
W pierwszym odcinku nowego programu LEGIA ON naszym gościem będzie Tomas Pekhart.
Dwa tytuły mistrzowskie, 39 goli w barwach Legii i korona króla strzelców PKO Bank Polski Ekstraklasy - takie sukcesy Tomasa Pekharta mówią same za siebie. Czeski napastnik jest jednak głodny kolejnych bramek i drużynowych triumfów, dlatego też pełen ambicji wrócił do stołecznej drużyny. W pierwszym odcinku nowego programu LEGIA ON na nasze i Wasze pytania odpowie właśnie Tomas. Zapraszamy!
O powrocie do Legii:
Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem wrócić do domu. Zaraz po lądowaniu przeszedłem testy medyczne i podpisałem kontrakt. Wczoraj był mój pierwszy trening z zespołem, dziś też jestem tutaj prosto po treningu. Obecnie jestem na etapie szukania mieszkania.
Cały czas byłem w kontakcie z chłopakami. Wysyłaliśmy do siebie wiadomości. Najbliżej trzymałem się zawsze z Mladenem, byliśmy współlokatorami w LTC. Kiedy odchodziłem z Legii Jędza zachęcał mnie też, żebym zmienił zdanie i został. Jak wróciłem to czułem, że jest bardzo szczęśliwy. Mam wrażenie jakbym wrócił do domu z trwających półtora roku wakacji.
Jestem teraz bogatszy w doświadczenia. Czas w Turcji był dla mnie ciężki. Teraz jestem bardzo szczęśliwy, że znów jestem w klubie, który dał mi bardzo wiele. Ja i moja rodzina bardzo się cieszymy, a szczęście moich bliskich jest dla mnie bardzo ważne.
O tęsknocie za Legią:
Za czym najbardziej tęskniłem? To mieszanka wszystkiego. Kiedy podpisałem tu pierwszy kontrakt, od pierwszego dnia czułem się wyjątkowo. Miałem też blisko do Czech. Mentalność Polaków jest podobna do mentalności Czechów. W klubie od razu czułem się zaje***. W klubie panuje świetna atmosfera, z chłopakami nie tylko dobrze rozumiemy się na boisku, ale też poza nim.
Wygrałem tu dwa razy mistrzostwo Polski, zdobyłem koronę króla strzelców. W Polsce urodziła się też moja druga córka. To miejsce jest dla mnie specjalne.
Oglądałem mecze Legii, kiedy przeniosłem się do Turcji i powiem szczerze, że było to dla mnie trudne, ponieważ bardzo tęskniłem.
O ulubionej koszulce Legii Warszawa:
Najlepiej czułem się w czarnej koszulce, która była limitowana. Strzeliłem w niej gola Lechowi Poznań na wyjeździe. Jak zamieszkam kiedyś na stałe w Czechach, to tę koszulkę oprawię sobie w ramę i powieszę w specjalnym miejscu.
O wyborze numeru 7:
Nie było innej opcji na numer. Mogłem wybrać “7” lub “21”, a z szacunku do Rafy Lopesa nie chciałem podbierać mu numeru i wybrałem “7”, Co chwilę słyszę, że nie jest to szczęśliwy numer, ale grał z nim Antola, więc jestem zadowolony z tego wyboru. Numer nie gra.
O formie fizycznej i gotowości do gry:
Na ten moment jestem gotowy do gry. Cały czas trenowałem indywidualnie, ale też z jednym zespołem z czeskiej ekstraklasy. Badania medyczne pokazały, że jestem w dobrej dyspozycji. Nasz sztab doskonale zna moje ciało i wie, co trzeba zrobić, abym był przygotowany na odpowiednim poziomie. Rozmawiałem z trenerem i myślę, że już w następnym meczu będę do jego dyspozycji.
O początkach przygody z piłką:
W dzieciństwie grałem na środku obrony. Miałem 8 lat i byłem najwyższy w drużynie, dlatego trener ustawiał mnie na środku obrony. Jako defensor strzelałem jednak po trzy gole, więc trener w końcu przesunął mnie do przodu. Gdybym był tak bramkostrzelnym obrońcom, pewnie grałbym dziś w Realu Madryt.
O strzeleniu czterech goli Zagłębiu Lubin:
Mecz z Zagłębiem Lubin był dla mnie wyjątkowy. Nigdy nie zapomnę tych czterech strzelonych goli. Dominik Hładun mówi, że tego nie pamięta. Trener Michniewicz ściągnął mnie około 70 minuty i byłem zły, bo strzeliłbym więcej. Wszystko mi wtedy wychodziło. Wcześniej leczyłem drobny uraz i nie byłem pewny, co do swojej dyspozycji, a tu nagle strzeliłem cztery gole.
O kibicach Legii:
Kibice Legii są niesamowici, a atmosfera na stadionie wyjątkowa. Przed podpisaniem pierwszego kontraktu obejrzałem kilka filmików ze stadionu i wysyłałem je do kolegów. Nigdy się nie spotkałem z takimi kibicami, myślę że są najlepsi na świecie. W Bundeslidze też pod tym względem był fajny poziom, podobnie było też w AEK-u Ateny. Przy Łazienkowskiej kibice są jednak dużo bliżej boiska, odczucia są zupełnie inne, lepsze.
O grze w hiszpańskim Las Palmas:
Bardzo dobrze wspominam mój pobyt w Hiszpanii. Grałem tam z Pedrim, obecnie gwiazdą Barcelony. Żyło mi się tam bardzo dobrze, urodziła się tam też moja pierwsza córka.
O pościgu za Rakowem:
Mamy bardzo mocną drużynę i możemy cały czas powalczyć o trofea. Ekstraklasa jest na tyle otwartą ligą, że dwie wpadki Rakowa mogą nam otworzyć szansę na mistrzostwo. Bardzo wierzę, że możemy to jeszcze osiągnąć. Chciałbym też wygrać Puchar Polski, bo tego trofeum mi brakuje.
Cały czas możemy dogonić Raków. Jest to zespół, który nie miał wcześniej takiej presji, teraz spotkają się z nią pierwszy raz. Wszyscy oczekują od nich mistrzostwa i nie będzie to dla nich łatwa runda.
O kolegach z drużyny:
Nie ma dla mnie różnicy, kto będzie mi częściej asystował. Potrzebuję asyst i od Mladena i od Josue. Niech asystują mi w takim samym stopniu i dołożą po pięć asyst przy moich golach.
Josue to bardzo dobry piłkarz. Musimy pogadać, kto ma wykonywać rzuty karne. Oczywiście żartuję, to decyzja trenera.
O córkach:
Jeśli moja córka będzie chciała grać w piłkę, to będę ją wspierał. Moja starsza córka była kilka razy na meczu, bardzo się cieszę, że będę mógł teraz zabierać je obie na boisko. Jedna z moich córek ma cały czas koszulkę Legii Warszawa i ciągle w niej chodzi. Bardzo się ucieszyła, gdy powiedziałem jej, że wracamy do Legii.
O pobycie w Tottenhamie i Southampton:
Do Anglii trafiłem, kiedy byłem bardzo młody. W Tottenhamie mogłem trenować z pierwszą drużyną, ale musiałem tam rywalizować z takimi graczami jak Dimitar Berbatov, Peter Crouch czy Robbie Keane. Nie miałem szans się przebić. Trafiłem na wypożyczenie do Southampton, następnie Tottenhma ściągnął mnie z powrotem. Kilka razy byłem na ławce, ale w Premier League nie zagrałem. Zdecydowałem, że wrócę do Czech, aby regularnie grać. Zdobyłem tam koronę króla strzelców i następnie przeniosłem się do Bundesligi.
O piłkarskich idolach:
Grałem z Dimitarem Berbatovem, był on moim idolem. Nigdy w życiu nie widziałem takiego luzu u piłkarza. Wzorowałem się też na Thierrym Henrym. W domu nie oglądam za dużo piłki. Wolę spędzać czas z rodziną.
O lidze tureckiej:
Turecka liga jest bardzo chaotyczna. W Polsce każda drużyna jest dobrze przygotowana fizycznie i taktycznie. Tam tego brakuje. Dominuje indywidualizm. Grają tam gwiazdy zarabiające duże pieniądze, ale są to zawodnicy zmierzający ku zakończeniu kariery. Nie wszyscy chcą tam pracować na najwyższym poziomie. W Galatasaray napastnik ma tam dużo możliwości, by strzelać gole, ale w drużynie ze środka tabeli, w której grałem nie stworzyliśmy zbyt wielu okazji. Na początku sezonu wyglądało to dobrze, wygraliśmy kilka meczów, ale potem pojawiły się problemy. Zaczęliśmy przegrywać, klub przestał wypłacać pieniądze. Nie wpływa to dobrze