Dawid Szwarga: Wygrana przy Łazienkowskiej nigdy nie jest prosta
Autor: Gabriel Rudo, fot. Janusz Partyka

Autor: Gabriel Rudo, fot. Janusz Partyka
Autor: Gabriel Rudo, fot. Janusz Partyka
- To dla mnie bardzo dobry czas. Cieszę się z tego zwycięstwa. Wygrana przy Łazienkowskiej nigdy nie jest prosta, szczególnie teraz, kiedy ta drużyna zmierza w odpowiednim kierunku - powiedział na konferencji prasowej po meczu z Legią Warszawa trener Rakowa Częstochowa, Dawid Szwarga.
- Ostatni raz cztery bramki przy Łazienkowskiej padły osiem lat temu, więc nie jest to proste. Szacunek dla zespołu, ponieważ byliśmy skuteczni. Jeśli chodzi o naszą postawę, podejście do meczu, odwagę, swobodę z piłką, to wszystko było na dobrym poziomie. Dołożyliśmy do tego organizację oraz odpowiednią intensywność. Dzięki temu byliśmy skuteczni w każdej fazie gry. Potrafiliśmy działać zarówno wysoko, jak i nisko, z piłką i bez. Zagraliśmy więc kompleksowy mecz. Najsłabiej wyglądało to pod względem stałych fragmentów gry. Nad tym elementem musimy nadal pracować. Pamiętam jednak, że Legia jest w tym dobra. To jest jednak tylko jedno zwycięstwo. Nadal jesteśmy w czerwonej strefie. Dzisiaj będziemy się cieszyć, ale od jutra zaczynamy pracę i przygotowania do meczu z Widzewem.
- Ile dni wolnych wypracowali sobie zawodnicy? Chciałbym powiedzieć żadnego i być konsekwentnym trenerem. Jednak jeden z zawodników w szatni - który pierwszy raz odezwał się dzisiaj przed drużyną - zrobił to w idealnym momencie, dzięki czemu wywalczył dla zespołu jeden dzień wolnego. Który? Niech to zostanie tajemnicą.
- Po tym meczu można zacząć mówić o Rakowie Dawida Szwargi, a nie Marka Papszuna? Nie wiem. To już wasza sprawa. Możecie mówić, że to Raków Papszuna, Szwargi, komputerowca, destruktora czy deduktora. Nie jest to dla mnie istotne. Nazywajcie to tak, jak chcecie.
- Nie wiem, co było dzisiaj ważniejsze. To, że nigdy nie wygrałem z trenerem Papszunem, czy to, że nigdy nie przegrałem z Legią. Wydaje mi się, że to drugie. Natomiast to nie był pojedynek Szwarga-Papszun, tylko piłkarzy na boisku. Zawodnicy utrzymali poziom i zaprezentowali się bardzo dobrze. Mam tu na myśli kilka aspektów - odwagę, swobodę i pewność siebie. Kilku zawodników wystąpiło na takim poziomie, jakiego oczekiwałbym w kolejnych spotkaniach. To jest kluczowe, aby znaleźć balans między intensywnością, organizacją gry, a swobodą w kolejnych meczach.
- Dzisiejszego pressingu nie nazwałbym, jako DNA Rakowa. Tak wygląda współczesny futbol. Jeśli chcesz dobrze grać, musisz pressować. Nie ma innej opcji. Oczywiście zachęcałem do tego zawodników. Nie ma lepszego rozgrywającego niż wysoki odbiór piłki, co pokazaliśmy również przy jednej z bramek. Pierwsza połowa rzeczywiście była bardzo dobra pod względem pressingu. Myślę, że niemal bezbłędna, ale zawsze jest coś do poprawy. Pressing przeciwko zespołowi, który jest ustawiony czwórką zawodników i bramkarzem, nie jest prosty. Augustyniak i Piątkowski potrafią grać na różnych pozycjach, nie oddając łatwo piłki. Ten pressing wymagał od nas wiele. Pracujemy nad tym każdego dnia. To ogromna praca sztabu, ale potrzebna jest też otwartość piłkarzy, bo bez nich nie osiągnęlibyśmy takiego efektu.
- To dla mnie bardzo dobry czas. Cieszę się z tego zwycięstwa. Wygrana przy Łazienkowskiej nigdy nie jest prosta, szczególnie teraz, kiedy ta drużyna zmierza w odpowiednim kierunku. Traktuję to jednak jako zwycięstwo z Legią, a nie z Markiem Papszunem. Gdybym mówił, że cieszę się ze zwycięstwa ze względu na pokonanie Marka Papszuna, oznaczałoby to, że mam jakieś kompleksy w stosunku do tego trenera. A tak oczywiście nie jest. Uważam, że byliśmy dobrym zespołem również wtedy, gdy jako Arka graliśmy z Legią u siebie. Nawet jeśli tamtego meczu nie wygraliśmy, miałem poczucie satysfakcji.