Legia logo
News6 min read

PKO Ekstraklasa: Był taki mecz... Z Białą Gwiazdą na Gwiazdkę

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Legia w swojej historii mierzyła się z Wisłą w grudniu czterokrotnie. Trzy z tych spotkań to czasy bardzo odległe - pucharowy dwumecz w 1952 oraz ligowe spotkanie w 1977 roku. Ostatni raz w tym miesiącu Wojskowi zagrali z Białą Gwiazdą w Krakowie nieco ponad pięć lat temu, zwyciężając 2:0 po golach Nemanji Nikolicia i Aleksandara Prijovicia.

„Nikołajki w Krakowie, Legia coraz bliżej lidera!” - tytułowaliśmy meczową relację sprzed pięciu lat na Legia.com. Co ciekawe, w grudniowych meczach, które w swojej historii rozgrywały między sobą Legia i Wisła, warszawianie ani razu nie przegrali. Co więcej, nie stracili nawet gola. W dwumeczu w ramach półfinału rozgrywek o Puchar Polski w 1952 roku, najpierw - 7 grudnia - Wojskowi zremisowali bezbramkowo w Krakowie, bo tydzień później pokonać Białą Gwiazdę przy Łazienkowskiej 1:0 po golu Józefa Wieczorka (w 107. minucie) i awansować do finału. Z kolei 4 grudnia 1997 roku, w 19. kolejce ekstraklasy podopieczni Andrzeja Strejlaua pokonali Wisłę w Warszawie 2:0 (po bramkach Jerzego Banaszka i Kazimierza Deyny).

Wróćmy jednak do meczu, który odbył się nieco ponad pięć lat temu - dokładnie 6 grudnia 2015 roku. Legia pokonała wówczas na wyjeździe Wisłę Kraków 2:0 i zbliżyła się do prowadzącego Piasta Gliwice na pięć punktów. Bramki dla naszej drużyny zdobyli Nemanja Nikolić i Aleksandar Prijović. Legia pojechała do Krakowa na mecz z bardzo osłabioną Wisłą. W zespole Białej Gwiazdy z powodu kontuzji nie mogli zagrać: Denis Popovic, Emmanuel Sarki i najlepszy strzelec - Paweł Brożek, a Maciej Sadlok odbywał przymusową pauzę za czerwoną kartkę, którą obejrzał trzy dni wcześniej w spotkaniu z Lechem. Trener Stanisław Czerczesow dokonał dwóch zmian w wyjściowej jedenastce Wojskowych w porównaniu z wcześniejszą potyczką z Górnikiem Łęczna, zamiast Łukasza Brozia i Guilherme zagrali odpowiednio Bartosz Bereszyński i Ivan Trickovski. Cel legionistów był prosty - wygrać i zbliżyć się na pięć „oczek” do liderującego Piasta Gliwice.

Zawodnicy Wisły, dodatkowo zmotywowani na mecz z Legią przez kibiców, którzy pojawili się na ich sobotnim treningu, nie zamierzali jednak tanio sprzedać skóry. To gospodarze częściej operowali piłką, ale i tak nie wystarczyło to na stworzenie groźnych sytuacji pod bramką Dusana Kuciaka. Słowacki bramkarz musiał interweniować po lekkim strzale przewrotką Guerriera, a najgroźniej w naszym polu karnym było, gdy świetnie z piłką odwrócił się w nim Maciej Jankowski. „Jankes” nie zdołał jednak uderzyć na bramkę, bo powstrzymał go Bartosz Bereszyński. Legioniści chcieli grać z kontrataku, kierowali sporo górnych piłek do Nikolicia, ale niewiele z tego wynikało. Z przodu w naszej drużynie najbardziej aktywny był Ondrej Duda. To on w 30. minucie stworzył pierwszą groźną sytuację dla Wojskowych, kiedy ruszył sam środkiem boiska i oddał minimalnie niecelny strzał z dystansu. To również po faulu na Słowaku przed polem karnym Wisły sędzia Przybył podyktował rzut wolny, po którym bliski zdobycia bramki dla Legii był Tomasz Brzyski. W pierwszej części spotkania Kuciakowi zagroził jeszcze Rafael Crivellaro, który prawie „wkręcił” piłkę do bramki stołecznych z rzutu rożnego. Hit 19. kolejki ekstraklasy do przerwy rozczarowywał. Po wznowieniu gry legioniści musieli znacznie podkręcić tempo gry, jeżeli liczyli na zwycięstwo.

Po przerwie nadal stroną przeważającą była Wisła, która momentami nie pozwalała legionistom wyjść z własnej połowy. W 52. minucie potężny strzał z okolic 14. metra oddał Krzysztof Mączyński, ale piłkę na szczęście udało się odbić Kuciakowi. Sześć minut później trener Czerczesow dokonał pierwszej zmiany w składzie, wprowadzając Guilherme za Ondreja Dudę, który kilka chwil wcześniej ucierpiał w starciu z jednym z miejscowych obrońców. W 62. minucie „Gui” miał kapitalną szansę na przeprowadzenie zabójczej kontry po stracie Guzmicsa w środku pola, ale jego zagranie nie doszło do czekających w „szesnastce” Nikolicia i Kucharczyka. W 76. minucie swoją pierwszą dogodną szansę w Krakowie miał natomiast Nikolić, który po dobrym prostopadłym podaniu Guilherme wpadł w pole karne i z ostrego kąta uderzył nad poprzeczką. Chwilę później trener Czerczesow dał legionistom znak, że mają za wszelką cenę walczyć o trzy punkty i za środkowego pomocnika, Stojana Vranjesa, wprowadził na boisko napastnika, Arkadiusza Piecha. Od 82. minuty natomiast Legia grała już trójką nominalnych atakujących po tym, jak Aleksandar Prijović zmienił Michała Kucharczyka. Ultraofensywne ustawienie przyniosło upragnionego gola już trzy minuty później. Piech sprzed pola karnego zagrał w „szesnastkę” do Nikolicia, a Węgier posłał piłkę do siatki obok wyciągniętego jak struna, będącego dziś w Legii Warszawa Radosława Cierzniaka.

Akcja była właściwie kopią tej, która przyniosła gola tydzień temu w Bielsku-Białej, ale tym razem Wojskowi triumfowali. W 4. minucie doliczonego czasu nasz zespół dobił rywala po błyskawicznej kontrze wyprowadzonej przez Nikolicia i Prijovicia. Węgier asystował, „Prijo” trafił, Legia zdobyła trzy punkty i zbliżyła się na pięć „oczek” do Piasta Gliwice.

 

- Spodziewaliśmy się ciężkiego meczu. Na początku gra nam się nie układała, ale byliśmy cierpliwi i to się opłaciło. Słyszałem bardzo wiele o meczach Legii z Wisłą. Derby to derby, rządzą się swoimi prawami. Spodziewaliśmy się ciężkiego meczu. Na początku gra nam się nie układała, ale byliśmy cierpliwi i to się opłaciło. Było dziś wiele walki, ale mało sztuki piłkarskiej. Mogę zmieniać kogo chcę i kiedy chcę. Jeżeli sam piłkarz czuje, że ma jakiś problem, to zmiana jest konieczna. W takich meczach, gdzie jest dużo walki, wszyscy powinni być gotowi w stu procentach. Jestem niezadowolony z postawy sędziego. Michał Pazdan nie zasłużył na żółtą kartkę. Z Piastem będzie musiał zagrać ktoś inny - powiedział po zwycięstwie nad Wisłą trener Legii Stanisław Czerczesow.

- Nasza gra może i nie była porywająca, ale takie mecze się zdarzają. Czasami wynik nie przekłada się na dobrą grę. Może nie zaprezentowaliśmy się najlepiej, jak potrafimy, ale zdobyliśmy trzy punkty. To dla nas najważniejsze. Byliśmy zdeterminowani i konsekwentni, by zagrać na "zero" z tyłu. Wisła się otworzyła, więc wyglądało na to, że zwycięży ten, kto trafi do siatki. W naszej sytuacji, gdy gonimy Piasta, liczą się wygrane. Nieważne, w jakim stylu - powiedział po meczu obrońca Wojskowych Igor Lewczuk.

 

- Byliśmy bardzo dobrzy jako drużyna, a jeden zawodnik nie jest w stanie w pojedynkę wygrać meczu. Zadaniem napastnika jest zdobywanie bramek i jeśli trafi do siatki, wszyscy mówią akurat o nim. Pokazaliśmy jednak ducha drużyny. To zespołowe zwycięstwo. Nie było łatwo, bo Wisła postawiła nam trudne warunki. To było bardzo wyrównane spotkanie, w trakcie którego czekało na nas mnóstwo wyzwań i pojedynków. Do samego końca wierzyliśmy w sukces i mieliśmy siły na to, by ostro walczyć - dodał strzelec pierwszego gola Nemanja Nikolić.

 

- To był duży przypadek, że piłka trafiła do Nikolicia. Z tego co widziałem, jeden z zawodników próbował uderzać, a piłka odbiła się kilka razy. Dużym zaskoczeniem było to, że w tamtym miejscu znalazło się kilku zawodników, ale absolutnie nie przeszkodzili mi w niczym - podsumował ówczesny bramkarz Wisły Radosław Cierzniak.

6 grudnia 2015 r. Kraków, 19. kolejka ekstraklasy

 

Wisła Kraków - Legia Warszawa 0:2 (0:0)

Bramki: Nikolić (85), Prijović (90+4)

 

Wisła: Cierzniak - Jović (20' Bartosz), Głowacki, Guzmics, Cywka - Mączyński, Uryga - Boguski, Crivellaro, Guerrier (87' Marszalik) - Jankowski

Legia: Kuciak - Bereszyński, Lewczuk, Pazdan, Brzyski - Vranjes (77' Piech), Jodłowiec - Trickovski, Duda (58' Guilherme), Kucharczyk (82' Prijović) - Nikolić

Żółte kartki: Guerrier - Brzyski, Pazdan

Share

Related news

See all