
Za nami jedne z najbardziej szalonych rozgrywek w historii klubu. Bolesne początki, chwila stabilizacji, upadek, odbicie się od dna i szybowanie na szczyt, pandemia, powrót i końcowy triumf. Wybraliśmy siedem spotkań, które naszym zdaniem miały największy wpływ na losy sezonu 2019/2020. Specjalnie dla Was każde z nich skomentował trener Aleksandar Vuković.
ŁKS Łódź vs Legia Warszawa 2:3, 6. kolejka PKO Ekstraklasy:
- Mecz z ŁKS-em wygrany 3:2 był spotkaniem, które zapamiętam szczególnie z dwóch powodów. Po pierwsze, zadebiutował Michał Karbownik. Chcieliśmy żeby zadebiutował już wcześniej, ale nabawił się kontuzji bodajże w Leogang i trochę się to przeciągnęło. Jarka Niezgodę praktycznie od początku sezonu liczyłem jako napastnika numer jeden, ale widać było, że potrzebuje trochę czasu do tego, by wrócił do swojej dyspozycji. Dla niego mecz z ŁKS-em był meczem zwrotnym – zaczął strzelać, zaczął grać w swoim stylu. Trochę żałowałem, że wszedł na swój poziom o jakieś dwa tygodnie za późno w kontekście tych arcyważnych meczów z Glasgow Rangers, ale najważniejsze jest to, że Jarka udało się odbudować. Bardzo dużo nam dał pod kątem rundy jesiennej i – jakby nie patrzeć – ze strony finansowej w zimę. Wiele osób zastanawiało się czy coś jeszcze z niego będzie, a stał się piłkarzem, który dał nam wiele radości.
- Jeżeli chodzi o Karbo, to sformułowanie „serce rośnie” jest tutaj najlepszym określeniem, zwłaszcza kontekście, gdzie patrzyło się na niego od samego początku, od jego pierwszego wyjścia na plac. Będąc w klubie i obserwując naszych zawodników z zaplecza, miałem jeden taki moment, kiedy nasze rezerwy grały z Widzewem na ich stadionie, gdzie – łagodnie mówiąc – trochę ludzi przyszło. Michał – który wtedy był jeszcze młodszy – grał tam bez żadnych kompleksów i problemów. Już wtedy wiedziałem, że to chłopak, który nie pęknie, gdy przyjdzie mu zadebiutować w Ekstraklasie. I tak też było, choć szczerze powiedziawszy, nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobrze – a to jest ogromnie fajne. Robił dużo szumu z przodu, potem bardzo poprawił się, jeśli chodzi o grę defensywną, bo początkowo – z racji nowej pozycji – miał tam jeszcze trochę problemów. Tak czy inaczej już w debiucie zaznaczył, w jakim kierunku będzie rozwijał się w tym sezonie.
Legia Warszawa vs Lech Poznań 2:1, 12. kolejka PKO Ekstraklasy:
- To niewątpliwie jeden z punktów zwrotnych, a przede wszystkim moment, od którego złapaliśmy stabilizację i praktycznie do momentu przedłużenia ligi nie było żadnych problemów z naszą formą. Mimo trudnego początku wierzyłem, że lada moment się przełamiemy i nastąpiło to akurat w tej 12. kolejce, po dwóch nieprzyjemnych porażkach z Piastem i z Lechią. Przed tymi dwoma meczami graliśmy jednak dobre spotkania – pamiętam wygraną w Krakowie, przecież z Glasgow Rangers graliśmy super mecze. Ta drużyna już wcześniej pokazywała więc wiele dobrego, ale brakowało takiego punktu zwrotnego. Jasne, trzecia porażka sprawiłaby, że wokół nas wytworzyłoby się ogromne napięcia, a atmosfera stałaby się jeszcze bardziej gęsta. Daliśmy jednak radę, chłopaki zagrali mecz, w którym jako trener czułem największą dumę na reakcję zespołu po straconej bramce. Po golu Jevticia drużyna jakby nigdy nic grała swoje i zupełnie nie reagowała na zasadzie „O Boże, co to teraz będzie?” Po prostu robiliśmy swoje.
Legia Warszawa vs Wisła Kraków 7:0, 13. kolejka PKO Ekstraklasy:
- To naprawdę był mecz do zapamiętania. Legia siedem, Wisła zero, a rywal to nadal wielki klub, nawet jeśli ma swoje problemy. Wisła ani przed tym spotkaniem, ani po nim nie przegrywała tak wysoko. To był dzień, w którym wychodziło nam wszystko. Zaczęło się od bramki Luquinhasa, jaką otworzyliśmy wynik jeszcze w pierwszej minucie. Później chłopaki grali naprawdę znakomity mecz, Wisła cały czas źle reagowała na to co się dzieje, bo mimo tego co miało miejsce na placu, cały czas chciała grać z nami otwartą piłkę. A to – jak można było zauważyć – źle się dla niej skończyło.
Śląsk Wrocław vs Legia Warszawa 0:3, 18. kolejka PKO Ekstraklasy:
- Mecz z ówczesnym liderem Ekstraklasy. Pamiętam go jako bardzo dojrzałe spotkanie z naszej strony, aczkolwiek zaczęło się nie najlepiej, bo od jednego z kilku rzutów karnych przeciwko nam, które są bardzo trudne do zaakceptowania. Tutaj akurat ciężko było się kłócić o prawidłowość tej decyzji, ale bolał fakt, że w niegroźnej sytuacji, zupełnie z niczego daliśmy rywalowi tlen. Radek Majecki dokonał bardzo ważnej rzeczy – jego obrona dała nam wiele nie tylko w kontekście tego meczu, ale także całego sezonu. Potem już całe spotkanie mieliśmy pod kontrolą.
Lechia Gdańsk vs Legia Warszawa 0:2, 25. kolejka PKO Ekstraklasy:
- Ten mecz z 25. kolejki wspominaliśmy również przy okazji starcia w 36. kolejce, gdy mierzyliśmy się z Cracovią. W Gdańsku było tak jak zawsze – duże napięcie, ogromna intensywność, trudny teren, gdzie znów zagraliśmy bardzo dobrze, nie pozwalając Lechii praktycznie na nic. Pamiętam znakomite podanie Luquinhasa i wyjście Pawła Wszołka na wolne pole – w swoim stylu uciekł obrońcom i pokonał Kuciaka zakładając mu siatkę. No i „Chołi”, który wszedł razem z Tomasem Pekhartem, zdobywając jedną z najłatwiejszych bramek sezonu.
Cracovia vs Legia Warszawa 3:0, półfinał Totolotek Pucharu Polski:
- Mecz, którego nie będziemy dobrze wspominać, ale wiele się dzięki niemu nauczyliśmy. To porażka, którą godnie przyjęliśmy i potrafiliśmy na nią zareagować. Wszyscy czuliśmy bardzo duże napięcie i chęć zamknięcia ligi, a tamto spotkanie zabrało nam wiele energii i koncentracji. Problemy zdrowotne i eksploatacja zawodników przyczyniły się do niekorzystnego rezultatu, bo nie mogliśmy rozegrać tego tak, jak chcieliśmy. To był słaby mecz, który przegraliśmy za wysoko. W pierwszej połowie przegrywaliśmy 0:2, ale takiej przewagi Cracovia nie miała. Obie bramki padły w sytuacjach, które zdarzają się bardzo rzadko. Pamiętam jednak, że potrafiliśmy wziąć w garść po tej porażce i ten cios nie powalił nas. Cracovia była chętna, by trzy dni później w Warszawie powtórzyć wynik i doprowadzić do sytuacji, że presja ciążąca na nas byłaby większa. Oprócz niemiłych wspomnień ze względu na wynik, mimo wszystko bardzo podobała mi się reakcja zawodników. To jak zostaliśmy potraktowani, to jak wyglądaliśmy na boisku, wyzwoliło we wszystkich odpowiednią chęć rewanżu. Pamiętam sytuację z końcówki pucharowego meczu, która nas wszystkich zabolała, czyli faul Hanki na Luquinhasie. To był moment, po którym wiedziałem, że w lidze na pewno wygramy. Na podstawie tego zagrania i niesportowego zachowania zbudowaliśmy bardzo dużą energię i motywację, którą powoli zaczęliśmy tracić, bo kilku piłkarzy miało już rozładowane baterie. Bardzo, bardzo istotny moment.
Legia Warszawa vs Cracovia 2:0, 35. kolejka PKO Ekstraklasy:
- Przed decydującym o mistrzostwie meczem z Cracovią nie mieliśmy dużo czasu. Chciałem jedynie uniknąć psychozy związanej z możliwością utraty tego wszystkiego, co już mieliśmy na wyciągnięcie ręki. Czasem głowach piłkarzy zachodzą takie procesy, w których bardzo łatwo o paraliż spowodowany myślą, że coś można utracić. Przygotowaliśmy się do tego meczu, jak do rewanżu z Cracovią za wszystko to co tam przeżyliśmy. Po pierwsze za porażkę, po drugie za zachowanie Hanki w końcówce meczu. Takich rzeczy jak on nikt nie powinien robić, ale mimo wszystko cieszę się, że miało to miejsce, bo dało nam to bardzo dużo jeśli chodzi o nasze podejście, agresję i energię – wykorzystaliśmy to odpowiednio. W tym spotkaniu nie było czuć, że odczuwamy jakąkolwiek presję wynikającą z możliwości porażki i niepewności tytułu. Wyszliśmy na boisko udowodnić, że potrafimy grać dużo bardziej zdecydowanie i jesteśmy drużyną, której nie można tak traktować, jak został potraktowany Luquinhas w ostatnich minutach meczu pucharowego.
- Uważam, że drużyna walczyła w tym sezonie o kilka rzeczy. Nie tylko o zwycięstwo i mistrzostwo Polski, ale też o zdobycie zaufania ludzi, którzy oglądają Legię, kibicują jej i są z nią na dobre i na złe. Bardzo dużo ten zespół przecierpiał nie ze swoich win. To była zupełnie nowa drużyna, a mimo wszystko wspominano, że przegrali to i tamto w poprzednim sezonie, że są tacy i tacy. Na początku trzeba było tłumaczyć się z jednej i drugiej porażki, ale my wiedzieliśmy, że potrzebujemy trochę czasu, aby to zaczęło funkcjonować. Mam wrażenie, że zdobycie zaufania to największy sukces ekipy w tym roku. Potrzebujemy tej pozytywnej energii ze strony trybun, ludzi znajdujących się wokół klubu. Potrzebujemy sympatii i bezwarunkowego wsparcia. Jesteśmy w tym wszyscy razem. To jest drużyna, która dla tego klubu chce walczyć. Takie przekonanie funkcjonuje teraz wśród kibiców Legii.
- Naszym obowiązkiem jest to pielęgnować. Musimy być drużyną, której się ufa i którą się wspiera. Drużyną, która swoim zaangażowaniem i poświęceniem na to zasługuje. To dla mnie boiskowe i poza boiskowe najważniejsze wydarzenie sezonu, a więc zupełnie inne postrzeganie zespołu i zupełnie inny kontakt z kibicami. To zjednoczenie musi być jeszcze większe. Jesteśmy na dobrej drodze.
- Nowe rozgrywki zaczynamy już za chwilę od Superpucharu. Życzę nam wszystkim, abyśmy w kolejnym sezonie jeszcze bardziej się zjednoczyli. Abyśmy wszyscy wokół Legii budowali coś wielkiego i szli do przodu. Jesteśmy w sytuacji, w której wszyscy razem możemy zrobić kolejny krok naprzód. Przy odrobinie szczęścia być tam gdzie chcemy – w Europie, a na polskim podwórku dalej przewodzić stawce.