Legia logo
News3 min read

Z fotograficznego archiwum Pana Gienia

Plus500 logo
PKO Bank Polski Ekstraklasa logo

Dziś kilka zdjęć nieodżałowanego mistrza sportowej fotografii Eugeniusza Warmińskiego, które przeniosą nas w czasie do lat 50. Tak ponad pięć dekad temu wyglądało zimowe zgrupowanie Legii Warszawa, w której pierwsze skrzypce grał Lucjan Brychczy. Drużyna Wojskowych ładowała wówczas akumulatory w malowniczych polskich górach.

Za kilka dni legioniści wylecą na zimowy obóz do Turcji, gdzie przez prawie trzy tygodnie w znakomitych warunkach szlifować będą formę do wiosennych rozgrywek. W latach 60. ubiegłego stulecia piłkarze z Łazienkowskiej (a także pozostałych ligowych drużyn) ładowali zazwyczaj akumulatory trenując i biegając w polskich górach. Zimowe zgrupowania odgrywają ważną rolę w przygotowaniu zawodników do trudów sezonu, ale są też szansą, żeby na chwilę uciec od piłki nożnej – wykorzystują to zarówno piłkarze, jak i klubowi fotografowie.

W dzisiejszym, premierowym odcinku cyklu „Z archiwum Pana Gienia” (Eugeniusza Warmińskiego - jednego z najlepszych fotografów w dziejach polskiego sportu, przez lata związanego z warszawskim klubem), zdjęcie z początku lat 60. ubiegłego stulecia, a dokładnie z 22 maja 1960 roku. W Legii rok ten stał pod znakiem zawirowań na ławce trenerskiej. Po zakończeniu sezonu 1959 włodarze klubu z Łazienkowskiej podziękowali za współpracę Stjepanowi Bobkowi. Jugosłowianin, któremu marzyła się odbudowa wielkiej Legii, spędził w Warszawie zaledwie pół roku. Został posądzony o szpiegostwo na rzecz NATO, przez co ciążyła nad nim groźba aresztowania. Ostatecznie Bobkowi nic nie udowodniono (w późniejszych latach trzykrotnie zdobył tytuł mistrzowski z Partizanem Belgrad oraz dwukrotnie z Panathinaikosem Ateny). Stery po jugosłowiańskim trenerze na początku 1960 roku przejął Kazimierz Górski. Sporą część okresu przygotowawczego legioniści spędzili w Belgradzie. Klub nie przeprowadził żadnych transferów, nikt jednak nie opuścił drużyny.

Wiadomo, piłka jest najważniejsza, ale kiedy ponad 20-osobowa grupa kumpli wyjeżdża, by spędzić razem dwa czy trzy tygodnie, nie samymi treningami człowiek żyje. Wspólnie, często w wesołej atmosferze, spożywa się posiłki, przychodzą chwile regeneracji w saunie i basenie, a także okazja - przynajmniej w dzisiejszych czasach - by obejrzeć kawałek świata.

Wskazówka zegara przesuwana była powiedzmy... z minuty piątej na 15. Stąd też nieścisłości w podawanych przez ówczesnych dziennikarzy minutach boiskowych wydarzeń.

Zdarzało się jednak, że zapatrzył się na boisko lub po prostu w którejś minucie meczu przysnął. Wówczas wskazówka zegara przesuwana była powiedzmy... z minuty piątej na 15. Stąd też nieścisłości w podawanych przez ówczesnych dziennikarzy minutach boiskowych wydarzeń. Trzeba więc było być wyspanym i - co najważniejsze - nie zapomnieć swojego zegarka. Często też, kiedy na stadionie był komplet publiczności, antresola stadionowego zegara służyła za dodatkową trybunę.

Zegar w takiej formie działał na stadionie Legii w latach 60. aż do drugiej połowy lat 70., kiedy to zastąpił go pamiętny węgierski zegar z tablicą do wyświetlania wyników, składów oraz zdobywców bramek. Dziś na obiekcie Legii czas podają dwa telebimy zamontowane w górnych narożnikach stadionu.

7 listopada 1990 roku zdarzył się cud. Wygrywając 1:0 – po golu Krzysztofa Iwanickiego – ligowy wówczas przeciętniak z Polski wyeliminował czołowy zespół szkocki, wcześniejszego zdobywcę PZP i awansował do ćwierćfinału tych rozgrywek.

„Trener Dragomir Okuka znany był z tego, że lubił dać piłkarzom w kość. Jakież więc musiało być ich zdziwienie, kiedy latem dowiedzieli się, że letni obóz przygotowawczy nie odbędzie się ani w Wiśle, ani w Zakopanem – a tym razem przyjdzie szlifować im formę w niemieckich Alpach. Na szczęście nie musieli zdobywać okolicznych szczytów, zajęcia bowiem odbywały się głównie na doskonale przygotowanych boiskach, a także w siłowni” – tak o zgrupowaniu świeżo upieczonych mistrzów z 2002 roku pisała „Nasza Legia”.

Legioniści przebywali wtedy w niemieckiej Bad Reichenhall. Trzynaście lat później, w austriackim Leogang, pojawiła się szczególna okazja podziwiania wysokogórskich krajobrazów. „Nie lada atrakcją dla piłkarzy Legii było latanie w przestworzach Alp. Warszawianie skorzystali z 'flying fox' i z prędkością ponad 140 kilometrów pokonali - w powietrzu - półtora kilometra” – donosiła Legia.com.

Dziś zimowe zgrupowania często organizowane są właśnie w ciepłych krajach. Piłkarze korzystają z bliskości plaży, morza czy oceanu. Szczególnie zazdrościć należy obozu w 2011 roku, na Costa Ballena, kiedy w wolne popołudnie udało się zorganizować wycieczkę do Jerez de la Frontera i przyjrzeć testom przed rozpoczynającym się sezonem Formuły 1. W 2013 hitem okazała się wyprawa na Gibraltar, i to nie tylko z racji na imponujące klifowe wybrzeże, a z powodu wszechobecnych małp, z którymi legioniści chętnie się fotografowali.

Na zdjęciach Eugeniusza Warmińskiego z lat 60., widzimy piłkarzy Legii przebywających na zimowym obozie w polskich górach, między innymi legendę Legii Lucjana Brychczego, którego pan Gienio uwieczniał na swoich fotografiach przez całą sportową karierę w Warszawie.

Jeżeli z drużyną wyjeżdża zaufany fotograf, kontakt z zawodnikami jest wówczas zupełnie inny - udaje się uwiecznić także chwile odprężenia czy spędzania wolnego czasu. Pomiędzy częstymi morderczymi treningami na sali, legionistom zdarzało się w tamtych czasach organizować m.in. wycieczki na nartach.

Share

Related news

See all