistrza Polski rozegrał 47 meczów, w których miał osiem asyst.
W sezonie 2019/20 świętował zdobycie tytułu Mistrza Polski. Jako piłkarz Legii U19 reprezentował także klub w rozgrywkach młodzieżowej Ligi Mistrzów UEFA (zagrał tam trzy spotkania). Na swoim koncie ma także 45 występów (i jedną asystę) w drużynie Legii II, a także 17 rozegranych spotkań (i dwie asysty) w ekipie Legii U19. W 2015 roku zadebiutował w kadrze Polski do lat 15, zaś pierwszego gola dla biało-czerwonych strzelił w reprezentacji U17. W sumie w juniorskich reprezentacjach rozegrał 31 meczów. Powoływany był także do pierwszej reprezentacji Polski przez selekcjonera Jerzego Brzęczka, w której wystapił w trzech spotkaniach. Jesienią zeszłego roku UEFA umieściła go na liście pięćdziesięciu młodych piłkarzy, którzy mogą odegrać znaczącą rolę na ligowych boiskach Europy.
***
W roku 1933 hokeiści WKS Legia awansowali do finału Mistrzostw Polski. Spotkanie z Pogonią Lwów z powodu odwilży nie doszło do skutku ani w Krynicy, ani w Warszawie. Mecz udało się natomiast rozegrać w Katowicach, gdzie otwarto zamknięte kilka dni wcześniej lodowisko. Sam mecz miał niesamowity i niespotykany przebieg – zakończył się bowiem o godz... 4.10 rano. W spotkaniu rozgrywanym 13 marca 1933 roku na Górnym Śląsku regulaminowy czas gry, ani trzy dziesięciominutowe dogrywki, nie przyniosły zmiany remisowego wyniku (1:1). Rywalizację Legii i Pogoni zakończono więc o 4.10 rano... bez rozstrzygnięcia i ustalono, że Mistrzostwo Polski zdobywają obydwie drużyny. „Legia i Pogoń dzielą mistrzostwo hokejowe” „Rozpoczęto tu o godzinie 1.30 drugi mecz Pogoń - Legia. Wynik w czasie normalnym brzmiał 1-1 (0-0, 1-1). Bramki strzelili Hemerling i Materski, który został kontuzjowany. Trzykrotne przedłużanie gry po 10 minut nie dało rezultatu. Wobec tego pierwsze dwa miejsca w mistrzostwie dzielą Legia i Pogoń” - pisał „Przegląd Sportowy” z 15 marca 1933 roku.
Rozegrany wcześniej mecz Legii z Pogonią także nie został rozstrzygnięty (0:0). „Pierwszy w historii hokeja polskiego mecz o mistrzostwo, w którym oba zespoły miały jednakowe szanse. Normalny czas dał wynik gry nierozstrzygnięty. W miarę jak rozgrywano kolejne przedłużenia rosła zaciętość i twardość poszczególnych graczy, a z drugiej strony tendencja do grania na czas. Gra szybka, ostra, ale w normach reguł. Pogoń o klasę gorsza niż wczoraj z Poznaniem. Gra wyjątkowo chaotyczna i nerwowa. Zresztą wiele kombinacyj * psuł kręcący się między graczami sędzia. W Pogoni najlepszy Kuchar i Hemmerling, reszta zaledwie zadowoliła. W Legii superklasą był Przeździecki, któremu Legia zawdzięcza 0:0. Zarówno przy dalekich strzałach, jak i w pojedynkach zachował zimną krew i niezwykłe wyczucie sytuacji. Głowacki był najlepszy z całej drużyny w polu. Ponieważ graczom kończą się urlopy i w poniedziałek muszą być w domu, zarządzono więc w trzy godziny po tem, o godzinie 1.30 w nocy mecz dodatkowy” - pisali dziennikarze „PS”.
„Przegląd” był jedyną gazetą, która poinformowała o wyniku drugiego meczu Legia - Pogoń, który rozegrany został w Katowicach i zakończył się o godz. 4.10 nad ranem. „Historyczny finał Pogoń - Legia. 114 minut walki bez bramki. Istotnie mecz ten jest pierwszy w dziejach hokeja nie tylko polskiego, ale i światowego, jako rozpoczęty o godz. wpół do drugiej w nocy. Gdy rozpoczęliśmy grę w cudowną noc księżycową mieliśmy wrażenie jakiejś humoreski czy groteski kałbacerowej na lodzie. Gdy kończyliśmy - światło było już brudnawe, z mieszaniny granatowości nocy z szarością wstającego dnia. Humor dopisywał wszystkim - i organizatorowi turnieju p. Czaplickiemu i kierownikom i graczom obu drużyn. Była nawet publiczność: cały zespół jazz-bandowy warszawski, koncertujący w największej kawiarni w Katowicach, parę fordlanserek i grupa 20-30 pocztylionów. Warto było zrezygnować z przespanej nocy i być świadkiem tej nieuwieńczonej pozytywnym rezultatem próby zdobycia mistrzostwa. Bo trzeba złożyć hołd poświęceniu graczy obu drużyn: po 3-godzinnej przerwie, dzielącej ich od zakończenia normalnego meczu plus trzy dodatkowe przedłużenia, stanęli do walki o najwyższą stawkę, zmęczeni fizycznie i psychicznie. Ale wraz z gwizdkiem rozpoczynającym zawody wróciła im, oczywiście dzięki tylko nadzwyczajnemu wysiłkowi nerwów, świeżość cielesna i duchowa. Grano nie na czas, ale - co zasługuje na najwyższe uznanie - na wysiłek. Gdy w drugiej tercji Hemerling z ładnego przeboju, nota bene z winy obrońców Legii, zdobywa prowadzenie dla Pogoni, mistrzostwo zdawało się przesądzone. A jednak Legia nie załamuje się wręcz odwrotnie - atakuje i w dwie minuty potem Materski uzyskuje wyrównanie. Ten stan rzeczy trwał przez ostatnią tercję i trzy kolejne dogrywki. Atakowano całą trójką, atakowano wypadami, wyjeżdżali obrońcy obu drużyn, oddalając dalekie ostre strzały. Obaj bramkarze grają jednak bez zarzutu - szczególnie Przeździecki jest klasą dla siebie na boisku. Niestety zabrakło w obu drużynach, jak ktoś złośliwie zauważył 'dżentelmenów, umiejących się zachować pod bramką'. Było mało, wyjątkowo mało, pozycji podbramkowych, a w tych, które były - nie umiano wykorzystać tłoku. Tragedia zresztą całego polskiego hokeja. Nie obeszło się bez wypadków, zresztą mimowolnych: Materski dostaje krążkiem w lewe oko, pada zemdlony. Głowacki na dwie minuty przed końcem gry bierze wysoki strzał na głowę. Nowe zemdlenie - okłady ze śniegu - i nowy ozdrowieniec na lodzie. Gra przez cały mecz otwarta, ofensywna i bardzo szybka, połączona z twardością i zaciętością. Zachodziło się w głowę, skąd ci ludzie mają tyle zdrowia. W każdym razie stwierdzić można, że los wyjątkowo być sprawiedliwy: obie drużyny były tak równe, że zwycięstwo jednej z nich mogło być tylko kwestią przypadku. Udało się to szczęśliwie ominąć” - barwnie relacjonował finałowe zmagania „PS”. W roku 1933 tytuł Mistrzów Polski w hokeju na lodzie zdobyły więc dwie drużyny - Legia Warszawa i Pogoń Lwów.
W tym niezwykłym i historycznym meczu legioniści zagrali w składzie: H. Przeździecki, Głowacki, Materski, Pastecki, Szenajch, Rybicki, Szabłowski i W. Przeździecki. Z kronikarskiego obowiązku należy jeszcze odnotować, iż we wcześniejszych spotkaniach eliminacyjnych hokeiści Legii pokonali ŁKS Łódź 1:0 (0:0, 1:0) i AZS Warszawa 5:0 (walkower).
***
13 marca 1991 roku bramkarz Legii Maciej Szczęsny debiutuje w reprezentacji Polski w towarzyskim spotkaniu z Finlandią (1:1) w Warszawie. Ogółem w kadrze rozegra siedem meczów (sześć jako gracz Legii). Maciej Szczęsny urodził się 28 czerwca 1965 roku w Warszawie. Jest jedynym polskim piłkarzem, który zdobył mistrzostwo kraju z czterema różnymi klubami (Legią, Widzewem, Polonią i Wisłą). Początki jego zawodowej kariery przypadały na grę w II-ligowej wówczas Gwardii Warszawa (występował tam w latach 1983–1987). W roku 1987 trafił na Łazienkowską. W barwach Legii ligowy debiut zaliczył 8 sierpnia 1987 roku (w przegranym meczu ze Śląskiem Wrocław 0:2).
Z drużyną Wojskowych trzykrotnie zdobył tytuł Mistrza Polski (1993, 1994, 1995), tyleż razy sięgał również po krajowy puchar (1990, 1994, 1995). W sezonie 1995/1996 był pierwszym bramkarzem Legii w elitarnych rozgrywkach Champions League. Był także uczestnikiem pamiętnego spotkania o PZP Sampdoria – Legia (2:2) w Genui, kiedy to w końcówce meczu – po uderzeniu Roberto Manciniego – otrzymał czerwoną kartkę, a jego miejsce między słupkami bramki Legii zajął obrońca Marek Jóźwiak. Przez lata był bohaterem chyba największej rywalizacji wśród ligowych golkiperów. O miano pierwszego bramkarza Legii walczył ze Zbigniewem Robakiewiczem. W roku 1996 przeszedł do Widzewa Łódź (występował tam w kolejnej edycji Ligi Mistrzów). W latach 1998–2000 był graczem Polonii Warszawa, następnie występował przy ulicy Reymonta w Wiśle Kraków.
***
13 marca 2013 roku na zawał serca zmarł w Warszawie były piłkarz oraz trener Legii Władysław Stachurski. Więcej o legioniście piszemy w oddzielnym tekście.